PARTNERZY PORTALU

Rozpędzona gospodarka. Sprint czy maraton?

Rozpędzona gospodarka. Sprint czy maraton?
Ekonomiści spodziewają się, że w bieżącym roku wzrost gospodarczy nieco wyhamuje. O co chodzi? NP
  • Ten tekst jest częścią STREFY PREMIUM WNP.PL
  • Autor: Adam Sofuł
  • Dodano: 13-03-2018 06:00

Czy ktoś piszący jakąś strategię 12 lat temu (a taki okres obejmuje Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju) mógł sobie wyobrazić tak intensywny rozkwit technologii mobilnych, blockchain, kryptowalut? Każdy dokument, w tym ten firmowany przez Mateusza Morawieckiego, trzeba będzie dostosowywać do zmieniającej się rzeczywistości.

  • Bardzo przyzwoity wzrost gospodarczy, najniższe od ponad dwóch dekad bezrobocie, finanse publiczne - pod kontrolą. Tak wygląda gospodarka w pierwszym kwartale 2018 r.
  • Chwilo, trwaj! - chciałoby się zawołać. Ale czy potrwa? I jak długo?
  • To co obecnie uznawane jest za atut, na przestrzeni kilku lat może jednak przyhamować rozwój inwestycji w Polsce.
  • Rząd musi przestać traktować innowacyjność jako cel, ale środek osiągnięcia przewagi konkurencyjnej.

Według danych GUS nasza gospodarka urosła w ubiegłym roku o 4,6 proc. Co więcej, z danych wynika, że gospodarka pozostaje w fazie szybkiego wzrostu - biorąc pod uwagę, że w pierwszych dwóch kwartałach 2017 roku wzrost gospodarczy oscylował wokół 4 proc., w trzecim "wyskoczył" do 4,9 proc., a w czwartym kwartale wzrost PKB sięgnął 5,1 proc. Tak dobrze nie było od lat!

Drugą dobrą wiadomością jest to, że - po "inwestycyjnej smucie" w 2016 r. - w zeszłym roku wreszcie inwestycje odbiły się od dna: w ostatnich trzech miesiącach był to już wzrost dwucyfrowy (11-12 proc.) - skądinąd oczekiwany od kilku kwartałów, wraz z coraz powszechniejszym uruchamianiem funduszy unijnych.

To z kolei oznacza, że polska gospodarka (jeśli te tendencje się utrzymają, a tymczasem nic nie wskazuje, by miało być inaczej) wznosi się na trzech silnikach: do konsumpcji, ożywionej m.in. Programem 500 plus i dobrą sytuacją na rynku pracy (więcej zatrudnionych i lepiej zarabiających) oraz eksportu (korzystającego z dobrej koniunktury gospodarczej w Unii Europejskiej), dołączyły inwestycje.

Ekonomiści zacierają ręce: tak właśnie powinno być - stabilny wzrost musi się opierać na trzech filarach.

Rozpęd i tarcie

Ci sami ekonomiści spodziewają się jednak, że w bieżącym roku wzrost nieco wyhamuje - chociaż nadal utrzyma się na przyzwoitym poziomie - w granicach 4 proc. O co chodzi?

Wygląda na to, że Polska staje się po części ofiarą własnego sukcesu. Gdy oceniamy rekordowo niskie obecnie bezrobocie jako "dobrą sytuację na rynku pracy", patrzymy z perspektywy pracownika. Z punktu widzenia pracodawcy wygląda to nieco inaczej - ujawniają się trudności w pozyskaniu odpowiednio wykwalifikowanej kadry i - coraz częściej - rewizja w dół planów rozwojowych.

To może w perspektywie kilku czy kilkunastu miesięcy przyhamować wzrost inwestycji. W dużym uproszczeniu rzecz ujmując: po co budować nową fabrykę, skoro i tak nie będzie kogo w niej zatrudnić.

