PARTNERZY PORTALU

Unijna gospodarka przed wielkim skokiem - w pogoni za Chinami

Unijna gospodarka przed wielkim skokiem - w pogoni za Chinami
Europejski przemysł staje przed wyzwaniami związanymi z dostosowaniem produkcji do zasad zrównoważonej – nisko lub zeroemisyjnej – gospodarki przy zachowaniu globalnej konkurencyjności produktów. Potentatom branż przypada rola pionierów. Zmiany są niezwykle dynamiczne. Na zdjęciu – nowe instalacje zakładów BASF w Ludwigshafen. mat. prasowe

Unia Europejska, wstrząsana w ostatnich kilkunastu latach potężnymi turbulencjami, przygotowuje się do cywilizacyjnego i gospodarczego skoku, który w ciągu dekady może odmienić europejską gospodarkę, ale i spowodować rewolucję społeczną. Czy nowa filozofia gospodarcza zagwarantuje Staremu Kontynentowi pozycję lidera?

  • Zgodnie z letnią prognozą gos­podarczą Komisji Europejskiej, PKB Unii w roku 2021 wzrośnie o 4,8 proc., czyli o 0,6 pkt. proc. więcej niż przewidywano w szacunkach wiosennych. W 2022 r. gospodarka UE powinna urosnąć o 4,5 proc. (plus 0,1 pkt. proc. w stosunku do prognoz z wiosny).
  • Sprzedaż pojazdów elektrycznych w Europie w ubiegłym roku gwałtownie wzrosła. Oto w 2020 roku samochody elektryczne stanowiły 10,5 proc. rynku, w porównaniu do zaledwie 3 proc. w 2019 roku. I po raz pierwszy w historii Unia Europejska prześ­cignęła Chiny pod względem liczby sprzedanych samochodów elektrycznych.
  • Pandemia nieco wstrzymała dyskusję o przyszłym kształcie Unii Europejskiej, zapoczątkowaną w 2017 roku przez ówczesnego szefa KE Jean-Claude’a Junckera, który zaprezentował pięć scenariuszy dla Europy. Obecnie owa debata - uzupełniona o doświadczenia z pandemii – ruszy zapewne ze zdwojoną siłą.

Europejska Wspólnota rozwijała się i krzepła ponad pół wieku, zapewniając kontynentowi, który stał się zarzewiem dwóch wojen światowych, bezprecedensowy okres pokoju i dobrobytu. 

Liberałowie narzekali, że może trochę ta Europa za bardzo socjalna (socjaldemokratyczne rozwiązania miały być „szczepionką przed ekspansją komunizmu” tuż po drugiej wojnie światowej), co jednak nie zmienia faktu, że kontynent przedzielony wówczas żelazną kurtyną rósł w siłę, a Europejczykom żyło się dostatniej.

Bankructwo komunizmu i rozpad bloku wschodniego pod koniec zeszłego stulecia pot­wierdzały jedynie słuszność drogi obranej przez zachodnią część kontynentu. Rozszerzenie wspólnoty europejskiej – od 1992 r. zwanej Unią Europejską – stało się naturalną konsekwencją tego gospodarczego i politycznego triumfu. 

Nowe państwa UE miały wnieść świeżość i nowy dynamizm. I tak się też stało. Na krótko. Bo wkrótce po rozszerzeniu europejskiego aliansu zaczęły się (niezawinione ani przez stare państwa UE, ani przez nowych członków) kłopoty… 

Kryzys za kryzysem

Od 13 lat Unia wstrząsana jest kryzysami. W 2008 r. uderzył w nią – zrodzony za Oceanem – kryzys finansowy, w 2015 roku – wywołany zawieruchami na Bliskim Wschodzie – kryzys uchodźczy, wreszcie w ubiegłym roku z Chin przyszło uderzenie koronawirusem. 

Każde z tych potężnych zawirowań wymagało szybkiej i zdecydowanej odpowiedzi, co w przypadku UE, gdzie obowiązuje zasada consensusu, nie było takie oczywiste. Pojawiło się rozczarowanie –przewlekłoś­cią procedur, brakiem jasnego stanowiska; kompromis, który w spokojnych czasach stanowił o unijnej sile, zaczął być postrzegany jako obciążenie. 

