PARTNERZY PORTALU

Robota, roboty, kłopoty

Robota, roboty, kłopoty
"Mniej pracy" nie musi oznaczać "mniej efektów". NP

W ostatnich miesiącach przeżyliśmy parę sporów o dni wolne od pracy. Przeciwnicy wskazywali na miliardowe straty, jakie z tego tytułu ponosi gospodarka… W ciągu najbliższych lat, takie różnice zdań mogą stracić sens.

Sytuacja na rynku pracy jest dziś na pierwszy rzut nieco schizofreniczna. Oto rząd chwali się - niebezpodstawnie - rekordowo niskim bezrobociem, ale firmy narzekają na brak rąk do pracy. Zagraniczni pracodawcy chwalą polskich pracowników za wysokie kompetencje, ci zaś utyskują na przepracowanie i relatywnie niskie płace. Aby nie było za prosto: do pełnego obrazka polskiego rynku pracy dodać trzeba dominującą większość: tych, którzy nie narzekają, lecz ciężko pracują - czasem legalnie, czasem na czarno.

A przed nami rewolucja technologiczna, która zmieni radykalnie i nieodwracalnie model gospodarki, a także rynek pracy. Jesteśmy gotowi? Raczej nie. Ale chyba nikt do końca nie jest...

Polak pracuś

Po raz pierwszy w historii III RP znaleźliśmy się w sytuacji praktycznego braku bezrobocia. Ze wstępnych danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w listopadzie stopa bezrobocia wzrosła do 5,8 proc. (z 5,7 proc. w październiku) i - zdaniem ekonomistów - pola do dalszego ruchu w dół w zasadzie nie ma. To - ich zdaniem - dziś "naturalny" poziom bezrobocia w Polsce.

Dlaczego "w zasadzie" i "dziś"? Ano dlatego, że wskaźnik aktywności zawodowej Polaków (stosunek pracujących i szukających pracy do populacji powyżej 15 lat) wyniósł w II kwartale zaledwie 56,5 proc. - jest alarmująco niski.

Z drugiej jednak strony stopa zatrudnienia (odsetek pracujących w przedziale wiekowym 20-64 lata) wykazuje w ostatnich latach znaczącą poprawę: szybko gonimy Europę! O ile w 2002 r. wynosiła 57,4 proc. (wobec 66,8 proc. średniej w UE), o tyle w 2017 r. sięgnęła 70,9 proc. (72,2 proc. średnia unijna).

Co więcej: Polacy są znacznie bardziej zapracowani niż ich zachodnioeuropejscy koledzy. Według OECD przeciętny Polak przepracował w ub.r. 1895 godzin (rok wcześniej aż 1928 godz.). Więcej pracowali Koreańczycy (2024 godziny), Grecy (2018) czy Meksykanie (2257). Ale obywatele znacznie zamożniejszych państwach nie zaharowywali się… Niemiecki pracownik przepracował 1356 godzin, Francuz - 1514, a Duńczyk - 1418 godzin.

Nie więcej, lecz mądrzej

Czy bogactwo nie wymaga ciężkiej pracy? Tak, bo pracownicy w rozwiniętych krajach... już się napracowali. Te państwa budowały bogactwo, kiedy walczyliśmy z zaborcami lub tkwiliśmy w absurdzie komunizmu.

Nie, bo teraz ich bogactwo budowane jest nie ekstensywnie, a intensywnie. Dzięki lepszej organizacji pracy, automatyzacji osiągnięto tam już dawno produktywność na wysokim poziomie. Polak, nawet pracując ciężej, ma produktywność (dane Eurostatu) na poziomie 75,8 proc. średniej unijnej. Niższą notują jedynie najnowsi członkowie UE: Bułgaria, Rumunia, Chorwacja czy Łotwa.

Owszem, nasza wydajność per capita mierzona PKB wzrosła z 12,2 tys. dol. porównywalnych w 1993 r. do 29,1 tys. dol. porównywalnych w 2016 r., ale dystans do liderów wciąż wzrasta… W 1993 r. różnica wydajności mierzonej w wartościach bezwzględnych między Polską a Irlandią sięgała 20 tys. dol., a dzisiaj aż 54 tys. dol.!

Czy stać nas na dodatkowe wolne dni lub stałe skrócenie czasu pracy? A może musimy jeszcze ciężej pracować, by osiągnąć poziom życia porównywalny z krajami zachodnimi? To zależy, jaki model gospodarki przyjmiemy w najbliższych latach, jak zareagujemy na coraz szybsze technologiczne i społeczne przemiany.

