Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020

Budowlańcy, mimo miliardów na horyzoncie, unikają huraoptymizmu

Autor: wnp.pl (Tomasz Elżbieciak)
Dodano: 27-04-2015 10:42

Pamięć o kryzysie oraz wciąż wysoki poziom ryzyka sprawia, że budowlańcy z dystansem podchodzą do formułowania bardzo optymistycznych prognoz na najbliższe lata. Nawet w obliczu rynku wartego setki miliardów złotych.

O perspektywach branży mówiono podczas debaty "Budownictwo", która odbyła się w ramach siódmej edycji Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Koniunktura się rozkręca

Maciej Marciniak, prezes Górażdże Beton oraz p.o. prezesa Stowarzyszenia Producentów Betonu Towarowego, zaznaczył, że poprawiającą się koniunkturę w budownictwie widać po rosnącej sprzedaży cementu.

W 2014 r. wzrosła ona o ok. 1 mln ton - do 15,6 mln ton. W 2015 r. spodziewany wynik to co najmniej 16 mln ton. W kolejnych latach producenci oceniają, że realny będzie powrót do rekordowych poziomów sprzedaży z 2011 r., gdy nabywców znalazło ok. 19 mln ton cementu.

Marciniak podkreślił, że dla producentów betonu towarowego niezmiennym problemem pozostają niskie ceny, które są m.in. pochodną bardzo konkurencyjnego rynku, na którym działa blisko 1000 wytwórni betonu.

Niskie ceny to również zmartwienie dla kopalni kruszyw. W opinii Marciniaka, zarówno producenci betonu towarowego, jak i kruszyw, oczekiwaliby wzrostu cen swoich wyrobów o ok. 10 proc.

Niepewność w zakresie długoterminowych perspektyw dla cementowni stwarza natomiast polityka klimatyczna Unii Europejskiej, a także związane z nią koszty praw do emisji CO2.

Do tego dochodzą też wysokie koszty energii. W efekcie na wschodnich i północnych obrzeżach UE powstają nowe cementownie, które w przyszłości będą mogły eksportować na unijne rynki znacznie tańszy produkt.

Miliardy na budownictwo

Dariusz Blocher, prezes Budimeksu, wskazał, że w najbliższych 7-8 latach sektor budowlany może spodziewać się inwestycji o wartości ok. 330 mld zł, czyli średnio ok. 40 mld zł rocznie.

Główny udział będą miały projekty drogowe, zaplanowane przez GDDKiA - aż 93 mld zł. Według zapowiedzi zamawiających, na budowę nowych mocy energetyka ma wydać 54 mld zł, a na sieci następne 42 mld zł.

Jak wskazał Blocher, na modernizację i rewitalizację szlaków kolejowych może trafić ok. 46 mld zł, choć ta kwota - z uwagi na opóźnienia w rozpisywaniu nowych przetargów - nie jest przesądzona.

Istotne dla budowlańców będą też m.in. projekty w sektorze gazowym, które są szacowane na ok. 20 mld zł. Ponadto wiele pozostało do zrobienia w zakresie ochrony środowiska, w tym m.in. budowy spalarni odpadów.

Prezes Budimeksu ocenił, że spodziewa się spiętrzenia robot w drogownictwie i kolejnictwie. Zwrócił tez uwagę na to, że na rynku pojawiły się nowe podmioty, które oferują swoje usługi za niskie ceny.

Dlatego znowu może dojść do wielu negatywnych wydarzeń w branży, gdyż mimo lepszych stosunków pomiędzy wykonawcami a zamawiającymi w większości bez zmian pozostało otoczenie prawne budownictwa.

- Utraciłem już wiarę w to, że możemy zmienić system. To, co możemy robić, to nie składajmy szalonych cen i nie składajmy ofert na ryzykowne inwestycje - apelował Blocher.

Przychody to nie wszystko

Alfred Watzl, członek zarządu polskiego oddziału Strabaga, przyznał, że za kryzys w poprzednich latach po części odpowiadali wszyscy uczestnicy rynku budowlanego. W jego ocenie, obecne widać, że wielu wykonawców wyciągnęło wnioski z tamtego okresu.

- Dziś jesteśmy bardziej zachowawczy pod kątem pozyskiwania nowych kontraktów - chcemy mieć większą pewność, że zlecenie będzie rentowne - powiedział Watzl.

Dodał, że jest to widocznie w poziomie przychodów Strabaga w Polsce. Jeszcze w 2011 r. wynosiły ona ponad 6 mld zł. Aktualnie strategia spółki przewiduje, że zadawalający jest poziom 4 mld zł.

Watzl, oceniając perspektywy poszczególnych sektorów budownictwa, podkreślił, że niepokojąco przedstawia się stan przygotowań do nowych inwestycji kolejowych.

Z prognoz Strabag wynika, że w 2015 r. PKP PLK zaksięguje przedsięwzięcia o rekordowej wartości ok. 8,5 mld zł. Jednak z tej kwoty aż 95 proc. udziału będą miały projekty z minionej perspektywy unijnego budżetu.