Innym zagrożeniem - też rozpatrując z punktu widzenia pracodawcy - pozostaje rosnąca presja płacowa. W tym roku, według niektórych szacunków, zarobki w sektorze przedsiębiorstw wzrosną o 7-8 proc. Przyrost płac pewnie jeszcze bardziej napędzi konsumpcję (co na krótką metę da gospodarce dodatkowy impuls), ale prędzej czy później może przynieść ze sobą inflację. A ta skłoni Radę Polityki Pieniężnej do podwyżki stóp procentowych - co będzie oznaczać większe koszty kredytu i stworzy zagrożenie ponownego wyhamowania inwestycji...

Zdaniem większości ekonomistów w tym roku do podwyżek stóp raczej nie dojdzie; tylko nieliczni spodziewają się takiej decyzji Rady pod koniec 2018 roku. Nie zmienia to faktu, że mamy przed sobą jeszcze około roku rekordowo taniego pieniądza.

Nawet i przed podwyżką stóp presja płacowa może spowodować pewne turbulencje - na krótką metę niezauważalne jeszcze w skali makro, ale ich kumulację możemy odczuć w dłuższym okresie. Wspinające się płace przedsiębiorcy wrzucą w ceny produktów i usług, a to - w konsekwencji - sprzyjać będzie choćby komplikacjom przy niektórych przetargach.

W rocznej czy dwuletniej perspektywie spodziewajmy się wzrostu z rosnącymi kłopotami w tle, ale bez zagrożenia jakąś katastrofą.

A co dalej? Sporo przesłanek każe sądzić, że może być podobnie. Czy tylko trochę gorzej?

Starość nie radość

Pokaźną barierą rozwoju w ciągu najbliższych dekad będą procesy demograficzne, o czym wspominają w ostatnich latach wszystkie opracowania dotyczące polskiej gospodarki - od raportów międzynarodowych instytucji jak OECD czy MFW, poprzez rodzimych ekonomistów, na Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju (SOR) kończąc, gdzie demografię określono jako jedną z pięciu pułapek rozwojowych.

Fakt, nasze społeczeństwo szybko się starzeje. W 1950 r. mediana wieku Polaków wynosiła około 25 lat, tymczasem w 2016 r. sięgała już 40 lat. GUS przewiduje, że ów proces będzie nadal postępował; w 2040 r. owa mediana przekroczy 50 lat. Liczba Polaków zmniejszy się z obecnych prawie 38 mln do około 35 mln. A udział osób w wieku poprodukcyjnym wzrośnie aż do ponad 30 proc.

Co to oznacza dla gospodarki? Jeszcze mniej rąk do pracy, rosnącą rzeszę (wymagających opieki) emerytów, nasilające się napięcia finansowe w systemie ubezpieczeń społecznych.

Jak pułapki uniknąć? SOR daje odpowiedź: receptą jest aktywna polityka prorodzinna, która "może przynieść efekty jedynie wówczas, gdy proponuje kompleksowe rozwiązania, obejmujące działania o charakterze finansowym, instytucjonalnym i prawnym w różnych obszarach życia społeczno-gospodarczego - począwszy od wsparcia finansowego, po opiekę zdrowotną, opiekę nad dzieckiem, zapewnienie potrzeb mieszkaniowych czy wreszcie możliwość godzenia ról zawodowych i rodzinnych".

Tymczasem jeśli o to chodzi, mamy jedynie Program 500 plus z problematyczną, jak na razie, skalą efektów. Resort pracy chwali się, że w zeszłym roku przyszło na świat 21 tys. dzieci więcej niż rok wcześniej i przypisuje to wpływowi właśnie tego programu. Ekonomiści - nie kwestionując roli wspomnianego projektu socjalnego - wskazują, że równie prawdopodobnym wyjaśnieniem wzrostu urodzeń jest lepsza sytuacja na rynku pracy. Najzwyczajniej w świecie ludzie chętniej decydują się na potomstwo, gdy ich sytuacja zawodowa jest stabilna. Najprawdopodobniej w rzeczywistości to kombinacja tych dwóch czynników, a o proporcje nadal pewnie będą trwały spory.