Dwie rewolucje

Rynek pracy będzie się bowiem w najbliższych latach dynamicznie zmieniał. Robotyzacja, Przemysł 4.0, wypieranie ludzi z wykonywania prostych czynności przez automaty to tylko jedna strona medalu. Drugą są przemiany w warstwie społecznej, które można określić bardzo uproszczonym, ale oddającym istotę rzeczy hasłem: "uberyzacja".

Do niedawna Polska rywalizowała w globalnej gospodarce dość tanią siłą roboczą i dobrymi kwalifikacjami kadry. Teraz jednak wiele firm wręcz płaci za wskazanie fachowców, którzy nie są już tacy tani. Konsekwencje napięć na rynku pracy mogą być poważne, ale wcale nie negatywne - przynajmniej w dłuższej perspektywie.

Dotychczas polscy przedsiębiorcy w większości z rezerwą podchodzili do automatyzacji, a zwłaszcza robotyzacji. Wysokie jeszcze kilka lat temu bezrobocie zapewniało rezerwuar stosunkowo taniej i dobrze wykwalifikowanej siły roboczej. Gdy jej brakuje, sięgną po automaty. To zwiększy wydajność w długim okresie, ale w krótkim zmniejszy rentowność i konkurencyjność, bo nowoczesność wymaga inwestycji.

Ale trzeba ich dokonać, jeśli się chce dotrzymać kroku globalnej gospodarce. Automatyzacja, wykorzystanie nowych technologii, sztucznej inteligencji sprawi, że w perspektywie kilku, kilkunastu lat po rynku pracy, jaki znamy dzisiaj, pozostanie tylko wspomnienie.

Oto docelowo roboty mogą zastąpić 1/5 pracowników zatrudnionych w pełnym wymiarze godzin. Według McKinsey Global Institute, już do 2030 r. roboty przejmą nawet ok. 800 mln miejsc pracy. Ten proces już się rozpoczął. Raport "The robots are ready. Are you? Untapped advantage in your digital workforce" autorstwa Deloitte wskazuje, że obecnie ponad połowa największych firm na świecie rozpoczęła wdrażanie automatyzacji procesów z wykorzystaniem robotów, co piąta zaś zamierza to zrobić w najbliższym czasie. A blisko 80 proc. zakłada, że w ciągu najbliższych 3 lat mocno zwiększy nakłady inwestycyjne na ten cel…

Firmy niekoniecznie zresztą stawiają na nowe technologie, myśląc głównie o redukcji wydatków. Obniżkę kosztów jako priorytet przy wdrażaniu RPA (Robotic Process Automation) wskazało w opracowaniu Deloitte jedynie dla 5 proc. firm - o wiele ważniejsze są zwiększenie produktywności (38 proc.), czy poprawa jakości obsługi klientów (18 proc.).

Człowiek kontra maszyna

Naukowcy z Oxfordu przewidują, że najbardziej zagrożone "wyginięciem" są zawody wymagające powtarzalnych czynności - np. kasjer (samoobsługowe kasy w hipermarketach), kierowca (samosterujące pojazdy), pracownik centrum obsługi klienta (boty), a nawet... prawnik (część pracy wykona specjalna aplikacja oparta na AI, która pozwoli wybrać np. optymalną ścieżkę rozwodu).

Poza tym wieszczą koniec takich profesji, jak telemarketer, sprzedawca kredytów, recepcjonista, ochroniarz czy bibliotekarz.

To poważne wyzwanie dla państwa - stworzenie odpowiedniego systemu edukacji. Firmy też powinny przygotowywać pracowników do nowych wyzwań. Tymczasem w Polsce zwolennicy i przeciwnicy gimnazjów zawzięcie dyskutują, a prawdziwy problem czai się gdzie indziej: czego i jak uczymy przyszłe pokolenia?

- Obecny model edukacji jest produktem poprzedniej rewolucji przemysłowej, jego zadaniem miało być zapewnienie fabrykantom pracowników. Nie wiem, dlaczego miałby pasować do obecnych warunków - twierdzi Marcin Petrykowski, dyrektor zarządzający w Standard Poor’s.

- Pruski model obecnej edukacji nie ma nic do obecnej rzeczywistości - potwierdza Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego.

Raczej z doskoku

Jak to często bywa, państwo wydało wojnę przeszłości, tracąc z oczu wyzwania przyszłości. Trwa krucjata przeciw nadużywaniu umów zleceń, umów o dzieło, samozatrudnienia - ogólnie rzecz ujmując: gorset wokół elastycznych form zatrudnienia się zaciska. Ponownie na piedestał wkracza etat. A ten, jak się wydaje, stopniowo straci na znaczeniu. Ośmiogodzinny dzień pracy będzie w wielu dziedzinach odchodził w przeszłość, bardziej zaś liczyć się będzie zadaniowość.

