PARTNERZY PORTALU

Transatlantycki wolny handel, czy to się uda?

Transatlantycki wolny handel, czy to się uda?
  • Ten tekst jest częścią STREFY PREMIUM WNP.PL
  • Autor: Adam Sofuł
  • Dodano: 25-10-2013 05:23

W lipcu ruszyły negocjacje w sprawie Transatlantyckiego Partnerstwa w zakresie Handlu i Inwestycji (TIPP) - porozumienia handlowego między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi. Ich efektem ma być stworzenie największej na świecie strefy wolnego handlu.

Kolejna wielka wizja - transatlantycki wolny handel. Z wielkimi wizjami zawsze jest jednak pewien kłopot - obiecują świetlaną przyszłość, gorzej z przełożeniem szczytnych celów na język konkretu. Jeszcze gorzej z odczuciem realnych korzyści w skali mikro, na poziomie firmy czy gospodarstwa domowego.

Sceptycy będą przypominać Organizację Narodów Zjednoczonych, która miała zapewnić pokój na świecie, Unię Europejską, która miała być gospodarczym mocarstwem, a wciąż cierpi na poczucie niższości wobec Stanów Zjednoczonych i zaczyna obawiać się rosnących potęg wschodnioazjatyckich. Optymiści wskażą, że mimo wszystkich wad Unia jest wciąż liczącym się gospodarczo graczem (choć ambicje są większe), a północnoamerykańska strefa wolnego handlu NAFTA całkiem nieźle funkcjonuje.

Z kim do czego?

Od razu zaznaczmy: optymistów, czy może raczej entuzjastów (a to nie to samo) jest znacznie więcej. Dlaczego?

To proste. O tym, że handel międzynarodowy poprawia dobrobyt, wiadomo już od czasów Adama Smitha i jego ucznia Davida Ricardo. Jest to przy tym kwestia, co do której w ramach ekonomicznej profesji panuje największa zgoda.

- Dzięki wzajemnej wymianie obydwie strony mogą konsumować więcej, praktycznie bez dodatkowych nakładów pracy i przy minimalnych nakładach inwestycyjnych. Jest to więc wzrost bez specjalnych wyrzeczeń w skali całej gospodarki - przekonuje Maciej Bitner, główny ekonomista Wealth Solutions.

Także kierunek owego uwolnienia handlu wydaje się słuszny. - Zacieśnianie kontaktów gospodarczych ze Stanami Zjednioczonymi to szansa dla Europy. Powinniśmy się uczyć od najlepszych, a dla gospodarki europejskiej to amerykańska powinna być wzorem - twierdzi Maciej Jędrzejczak, szef Saxo Bank Polska, i dodaje: - W interesach najważniejsze jest to, z kim się podpisuje porozumienie, nieco mniej ważną sprawą jest czego dotyczy. Lepiej zacieśniać więzi z USA niż z obcymi kulturowo i biznesowo Chinami.

Sojusz gigantów

O jakich pieniądzach mówimy? O olbrzymich.

Dziś USA i UE to największe gospodarcze potęgi świata. Handel pomiędzy UE i USA to jedna trzecia całych światowych obrotów, a wspólne PKB to 47 proc. globalnego PKB. Dzienne (!) obroty handlowe między tymi partnerami to około 2 mld euro. Nawet niewielkie usprawnienie przepływu towarów między tymi podmiotami da - chociażby tylko przez efekt skali - ogromne korzyści.

Unia Europejska zleciła przeprowadzenie niezależnego badania przez Ośrodek Badań Polityki Gospodarczej (Centre for Economic Policy Research) w Londynie. Z badania wynika, że zysk gospodarczy dla UE może wynieść 119 mld euro rocznie, co odpowiada dodatkowym 545 euro dla przeciętnego gospodarstwa domowego w UE. Zgodnie z badaniem, gospodarka USA może zyskać dodatkowe 95 mld euro rocznie, czyli 655 euro na każdą rodzinę amerykańską.