Dodajmy też, że podniesienie dzietności poza tzw. współczynnik zastępowalności pokoleń wskutek kombinacji rozmaitych posunięć socjalnych to niełatwy, niegwarantujący bynajmniej powodzenia proces - tak wykazują przykłady licznych krajów europejskich.

Nasz kłopoty na rynku zatrudnienia perspektywicznie złagodzi zapewne nieco ubytek miejsc pracy wskutek przemian technologicznych, w tym postępującego wcielania w życie idei Industry 4.0 (per saldo, bo ów postęp stworzy też nowe zawody i stanowiska). Na uśmierzenie kłopotów może też wpłynąć aktywna polityka imigracyjna rządu. Ale ta wymaga odpowiedzi co najmniej na kilka fundamentalnych pytań...

Wróćmy do kompleksowości rozwiązań podpowiadanych przez Strategię. Z tym jak na razie - gorzej. Mamy za to decyzje idące w poprzek tym wyzwaniom - jak obniżenie wieku emerytalnego, które pogłębi problemy na rynku pracy. Może być to, rzecz jasna, krok w stronę zupełnie nowego, bardziej elastycznego systemu emerytalnego. Na razie jednak mamy tylko to, co mamy.

Nie zapominajmy, że SOR to dokument o wieloletniej perspektywie i być może spójny system polityki prorodzinnej będzie dopiero zbudowany. Nie ulega wątpliwości, że powinien, bo demografia to jedno z największych obecnie wyzwań gospodarczych, na które nie znaleźliśmy jeszcze odpowiedzi (notabene: właściwie nikt nie znalazł, a są kraje mające z tym dużo większy problem, łagodzony tylko ich zamożnością - jak Japonia).

Z tymi wyzwaniami musimy się zmierzyć, no i pogodzić z myślą, że demografia stanie się jednym z głównych hamulców naszego wzrostu. Na pocieszenie: otwarte pozostaje pytanie, jak bardzo pozwolimy ten hamulec zaciągnąć.

Innowacje w firmach

SOR zakłada również - i z tymi celami nie polemizują żadni liczący się eksperci - przestawienie gospodarki na nowe tory; tu słowami kluczami są innowacyjność, konkurencyjność, przedsiębiorczość, globalizacja. I trzeba przyznać, że pojawiły się instrumenty realizacji tego celu. Tylko w Polskim Funduszu Rozwoju jest prawie 3 mld zł na wspieranie innowacji. Zmienia się również prawo - obowiązuje już ustawa zawierająca ulgę na działania innowacyjne; są też obietnice, że skala tych "premii" jeszcze wrośnie. Przyklasnąć!

Ale wątpliwości pozostają. Często z ust przedsiębiorców słychać, że kolejne ekipy rządowe traktują innowacyjność jak hasło, którym się można wykazać przed wyborcami, przeznaczając na dany cel odpowiednio dużą kwotę z pieniędzy podatników, by uznać temat za odfajkowany. To obawy może na wyrost, bo mnogość instrumentów wsparcia dla innowacyjnych firm, start-upów działalności badawczo-rozwojowej jest tak duża i tak zbliżona do warunków rynkowych (np. powstanie funduszu CVC w strukturach PFR), iż trudno mówić o całkowicie sztywnym, administracyjnym sterowaniu procesem innowacji.

A jednak z jednym nie sposób się nie zgodzić: słuchając przedstawicieli rządu, można odnieść wrażenie, że traktują oni innowacyjność jak odmianę przedsiębiorczości - coś w rodzaju przedsiębiorczość plus. Tymczasem działalność innowacyjna jest przedsiębiorczości częścią; to nie cel działania firmy, ale środek osiągnięcia przewagi konkurencyjnej.

