Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021

Produkcja nawozów w Polsce pod presją konkurencji ze Wschodu

Autor: Nowy Przemysł (Dariusz Malinowski)
Dodano: 10-01-2018 10:30 | Aktualizacja: 10-01-2018 10:46

Polska branża chemiczna odnotowuje spore zyski, ale zbierają się nad nią chmury. Nowe regulacje i rosnąca konkurencja w segmencie nawozowym sprawiają, że zarządy spółek mają się nad czym głowić. Konieczne są nowe inwestycje.


Zbyt mało innowacyjnych produktów - to główna słabość polskiej chemii, a właśnie one pozwalają gigantom chemicznym na krociowe zyski. Jakość i "pogłębienie" oferty wydaje się dziś warunkiem sprostania konkurencji w segmentach, w których tradycyjnie czuliśmy się pewnie i mocno. Ale niezależnie od wysiłków będzie coraz trudniej.

Krajowa produkcja nawozów wynosi ponad 8 mln ton (w przeliczeniu na czysty składnik - 2,9 mln ton). Z tego prawie 6 mln ton to nawozy azotowe; fosforowe stanowią niespełna 400 tys. ton, a wieloskładnikowe - około 1,8 mln ton. Biznes nawozowy - w szerszym ujęciu - stał się pracodawcą dla dziesiątków tysięcy osób.

Cios ze Wschodu

Produkcja Grupy Azoty i mniejszych firm nawozowych jest nieco jednowymiarowa. Krajowi producenci oferują co prawda różnorodną paletę nawozów, w tym coraz bardziej specjalistycznych, ale środki ochrony roślin to już nie nasza specjalność. A przecież idealnym rozwiązaniem byłoby oferowanie kompleksowego produktu dla rolników: zarówno nawozów, jak i właśnie środków ochrony.

Pewnie sytuacja nie byłaby aż tak groźna, gdyby nie fakt, że nasz rynek penetrują w coraz większym stopniu producenci nawozów z Rosji i Białorusi. Warto bowiem pamiętać, że obok Francji i Niemiec, Polska posiada największy areał upraw w całej Unii Europejskiej.

Złudzeń w ocenie sytuacji nie pozostawia analiza renomowanego Argusa (firma bada m.in. sytuację na światowym rynku nawozowym). Polski import nawozów z Rosji wzrósł z 15 tys. ton w 2011 do 181 tys. ton w 2016 roku. Ale to dopiero początek złych wiadomości. Jedna z tych gorszych napłynęła z Łotwy. Import popularnego nawozu NPK wzrósł tam z 50 tys. ton w 2011 roku do 240 tys. ton w 2016. Skąd ten skok? Środowisko branży nawozowej nie ma wątpliwości. Łotwa nie zwiększyła areału upraw ani wykorzystania nawozów. Po prostu jest pośrednikiem. Z pewnością część nawozów, choć trudno powiedzieć jak wielka, trafia poprzez rynek łotewski do Polski. Do tego dochodzi import z Białorusi. Wszystko to powoduje, że sytuacja robi się niezbyt ciekawa.

Ale to nie koniec problemów naszych producentów. Rosjanie coraz silniej sadowią się także na rynkach krajów tzw. starej Unii. A przecież tam także sprzedajemy spore ilości nawozów. Nasz eksport do trzech największych odbiorców polskich nawozów w UE - Niemiec, Czech i Wielkiej Brytanii - w ubiegłym roku miał wartość około 1,5 mld złotych. Gdyby polscy producenci zostali z tych rynków wyrugowani, problem byłby jeszcze większy.

Gazowe wspomaganie

Dla Janusza Wiśniewskiego, wiceprezesa KIG, a w przeszłości szefa Orlenu i menedżera w spółkach chemicznych, jest ewidentne, że niektórzy producenci rosyjscy (np. PhosAgro) postawili sobie za cel przejęcie znaczących udziałów w polskim rynku nawozów wieloskładnikowych. Ta ekspansja dotyczy również innych krajów UE, szczególnie tych z Europy Wschodniej. Jak dodaje nasz rozmówca, w ostatnich latach rosyjskie spółki nawozowe zwiększały moce produkcyjne, a tamtejszy rynek stał się coraz bardziej nasycony.

Rosnący import z Rosji nie jest uzasadniony lepszą jakością tamtejszych nawozów, lecz niższymi (nawet o 15-20 proc.) cenami. Te są zaś efektem wykorzystania przy produkcji taniego gazu. Preferencje te nie wynikają z kosztów transportu, lecz są ukrytą formą dotowania sektora chemicznego w Rosji, co już wielokrotnie krytykowali europejscy producenci nawozów. Pomimo ceł antydumpingowych ten mechanizm nadal działa.

Co więcej, konkurencyjność niektórych nawozów z Rosji może jeszcze rosnąć. Pod koniec października Parlament Europejski przyjął stanowisko w sprawie propozycji przewidującej ograniczenie metali ciężkich w nawozach. Chodzi przede wszystkim o wprowadzenie surowych limitów zawartości szkodliwego dla zdrowia kadmu. Ten pierwiastek występujący w nawozach mineralnych zawierających fosforany, może stanowić zagrożenie dla zdrowia ludzi i zwierząt oraz środowiska naturalnego.

