Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021

Czterech rektorów kontra zmiany Gowina. Uczelnie boją się regulacji

Autor: PulsHR.pl
Dodano: 18-06-2017 10:02

Profesorowie Andrzej Koźmiński, Robert Tomanek, Arkadiusz Mężyk oraz rektor Arkadiusz Hołda rozmawiali w Katowicach podczas IX Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach z przedstawicielami rządu i prezydenta o przyszłości szkolnictwa wyższego w Polsce. - Jakość kształcenia znajdzie odzwierciedlenie w ustawie przedstawionej na wrześniowym kongresie. Niemniej pamiętajmy, że jako takiej nie da się jej zadekretować ustawowo - przekonywała Teresa Czerwińska wiceminister w ministerstwie nauki i szkolnictwa wyższego.

Jesienią tego roku Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przedstawi efekt wielomiesięcznej pracy – treść ustawy 2.0 Prawo o szkolnictwie wyższym. To dokument, na który czekają nie tylko przedstawiciele publicznych i niepublicznych uczelni wyższych, ale też samorządowcy czy przedsiębiorcy, którzy liczą na coraz lepszą współpracę ze światem nauki. Zmiany, jakie czekają uczelnie w Polsce oraz ich konsekwencje, również były tematem dyskusji podczas IX Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Jakość motywem przewodnim ustawy 2.0


Dr hab. Teresa Czerwińska, podsekretarz stanu w resorcie nauki, mocno zaznaczała, że nowy dokument jest wypracowywany w bardzo szerokim dialogu ze środowiskiem naukowym. Zwróciła uwagę, że trzy projekty, które powstały w murach Uniwersytetu SWPS, Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza oraz Instytutu Allerhanda, mają być tylko punktem wyjścia do stworzenia w resorcie nowych zapisów.

- Na pewno nie zaimplementujemy jednego z nich w całości, ale wypracujemy własny projekt w oparciu o przedstawione rozwiązania – mówiła Czerwińska. Zapewniała też, że jakość kształcenia, która jest meritum zmian, w nowej ustawie z pewnością znajdzie odzwierciedlenie. Mimo że jest pojęciem, którego nie da się w prosty sposób zadekretować ustawowo.

– W oczywisty sposób nie da się zapisać jakości kształcenia w ustawie. Bo czym ona jest? To zarówno wysoka jakość kadry naukowej, jej dostępność, czyli odpowiednia proporcja między liczbą studentów i pracowników, to dobrej jakości projekty badawcze czy metody prowadzenia zajęć. Moduły, jakie zostaną opisane w ustawie, z pewnością będą odnosiły się do tych elementów, tym samym możemy powiedzieć, że będą składały się na jakość kształcenia – tłumaczyła założenia wyczekiwanego dokumentu.

Dr Marek Dietl, doradca prezydenta RP, wykładowca na SGH oraz ekspert w obszarze gospodarki w Instytucie Sobieskiego, w jasny sposób wyjaśnił, dlaczego jakość kształcenia powinna być dla uczelni wyższych najistotniejszym elementem.

– Gdy zastanowimy się z makroekonomicznego punktu widzenia, to czas, jaki student spędza na uczelni, dla gospodarki jest czasem straconym. Zamiast wytwarzać PKB, on siedzi na auli. Dlaczego tak się dzieje? Bowiem jest nadzieja, że po tym, jak opuści mury uczelni, jego produktywność będzie o tyle wyższa, że zmarnowany czas na studiach uda mu się nadrobić – tłumaczy. Od razu dodaje, że aby konkurować o najlepszych studentów, trzeba im zaproponować realną perspektywę podniesienia jakości produktywności już po studiach. - Dlatego jakość kształcenia powinna być alfą i omegą – kończy swoją myśl dr Dietl.

Prof. Andrzej Koźmiński, prezydent Akademii Leona Koźmińskiego, zauważa, że nie tylko jakość kształcenia powinna być wysoka, ale również jakość prowadzonych na uczelni badań naukowych oraz jakość przywództwa sprawowanego nad uczelnią. – Wszystkich tych trzech rzeczy nie da się zadekretować w żadnej ustawie – zaznacza.

Zapewnienia wiceminister uspokoiły Arkadiusza Hołdę, założyciela-kanclerza Wyższej Szkoły Technicznej w Katowicach. – Z wielką uwagą czytałem wszystkie trzy opracowania, choćby dlatego, że ich średni koszt wyniósł 300 tysięcy złotych. Za tą cenę powinny mieć wielką wartość. Bardzo się cieszę, że ministerstwo będzie miało własny projekt. Bowiem pod żadnym z przedstawionych nie podpisał bym się – mówi bez ogródek.

W jego opinii, jako przedstawiciela uczelni niepublicznej, ciekawe rozwiązanie znalazło się w projekcie Uniwersytetu SWPS (notabene – szkoły również prywatnej). Chodzi o propozycję zrównania dostępu szkół publicznych i niepublicznych do środków budżetowych na działania dydaktyczne i badania. - Ten sam człowiek idący na studia państwowe uczy się za darmo, a ucząc się tego samego przedmiotu w szkole niepublicznej musi płacić. Przecież później będzie pracował dla tego samego przemysłu i gospodarki, dlaczego więc w jednym przypadku za wiedzę musi płacić, a w drugim nie – podkreśla Hołda.

