Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020

Zawikłana sytuacja polskich stoczni. Armia musi zareagować

Autor: wnp.pl (Piotr Stefaniak)
Dodano: 25-06-2018 14:39 | Aktualizacja: 25-06-2018 16:11

W ciągu ostatnich trzech lat na świecie gwałtownie skurczyła się liczba stoczni morskich, głównie azjatyckich. Na drugim biegunie tych zjawisk stoi europejski przemysł okrętowy, który przeżywa właśnie jeden z najlepszych okresów od dekady. Polski przemysł stoczniowy lokuje się gdzieś pośrodku – pod pewnymi względami rozwija się, walcząc z negatywnymi zjawiskami na rynku, ale też omijają go ważne trendy.


W stoczni Remontowa Shipbuilding SA 15 maja 2018 r. zakończyła się operacja wodowania dwóch hybrydowych promów pasażersko-samochodowych, budowanych na zamówienie armatora brytyjskiego – Transport for London.

28 maja z kolei z doku stoczni Crist w Gdyni odholowano tzw. blok denny, czyli część kadłuba wycieczkowca, który buduje stocznia STX France w St. Nazaire. To były jedne z największych zrealizowanych w tym roku kontraktów. Oba były produkcją eksportową.

Polskie stocznie żyją głównie ze zleceń armatorów zagranicznych lub – jako podwykonawcy – stoczni zachodnich. Powodów jest kilka: kurczenie się floty statków polskich armatorów, zaniechanie połowów na dalekich łowiskach czy brak większych zleceń od narodowej Marynarki Wojennej.

To sprawia, że polskie stocznie uzależnione są od sytuacji na globalnych rynkach morskich: transportowym i stoczniowym. A ta nie jest łatwa. Więcej w naszej analizie w strefie premium WNP.PL.

Treść artykułu jest dostępna dla zalogowanych użytkowników posiadających aktywny abonament Strefy Premium. Zaloguj się

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020