Przewiduje się wzrost wywozu produktów metalowych do reszty świata o 12 proc., przetworzonej żywności o 9 proc., chemikaliów o 9 proc., pozostałych wyrobów gotowych o 6 proc. Jak szacuje Fundacja Bertelsmanna, największy wzrost PKB w wyniku zawarcia porozumienia TTIP odnotowałyby USA, gdzie długoterminowy PKB brutto na mieszkańca wzrósłby o 13,4 proc. Poprawa dobrobytu nastąpiłaby również w UE, gdzie rzeczywisty dochód na mieszkańca zwiększyłby się średnio o prawie 5 proc., a największy - prawie 10 proc. na mieszkańca - odnotowałaby Wielka Brytania. Polskie Ministerstwo Gospodarki szacuje, że unijny eksport do Stanów Zjednoczonych wzrośnie w wyniku podpisania porozumienia o 28 proc. A to dobra wiadomość także dla Polski - polscy eksporterzy, którzy przez ostatnie dwie dekady, a zwłaszcza lata obecnego kryzysu udowodnili swoją elastyczność i zdolność do przystosowywania się do nowych warunków, zyskaliby nowy ogromny rynek zbytu dla swoich towarów. I to nie tylko bezpośrednio.

Resort gospodarki przyznaje, że 80 proc. naszej wymiany handlowej przypada na kraje Unii Europejskiej, ale wskazuje, że to właśnie te powiązania mogą również stać się naszym atutem, np. firmy będące podwykonawcami nastawionych na eksport niemieckich firm.

Zdaniem Marka Zubera, ekonomisty Dexus Partners na TIPP, zyska cała gospodarka, ale w szczególności dwie branże - sektor żywnościowy i elektroniczny.

- W okresie boomu na zdrową, naturalną żywność to olbrzymia szansa dla polskich producentów - przekonuje Zuber, dodając, że skoro polska żywność podbiła rynki UE, podobny scenariusz może się powtórzyć również za Oceanem.

Prawie robi różnicę

Dla wielu osób fakt rozpoczęcia negocjacji między UE a USA był zaskoczeniem. Bo czegóż miałyby one dotyczyć - obaj potencjalni partnerzy tej umowy deklarują gorące przywiązanie do zasad wolnego rynku, więc jakież problemy należałoby usuwać w trakcie owych negocjacji?

Na pozór bariery handlowe są minimalne - Światowa Organizacja Handlu ocenia, że taryfy celne w handlu transatlantyckim to ok. 2,5 proc., inne szacunki wspominają o 4 proc. To i tak mało, by w praktyce usankcjonować obecny stan rzeczy, bo przecież już teraz mamy do czynienia z wolnym handlem.

No, prawie. Handel byłby wolny, gdyby nie inne bariery. Dość wspomnieć europejski sceptycyzm wobec żywności modyfikowanej genetycznie, względem której Amerykanie żadnych oporów nie mają - ba, są w tej dziedzinie potęgą. Warto też przypomnieć różne normy bezpieczeństwa dla samochodów - dlatego sprowadzenie auta zza Oceanu wiąże się z koniecznością dokonania kosztownych przeróbek - np. koloru kierunkowskazów, które w USA są czerwone. Ten przypadek pokazuje również, że często w tych normach chodzi nie tylko o bezpieczeństwo, ale po prostu o ochronę rodzimych rynków - wszak kierownica po prawej stronie w brytyjskich samochodach budzi w Europie mniejsze opory niż czerwone kierunkowskazy. Negocjatorzy będą musieli przebrnąć przez tysiące podobnych szczegółów i protekcjonistycznych barier.

Jeszcze jeden przykład protekcjonizmu - USA chroni swój rynek lotniczy, nie dopuszczając europejskich przewoźników do obsługi połączeń krajowych. Obecnie, jeżeli samolot leci z Paryża do Los Angeles i połowa pasażerów wysiądzie w Nowym Jorku, samolot musi lecieć do Los Angeles w połowie pusty, ponieważ ma zakaz zabierania nowych pasażerów w Nowym Jorku.

Z kolei w dziedzinie rolnictwa obowiązują w USA przepisy fitosanitarne zakazujące przywozu europejskich jabłek, zaś przepisy w zakresie bezpieczeństwa żywności sprawiają, że nielegalny jest import wielu europejskich serów.

I to właśnie dziesiątki takich szczegółów stwarzają obawy o możliwość zawarcia tego porozumienia. Do pesymistów należy również Guenther Verheugen, były wiceszef Komisji Europejskiej oraz przewodniczący Transatlantyckiej Rady Gospodarczej, która zajmowała się redukcją barier w handlu między Europą a USA.

Jego zdaniem, wyzwaniem są nie taryfy, lecz przywiązanie obu stron do protekcjonizmu.

