Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021

Klastry sposobem na drugie życie specjalnych stref ekonomicznych

Autor: wnp.pl (Adrian Ołdak)
Dodano: 07-05-2011 08:54

Budujemy platformę współpracy wykorzystując narzędzia internetowe. Posłuży ona do sporządzenia oferty dla co najmniej 40 klientów strefy i jej otocznia - mówi Piotr Wojaczek, prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. - Chodzi o takie zdefiniowanie problemów przedsiębiorców, aby rozwiązanie dotyczyło grupy, a nie tylko jednego z nich.

Co takiego ma klaster, czego nie mają inne struktury ekonomiczne znane od lat w ekonomii?

- Gospodarka wolnorynkowa została zbudowana na wolnej konkurencji. Klaster oferuje nowe spojrzenie na nią: można ze sobą konkurować jednocześnie współpracując. Wyobraźmy sobie, że producent plastikowych gadżetów, który opanował technologię wtrysku, postanawia uruchomić produkcję okularów i dołącza do innych już je produkujących. Przedsięwzięciem interesuje się instytut wzornictwa, ktoś projektuje opakowania, ktoś inny zajmuje się PR. To wszystko jest obudowane jakąś instytucją wsparcia dla biznesu.



Czy w Polsce są obszary, czy to geograficzne czy branżowe, które próbują działać według takich zasad?

- W opublikowanym niedawno raporcie PricewaterhouseCoopers doliczono się w Polsce ponad 30 klastrów. Ale gdybyśmy przyjrzeli się im bliżej, okazałoby się, że większość jest na etapie embrionalnym, organizacyjnym, lub dopiero się rozpędzają. Być może tylko jeden lub dwa spełniają definicję klastra, lub, co ważniejsze, przynoszą właściwe mu efekty.

Wróćmy do przykładu produkcji okularów. Współpraca w klastrze to dobry sposób, aby np. firmy produkujące wyroby z plastiku technologią np. wtrysku, wspólnie sprawdziły, czy na rynku jest wystarczająco dużo i odpowiedniej jakości surowca i co istotniejsze za konkurencyjną ceną, te czynności ze względu na efekt skali na pewno będą bardziej opłacalne. To ważne, bo problemy z surowcami, ich dostępnością i cenami, coraz bardziej doskwierają w prowadzeniu produkcji. Weryfikacja rynku (surowce, dostaw, logistyka) odbywa się bez szkody dla wzajemnej konkurencyjności zgrupowanych firm.

Klaster może pomóc także w opracowaniu lub ulepszaniu technologii. Powiedzmy, że zainteresowanych jest nią 10 firm, a kosztuje to 10 mln zł. Z prostej matematyki wychodzi, że każda z nich zamiast wydawać 10 mln wyda tylko jeden. Jeśli dojdzie unijne czy regionalne wsparcie, będzie jeszcze mniej. To jest właśnie efekt ekonomiczny uczestnictwa w klastrze.

Inny przykład: kupno energii elektrycznej. Fabryka z branży motoryzacyjnej potrzebuje 1-5 MW. Na danym obszarze kupowanych jest przez różne firmy 100 MW. Proszę sobie wyobrazić, że w ich wspólnym imieniu cenę prądu u operatora będzie negocjował klaster. Na pewno będzie efekt.

Co jest potrzebne, aby klastry mogły sprawnie funkcjonować w Polsce: wsparcie w ustawodawstwie, czy ekonomiczne firm, które będą chciały w nich uczestniczyć?

- Po pierwsze nie może być to inicjatywa odgórna. Nie można wydać rozporządzenia, w którym okrzykujemy polską gospodarkę rajem dla klastrów, które mają z dnia na dzień pojawić się jak grzyby po deszczu. Musimy oddać inicjatywę przedsiębiorcom. Trzeba ich przekonać.

I tu pojawia się paradoks. W Katowickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej połowa firm pochodzi zza granicy, druga połowa to firmy rodzime, czasami z kapitałem zagranicznym. Wydawałoby się, np. że skoro duże firmy motoryzacyjne są w strukturach klastrowych w Europie czy na świecie, nie trzeba ich będzie namawiać do wchodzenia w podobne w naszym kraju. Otóż nie. Najpierw trzeba przekonać ich ośrodki decyzyjne, a są one, niestety, poza Polską. W tym zadaniu bardzo znaczącą rolę odgrywa miejscowy menedżment, który wielu przypadkach i to nawet na najwyższych szczeblach jest już polski. Jeśli centrala zaaprobuje przedsięwzięcie w Polsce, musi się znaleźć ktoś to będzie je animował, będzie jego koordynatorem.

