Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021

Fundusze UE a innowacyjność - czy polskie przedsiębiorstwa wykorzystają szansę?

Autor: Adam Sofuł
Dodano: 15-03-2015 09:55 | Aktualizacja: 15-03-2015 10:09

Plan jest ambitny: do 2020 r. Polska ma się znaleźć w dwudziestce gospodarczych potęg świata. Musimy jednak przestawić gospodarkę na innowacyjne tory, a jednym z narzędzi będą unijne fundusze.

W najbliższej siedmiolatce pieniędzy na innowacyjne projekty nie powinno zabraknąć. Program Operacyjny Inteligentny Rozwój (następca Innowacyjnej Gospodarki), w którym kumuluje się gros wydatków na innowacyjność, zasili kwota 8,6 mld euro. Na projekty badawczo-rozwojowe przedsiębiorstw i konsorcjów naukowo-przemysłowych trafi ok. 3,85 mld euro. Na przedsięwzięcia innowacyjne w firmach przeznaczono ok. 2,2 mld euro. Blisko miliard euro to pieniądze m.in. na tworzenie warunków prowadzenia przedsięwzięć badawczo-rozwojowych przez firmy, a 1,22 mld euro - na zwiększenie potencjału naukowo-badawczego.

Nie jest wszak powiedziane, że innowacyjne rozwiązania nie będą finansowane i z kolejnych unijnych programów. Według pierwszych szacunków, łącznie z innymi projektami przedsiębiorstwa na inwestycje w badania i innowacje plus podnoszenie konkurencyjności mogą otrzymać prawie 16 mld euro!

Duże sumy. Ale czy większe pieniądze to wystarczający warunek do przestawienia gospodarki na nowe tory?

Innowacyjne wzmożenie

Gdyby perspektywy polskiej innowacyjności szacować na podstawie doniesień prasowych, można by zacierać ręce z zadowolenia. Ze świecą szukać polityka, który nie deklaruje działań na rzecz większej innowacyjności. Mnożą się też programy wsparcia, nowe inicjatywy, parki technologiczne, klastry, granty, fundusze…

Kierunek zmian trudno kwestionować. Proste rezerwy wzrostu się wyczerpują. Pułapka średniego dochodu okazuje się realną perspektywą. Jak podkreśla Ryszard Petru, szef Towarzystwa Ekonomistów Polskich - nie jesteśmy już tak tani pod względem kosztów pracy jak Chiny ani nie wytwarzamy towarów tak wysokiej jakości czy tak zaawansowanych technologicznie jak Niemcy. To oznacza, że nasze możliwości konkurowania na globalnych rynkach mocno się zawężają. A zatem: kurs na innowacyjność. Pytanie tylko: jaki?

Statystyki tymczasem nie napawają optymizmem. Według Eurostatu, wydatki na działalność badawczo-rozwojową (jeden z głównych wskaźników innowacyjności) wyniosły 0,87 proc. PKB, przy średniej unijnej nieco ponad 2 proc. Są i dobre wiadomości: w ciągu pierwszej dekady naszego członkostwa w UE wydatki na ten cel wzrosły nominalnie ponad trzykrotnie: z 1,14 mld euro w 2004 r. do 3,44 mld euro w 2013 r.

Problem jednak nie tyle w wysokości nakładów na B+R, ale w ich strukturze. "Publiczne wydatki na badania i rozwój w relacji do PKB osiągnęły obecnie w Polsce taką wysokość, jakiej w zasadzie należałoby się spodziewać przy obecnym poziomie rozwoju gospodarczego (PKB per capita). Niezwykle niskie są natomiast prywatne wydatki na ten cel w relacji do PKB. W kraju na poziomie rozwoju Polski należałoby oczekiwać wydatków biznesu na B+R kilkukrotnie wyższych" - ocenia w raporcie "Komercjalizacja badań naukowych w Polsce" prof. Witold Orłowski.

Wysokość nakładów to jedno, ale jak, na ile efektywnie zostały wykorzystane te pieniądze? I w jaki sposób realnie poprawiły innowacyjność polskich firm?