Owe lata to okres wzmożonych dyskusji, czym ma być Unia: czy jedynie wspólnotą gospodarczą, czy też powinna zmierzać w stronę federacji. Warto przy tej okazji przypomnieć, że u źródeł scalania –w chwili, gdy Europa podnosiła się ze zniszczeń wojennych – leżała przede wszystkim chęć zapewnienia pokoju na kontynencie, zastąpienia konfliktów współpracą; traktaty gospodarcze były jedynie narzędziem służącym realizacji tego celu.

W pewnym sensie historia teraz się powtarza. Oto Europa dźwiga się z pandemicznej zapaści, a receptą na odrodzenie gospodarki (chociaż już w całkiem nowych szatach) i ponowne zjednoczenie kontynentu – m.in. poprzez skupienie się na wspólnym celu – ma być ochrona klimatu i środowiska. 

Środkiem wiodącym do tego celu miałby się stać Europejski Zielony Ład – plan osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku, wzmocniony ostatnim planem Fit to 55, zakładającym redukcję emisji dwutlenku węgla o 55 proc. w ciągu najbliższej dekady (w odniesieniu do 1990 roku).

To strategia ambitna, o trudnych dziś do wyobrażenia konsekwencjach gospodarczych i cywilizacyjnych – bo owe ambicje nie tylko spowodują transformację gospodarki, ale i radykalną zmianę sposobu życia Europejczyków. Efektem ubocznym może być na przykład mniejszy konsumpcjonizm.

Według europejskich decydentów Europejski Zielony Ład powinien stać się – mimo wszystkich kosztów i niewiadomych związanych z realizacją tego programu – impulsem do rozwoju europejskiej gospodarki, dającej kontynentowi pewne miejsce w globalnej gospodarczej pierwszej lidze. 

Plan oparto w zasadzie na dwóch założeniach. Pierwsze: zmiany klimatyczne są nieuchronne, a przeciwdziałanie im jest koniecznością – Europa wychodzi przy tym z założenia, że prędzej czy później wszystkie (albo niemal wszystkie) państwa podejmą równie zdecydowane działania na rzecz ochrony klimatu. Nasz kontynent chce dziś być liderem tego trendu, bo – jak uczy doświadczenie – tacy liderzy zawsze wygrywają gospodarczą rywalizację.

Drugim założeniem pozostaje to, że droga do bezemisyjnej gospodarki wiedzie poprzez rozwój nowoczesnych technologii – i realizacja ambitnego programu klimatycznego mogłaby być dla Europy szansą na nadrobienie zaległości wobec Stanów Zjednoczonych i krajów azjatyckich (Chiny, Korea Płd.), które w ostatnich dekadach mocno zdystansowały Stary Kontynent. Innymi słowy: Europejski Zielony Ład powinien napędzić europejską gospodarkę, ale będzie to już wówczas zupełnie inna gospodarka, zupełnie inna Unia Europejska i zupełnie inne społeczeństwo. 

Co to może oznaczać w praktyce? Na pewno wzmocnienie już dziś szeroko dyskutowanych globalnych megatrendów: rozwoju automatyzacji i robotyki, Przemysłu 4.0, sztucznej inteligencji, odnawialnych źródeł energii, gospodarki obiegu zamkniętego czy wreszcie elektromobilności. 

Przyszłość zrodzi się dzisiaj
Na razie Europa nie ma specjalnych powodów do narzekań. Wprawdzie gospodarka Starego Kontynentu odbiła się po pandemicznym kryzysie nieco później niż amerykańska, a zwłaszcza chińska, to jednak obecnie osiągnęła dobre tempo, a i najbliższe widoki są raczej optymistyczne. 

Zgodnie z letnią prognozą gos­podarczą Komisji Europejskiej, PKB Unii w roku 2021 wzrośnie o 4,8 proc., czyli o 0,6 pkt. proc. więcej niż przewidywano w szacunkach wiosennych. W 2022 r. gospodarka UE powinna urosnąć o 4,5 proc. (plus 0,1 pkt. proc. w stosunku do prognoz z wiosny). 

