Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020

Europa na rozdrożu

Autor: Oskar Filipowicz
Dodano: 19-06-2016 09:00

Potrzeba gospodarczego sukcesu, by uwiarygodnić Unię Europejską - jako wciąż skuteczny projekt polityczny. Tymczasem przybywa zagrożeń, a biznes nie czuje się w Europie komfortowo.

Podstawowe europejskie sprzeczności pozostają nierozwiązane: między polityką ochrony klimatu a konkurencyjnością, między integracją a antyeuropejskim populizmem, między wspólnym bezpieczeństwem a narodowymi partykularyzmami.

Postulat wzrostu napotyka trudne uwarunkowania geopolityczne. Polityczne zmiany w niektórych krajach europejskich czy ostra krytyka gospodarczego liberalizmu podsycają obawy inwestorów.

Europa - jeszcze niedawno oaza polityczno-gospodarczej stabilności, a dla wielu nadal raj socjalnego bezpieczeństwa czy nawet (lokalnie) enklawa prosperity - stanęła w obliczu pytań i wyborów z gatunku tych ostatecznych. Czy Unia pozostanie projektem polityczno-gospodarczym, czy też zostanie sprowadzona do roli "stowarzyszenia współpracy" o charakterze ekonomicznym i handlowym?

Zakończony w maju w Katowicach VIII Europejski Kongres Gospodarczy (EEC) nie dał gotowych odpowiedzi, bo nie taki był jego cel. Wydobył jednak podstawowe sprzeczności i wskazał, gdzie szukać rozwiązań.

Bezpiecznie na zakręcie?

Zdaniem Valdisa Dombrovskisa, wiceprzewodniczącego KE, czas wychodzenia gospodarek Europy z kryzysu zbiegł się z niekorzystnymi wydarzeniami politycznymi, wzrosły nierówności społeczne, nadszedł kryzys imigracyjny. Osłabło tempo zbliżania się do siebie "starej" i "nowej" Unii. Na problemach zbijają polityczny kapitał eurosceptycy i populiści. Dlatego, według Dombrovskisa, "musimy wzmocnić nasze działania".

- Czy jednak wciąż jesteśmy skłonni do działania wspólnotowego? - pyta zaniepokojony Jerzy Buzek, europarlamentarzysta i były przewodniczący Parlamentu Europejskiego, wskazując, że UE rozwija się... od kryzysu do kryzysu. - Wspólnota miała już problemy z integralnością. W latach 60. stwarzała je Francja, a dekadę później Wielka Brytania.

Unia z zakrętów historii wyszła jednak na prostą.

- Pomogła wspólna waluta, wspólny rynek, strefa Schengen oraz wizja dwóch płuc Europy, która pozwoliła wejść do Wspólnoty krajom Europy Środkowej i Wschodniej - przypomina Buzek.

- Unia Europejska stoi przed pogodzeniem problemu migracyjnego z europejską solidarnością i swobodą przepływu ludzi. Pojawia się też pytanie o skalę integracji europejskiej czy wybór mieszkańców Wielkiej Brytanii. To nie pierwszy raz, kiedy jesteśmy świadkami presji wywieranej na Wspólnotę. Wierzymy, że wyjdziemy z tego silniejsi - zapewnia Maroš Šefčovič, komisarz ds. unii energetycznej.

Niezależnie od źródeł (urzędowego) optymizmu faktem pozostaje, że UE stoi na rozdrożu; podział został wyraźnie zarysowany, a najbliższe miesiące rozstrzygną, dla których krajów członkowskich będzie atrakcyjnym projektem politycznym.

Zdaniem europarlamentarzysty Jana Olbrychta, UE "nie da sobie rady", jeśli nie będzie wspólnotą polityczną. Współpraca gospodarcza wymaga bowiem decyzji na szczeblu politycznym.

- Czy wszyscy zechcą pozostać w Unii politycznej, to otwarte pytanie - uważa Olbrycht. - Zapewne nie. Proces wewnętrznego zamykania się Unii już trwa.