Prezes PAN prof. Michał Kleiber zwraca uwagę, że jeśli chodzi o naukę to - zwłaszcza w pierwszych latach poprzedniej perspektywy budżetowej - znaczną część środków przeznaczono na szeroko pojętą infrastrukturę naukową: poprawiły się warunki pracy w uczelniach czy instytutach badawczych, powstały nowe laboratoria, a te istniejące wyposażono w nowy sprzęt. W owo doposażenie zainwestowaliśmy w zeszłej unijnej perspektywie finansowej 27 mld zł. Sęk w tym, że nie ma wymiernych, finansowych efektów tych inwestycji... Ano właśnie: kluczem do zrozumienia problemu polskiej innowacyjności jest to, jak traktujemy przeznaczone na ten cel pieniądze - jako wydatki czy inwestycje?

Nieco inną sytuację rejestrowaliśmy w przypadku przedsiębiorstw, które niechętnie inwestowały we własne badania, poprzestając - skądinąd, zdaniem ekonomistów, na tym stopniu rozwoju słusznie - na zakupach gotowych technologii. Biorąc jednak pod uwagę priorytety UE, podobna filozofia będzie w obecnej perspektywie budżetowej trudna do powtórzenia.

- Dużo większy nacisk będzie kładziony na innowacyjność. A to oznacza, że w obszarze przedsiębiorczości i konkurencyjności gospodarki będziemy w większym niż dotychczas stopniu wspierali nasze rodzime pomysły - czyli: finansowanie badań, prac badawczo-rozwojowych i następnie finansowanie ich wdrażania, a nie tylko kupowanie gotowych technologii - mówi o nowym unijnym budżecie Jerzy Kwieciński, były wiceminister rozwoju regionalnego.

Inna droga

To niejedyna zmiana w zasadach wydatkowania pieniędzy z Brukseli. O ile w poprzedniej perspektywie większość środków na innowacje i B+R kierowano bezpośrednio do uczelni i ośrodków naukowych, o tyle w tej siedmiolatce głównymi beneficjentami staną się przedsiębiorcy zamawiający u naukowców konkretne rozwiązania.

Ta zmiana może się okazać kluczowa. Po pierwsze: może wymusi współpracę biznesu z nauką, która wciąż kuleje. - To poważny problem. I stary jak świat. Gdy na początku lat 80. ubiegłego wieku pracowałem w Instytucie Polityki Naukowej, jednym z głównych tematów naszych rozważań było właśnie to, jak skłonić biznes i świat nauki do współpracy. Dziś zastanawiamy się nad tym nadal... To znaczy, że wiele się pod tym względem nie zmieniło - twierdzi Bohdan Wyżnikiewicz, wiceszef Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Jego konstatację potwierdzają twarde dane. Z przeprowadzonych dwa lata temu przez Wyżnikiewicza badań sektora MSP wynika, że prawie dwóch na pięciu przedsiębiorców do współpracy z instytucjami badawczymi odnosi się niechętnie. I ten wynik wskazuje na kierunek innowacyjności tego sektora: zakup nowych technologii, bo z badania wynika też, że ponad 95 proc. małych i średnich firm nie posiadało własnych jednostek badawczo-rozwojowych, co może być po części zrozumiałe; gorzej, że nie współpracowało również z zewnętrznymi instytucjami B+R.

Innym spodziewanym efektem zmiany podejścia ma być szybsza komercjalizacja innowacji. Firmy nie będą finansowały badań podstawowych, lecz takie, które pozwolą zwiększyć zysk dzięki innowacjom. Przedsiębiorcy mają też większe niż naukowcy kompetencje w komercyjnej stronie przedsięwzięcia. Jest zatem szansa, iż środki wykorzystają efektywniej.

- Dla przedsiębiorstw inwestujących w prace badawczo-rozwojowe, a jednocześnie potrafiących współpracować z uczelniami wyższymi oraz instytutami badawczymi nadchodzi czas olbrzymiej szansy. W najbliższych latach wsparcie na B+R+I będzie ponad dziesięciokrotnie większe niż w perspektywie finansowej w latach 2007-13 - twierdzi Michał Gwizda, partner w Credo Taxand.

Zmiana kierunku przepływu pieniędzy - do uczelni poprzez firmy - jest też logiczna. Poprzednia perspektywa budżetowa służyła rozbudowie bazy naukowej, w obecnej przyszedł czas, by tę bazę wykorzystać. O rozdział pieniędzy będą rywalizować - podobnie jak w perspektywie 2007-13 - przede wszystkim podległa resortowi gospodarki Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości i Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

Na szczęście owa rywalizacja przebiega, można rzec, w myśl zasad rynkowych: tzn. poprzez konkurowanie produktem (programami wsparcia), a nie wzajemne "podszczypywanie". I gdy jesienią ubiegłego roku na łamach prasy pojawiły się - bardzo nieoficjalne i tajemnicze - doniesienia o krytyce poczynań PARP w Brukseli (prezes Agencji Bożena Lublińska- -Kasprzak podkreśla, że kierowana przez nią instytucja przechodziła dziesiątki różnego rodzaju kontroli audytów i Bruksela nigdy nie zgłaszała zastrzeżeń), nie wzbudziły także entuzjazmu w "konkurencyjnym" NCBiR. W sprawie unijnych środków polskie instytucje zachowują wspólny front. O dziwo, politycy również.