System będzie sztywny?


W związku z propozycjami zmian, jakie padają ze strony resortu nauki, swoich obaw nie kryje prof. Arkadiusz Mężyk, rektor Politechniki Śląskiej w Gliwicach. Uważa, że podział kierunków na regulowane, nieregulowane, uniwersyteckie czy konkursy nie przyniesie pozytywnych skutków.

- Im więcej regulacji wprowadzimy, tym system stanie się sztywniejszy. A musimy wziąć pod uwagę, że dziś liczy się otwartość umysłu, kreatywność, umiejętność rozwiązywania problemów i bardzo dobra wiedza z zakresu nauk podstawowych. Żyjemy w czasach intensywnego rozwoju elektronicznego, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakich kompetencji za kilka lat będą potrzebowali nasi absolwenci, by sprostać wyzwaniom rozwijającej się technologii – przekonuje.

- Z nadmiaru regulacji wychodzą zazwyczaj dwie rzeczy: patologia i biurokracja – ostro komentuje prof. Robert Tomanek, rektor Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. – Uniwersytet to różnorodność, możliwość dorastania i rozwijania swoich pasji. Polega na tym, że ze swoich murów wypuszczamy studentów do różnych miejsc, w których mogą zdobywać doświadczenie – dodaje. Na potwierdzenie swoich słów podaje przykład wolontariuszy na EKG 2017. - Wielu z nich to studenci Uniwersytetu Ekonomicznego. Zamiast na wykładach są tutaj. Uważam, że to dużo cenniejsza lekcja – podsumowuje.

Gońmy rankingi, ale z głową


Prof. Koźmiński negatywnie odniósł się do pomysłu starań o dostanie się polskich uczelni na listę renomowanego Rankingu Szanghajskiego. - To niepotrzebne zawracanie sobie głowy. Znajdują się na nim uczelnie noblowskie, więc jeśli w gronie pracowników nie ma kilku noblistów, to nie ma szans się znaleźć w pierwszej setce. Bez względu na to, czy dopłaci im się 200 czy 250 czy nawet 500 milionów – w ten sposób nawiązał do zapisów, jakie znalazły się w projekcie przedstawionym przez Uniwersytet im. Adama Mickiewicza. Mowa o tym, by kilka najbardziej prestiżowych uczelni w kraju otrzymało dofinansowanie rzędu 200-300 milionów złotych. Ten zastrzyk gotówki – oczywiście dobrze spożytkowany - miałby otworzyć drogę na karty prestiżowego rankingu.

Także Hołda sceptycznie odnosił się do tego pomysłu. – To potężna kwota. Nie wiem, czy jest sens wydać ją tylko po to, by spróbować dostać się na listę szanghajską. W tym wszystkim najważniejszy powinien być student i jakość nauczania – przypomina.

Zdaniem prof. Koźmińskiego warte uwagi są rankingi specjalistyczne, dające pełen obraz szkół, np. biznesowych, ekonomicznych czy humanistycznych. – My od lat dobrze pozycjonujemy się w rankingu Financial Times i właśnie to jest dla nas jednym ze źródeł przewagi konkurencyjnej – przekonuje.

Teresa Czerwińska nawiązując do kwestii rankingów, przypomina, że bardzo ważnym elementem w podnoszeniu konkurencyjności uczelni wyższych jest pozycjonowanie się do kogoś. To, kto będzie po drugiej stronie, ma najistotniejsze znaczenie.

- Obecnie większość polskich uczelni pozycjonuje się w stosunku do konkurentów z Polski. Odbyłam wiele rozmów z rektorami, którzy prowadząc uczelnie oddalone od siebie o kilkaset metrów, prowadzą dokładnie te same kierunki, konkurują o tych samych studentów, i posiadają dokładnie takie same laboratoria badawcze. Na pytanie, dlaczego nie chcieliby wyjść szerzej ze swoją ofertą - nie mówię o rynku światowym, ale przynajmniej europejskim - mówią wprost, że satysfakcjonuje ich uzyskana pozycja. Obecność w rankingach ich nie interesuje. Dzieje się tak dlatego, że do tej pory mieli studentów pod dostatkiem. Nie odczuwali potrzeby konkurencyjności – przekonuje wiceminister.

Zwraca też uwagę na kolejny czynnik, który polskie uczelnie powinny poprawić. Mianowicie umiędzynarodowienie studentów. Obecnie około 4-5 proc. studentów na naszych uczelniach pochodzi z zagranicy.

- Tymczasem, kiedy porównany potencjał, jaki drzemie w polskich uczelniach, jest to zdecydowanie za mało. Moglibyśmy śmiało konkurować w tej kwestii, tylko brakuje uczelniom długoterminowego podejścia strategicznego, które wyznaczałoby cele, nie na najbliższe dwa lata, ale na najbliższe dwie, trzy kadencje rektora. To pokazałoby, że mamy spójny plan działanie, że wiemy, jak zawalczyć o zagranicznego studenta - podsumowuje Czerwińska.

Artykuł powstał podczas panelu dyskusyjnego „Szkolnictwo wyższe – od ilości do jakości", który odbył się podczas IX Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021