Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021

Przedsiębiorczość zaczyna się od przedszkola

Autor: wnp.pl (Piotr Apanowicz)
Dodano: 23-09-2016 15:58

Jak zdefiniować sukces w przypadku start-upu - nad tym między innymi zastanawiali się uczestnicy sesji "Start-upy - liderzy z Polski Wschodniej. Jak zmienić strumień w rzekę", który odbył się w ramach III Wschodniego Kongresu Gospodarczego w Białymstoku.

- Sukces jest zawsze trudno definiowalny, ale z punktu widzenia parku naukowo-technologicznego możemy o nim mówić wówczas, gdy pomysłodawcy, którzy przyjdą do nas po merytoryczne wsparcie, przetrwają, nie rozmyślą się, spółka nie upadnie zaraz po zakończeniu programu wsparcia, a najciekawsze projekty za jakiś czas będziemy mieli szansę spotkać na rynku - powiedziała Anna Daszuta-Zalewska, dyrektor Białostockiego Parku Naukowo-Technologicznego.

Podobno zdana jest Paweł Kowalik z Lubelskiego Parku Naukowo-Technologicznego. - Celem są oczywiście funkcjonujące na rynku produkty. Mamy już kilka spółek, które radzą sobie bardzo dobrze na rynku. Co ciekawe, firma, która zdążyła już wygrać kilka prestiżowych konkursów, działa na rynku z zupełnie innym produktem niż ten, z którym do nas przyszli. I właśnie to jest naszym celem: wydobyć inicjatywę przedsiębiorczości. Pokazać, że nawet jeśli pierwotny pomysł nie okazuje się strzałem w dziesiątkę, nie oznacza to, że firma nie ma szans na sukces - mówił.

Z badań wśród młodych przedsiębiorców wynika, że 63 proc. z nich oczekuje wsparcia finansowego. - Tego od nas nie dostaną, ale mogą otrzymać pomoc w wypracowaniu kontaktów biznesowych, co również jest dla nich niezwykle ważne (46 proc. wskazań), w znalezieniu odpowiednich ludzi do pracy (44 proc.) oraz specjalistyczną wiedzę (14 proc.) - wymienia Anna Daszuta-Zalewska.

Według niej jeszcze większą korzyścią dla przyszłego rozwoju start-upów niż sukcesy poszczególnych spółek będzie tworzenie ekosystemu innowacyjnego i utrzymanie tego co udało się osiągnąć na przestrzeni ostatnich lat. Jako przykład podała, że miasto Białystok udostępniło nieodpłatnie na działalność preinkubacyjną budynek komunalny, a w wielu gminach regionu, na przykład w Suwałkach, udostępnia się młodym przedsiębiorcom także mieszkania, zachęcając ich w ten sposób  do prowadzenia działalności w tym miejscu.

- W Polsce Wschodniej jest moc, cieszy nas na przykład, że do naszego programu startowego Hub of talents zgłaszają się ludzie nie tylko z Podlasia, ale również z innych regionów kraju, z ciekawymi pomysłami, którzy myślą, żeby przenieść się ze swoją działalnością właśnie do Białegostoku - podkreślała Anna Daszuta-Zalewska.

O dobrych relacjach i synergiach między platformami startowymi czy parkami naukowo-technologicznymi i Akademickimi Inkubatorami Przedsiębiorczości mówił Łukasz Siemieniuk, partner zarządzający AIP w Białymstoku i Lublinie. - Można powiedzieć, że jesteśmy preinkubatorami. Umożliwiamy legalne prowadzenie biznesu bez zakładania własnej działalności gospodarczej. Jednak jeśli taki projekt się rozwija pod naszymi skrzydłami, w naturalny sposób staje się kandydatem do platformy startowej - stwierdził. - Można powiedzieć, że w tym sensie jesteśmy dostarczycielami pomysłów dla platform startowych.

Andrzej Parafiniuk, prezes Podlaskiej Fundacji Rozwoju Regionalnego, zwrócił uwagę na drugą stronę medalu, czyli czysto biznesowe podejście do start-upów. - Zainwestowaliśmy w kilkadziesiąt tego typu przedsięwzięć biznesowych i zdecydowana większość tych, którzy do nas trafiają to start-upy, ale niekoniecznie prowadzone przez młodych ludzi, a raczej przez osoby, które mają już pewne doświadczenie biznesowe - przekonywał.

Jak podkreślił, oczekiwałby, żeby w ramach instytucjonalnych instrumentów wsparcia poświęcane było więcej uwagi na edukację, szczególnie pod kątem spotkań młodych ludzi z mentorami, którzy „zęby zjedli na biznesie”.

Marzena Bielecka, partner zarządzający i założycielka funduszu Experior, również zwróciła uwagę, że polskim start-upom brakuje mentoringu, szczególnie na wczesnym etapie, kiedy młodzi przedsiębiorcy powinni zdobywać wiedzę dotyczącą prowadzenia firmy.

- Z niedawnego badania firmy Deloitte wynika, że z czterech czynników wpływających na ekosystem związany z funkcjonowaniem start-upów, czyli finansowania, regulacji prawnych, kapitału ludzkiego i kapitału społecznego, bardzo słabo wypadło w Polsce finansowanie i kapitał społeczny. Mamy w kraju problem z zaufaniem, dzieleniem się wiedzą, a to jest szczególnie istotne dla start-upów, których właściciele powinni móc usłyszeć dlaczego to co wymyślili jest złe - powiedziała.