Prywatni i innowacyjni?

Unijne miliardy, jakkolwiek kuszące, nie powinny jednak przesłaniać tego, że nie tylko UE daje pieniądze na innowacje, swoje dokładamy też z budżetu. Kluczową kwestią pozostaje pobudzenie sektora prywatnego do inwestycji w innowacyjność. Jeśli wierzyć danym, z tym jest fatalnie.

Zgodnie z Innovation Union Scoreboard wydatki polskich przedsiębiorstw na B+R stanowią zaledwie 25 proc. średniej dla UE. W Danii poziom ten sięga 150 proc., w Szwecji - 178 proc., a w Czechach - 78 proc. Z danych Eurostatu wynika również, że współpraca dużych firm innowacyjnych z jednostkami naukowymi w Polsce kształtuje się na niższym poziomie niż w innych państwach kontynentu. W 2010 r. tylko 25 proc. takich firm współpracowało z uczelnią, a 17 proc. - z instytutami badawczymi.

- Wydatki prywatne na innowacje są wciąż znacznie niższe niż w krajach zachodnioeuropejskich, ale trudno powiedzieć o ile. Najprawdopodobniej są jednak niedoszacowane. Pomiar innowacyjności sprowadza się do kilku parametrów, które w polskich warunkach trudno zmierzyć - zastrzega szef NCBiR Krzysztof Kurzydłowski.

Jego zdaniem, poziom wydatków prywatnych wzrósł w ostatnich latach o około połowę i zaczął się zbliżać do pułapu nakładów publicznych.

- To optymistyczna wiadomość, bo w przypadku wydatków z budżetu często jest tak, że państwo wydaje, bo musi, bo się do tego zobowiązało, bo chce wykonać plan. Wydatki prywatnych firm są dobrowolne, a skoro przedsiębiorcy coraz więcej łożą na innowacyjność, to znaczy, że widzą w tym korzyść, że im się to opłaca - zauważa prof. Kurzydłowski i prognozuje: - Możemy oczekiwać, że w najbliższych latach wydatki przedsiębiorstw na badania i rozwój będą nadal dynamicznie rosnąć i do roku 2020 osiągną lub przekroczą poziom 10 mld zł rocznie.

Udział prywatnego kapitału w asygnowaniu pieniędzy na innowacyjność może mieć jeszcze inny, zbawienny efekt, a mianowicie: ułatwi komercjalizację wyników badań, przekucie ich w realny zysk. A z tym wciąż mamy duże kłopoty.

Wdrożenie wynalazku często okazuje się znacznie kosztowniejsze niż badania. Nieocenione są tu fundusze venture capital, które niejako w swoim DNA mają zakodowane inwestycje w ryzykowne projekty. I to tam właśnie, a nie w bankach, innowacyjne firmy powinny szukać finansowania.

I tu widać ożywienie, stymulowane przez państwowe instytucje. Do 17 funduszy VC, współtworzonych przez Krajowy Fundusz Kapitałowy, dołączają kolejne inicjatywy. Spółkę ARP Venture powołała Agencja Rozwoju Przemysłu. To fundusz podwyższonego ryzyka (ma inwestować w innowacyjne projekty MSP). ARP Venture zarezerwowała na ten cel 300 mln zł. W sumie Agencja chce wydać na innowacje 1,3 mld zł do 2020 r.

- Dodając istotny element, jakim są innowacje, ARP z jednej strony otwiera przed sobą całkowicie nowe obszary, z drugiej - wzmacnia się w dotychczasowych działaniach. Nasza nowa strategia jest odpowiedzią na potrzeby polskiej gospodarki, która wymaga dynamicznego rozwoju przemysłu. Mamy do odegrania nową, ważną rolę w efektywnym wspieraniu komercjalizacji i wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań - mówi prezes ARP Aleksandra Magaczewska. I dodaje: - ARP Venture to spółka, która będzie pełniła rolę inwestora oraz aktywnego doradcy biznesowego, wykorzystując doświadczenie, wiedzę, kontakty z ekspertami oraz zaplecze technologicznie.