- Umowa o wolnym handlu między Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi to niezmiernie istotne narzędzie, jeśli chodzi o realizację gospodarczych celów UE, jak i tworzenie nowych miejsc pracy. Ale jestem bardzo sceptyczny, jeśli chodzi o możliwość zawarcia porozumienia w najbliższym czasie - mówił w czerwcu podczas swojej wizyty w Warszawie Günter Verheugen, były komisarz UE ds. rozszerzenia Unii i przewodniczący Transatlantyckiej Rady Gospodarczej, która zajmowała się redukcją barier w handlu między Europą a USA.

Powołując się na doświadczenia z tego ostatniego ciała, Verheugen prognozował, że negocjacje będą bardzo trudne. - Rzeczywiście, bariery mają obecnie charakter pozacelny. Trzeba jednak ujednolicić wiele przepisów prawnych i regulacji. To wymaga zmian w prawie wewnętrznym poszczególnych krajów, a to oznacza, że ich implementacja może zająć nawet kilka lat - przyznawała mu rację prof. Danuta Hübner, która jednak była większą optymistką co do stosunkowo szybkiego zawarcia porozumienia.

Kryzys pcha do zgody

Tym razem jednak wygląda na to, że po obu stronach Atlantyku dojrzała świadomość konieczności zawarcia takiego porozumienia. Skąd ten nagły pęd do porozumienia? Przyczyny to zmiany w globalnej gospodarce i stopniowa utrata znaczenia przez dotychczasowe światowe potęgi.

I kraje europejskie, i Stany Zjednoczone czują na plecach oddech Chin, które - mimo wielu wewnętrznych problemów - stają się światową potęgą gospodarczą. A to zmienia nie tylko ekonomiczną, ale i geopolityczną mapę świata. Świat zachodni chce powstrzymać ten proces, a TIPP jest do tego znakomitym narzędziem.

"Porozumienie daje niepowtarzalną szansę, by potwierdzić wagę transatlantyckich relacji w XXI wieku, kiedy globalna konkurencja i geopolityczne zagrożenia rozwijają się szybko i w sposób nieprzewidywalny" - napisali wspólnie w komentarzu dla Wall Street Journal były prezydent Polski Aleksander Kwaśniewski oraz były sekretarz generalny NATO i były szef dyplomacji UE Javier Solana.

Nie oznacza to bynajmniej zamykania się na inne kraje - obie strony zastrzegają, że to nie będzie ekskluzywne porozumienie zastępujące negocjacje w ramach WTO, a raczej wzór dla kolejnych porozumień. Zresztą Komisja Europejska podkreśla, że Unia Europejska zawarła (i to szybko) umowy o wolnym handlu z Koreą Południową i Singapurem oraz prowadzi negocjacje z innymi państwami, takimi jak Indie, Japonia, Wietnam i Malezja. Chodzi raczej o to, by osłabione kryzysem gospodarki Zachodu dostały kolejny poważny impuls wzrostu. A nic tak przecież nie robi dobrze gospodarce jak liberalizacja.

Energetyczny klucz

O korzyściach dla Polski już wspominaliśmy - dostęp do kolejnego olbrzymiego rynku zbytu. Ale mamy w tych negocjacjach do uzyskania jeszcze jedną sprawę - konkretną. Gaz. Rewolucja łupkowa zmieniła rynek energii w Stanach Zjednoczonych i wpłynęła również na rynek globalny. Stany Zjednoczone stały się nagle istotnym graczem na gazowej mapie świata. Sęk w tym, że niechętnie sprzedają ten surowiec za granicę. Pozwolenia na eksport gazu do krajów, z którymi Stany Zjednoczone mają umowy o wolnym handlu, obejmujące handel LNG, wydawane są od ręki. Gdy takiej umowy nie ma, Departament Energii musi ustalić, czy transakcja jest zgodna z interesem narodowym USA. A to już trwa. Tymczasem amerykański tani gaz kusi. Wszak resort skarbu nie wyklucza, że budowany właśnie z niewielkim poślizgiem terminal gazowy LNG w Świnoujściu mógłby odbierać także amerykański gaz.

W tej sprawie nie będziemy osamotnieni - Europa jest zdeterminowana, by liberalizacja handlu surowcami była elementem TIPP. To pozwoliłoby Europie uniezależnić się od rosyjskiego gazu. Może jednak napotkać opór po drugiej stronie Atlantyku. Amerykanie obawiają się, że sprzedaż gazu do UE na dużą skalę znacznie podniesie ceny. A to przecież jego niskie ceny są obecnie ważnym czynnikiem konkurencyjności amerykańskiej gospodarki.