Tego samego zdania jest Łukasz Siemieniuk. - Problemem jest to, że ludzie generalnie nie ufają innym. Wielokrotnie mieliśmy do czynienia z sytuacjami, że ktoś przychodził do nas ze świetnym pomysłem i przez dwie godziny zastanawiał się czy go wyjawić, obawiając się jego ukradzenia. W końcu wymyśliliśmy, że zamiast rozmowy osobistej będziemy prosili o nagranie 3-minutowego filmu przedstawiającego projekt, co okazało się o wiele bardziej efektywne - opowiadał.

Marzena Bielecka przekonywała, że warto rozmawiać o swoich pomysłach z jak najszerszym gronem ludzi i słuchać ich opinii.

A Paweł Kowalik ocenił wręcz, że pomysł nabiera wartości dopiero wtedy, kiedy się nim podzielimy z innymi. - Tak się składa, że z naszego doświadczenia wynika, że najwięcej pomysłów, których autorzy zaczynają od podpisania klauzuli o poufności, ostatecznie nie wypala. A największe sukcesy odnoszą pomysły przedstawiane spontanicznie - mówił.

Marzena Bielecka przypomniała, że w Polsce jest bardzo niski poziom oszczędności, a pomysły biznesowe finansowane są głównie z własnej kieszeni, a w dalszej kolejności za pieniądze rodziny i znajomych. - Z banków nie bardzo, bo start-upom brakuje zdolności kredytowej, mało mamy w stosunku do Europy i świata tzw. aniołów biznesu, a funduszy typu venture-capital też nie za dużo - mówiła. - Kiedy w naszym funduszu pojawia się start-up, wiemy, że brakuje mu doświadczenia menedżerskiego, dlatego oprócz środków przekazujemy też wiedzę, ale nadal wiele firm tego typu nie do końca wie jakiego rodzaju problem mogą rozwiązać u potencjalnych klientów. Pomysły często bywają oderwane od rzeczywistości, a ich autorzy na ogół nie znają swojej konkurencji.

Mimo to Maciej Kopczyński, dyrektor ds. innowacji i Rozwoju firmy Photon Entertainment przekonywał, że warto wierzyć w siebie, nie bać się znaleźć w sobie determinacji i odwagi, żeby wyjść ze swoimi pomysłami na rynek. - Będąc młodym i siłą rzeczy mając mniej zobowiązań łatwiej jest podjąć takie ryzyko. Mamy potężny potencjał pomysłów, na które patrzymy przez pryzmat inżyniera, który myśli, że świetny pomysł sam się będzie świetnie sprzedawał. Niestety to często nie jest prawda, trzeba do tego dołożyć model biznesowy, marketing itp. Pomysły wymagają biznesowej weryfikacji, która pozwoli odsiać te nie nadające się do komercjalizacji - mówił.

Uczestnicy dyskusji nie mieli wątpliwości co do konieczności edukowania młodych ludzi już od najwcześniejszego etapu. - Zupełnie innego mentoringu potrzebuje pomysł w głowie, innego już funkcjonujący na etapie prototypu, a jeszcze innego produkt, który ma wejść na rynek - oceniał Maciej Kopczyński.

Według niego niezwykle istotny jest zespół ludzi, z którymi się pracuje, bo trudno sobie wyobrazić robienie wszystkiego samodzielnie.

Także Marzena Bielecka potwierdziła, że fundusze z zasady nie inwestują w „one man shows”, zawsze musi być odpowiedni zespół.

- Przy czym nie może to być na przykład czterech inżynierów, bo w ramach zespołu trzeba pokryć możliwie jak najwięcej różnych kompetencji - dodał Maciej Kopczyński.

Anna Daszuta-Zalewska podkreśliła, że musimy sobie dopiero wychować i wyedukować przyszłych przedsiębiorców. - Taka nauka zaczyna się wręcz od przedszkola, żeby dzieci nauczyły nie bać się porażek, żeby się nie zniechęcały, umiały pracować w zespole itp. - mówiła.

Również Andrzej Parafiniuk był zdania, że powinniśmy próbować zmieniać rzeczywistość od strony edukacji. - Trzeba zmienić sposób myślenia o nauczaniu przedsiębiorczości - mówił. - Na przykład w Finlandii funkcjonuje 21 parków naukowo-technologicznych, wszystkie są prywatne i dochodowe.

Prezes Podlaskiej Fundacji Rozwoju Regionalnego nie do końca zgodził się natomiast z tezą, że start-upy powinny być domeną młodych ludzi. - Jeśli pomysł jest dobry, wiek jego autora nie ma znaczenia - powiedział.

Poparli go inni uczestnicy dyskusji. - Obserwujemy, że średnia wieku start-upowców ostatnio rośnie, a spotykani są nawet właściciele start-upów po 60-tce - powiedziała Anna Daszuta-Zalewska.

Również Łukasz Siemieniuk przyznał, że wśród obsługiwanych przez AIP start-upów zdarzają się osoby powyżej 60 roku życia, których większość młodych ludzi nazywa „dziadkami”, ale chętnie korzysta z ich doświadczenia.

Marzena Bielecka przypomniała statystyki, z których wynika, że nawet 90 proc. start-upów upada w ciągu pierwszych dwóch lata działalności. - Chodzi o to, żeby uczyć się na tych błędach, nie poddawać się i próbować ponownie, od początku - zachęcała.

Według niej w Polsce zbyt mało jest tzw. seryjnych przedsiębiorców, którzy po udanej realizacji jakiegoś pomysłu biznesowego ruszają od nowa z pomysłem na kolejny biznes.

- Nie ma nic złego w tym, że coś nam nie wyjdzie. Dwie firmy, z którymi współpracowałem, cztery razy próbowały od zera, zanim pojawił się sukces. To jest normalne, nie wolno się załamywać - apelował Maciej Kopczyński.

Podobnego zdania był Łukasz Siemieniuk. - Realizujcie swoje marzenia, bo ktoś inny zatrudni was do realizacji swoich - powiedział.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021