Fundusz VC powołują również NCBiR i PZU. Ma dysponować kwotą od 75 do 200 mln dol.

Kto na tym zarobi?

Wiadomo, że na innowacjach ma zarobić przede wszystkim przedsiębiorca. Ale jak zmotywować ośrodki badawcze? Prof. Witold Orłowski proponuje, by przekazać naukowcom prawa autorskie do wynalazku. Przyklaskuje temu NCBiR.

- Przekazanie praw majątkowych naukowcom, wzrost prywatnych wydatków na badania i promowanie kultury wynalazczości w nauce i gospodarce to kluczowe postulaty zawarte w raporcie, zbieżne z opiniami ekspertów NCBiR - podkreśla Leszek Grabarczyk, zastępca dyrektora Centrum.

- Kontrowersyjny pomysł. Przed wprowadzeniem wspomnianego rozwiązania warto byłoby dokładnie przeanalizować, dlaczego obowiązuje ono tylko w Szwecji i we Włoszech. I dlaczego Niemcy postanowiły wycofać się z tego profesorskiego przywileju. W Japonii i Korei Południowej rezultaty pracy naukowca, finansowanej z budżetu, też należą do uczelni. Podobnie w USA - od początku lat 80. XX wieku uniwersytety mogą korzystać z opcji zachowania prawa do opatentowania wynalazku dokonanego z wykorzystaniem funduszy federalnych. Przy czym jeśli uniwersytet otrzyma patent na taki wynalazek, rząd federalny zyskuje bezpłatną, niewyłączną licencję na jego wykorzystywanie - przestrzega prezes Urzędu Patentowego Alicja Adamczak. Dyskusja trwa.

Z tych debat i pomysłów powoli wyłania się proinnowacyjne otoczenie biznesu. Jak skuteczne? Ekonomiści podkreślają, że powinniśmy mówić nie tylko o innowacyjnych firmach, ale o innowacyjnej gospodarce. Dlatego, prócz większych nakładów finansowych, zwracają uwagę na konieczność zmian w szeroko pojętym otoczeniu biznesowym, a nawet w mentalności.

- Musimy oswoić się z kulturą ryzyka, która jest nieodłącznym czynnikiem biznesu, a zwłaszcza innowacji. Z tego punktu widzenia można wręcz dwuznacznie oceniać rolę unijnych dotacji. Z zadowoleniem trzeba zauważyć, że w obecnej perspektywie budżetowej będzie więcej środków zwrotnych. To będą preferencyjne kredyty, ale i tak spowodują zmianę podejścia do biznesu - zupełnie inną efektywność, szacowanie ryzyka - przekonuje Wyżnikiewicz.

Andrzej Sadowski, wiceprezes Centrum im. Adama Smitha, wskazuje, że pieniądze i nawet najlepiej wymyślone czy najszlachetniejsze strategie wsparcia będą nieskuteczne, jeśli zderzą się z administracją i biurokracją.

- Możemy tworzyć dziesiątki programów i instytucji, ale np. bez sprawnego systemu sądowego będą nieefektywne. Przy innowacjach jest na przykład bardzo ważna ochrona własności intelektualnej. A wiemy przecież, ile w Polsce trzeba czekać na rozstrzygnięcie sporu w sądach w znacznie prostszych sprawach - ostrzega Sadowski.

Dodaje, że środki z UE nie muszą spowodować innowacyjnego przełomu w gospodarce. - Innowacje wiążą się z ryzykiem, które raczej nie jest uwzględnianie przy rozliczaniu unijnych funduszy. W efekcie może się okazać, że znakomicie wykorzystaliśmy miliardy z UE, rozliczyliśmy, na fakturach wszystko się będzie zgadzało, tylko innowacji brak - przekonuje wiceprezes CAS.

- Wiara, że wystarczy, że wyłożymy więcej pieniędzy i dzięki temu będziemy bardziej innowacyjni, jest naiwna - wtóruje mu Wyżnikiewicz.

Wypada się cieszyć, że będzie więcej pieniędzy z UE, że budujemy coraz doskonalsze mechanizmy i programy do ich efektywnego wykorzystania, bo przy innowacjach pieniądze to bardzo ważna rzecz. Ale nie najważniejsza.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021