Metoda wspólnotowa coraz szerzej w europejskiej praktyce ustępuje metodzie "międzyrządowej", polegającej na zawieraniu dwustronnych kompromisów. Państwa europejskie niechęt

nie dokładają do wspólnego budżetu; są coraz bardziej skłonne do finansowania konkretnych celów - po mozolnych negocjacjach.

- Metodę dwustronnego wypracowywania kompromisów wytrzymują tylko najsilniejsi - zauważył Janusz Reiter z Centrum Stosunków Międzynarodowych, były ambasador RP w Niemczech, którego zdaniem cel powstania UE, czyli zachowanie równowagi sił w Europie pozostaje aktualny. - Niczego lepszego w tej materii nie wymyślono. NATO nie zapewni spójności świata zachodniego, Zachód to Unia Europejska. Mamy sąsiada, któremu silna Unia nie jest na rękę, który dąży do rozbicia świata zachodniego od środka.

Geopolityczne otoczenie Europy przez kilkadziesiąt lat było stabilne i przewidywalne. Stary porządek sypie się jednak w gruzy (Bliski Wschód, Afryka Północna, wojna na wschodzie kontynentu i polityka Rosji), a podstaw nowego ładu nie widać.

- UE jest największą gospodarką na świecie i największym importerem energii, stąd nasza polityka energetyczna ma bezpośrednie przełożenie na resztę świata - przypomina Sefcovic. - Z drugiej strony nasza zależność od importu energii sprawia, że jesteśmy narażeni na napięcia geopolityczne. Zależy nam, aby to zmienić.

W celu dywersyfikacji źródeł energii Europa patrzy coraz mocniej w stronę Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej. Nadzieje budzi powrót Iranu do gospodarczej gry. Widać jednak pęknięcia między deklaracjami i faktami (np. kontrowersje wokół projektu Nord Stream 2).

- Strategia bezpieczeństwa energetycznego UE powstaje, to trwający proces oparty na zasadach solidarności, które nie są w żaden sposób zagrożone. Komisja Europejska pracuje, by osiągnąć rozwiązanie, które będzie korzystne dla wszystkich stron: dla przemysłu, dla krajów członkowskich - zapewnia komisarz ds. gospodarki cyfrowej i społeczeństwa Günther H. Oettinger.

Solidarni i odpowiedzialni

Solidarność należy do podstawowych europejskich wartości - z optymizmem mówił o niej Oettinger - ale jest ostatnio poddawana krytycznej ocenie.

- Przykład wspólnej polityki energetycznej UE pokazał, czym jest w rzeczywistości europejska solidarność - ocenia Jadwiga Wiśniewska, poseł do Parlamentu Europejskiego. - To tylko puste hasło. Postulowaną rehabilitację węgla zastąpiła dekarbonizacja, a dywersyfikację źródeł zaopatrzenia w gaz - projekt Nord Stream 2. I tak się dzieje mimo stagnacji gospodarczej i ucieczki przemysłu poza Europę, a wraz z nim - miejsc pracy. Unia potrzebuje głębokiej reformy instytucji, rewizji polityki energetyczno-klimatycznej - w duchu ustaleń szczytu paryskiego i wzmocnienia wspólnego rynku.

- To, że zakwestionujemy unijną politykę energetyczno-klimatyczną, nie znaczy nic, jeśli nie zaproponujemy alternatywy, np. formuły jej uelastycznienia - zauważa Janusz Reiter.

- Pani poseł żali się na brak solidarności, ale czyni to z punktu widzenia interesów jednego kraju - zauważył, polemizując z Wiśniewską, Pierre Buhler, ambasador Francji w Polsce. - Solidarność nie może być jednostronna lub cząstkowa. Polska dostaje od podatnika francuskiego czy niemieckiego 15 mld euro. To także jest wymiar solidarności. Postrzegamy UE jako wspólne dobro publiczne, a nie płaszczyznę walki o narodowy interes bez względu na interesy innych. Naszym wkładem w to wspólne dobro jest odpowiedzialność.

- Co będzie, jeśli w Europie zabraknie solidarności? - pyta prof. Buzek, mając na myśli problem migracyjny. - Jak to możliwe, że prawie 40-milionowy kraj nie może przyjąć siedmiu tysięcy uchodźców?

