PARTNERZY PORTALU

W oczekiwaniu na wolny rynek

  • Ten tekst jest częścią STREFY PREMIUM WNP.PL
  • Autor: Jerzy Dudała
  • Dodano: 16-02-2001 00:00

– Aby wdrożyć wolny rynek energii, potrzebna jest prywatyzacja, o której wiele się dyskutuje, ale tak naprawdę nic nie zrobiono, żeby ją przeprowadzić – ocenia sytuację w sektorze elektroenergetycznym Jan Macieja, kierownik Zakładu Funkcjonowania Gospodarki Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN. Podkreśla on, że na podejmowane w sektorze państwowym decyzje duży wpływ mają związki zawodowe, których szefowie potrafią – tworząc negatywne wizje prywatyzacji – regulować stan społecznych niepokojów.

Według prezesa Górnośląskiego Zakładu Elektroenergetycznego Piotra Kukurby – z jednej strony ceny energii elektrycznej uzyskiwane przez zakłady dystrybucyjne są zbyt niskie, nie zapewniają bowiem wystarczających środków na odbudowę majątku, nie mówiąc już o rozwoju i odbudowie sieci. Z drugiej strony – gdy porównamy Polskę z krajami Europy Zachodniej – ceny energii dla przemysłu należą u nas do jednych z wyższych. I ograniczają konkurencyjność polskiej gospodarki. Dlatego też powinny zostać obniżone. GZE obsługuje głównie przemysł ciężki – górnictwo, hutnictwo. Ten przemysł potrzebuje wsparcia, między innymi w postaci obniżenia cen energii. – Dla naszego zakładu ważne jest to, by utrzymać dotychczasowych klientów – zaznacza Piotr Kukurba. – W przeciwnym razie nie będzie komu tej energii sprzedawać. Jednakże pytanie, kiedy ten wolny rynek zacznie funkcjonować i kiedy ceny energii zostaną obniżone, należałoby raczej skierować do wróżki. Trudno nie przyznać racji prezesowi GZE. O wolnym rynku energii elektrycznej mówi się u nas bardzo dużo, natomiast jego faktyczne wdrażanie nadal pozostaje w sferze życzeń. A należy pamiętać, że po uruchomieniu wolnego rynku i tak musiałoby upłynąć najmniej półtora roku, żeby zaczął on funkcjonować i aby ceny energii były niższe. Obecnie 33 zakłady energetyczne, których właścicielem jest Skarb Państwa, kupują prąd od Polskich Sieci Elektroenergetycznych. Elektrowniom i elektrociepłowniom płaci się za niego według dwóch taryf, aby później sprzedać po uśrednionej cenie. Najtańszą w Polsce jest Elektrownia Bełchatów, oferująca prąd po około dziewięć groszy za kilowatogodzinę, natomiast do najdroższych należą elektrociepłownie, w których paliwem jest gaz. Za kilowatogodzinę trzeba w ich przypadku zapłacić około trzydziestu groszy. Później i tak nie ma to żadnego znaczenia, gdyż pod uwagę brana jest jedynie wyższa cena.
Prawo energetyczne obowiązujące od 1997 roku miało doprowadzić do likwidacji monopolu na dostawy energii, a jej ceny miały spaść. Jednak tak się nie stało. – Od momentu wprowadzenia nowego Prawa energetycznego ceny z roku na rok rosną – mówi Ryszard Łągiewka, dyrektor techniczny w Hucie Zawiercie. – Sama cena energii może zbytnio nie wzrosła, ale za to koszty przesyłu zwiększyły się w naszym przypadku o około 500%. Siłą rzeczy większe są także koszty produkcji. Obecnie w Polsce przedsiębiorstwa nie mają szans negocjowania cen energii z elektrowniami. I tak muszą bowiem zakupić 75% energii od PSE. Duże przedsiębiorstwa co roku płacą za energię o około 20% więcej. – Na razie mamy raczej do czynienia z ucieczką od wolnego rynku – ocenia Piotr Kukurba. – Jednak prywatyzacja GZE, elektrowni, a także sprywatyzowanie w niedalekiej przyszłości kolejnych zakładów energetycznych spowoduje, że konkurencji nic już nie powstrzyma.

 

×

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU JEST DOSTĘPNA DLA SUBSKRYBENTÓW STREFY PREMIUM PORTALU WNP.PL

lub poznaj nasze plany abonamentowe i wybierz odpowiedni dla siebie. Nie masz konta? Kliknij i załóż konto!

KOMENTARZE (0)

Do artykułu: W oczekiwaniu na wolny rynek

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 18.206.14.36
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!