Według tegorocznego globalnego badania EY co drugi pracodawca zwiększył skalę wykorzystania zewnętrznych profesjonalistów (freelancerów) w ciągu ostatnich 5 lat. W ostatnich 10 latach w USA aż o 66 proc. wzrosło zastosowanie alternatywnych form zatrudnienia. A 40 proc. firm uważa, że ta tendencja pogłębi się w pięciu najbliższych latach.

- Na rynek pracy wchodzą nowe pokolenia: millenialsi i przedstawiciele pokolenia Z. Te młode osoby oczekują od pracodawcy zrozumienia, wysłuchania i zaangażowania w ciekawe projekty, wsparcia w rozwoju ich talentów. Ale chcą także realizować swe pasje, marzenia, spełniać się w roli rodziców oraz w innych rolach związanych z zaangażowaniem społecznym, chcą mieć wpływ. Pojęcia typu "strategia digitalizacji" są dla nich sztuczne, oni po prostu wychowali się i żyją w cyfrowym świecie - uważa Eliza Skotnicka, menedżer w dziale doradztwa podatkowego EY.

Nowe pokolenia pracowników znacznie mniejszą wagę przykładają do zawodowej stabilizacji na średnim poziomie; wolą raczej realizować się w wielu różnych projektach.

Nadążyć…

Jak wskazuje Eurostat, w 2016 r. w UE aż 30,6 mln ludzi w wieku 15-64 lata prowadziło indywidualną działalność gospodarczą (14 proc. zatrudnionych ogółem). Polska plasuje się w UE na trzecim miejscu pod względem samozatrudnienia (18 proc. samozatrudnionych wśród pracujących zarobkowo).

Rozwój tych trendów będzie oznaczał zupełne przemodelowanie rynku pracy - a co za tym idzie: nabywania nowych kompetencji od pracowników, ale i od pracodawców.

- Przed zarządami i działami HR w polskich firmach ważne, ale i wymagające zadanie: jak rozpoznać nieuchronny trend "uberyzacji" rynku pracy i ekonomii współdzielenia oraz przełożyć go na strategię operacyjną w sposób efektywny, ale i bezpieczny dla firmy. Niewątpliwe wymaga to refleksji nad rolą nowoczesnego działu HR, którego klientem wewnętrznym nie będą już tylko pracownicy w tradycyjnym tego słowa znaczeniu - uważa Michał Grzybowski, partner EY.

Za dekadę rynek pracy będzie wyglądał zupełnie inaczej. Prawo pracy musi za tymi zmianami nadążyć i określić nowy model stosunków pracodawca-pracownik. Może nawet skrócenie tygodniowego czasu pracy do 35 godzin, jak kilkanaście lat temu w Francji, wyda się anachronizmem, bo pojęcie tygodniowego czasu pracy zacznie zanikać?

Już teraz sporo instytucji, firm i branż niejako na własną rękę redukuje dzienny wymiar czasu pracy. Oto w Goeteborgu skrócono czas pracy pielęgniarek w domu opieki do 6 godzin bez obniżki pensji. Efekt? Pielęgniarki czują się zdrowsze, co przełożyło się na mniejszą liczbę zwolnień chorobowych i poprawę opieki w ośrodku. Ale to na razie zbyt kosztowna próba - samorząd nie chce powtarzać eksperymentu w innych instytucjach.

Widać już jednak, że "mniej pracy" nie musi oznaczać "mniej efektów". Może to jest kierunek, w jakim powinien zmierzać rynek pracy? Większa elastyczność! W Netfliksie pracownicy mogą już brać tyle urlopu, ile chcą…

W obliczu opisanych wyzwań dość jałowy jest spór o handlowe czy niehandlowe niedziele czy o ogłoszony w trybie nagłym dzień odpoczynku. Można za poetą powiedzieć: po co wasze swary głupie, wszak i tak zginiemy w (cyfrowej) zupie. Chyba że się zmienimy…

 

×

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU JEST DOSTĘPNA DLA SUBSKRYBENTÓW STREFY PREMIUM PORTALU WNP.PL

lub poznaj nasze plany abonamentowe i wybierz odpowiedni dla siebie. Nie masz konta? Kliknij i załóż konto!

KOMENTARZE (1)

Do artykułu: Robota, roboty, kłopoty

  • 3xX 2019-03-25 13:35:22
    Nie tylko na rynku pracy sytuacja jest schizofreniczna. Schizofrenia dotyczy WSZYSTKICH działań obecnego (nie)rządu

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 3.235.140.84
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!