Nowa formuła polityki klimatycznej to także "solidarnościowe" wyzwanie dla europejskich, ale i polskich polityków, którzy de facto już zadekretowali prowęglowy i sceptyczny wobec OZE zwrot w krajowej polityce energetycznej oraz wyznaczyli kierunki zmian w źródłach i wolumenach importu gazu. Stan permanentnej konfrontacji przy zastygnięciu w swoich racjach nie wydaje się rozwiązaniem racjonalnym - także w kontekście zmian, do których realizacji Polska potrzebuje Europy, a polski eksport - swego największego rynku.

- Sporym wyzwaniem jest nieustanny stan napięcia pomiędzy polityką energetyczną Polski a europejską polityką energetyczną - zauważa Jarosław Broda, wiceprezes zarządu Tauron Polska Energia. W jego ocenie, nie ma przesłanek pozwalających przewidzieć, jak będzie wyglądał miks energetyczny i rynek energii za ok. 30 lat, co w oczywisty sposób odbija się na skłonności do długofalowego inwestowania.

Probierzem europejskiej solidarności (czy też jej braku) stał się też kryzys migracyjny. Pojawiają się głosy mówiące o tym, że to zadanie wymagające wspólnej strategii europejskiej z 20-letnim horyzontem, a nie problem "do odfajkowania". W takiej strategii winny znaleźć się także odpowiedzi na pytania, dotyczące bezpośrednio warunków rozwoju gospodarczego, rynku pracy. Czy państwo opiekuńcze wyklucza imigrację? Jakie mechanizmy pozwolą włączyć imigrantów w europejski rynek pracy?

Teraz wzrost!

Unia zdecydowanie potrzebuje sukcesu gospodarczego, który ją mocno "uwiarygodni". Wspólnota była bowiem przez lata klubem wygranych; obecnie jej członkami są także kraje z silnym poczuciem porażki.

- Mocna gospodarka uratuje Europę - to słuszna teza - zgadza się Mateusz Morawiecki, wicepremier i minister rozwoju, ale jego zdaniem chwieje się dogmat o korzyściach z daleko posuniętej liberalizacji, ze swobodnego przepływu ponadnarodowego kapitału. - Po ośmiu latach kryzysu wiemy, że kapitał ma narodowość, a najsilniejsze gospodarki wykorzystują siłę państwa - i to są fakty - stwierdził wicepremier.

W zapale warto jednak pamiętać, że od rewizji liberalno-gospodarczych dogmatów niedaleko do różnych form "nieortodoksyjnej polityki gospodarczej", oznaczających pokusę rozwiązań dających szybki efekt, ale na dłuższą metę grożących fatalną dla biznesu dalszą destabilizacją i rozczarowaniem.

Według wicepremiera, nie możemy (Polska, państwa centralnej Europy) gonić Zachodu po ich śladach. - Potrzebujemy skoku, musimy szukać swoich miejsc, branż z wysokimi marżami, gdzie będziemy mogli wykorzystać naszą wiedzę.

Valdis Dombrovskis, wiceprzewodniczący KE, przedstawił w Katowicach europejski punkt widzenia na wzrost, a ściślej: przyjęty w maju tzw. pakiet wiosenny z zaleceniami dla poszczególnych krajów na okres najbliższych 12-18 miesięcy.

Pakiet kładzie duży nacisk na reformy strukturalne, usunięcie przeszkód utrudniających wzrost i pobudzenie zatrudnienia. Chodzi o modernizację rynku pracy, rynków produktowych i usług oraz ułatwienie prowadzenia działalności gospodarczej - np. poprzez reformę administracji i zmianę systemu podatkowego na "sprawiedliwszy i bardziej efektywny". Komisja chce też ułatwić inwestowanie w UE. - Nie możemy liczyć na innych, musimy liczyć na siebie - powiedział Dombrovskis, apelując o wspólną odpowiedzialność za powodzenie polityki pobudzającej europejską gospodarkę.

- Widzę ogromną energię młodych ludzi tworzących start-upy. Chciałbym ją wykorzystać do rozwoju, do realizacji strategii jednolitego rynku cyfrowego - zadeklarował Oettinger. Nawiązując do towarzyszących EEC European Start-Up Days, ocenił, że europejskie start-upy tworzą nową siłę gospodarki i zwiększają swój potencjał, łącząc się w klastry.