Zaostrzające się normy UE dotyczące obecności kadmu w nawozach będą kłopotliwe dla polskich producentów kupujących fosforyty głównie z Afryki Północnej i faworyzują rosyjskich producentów, mających dostęp do bezkadmowych apatytów. Możliwe, że jedynym dostawcą rudy fosfatu - surowca do produkcji nawozów fosforowych - do Unii zostanie Rosja!

Inwestycje, ale jakie?

Nic zatem dziwnego, że w świetle powyższych zagrożeń polska branża musi wybrać, w jakim kierunku pójść, jak się rozwijać. Wiele bowiem wskazuje, że bycie producentem masowym w naszym regionie może być wkrótce jeśli nie niemożliwe, to przynajmniej bardzo utrudnione.

Problem kadmu można byłoby - przynajmniej w części - rozwiązać.

- Bardziej przewidujący prowadzą próby nad zastosowaniem apatytów i rozglądają się za kwasem fosforowym - mówi Wiśniewski.

Co więcej, pojawiły się propozycje z Algierii czy Egiptu, zachęcające polskich inwestorów do budowy instalacji kwasu fosforowego w tych krajach. Taka instalacja pozwoliłaby zniwelować zagrożenie płynące z niemożności używania afrykańskiego surowca.

Grupa Azoty próbuje niwelować zagrożenie poprzez rozwijanie nawozów specjalistycznych. Jak mówi prezes potentata Wojciech Wardacki, spółka musi inwestować w innowacyjne rozwiązania. Temu zresztą mają m.in. służyć centra kompetencyjne w Puławach i Kędzierzynie. Również w Tarnowie budowane już jest centrum badawczo-rozwojowe. Rozmiary budynku i hali pozwolą - oprócz prac badawczych - prowadzić produkcję półprzemysłową i testy. Obszary innowacyjnych poszukiwań to: zaawansowane materiały i technologie, nowoczesne produkty nawozowe oraz wyroby proekologiczne.

- Jesteśmy zainteresowani poszerzaniem naszej oferty o produkty wysokomarżowe - tłumaczy wiceprezes Azotów Grzegorz Kądzielawski, odpowiedzialny w spółce m.in. za współpracę ze start-upami. Koszt inwestycji to około 88 mln złotych. Ma zostać uruchomiona do końca 2018 roku. Około 30 proc. środków pochodzi z Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój.

Kluczem w zachowaniu siły polskiej chemii jest także rozwijanie specjalistycznych segmentów produkcji. Czas prostych wyrobów się kończy. Unia Europejska nie może konkurować kosztami pracy, niewiele mamy także zasobów surowcowych. Konieczne jest więc lepsze zagospodarowanie tego, co posiadamy.

Dobry przykład pokazuje Ciech. Ten czołowy producent sody w Unii Europejskiej niedługo zwiększy ofertę o nowy, wysokomarżowy produkt.

Ponad sto milionów złotych będzie kosztowała modernizacja i rozbudowa linii produkcyjnych do wytwarzania sody oczyszczonej w niemieckich zakładach Ciechu. Po ukończeniu inwestycji możliwa będzie produkcja rocznie kilkadziesięciu tysięcy ton sody oczyszczonej o jakości farmaceutycznej. Dlaczego spółka zdecydowała się na taką inwestycję?

- To ukoronowanie wieloletnich prac, m.in. zespołu odpowiedzialnego za R&D, oraz dobrej współpracy z klientami na rynku farmaceutycznym. Dzięki temu możemy wejść na rynek bardzo restrykcyjny pod względem wymagań jakościowych, ale jednocześnie perspektywiczny - mówi Mathias Hubner, dyrektor zarządzający Ciech Soda Deutschland.

Według specjalistów europejski rynek produktów chemicznych dla branży farmaceutycznej i medycznej ma świetne perspektywy - przede wszystkim ze względu na starzenie się europejskich społeczeństw. Co ważne, produkty te charakteryzują się wysoką marżą i mniejszą podatnością na zawirowania rynkowe.

Kompleks bez kompleksów

Spektakularną drogę zmniejszenia uzależnienia od nawozów i zarazem dywersyfikację produktową wybiera Grupa Azoty. Chodzi o budowę zakładów Polimery Police. W planach to kompleks produkcyjny składający się z instalacji do produkcji propylenu i polipropylenu, portu z bazą zbiorników surowcowych oraz infrastruktury pomocniczej i logistycznej. Rozpoczęcie prac przy budowie nowej instalacji przewidziane jest na koniec roku 2019, natomiast jej uruchomienie komercyjne - na rok 2022.

- Z perspektywy Grupy Azoty, rozszerzenie inwestycji o polipropylen ma strategiczne znaczenie. Oznacza realną szansę na dywersyfikację przychodów i dodatkowe zyski. Pozwala też na poszerzenie portfolio produktów - mówi Wojciech Wardacki, prezes Grupy Azoty.

Należy jednak pamiętać, że inwestycja może pochłonąć nawet 5 mld złotych. Co więcej, istnieje wiele obiekcji co do możliwości pozyskania najlepszych licencji na wykorzystanie produktów z instalacji.

Problem nie w tym bowiem, jak wyprodukować polipropylen, ale jak go najlepiej zagospodarować, by spółka czerpała z instalacji maksymalne zyski.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021