Ministerstwo Gospodarki, szczególnie szef resortu, wicepremier Waldemar Pawlak, upatruje sposobu na drugie życie specjalnych stref ekonomicznych w ich możliwościach tworzenia klastrów. Takie założenie w zależności od miejsca ma szanse powodzenia zważywszy na efekt skupiska firm typowy dla obszarów objętych strefą. W strefach są to tego warunki, w tym celu zmienią się ich zadania. Dla osiągnięcia nowych celów musimy zacząć od animacji, przekonania firm do współpracy, co może być czasami kłopotliwe, przez koordynację, brokerstwo a może nawet zarządzanie klastrem.

Mamy jakiś własny patent na budowę klastra?

- Klaster teoretycznie można próbować budować w następujący sposób: wokół dużej firmy gromadzą się średnie i małe plus otoczenie biznesowe, a animator klastra wspiera przedsięwzięcie finansowo w okresie jego powstawania. To jest jednak idealistyczny model, właściwie akademicki. Nie wiem, czy udało się to komuś, kto dysponował tak ograniczonymi środkami finansowymi jak strefy. Dlatego dla nas ważniejsze jest, aby uchwycić moment, w którym na wybranych obszarach stref tworzą się specjalizacje, w KSSE np. motoryzacyjna, AGD, czy nawet spożywcza, i próbować realizować politykę klastrową.



Wspomniał pan o możliwościach klastrowych stref? Czy w KSSE zostały wykorzystane?

- Przyjęliśmy z dwoma partnerami, firmami Innoco i Landster, zadanie animowania platformy współpracy licznie obecnej na Śląsku motoryzacji. Przedsięwzięcie to nazwaliśmy Silesia Automotive. Nazwa wskazuje, że chodzi o motoryzację. Firm tej branży jest na Śląsku co najmniej kilkadziesiąt, także w KSSE. Na razie budujemy platformę współpracy wykorzystując narzędzia internetowe. Posłuży ona do sporządzenia oferty dla co najmniej 40 klientów strefy i jej otocznia. Chodzi o takie zdefiniowanie problemów przedsiębiorców spotykających się na tej płaszczyźnie, aby rozwiązanie dotyczyło grupy, a nie tylko jednego z nich. To inny element charakterystyczny dla "klastrowania".



Jak to przyjęła branża motoryzacyjna skupiona w strefie?

- Nasz pomysł przedstawiliśmy trzy lata temu. Ktoś może powiedzieć: ho! w tym tempie chłopie daleko nie zajdziesz. Możliwe, że jest w tym trochę racji, ale na początku nikt o klastrze nie chciał z nami rozmawiać. Jeśli już to małe polskie firmy, które spodziewały się, że będzie to przepustka do świata dużych zamówień. Trudno zabronić małej czy średniej polskiej firmie takiej strategii. Nie po to jednak tworzymy platformę współpracy, aby zaspokajała tylko to jedno marzenie. Prowadziliśmy jednak przeróżne działania: animacje, spotkania, konferencje. Nagle w ubiegłym roku firmy powiedziały: OK, to gdzie jest ten wasz produkt? Produkt jest przygotowany. Od kilku tygodni na naszej stronie internetowej jest informacja na ten temat. Robimy software do zarządzania bazą danych. Organizujemy elementy ikonograficzne charakterystyczne dla klastra. Wyższe uczelnie, klienci strefowi, firmy motoryzacyjne, w tym również duże, niekoniecznie przygotowujące finalny produkt, złożyły akces do tego przedsięwzięcia.

Może pan wymienić kilka nazw?

- Proszę bardzo: Firma NGK produkująca katalizatory, Nexteer, dawniej Delphi, TRW, jej trzy oddziały produkujące części samochodowe. Również General Motros. Nazwy, które wymieniłem, mają duży prestiż na rynku, dlatego rozwój przedsięwzięcia to, moim zdaniem, tylko sprawa czasu.

Rozmawiał Adrian Ołdak

Piotr Wojaczek, prezes KSSE, weźmie udział w debacie "Klastry - sposób na innowacyjny wzrost w gospodarce" podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego. Odbędzie się ona 16 maja w godz. 14-18.30 w hotelu Qubus w Katowicach. Więcej informacji o Kongresie: www.eec2011.eu

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021