I tu między komisarzem a polskim wicepremierem nie widać niezgod

ności: - Bardzo ważna jest elastyczność gospodarki. Chcemy ją realizować przez innowacyjność, która pozwoli nam się wyrwać z pułapki średniego dochodu, ale też przeciętnego produktu - uważa Morawiecki, który wśród filarów wzrostu wymienia industrializację "rozumianą w duchu polityki Komisji Europejskiej, czyli z uwzględnieniem wszystkich elementów gospodarki cyfrowej".

Motorem nowego wzrostu ma być też gospodarcza ekspansja i eksport - to wspólny mianownik dla krajów Europy Środkowej i Wschodniej, które są za małe, by budować rozwój gospodarczy z wykorzystaniem wyłącznie rynków wewnętrznych.

- W ciągu najbliższych 10-15 lat ok. 90 proc. wzrostu będzie generowane poza Unią Europejską. Trzeba więc szukać nowych kierunków i mocniejszych powiązań handlowych z nowymi centrami gospodarczymi świata - zachęcał w Katowicach István Mikola, sekretarz stanu w węgierskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych i Handlu. - Międzynarodowa wymiana zwiększyła swą rolę w wzmacnianiu globalnego wzrostu ekonomicznego i kreowaniu nowych miejsc pracy. Dlatego ważna jest poprawa warunków handlu.

Głód wielkiej idei

Czy sukces gospodarczy może okazać się antidotum na "zwątpienie w Europę"? Zapewne, ale z zastrzeżeniami dotyczącymi polityki społecznej i na nowo odczytanej odpowiedzialności państwa za gospodarkę.

- Dla polskiego rządu gospodarka jest priorytetem. To deklaracja faktyczna i rzeczywista, a moje słowa są już poparte konkretnymi przedsięwzięciami, które rząd podjął - przekonywała w Katowicach Beata Szydło, prezes Rady Ministrów. - Program Odpowiedzialnego Rozwoju daje Polsce i poszczególnym regionom szanse na zrównoważony rozwój. Musimy zrobić wszystko, aby z owoców rozwoju mogli korzystać wszyscy, a nie tylko wąskie grupy.

Wicepremier Morawiecki zachęcał, by nie fetyszyzować wskaźników PKB, lecz "spojrzeć na jakość wzrostu, który ma służyć ludziom". Zdrowy rdzeń wzrostu nie może zawierać ziaren przyszłej porażki, jak w antyprzykładzie szybko niegdyś rosnącej gospodarki greckiej.

Braki i niedostatki polityki ciepłej wody w kranie w krajowej skali przekonują, jak ważna może być w wymiarze europejskim idea - spajająca, będąca lekiem na poczucie marginalizacji, odrzucenia i lekceważenia. Frustracja niezadowolonej z siebie Europy to jednak także woda na młyn populistów rozmaitej politycznej maści, zwolenników rzekomo zbawiennych exitów; to także zadanie dla elit umiarkowanych i proeuropejskich, by wyjąć im z rąk niebezpieczne narzędzia.

Paweł Rabiej, jeden z liderów partii Nowoczesna, apelował w Katowicach, by "wymyślić na nowo kształt Europy".

- Czy może nią być Partnerstwo Transatlantyckie, wspólna gra o wartości świata Zachodu? - zastanawiał się Rabiej. - Pewne jest to, że współpraca determinuje sukces we współczesnym świecie. Musimy zarzucić postrzeganie Unii Europejskiej jako "ich" w opozycji do "nas". Oni to my. Mamy wpływ na to, w jakim kierunku pójdą zmiany i powinniśmy to wykorzystać.

- Musimy pomyśleć o wspólnym programie w skali europejskiej, o przedsięwzięciu, które by nas połączyło - apelował Jerzy Buzek, przywołując przykład amerykańskiego programu kosmicznego.

Czy wyraźnie już popękaną Europę będzie stać na wspólną wizję? Oby odpowiedzią na to - coraz bardziej hamletowskie - pytanie nie była jedynie, jak w szekspirowskim dramacie, chorobliwa awersja do działania.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020