Bardziej optymistyczne są również przewidywania dla strefy euro. Tam w 2021 r. i 2022 r. przyrost też wyniesie odpowiednio 4,8 proc. (plus 0,5 pkt. proc.) i 4,5 proc. (plus 0,1 pkt. proc.).

Trzeba wziąć pod uwagę, że chociaż Europejski Zielony Ład przyniesie rewolucyjne zmiany, to program ten jest kontynuacją wcześniejszych tendencji widocznych w europejskich regulacjach. Europa zawsze chciała być przodownikiem w walce z globalnym ociepleniem. Teraz chce po prostu zmierzać w tym kierunku jeszcze szybciej. Można zatem wysnuć wniosek, że walka o ochronę klimatu nie musi się kłócić ze wzrostem gospodarczym, co każe spojrzeć na EZŁ z nieco większym optymizmem…

Dobrym przykładem może być elektromobilność: chociaż przeciętne elektryczne auto nie dorównuje jeszcze osiągami (zwłaszcza zasięgiem) samochodom o tradycyjnym napędzie, to jednak cieszy się ono coraz większą popularnością – z korzyścią dla środowiska, ale i europejskiego przemysłu motoryzacyjnego.

Dość wspomnieć, iż dane brukselskiej organizacji pozarządowej Transport & Environment (T&E) wskazują, że sprzedaż pojazdów elektrycznych w Europie w ubiegłym roku gwałtownie wzrosła. Oto w 2020 roku samochody elektryczne stanowiły 10,5 proc. rynku, w porównaniu do zaledwie 3 proc. w 2019 roku. I po raz pierwszy w historii Unia Europejska prześ­cignęła Chiny pod względem liczby sprzedanych samochodów elektrycznych.

Ale stosunkowo dobre wyniki gospodarcze nie powinny wywoływać euforii, bo Europejski Zielony Ład, a zwłaszcza Fit to 55, stanowi mocne wciśnięcie gazu w tej prośrodowiskowej polityce gospodarczej. Znacznie łatwiej zatem o wypadek… 

Ponadto – ciesząc się z szybkiego wzrostu gospodarki naszego kontynentu – należy pamiętać, że punktem odniesienia pozostaje mocno recesyjny pandemiczny rok 2020 (przynajmniej jeśli chodzi o tegoroczne odczyty PKB). Trzeba też brać pod uwagę zarówno olbrzymie czynniki niepewności dotyczących dalszego przebiegu pandemii (i związanych z nią obostrzeń dławiących gospodarkę), jak i narosłe podczas tego kryzysu nierównowagi rynkowe – bańki spekulacyjne czy zakłócenia łańcuchów dostaw (przypomnijmy tu m.in. rynek chipów – ich brak już dość skutecznie przyhamowuje choćby przemysł motoryzacyjny).

Biznes i nastroje
Kolejne lata – nawet jeśli uporamy się z pandemią – będą dla naszego kontynentu jeszcze trudniejsze. 

EZŁ to rewolucja, która przyniesie kres działalności wielu branżom w rekordowo krótkim okresie. Oczywiście w tym okresie rozkwitną inne sektory gos­podarki, mniej szkodliwe dla środowiska i bardziej rentowne, lecz raczej nie da się wszystkiego sprowadzić do rubryczek excela... Tak olbrzymie zmiany niosą z sobą ogromne ryzyko narastania napięć społecznych – nieco trywializując sprawę: nie da się szybko przekwalifikować górnika na programistę.

Napięć społecznych Unia Europejska miała w ostatnich latach aż nadto: przyrost narodowych egoizmów, wzmocnienie animozji między krajami Północy i Południa UE po ostatnim kryzysie finansowym, większą niechęć do emigrantów zwieńczoną brexitem (strach przed wyimaginowanym napływem 70 mln Turków na Wyspy był jednym z argumentów zwolenników opuszczenia Wspólnoty przez Wielką Brytanię), ale i późniejszym kryzysem uchodźczym, który – nies­tety, nie bez naszego udziału – zachwiał unijną solidarnością. 