Jeżeli europejska gospodarka ma być w tym traktacie równym partnerem, będzie to zapewne jeden z kluczowych punktów porozumienia. Trudno sobie wyobrazić konkurencję firm europejskich z korzystającymi z o wiele tańszej energii firmami amerykańskimi.

Stos zastrzeżeń

I tu wracamy do najpoważniejszego - jak się wydaje - problemu w negocjacjach konkurencyjności i protekcjonizmu. Bo zwolennicy porozumienia wychwalają korzyści: wzrost gospodarczy, wzrost konkurencyjności, nie wspominają jednak, że ten sukces może być okupiony ofiarami - firmami, które ostrzejszej konkurencji nie sprostają - i to po obu stronach Atlantyku.

To wprawdzie mechanizm wpisany na stałe w filozofię gospodarki wolnorynkowej, ale politycy nie zawsze chcą przyjąć ten fakt do wiadomości i zabiegając o głosy, wykazują wiele determinacji, by uchronić przed upadkiem tych, co sobie na rynku nie radzą. To utrudniało dotychczasowe rozmowy o znoszeniu barier i zapewne nadal będzie przeszkodą. A przecież nie wszystkie bariery zostaną zniesione. Trudno sobie wyobrazić na przykład, by kraje europejskie wyrzekły się swoich zdobyczy socjalnych. Negocjacje na tym nie utkną - Stany Zjednoczone nie będę podnosiły tej kwestii, bo dzięki niej koszty pracy są w USA znacznie mniejsze niż w UE. Ale to kolejne pytanie o konkurencyjność europejskich firm.

Zresztą strona europejska wskazuje też na inne warunki - już na wstępie mówi "nie" amerykańskiemu mięsu zwierząt karmionych hormonami, niechętnie myśli (zwłaszcza Francja) o pełnym otwarciu rynku audiowizualnego, kwestiami spornymi będą również zapewne ochrona praw autorskich i danych osobowych (wracają obawy o wprowadzenie ACTA).

Można oczekiwać również gorących negocjacji w sprawie zamówień publicznych - europejskie firmy chcą być bowiem dopuszczane do amerykańskiego rynku przetargów. To mogą być gorące rozmowy, jeśli wziąć pod uwagę żywy spór sprzed trzech lat w sprawie amerykańskiego kontraktu na tzw. latające cysterny, czyli samoloty umożliwiające tankowanie w powietrzu. USA faworyzowało w tym wartym 40 mld przetargu rodzimego Boeinga, a nie amerykańsko- europejskie konsorcjum Northop- -EADS. Sprawa doprowadziła wówczas do ochłodzenia transatlantyckich stosunków i dość wyraźnie pokazuje punkt wyjścia do rozmów. Formalnych barier w zasadzie nie ma, ale protekcjonizm trzyma się mocno.

Początek drogi

O tym wszystkim będą musieli rozstrzygnąć negocjatorzy, którzy chcą zakończyć rozmowy do końca 2014 roku (to wstępny i mało realny termin). Zdaniem większości obserwatorów, osiągnięcie porozumienia TIPP w ciągu 4-5 lat byłoby dużym sukcesem, biorąc pod uwagę rozległą materię rozmów i duże różnice regulacyjne. Gdyby chodziło tylko o stawki celne, rozmowy byłyby znacznie szybsze.

Pierwsza runda negocjacji miała miejsce w Waszyngtonie 8-12 lipca 2013 roku. Grupy negocjacyjne omawiały dwadzieścia różnych kwestii. Druga runda odbędzie się w Brukseli w październiku br. Po wielu miesiącach takich spotkań, które media będą przyjmować z coraz większym znudzeniem, powstanie - miejmy nadzieję - opasły dokument, który tchnie nowe życie w gospodarki Zachodu. I można mieć tylko nadzieje, że każde słowo w tym przyszłym porozumieniu stanie się ciałem.

 

×

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU JEST DOSTĘPNA DLA SUBSKRYBENTÓW STREFY PREMIUM PORTALU WNP.PL

lub poznaj nasze plany abonamentowe i wybierz odpowiedni dla siebie. Nie masz konta? Kliknij i załóż konto!

SŁOWA KLUCZOWE I ALERTY

KOMENTARZE (0)

Do artykułu: Transatlantycki wolny handel, czy to się uda?

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 3.233.217.106
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!