Skoro tak, no to trzeba ułatwić życie całej przedsiębiorczości, a nie tylko innowatorom. Tu też się co nieco dzieje (ukłon za Konstytucję dla biznesu), ale jeśli chodzi o stworzenie stabilnego, przejrzystego, przyjaznego biznesowi prawa, tkwimy wciąż jeszcze na początku drogi. I jedyna nadzieja w konsekwentnej realizacji zapowiedzi SOR w tej mierze.

Do czego prowadzi odgórne zarządzanie innowacjami, pokazuje przykład zza wschodniej granicy. Kilka lat temu Rosja zafundowała sobie własną Dolinę Krzemową w podmoskiewskim Skołkowie. Państwo wpompowało w to przedsięwzięcie kilka miliardów dolarów - czyli znacznie więcej, niż ma do dyspozycji PFR. Przyciągnięto setki firm (także zachodnich z górnej półki). Tylko o sukcesach cisza. Bo nie da się zbudować innowacyjnej wyspy w nierynkowym czy wręcz antyrynkowym, zbiurokratyzowanym otoczeniu. Obecna ekipa na Kremlu nie przejawia skrajnie biurokratycznych zapędów, ale władze mają to do siebie, że czasem się zmieniają...

I może dobrze, że w SOR przewidziane są także "ćwiczenia praktyczne", bo tak należy rozumieć hasło elektromobilności. Ten i ów powie, że milion elektrycznych samochodów na naszych drogach jest mrzonką, no i że nie uda się opracować przełomowej technologii, która podbije globalny rynek. Pożyjemy, zobaczymy. Ale nawet jeśli uda się stworzyć całą pulę opłacalnych rozwiązań - a o to przecież chodzi i w innowacyjności, i w przedsiębiorczości - to korzyść i tak będzie spora.

Perspektywy rysują się zatem niezłe: jest spory potencjał intelektualny i nie najmniejszy finansowy. Jeżeli rząd (ten czy kolejne) będzie rzeczywiście zgodnie z deklaracjami wspierał, a nie starał się sterować, polska gospodarka w perspektywie dekady pewnie stanie się znacznie nowocześniejsza i bardziej konkurencyjna.

Pieniądze dobre na wszystko

Na innowacyjność (ale też z powodu starzenia się społeczeństwa) potrzeba Polsce pieniędzy. I tu wychodzi nasza kolejna słabość. Brak krajowego kapitału.

Dotychczas wzrost gospodarczy budowaliśmy w dużej mierze dzięki kapitałowi zagranicznemu (inwestycje od podstaw, zakupy firm, w tym prywatyzacja) i tu też nie ma dobrych wieści. Kapitał buduje się latami, są jednak sposoby, by chociaż trochę ten proces przyspieszyć - np. poprzez zwiększenie oszczędności emerytalnych, które mogą sfinansować dalszy rozwój gospodarki.

Tu też jest konkretny plan - likwidacja OFE i przekazanie ich w fundusze inwestycyjne, zarządzające Indywidualnymi Kontami Zabezpieczenia Emerytalnego (gromadzone tam środki mają być traktowane jako prywatne oszczędności, co w zamyśle skłoni ludzi do oszczędzania).

Pomysł dobry, pod warunkiem powszechnej wiary w to rozwiązanie. Bo przypomnijmy, że i pieniądze ciułane w OFE były reklamowane jako prywatne oszczędności, dopóki nie okazały się pieniędzmi publicznymi...

Podobny problem może dotyczyć rozpowszechnienia Pracowniczych Planów Kapitałowych. Jeśli pracodawcy i pracownicy uznają PPK za "swoje", z oszczędzaniem nie powinno być problemu. Jeśli poczytają ten pomysł za inicjatywę państwową - no to gorzej.