Dodać do tego musimy popandemiczną traumę, spadek zaufania do władz, które bardzo różnie sobie ze światową epidemią radziły, a wreszcie wzrost ruchów populistycznych (z mniej lub bardziej dyskretnym udziałem Rosji, dla której silna UE jest niekorzystna, a jej rozpad – największym marzeniem).

Unia zdaje sobie sprawę z tego zagrożenia i podejmuje mniej lub bardziej skuteczne działania, by zwiększyć partycypację Europejczyków w życiu politycznym. Cel?

Niech Bruksela przestanie być postrzegana jako wieża z koś­ci słoniowej, mocno ufortyfikowana biurokratycznymi regulacjami. To skądinąd naturalne zjawisko, że dopóki wszystko idzie dobrze (a przez parę dekad szło znakomicie), dopóty ludzie niespecjalnie interesują się polityką. Gdy nadchodzi kryzys, szybko zjawia się rozczarowanie rządzącymi, którzy „utracili kontakt z masami”. A ponieważ obecnie kroczymy (nie tylko jako Europa) od kryzysu do kryzysu, taki stan rzeczy może stanowić wybuchową mieszankę, która może zniweczyć nawet najambitniejsze gospodarcze plany.

Pierwsze kroki poczyniono w Traktacie Lizbońskim, gdy wzmocniono nieco rolę Parlamentu Europejskiego wybieranego wszak w wyborach powszechnych (chociaż przy umiarkowanym, delikatnie mówiąc, zaangażowaniu unijnych obywateli). Teraz jak grzyby po deszczu mnożą się inicjatywy, które mają sprawić, że Europejczycy poczują się panami własnego losu, a także – co może nawet ważniejsze – poczują się również Europejczykami, a nie tylko Niemcami, Grekami, Polakami czy Portugalczykami.

Frontem do obywatela

W marcu tego roku przedstawiciele trzech instytucji unijnych – przewodniczący Parlamentu Europejskiego David Sassoli, premier Portugalii Antonio Costa (w imieniu ówczesnej prezydencji Rady) oraz szefowa Komisji Ursula von der Leyen – podpisali wspólną deklarację dotyczącą konferencji w sprawie przyszłości Europy, czyli projektu, którego zadaniem jest zaangażowanie jak największej liczby obywateli w kształtowanie przyszłej polityki UE.

Od połowy kwietnia wszyscy mieszkańcy Unii oraz zainteresowane strony, w tym m.in. organizacje obywatelskie czy władze samorządowe, mogą zgłaszać swoje pomysły za pośrednictwem nowej platformy cyfrowej www.future.europa.eu.

Unijne zagadnienia podzielono na platformie na dziewięć grup tematycznych, począwszy od spraw dotyczących zmian klimatu, poprzez zdrowie czy praworządność, aż po kwestie transformacji cyfrowej. Wystarczy wybrać temat i podzielić się pomysłem. Osobna, dziesiąta skrzynka zgrupuje projekty niemieszczące się w żadnej z wybranych kategorii.

– Ten projekt to koło napędowe przyszłości Europy, bezprecedensowy projekt. Wykracza on poza badania opinii społecznej, których wyniki są nam później zbiorczo przedstawiane. Tu mamy kompletnie nowe narzędzie poz­walające obywatelom na realną partycypację w tworzeniu przyszłego kształtu Unii. Może to być uczestnictwo w formie pasywnej przez samo założenie konta i śledzenie zgłaszanych propozycji lub też w formie aktywnej przez dzielenie się pomysłami i organizowanie wydarzeń – dodał belgijski europoseł z grupy Renew Guy Verhofstadt, zarządzający projektem z upoważnienia Parlamentu Europejskiego.

To przedsięwzięcie – poza wysiłkami na rzecz tworzenia społeczeństwa obywatelskiego (inicjatywa godna wsparcia) – ukazuje również kierunek, w jakim będzie zmierzała Unia w najbliższych latach: ściślejszej integracji, bo w tej akurat inicjatywie chodzi o społeczeństwo europejskie. 