W 2016 r. wydatki PKP PLK spadną już do ok. 4 mld zł. Aktualnie kolejarze są na etapie studiów wykonalności dla ok. 40 zadań w formule "projektuj i buduj".

Jak wskazał Watzl, większe przeroby w budownictwie kolejowym zaczną się dopiero w 2018 r. To natomiast oznacza, że dojdzie do kumulacji prac i mocno wzrośnie pozom ryzyka zarówno dla zamawiającego, jak i wykonawców.

Dywersyfikacja może zaboleć

Na ryzyko w innym kontekście zwrócił uwagę Jacek Faltynowicz, prezes Elektrobudowy. W tym przypadku chodzi o próbę dywersyfikacji działalności wielu firm poprzez zaangażowanie w sektor budownictwa energetycznego.

Jak dodał, dla wielu firm takie próby mogą zakończyć się bardzo bolesną porażką, zwłaszcza takich, które "w elektrowni są pierwszy raz".

Faltynowicz zwrócił też uwagę, że boom w energetyce nie będzie trwał wiecznie. Dlatego nowym podmiotom w tym sektorze może nie wystarczyć czasu na to, aby na bazie trwających przedsięwzięć zdobyć doświadczenie i kompetencje, które pozwolą im konkurować na rynku energetycznym, gdy jego wartość mocno spadnie.

Jednocześnie Faltynowicz zaznaczył, że dla samej Elektrobudowy obecnie trwa czas żniw. Dodał, że spółka obecnie nie zamierza dywersyfikować swojej działalności na inne sektory rynku budowlanego, gdyż w ubiegłych latach takie zabiegi nie dały oczekiwanego efektu.

Faltynowicz wskazał też, że istnieje negatywne zjawisko spadku kompetencji u samych zamawiających, którzy nie potrafią w pełni zdefiniować swoich oczekiwań na etapie przetargu, a następnie chcą zmian w projekcie już w trakcie realizacji zadania.

Prawo od nowa

Marcin Kopeć, partner w kancelarii prawnej Elżanowski Cherka & Wąsowski, przypomniał, że dokonano kilku znaczących zmian w zakresie Prawa zamówień publicznych, ale pożądanym kierunkiem jest pełna nowelizacja ustawy. Tak, aby był to spójny i niebudzący wątpliwości interpretacyjnych akt prawny.

Kopeć, wśród istotnych zmian w PZP, wskazał na te dotyczące podwykonawców, którzy obecnie powinni być zatwierdzani przez zamawiających.

Ponadto inwestor może wstrzymać płatności dla generalnego wykonawcy, jeśli istnieje ryzyko, że wynagrodzenia nie otrzymają jego podwykonawcy. To zmniejsza też ryzyko podwójnej zapłaty przez zamawiającego.

Kopeć zaznaczył, że dla kompleksowego rozwiązania problemów, jakie istnieją pomiędzy uczestnikami procesu budowlanego, potrzebne byłyby także zmiany w innych aktach prawnych.

Ponadto na rynku budowlanym coraz więcej inwestycji jest realizowana w formule "projektuj i buduj", co rodzi nowe wyzwania związane z negocjowaniem- warunków umów.

PPP wychodzi z cienia

Jerzy Werle, wiceprezes Warbudu, wyraził nadzieję, że będzie rosła popularność inwestycji realizowanych w formule partnerstwa publiczno-prywatnego.

Warbud interesuje się PPP od ośmiu lat i przed niespełna dwoma miesiącami zanotował w tym segmencie duży sukces, podpisując umowę na budowę i utrzymanie nowej siedziby Sądu Rejowego w Nowym Sączu.

To pierwszy rządowy projekt PPP, który ponadto jest określany jako modelowy pod względem procedur i przygotowań do zawarcia umowy. Werle wskazał, że dobre praktyki wypracowane przy tym projekcie mogą zostać wykorzystane przy innych projektach,

Wiceprezes podkreślił, że PPP wymaga długiej nauki i ta trwała przez ostatnie lata. Dotyczy to przede wszystkim wzajemnego zaufania i podziału ryzyka, które dotychczas było przede wszystkim przenoszone na stronę prywatną.

Ponadto do projektu przekonane muszą być instytucje finansowe, które udzielają długoterminowego finansowania. Jak wskazał Werle, perspektywy PPP poprawiła też akcja promocyjna resortu gospodarki, w którą z pozytywną rekomendacją włączyła się NIK.

Ruch w nieruchomościach

Maciej Meysner, członek zarządu Vantage Development, przypomniał, że jeszcze parę lat temu rynek biurowy był zdominowany przez Warszawę. Teraz się w siłę rosną miasta regionalne, na czele z Krakowem i Wrocławiem.

Jednocześnie rośnie poziom pustostanów w starszych budynkach, gdyż coraz większe znaczenie ma efektywność powierzchni biurowej i koszty jej utrzymania.

W przypadku centrów handlowych kluczową kwestia pozostaje lokalizacja. Rynek powoli osiąga już nasycenie dużymi obiektami, dlatego przyszłościowym segmentem rynku są parki handlowe, w których liczy się podstawowa oferta oraz szybki czas zakupów.

Tomasz Elżbieciak

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020