I tu dochodzimy do najważniejszego chyba wyzwania: zaufania do państwa, do jego sprawności. To, że administracja pozostaje największym czynnikiem ryzyka przy prowadzenia działalności gospodarczej, pisał już kilka lat temu w swoich raportach prof. Jerzy Hausner.

W Strategii Morawieckiego dostrzega się słabość instytucjonalną państwa i wskazuje na potrzebę zerwania z tzw. Polską resortową. O ile pierwszy cel - wzmocnienie instytucji państwa - można uznać za realizowany (wzmocnienie administracji skarbowej i w efekcie znaczący wzrost wpływów podatkowych), to nasz kraj wciąż resortami stoi. Nadal króluje biurokracja, a pod względem cyfrowym jesteśmy wciąż państwem zacofanym. 10 lat po tym, jak Estonia wprowadziła możliwość głosowania poprzez internet, naszym pomysłem na wybory są przezroczyste urny...

Nie tylko strategia

Wyzwania na najbliższe kilkanaście lat są zatem poważne; można powiedzieć, że najbliższe lata będą kluczowe. Od tego, jak przygotujemy polską gospodarkę na przyszłość, wykorzystując pieniądze z ostatniej tak hojnej unijnej perspektywy budżetowej, będzie zależał jej kształt w najbliższych kilku dekadach.

W pierwszych latach transformacji nieco chaotycznie wylewaliśmy fundamenty pod gospodarkę rynkową. Od dwóch dekad w nowych ramach prawnych (konstytucja) budowaliśmy pierwszą kondygnację. Teraz przyszła pora na drugie piętro.

To przekonanie narastało do kilku lat - ba, wspominał o tym, chociaż bardzo nieśmiało, poprzedni prezydent Bronisław Komorowski, który podczas kampanii wyborczej mówił, że pora na drugi etap polskiej transformacji, na drugi Plan Balcerowicza.

Zamiast Leszka Balcerowicza, mamy premiera Mateusza Morawieckiego, który ochoczo i - chyba w ostatnim sprzyjającym momencie - podjął się budowy tego drugiego piętra polskiego rozwoju. SOR z reguły trafnie identyfikuje wyzwania (koniec przewagi polegającej na taniej sile roboczej, konieczność modernizacji gospodarki, cyfryzacja itp.), ale czy dostarcza odpowiednich narzędzi, by im stawić czoła?

Z pewnością - w przypadku spełnienia założeń i nadziei (chociażby dotyczących budowania krajowego kapitału - rząd liczy, że do PPK będzie docelowo dopływało 18-20 mld zł rocznie) są szanse na utrzymanie przyzwoitego wzrostu gospodarczego w dłuższej perspektywie. Trzeba jednak pamiętać, że strategia, a nawet jej realizacja - o co zawsze wiele trudniej - nie jest wystarczającym warunkiem sukcesu.

Zawsze trzeba pamiętać o tym, co niespodziewane - zarówno in plus, jak in minus. Załamanie koniunktury w strefie euro pogrzebałoby i nasze szanse na szybki wzrost. Z drugiej strony można sobie wyobrazić narodziny nowych technologii, w których Polska będzie liderem.

Czy bowiem ktoś piszący jakąś strategię 12 lat temu (a taki okres ma obecna) mógł sobie wyobrazić tak intensywny rozkwit technologii mobilnych, blockchain, kryptowalut? Każdy dokument, w tym ten firmowany przez Morawieckiego, trzeba będzie dostosowywać do zmieniającej się rzeczywistości. Jest bowiem jedna uniwersalna prawda: największym hamulcem każdego wzrostu jest dogmatyzm.

 

×

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU JEST DOSTĘPNA DLA SUBSKRYBENTÓW STREFY PREMIUM PORTALU WNP.PL

lub poznaj nasze plany abonamentowe i wybierz odpowiedni dla siebie. Nie masz konta? Kliknij i załóż konto!

KOMENTARZE (0)

Do artykułu: Rozpędzona gospodarka. Sprint czy maraton?

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 3.233.217.106
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!