Pandemia nieco wstrzymała dyskusję o przyszłym kształcie Unii Europejskiej, zapoczątkowaną w 2017 roku przez ówczesnego szefa KE Jean-Claude’a Junckera, który zaprezentował pięć scenariuszy dla Europy. Obecnie owa debata – uzupełniona o doświadczenia z pandemii – ruszy zapewne na nowo i ze zdwojoną siłą.

Wektor na ściślejszą integrację jest mocno prawdopodobny. Spójrzmy na Niemcy, bo to gos­podarka i polityka tego kraju wywierają największy (chociaż nie decydujący) wpływ na kierunek, w jakim zmierza UE. 

W tym roku u naszego zachodniego sąsiada dojdzie do historycznej zmiany warty – ze stanowiska kanclerza ustąpi Angela Merkel. Jej następca wytyczy koleiny polityczne i gospodarcze na następne dekady (w ciągu ostatnich niemal czterech dekad Niemcy miały raptem trzech kanclerzy – Helmuta Kohla, Gerharda Schroedera i Merkel).

Najpoważniejszym kandydatem na jej następcę jest socjaldemokrata Oskar Scholz. W swoim programie SPD optuje za pogłębieniem integracji europejskiej, szczególnie gospodarczej i socjalnej. Warto przy tej okazji zauważyć, że Niemcy już przekroczyły rubikon – zgodziły się na uwspólnotowienie długu UE (czyli emisję europejskich obligacji) – przy okazji Europejskiego Funduszu Odbudowy. A mocno się przed tym wzbraniały m.in. po kryzysie 2008 r… 

Ważne miejsce w programie partii, która po 26 września (wtedy odbędą się w Niemczech wybory) przejmie zapewne stery niemieckiej polityki, odgrywa również wzmocnienie wspólnej polityki zagranicznej UE – poprzez rozszerzenie możliwoś­ci głosowania większościowego w sprawach jej dotyczących. A to otwiera drogę do zmian traktatowych, być może nowego traktatu UE, który zastąpi lizboński. 

Polskie wybory

Jak w tej całej układance plasuje się Polska, która jest obecnie europejskim tygrysem? Nasz ponad 10 proc. wzrost jest obecnie jednym z najwyższych.

Polska wciąż jest największym beneficjentem unijnych funduszy, w obecnej perspektywie były one jednak niemal o jedną czwartą mniejsze niż w poprzedniej; jeśli chodzi o siedmioletnią perspektywę budżetową: to, że ostatecznie mamy szansę na większe pieniądze, wynika z dodatkowego instrumentu UE w odpowiedzi na kryzys wywołany pandemią – czyli Europejskiego Funduszu Odbudowy. Wraz ze wzrostem gospodarczym i zbliżaniem się poziomu PKB per capita do unijnej średniej te środki będą jednak – tak czy inaczej – coraz mniejsze. 

Tymczasem dla Polski Europejski Zielony Ład jest szczególnie bolesny ze względu na mocno węglową strukturę naszej energetyki. 

Poniesiemy tu poważne koszty (oczywiście należy je potraktować raczej jako inwestycje), które mogą zaowocować napięciami społecznymi czy wzrostem nas­trojów antyunijnych. Jeśli wziąć pod uwagę, że od sześciu lat jesteś­my z UE na kursie kolizyjnym, który w ostatnich tygodniach zaowocował groźbami wstrzymania wypłaty europejskich funduszy, rodzi się – niemożliwe jeszcze kilka lat wcześniej – pytanie: w jakim stopniu przyszłość polskiej gospodarki w dłuższej perspektywie możemy rozpatrywać w połączeniu z gospodarką europejską?

O polexicie nikt wprawdzie na poważnie (chyba) nie myśli, ale David Cameron, gdy ogłaszał referendum w sprawie opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii, chciał jedynie wzmocnić swą pozycję polityczną na arenie wewnętrznej.

Polska może na wielkiej europejskiej transformacji gospodarczej skorzystać, chociaż koszty na wcześniejszym jej etapie będą zapewne pokaźne. Korzyści mogą być jednak znacznie większe – to nowoczesna niskoemisyjna gospodarka, a także uczestnictwo w olbrzymim europejskim rynku, na którym już zdążyliśmy się nieźle zadomowić. 

A jeśli europejskie marzenia się ziszczą i Europejski Zielony Ład okaże się znakomitym posunięciem, możemy być też elementem wiodącego rynku w globalnej gospodarce. Nie jest to wprawdzie przesądzone, ale nikt nigdy nie jest skazany na sukces. Zawsze trzeba nań zapracować. 

Tekst pochodzi z najnowszego wydania Magazynu Gospodarczego Nowy Przemysł.

 

×

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU JEST DOSTĘPNA DLA SUBSKRYBENTÓW STREFY PREMIUM PORTALU WNP.PL

lub poznaj nasze plany abonamentowe i wybierz odpowiedni dla siebie. Nie masz konta? Kliknij i załóż konto!

KOMENTARZE (43)

Do artykułu: Unijna gospodarka przed wielkim skokiem - w pogoni za Chinami

  • Okradziony w OFE 2021-10-03 20:20:32
    Stary już jestem więc pamiętam czasy Gomułki, Gierka i tego miłego dziadka w ciemnych okularach. Przez wszystkie te epoki propaganda skowyczała o dwóch sprawach: O tym, że zachód umiera (kabaret Tey potwierdzał dodając, że wprawdzie zdycha, ale ma piękną śmierć), i o tym, że jak jeszcze trochę zaciśniemy pasa (czyli zrezygnujemy całkiem z mięsa, samochodów, mieszkań i pasty do zębów), to już za 10 lat dogonimy Zachód, a za nastęne 10 lat nawet przegonimy! Tylko jakoś ten Zachód nie dawał się dogonić. Teraz mamy dokładnie to amo, z tym, że musimy gonić Chińczyków, którzy jeszcze 25 lat temu mieli dochód narodowy na głowę równy 10% dochodu narodowego Polski... Teraz CAŁY €KOŁCHOZ goni w rozwoju gospodarczym Chiny, jednocześnie cofając €pejczyków cywilizacyjnie o 100 lat!!!!!!!
  • Gość 2021-09-29 18:04:11
    Jeżeli polityka bierze górę nad gospodarką to niczego dobrego nie wróży. Wystarczy przypomnieć ZSRR i dawną RWPG i wiemy czym się to skończyło.
  • Harnaś 2021-09-29 09:51:46
    W przepaść .......
  • Gość 2021-09-28 18:17:20
    UE zabrnęła w ślepą uliczkę co można było kiedyś przewidzieć. Tyle państw ma rozbieżne interesy i same działają przeciwko sobie. Moim zdaniem odczuwalna jest agentura wpływu w środowiskach UE a to przekłada się na kolejne problemy w UE.
  • stawo73 2021-09-28 11:57:03
    Brukselscy sowieci są niedoścignionymi mistrzami w pisaniu nierealistycznych strategii, z których po latach nic nie zostaje prócz kosztów. Czy ktoś jeszcze pamięta unijną strategię lizbońską Europa 2020 (nie mylić z traktatem lizbońskim), która miała sprawić, ze Unia pod względem innowacyjności zostawi USA i Chiny daleko w tyle?
    • Okradziony w OFE 2021-10-01 10:24:28
      Oczywiście, że pamiętamy! €pa wydała setki miliardów ojro na jakieś chore pomysły "parków technologicznych", "hubów innowacyjności", tysiące konferencji (większość w luksusowych hotelach), państwowych "koncernów wynalazczych" oraz "edukację innowacyjną". Ale najsmieszniejszy był koniec tego szaleństwa: gdzieś koło 2008 roku €kraci ogłosili, że wprawdzie USA i Japonia nie została dogoniona i nie powstał ząden historyczny wynalazek, ale w €pie dokonał się "przełom technologiczny", więc "Strategia Lizbońska" odniosła historyczny sukces. Znam kilkunastu ludzi, którzy zapłakali rzewnymi łzami, jak się "lizbońskie" kĄfitury skończyły! Ale wtedy objawił się (nie)rząd RP, który zaczął hojnie te wszystkie "parki" dotować.

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 5.181.166.72
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!