Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020

Sankcje USA na Iran: koniec przygody z 85-milionowym rynkiem?

Autor: Hanna Luczkiewicz
Dodano: 17-08-2018 06:01 | Aktualizacja: 17-08-2018 06:06

7 sierpnia Stany Zjednoczone przywróciły jednostronne sankcje gospodarcze nałożone na Iran, aby „wywrzeć maksymalną presję” na Teheran. Oznacza to wycofanie się USA z międzynarodowego porozumienia nuklearnego (Joint Comprehensive Plan of Action) ze stycznia 2016 r., którego akuszerem była administracja Baracka Obamy. Jest to także kolejny przykład na to, jak bardzo Europa jest zależna od amerykańskiego rynku oraz jak nieskuteczne pozostają unijne działania ochronne. Niedostosowanie się do amerykańskich postanowień może bowiem kosztować europejskie i polskie firmy zarówno utratę dostępu do gospodarki zza oceanu, jak i wielomilionowe kary finansowe.


Uruchomienie pierwszej rundy przywracania amerykańskich sankcji to efekt podpisanego 6 sierpnia przez prezydenta Trumpa rozporządzenia wykonawczego. Pierwsza runda obejmuje zakaz dostępu do amerykańskiej waluty, handlu metalami przemysłowymi i szlachetnymi, węglem czy oprogramowaniem przeznaczonym dla przemysłu. Uderza ona także w sektor motoryzacyjny.

Co więcej, zagraniczni inwestorzy nie mogą kupować irańskich obligacji ani pośredniczyć w ich emisji. Kolejna seria restrykcji, przewidziana na 8 listopada, jest wymierzona w sektor naftowy i gazowy oraz w irański bank centralny. To ona może najbardziej uderzyć w gospodarkę Iranu, gdyż właśnie przemysł naftowy był do tej pory siłą napędową rozwoju tego kraju.

Joint Comprehensive Plan of Action
Porozumienie nuklearne zostało zawarte 14 lipca 2015 r. w Wiedniu pomiędzy Iranem a USA, Rosją, Wielką Brytanią, Francją, Chinami oraz Niemcami. Dodatkową stroną porozumienia jest Unia Europejska. W zamian za zaprzestanie przez Iran prac nad wojskowym programem atomowym sygnatariusze znieśli szereg sankcji gospodarczych, które od ponad dekady dusiły irańską gospodarkę.

8 maja 2018 r. prezydent Donald Trump ogłosił wycofanie się Stanów Zjednoczonych z porozumienia nuklearnego, zarzucając Iranowi dalsze prace nad programem atomowym.
 

Eksterytorialność sankcji USA

Eksterytorialny charakter amerykańskich restrykcji jest związany z tzw. wtórnym charakterem prawodawstwa, co znaczy, że nie dotyczy on jedynie przedsiębiorstw amerykańskich, ale stosuje się również do wszystkich firm spoza Stanów Zjednoczonych.

W przypadku naruszenia sankcji, przedsiębiorstwa zagraniczne narażone zostaną na blokady, konfiskaty czy nawet zakaz prowadzenia działalności gospodarczej w Stanach. W praktyce sankcje USA oznaczają, że ukarana może być każda firma prowadząca bądź rozpoczynająca biznes w Iranie. Przedsiębiorstwa dostały od 90 do 180 dni na wyplątanie się z wcześniejszych kontraktów.
Naturalnie dla większości międzynarodowych korporacji obecność na amerykańskim rynku jest znacznie ważniejsza niż handel z Iranem. Dlatego też wiele europejskich firm już zdecydowało się zakończyć swoją działalność w Iranie.

I tak francuski koncern Renault, który wszedł kilka lat temu w joint venture mające produkować 150 tys. samochodów rocznie, wycofał się z rynku irańskiego, podobnie postąpił także włoski koncern energetyczny Eni, niemiecki Daimler AG, francuska grupa motoryzacyjna PSA (Peugeot, Citroen, Opel), Nestlé, Roche czy Airbus, który dostarczył zaledwie trzy z planowanych 100 odrzutowców.

Również francuski gigant naftowy Total wstrzymał inwestycje w Iranie do momentu uzyskania od USA odpowiedniej licencji, pozwalającej na kontynuowanie prac nad projektem South Pars. Firma wydała na tę inwestycję już 47 milionów dolarów, a docelowo miała przeznaczyć na nią ponad miliard.

Jak do tej pory najbardziej radykalnie zareagowała branża finansowa, która natychmiast po decyzji prezydenta Trumpa wycofała się z Iranu, ze względu na prowadzone przez europejskie banki transakcje w dolarach amerykańskich.

Odpowiedź Unii: "dyrektywa blokująca"

Unia Europejska niemal automatycznie po wprowadzeniu przez Stany Zjednoczone restrykcji handlowych zdecydowała się na użycie wszelkich możliwych środków w celu zabezpieczenia europejskich firm, szczególnie małych i średnich, przed konsekwencjami amerykańskich sankcji wtórnych.

I tak 7 sierpnia, czyli dzień po tym, jak zaczęło obowiązywać amerykańskie prawo, weszło w życie rozporządzenie 96/2271, nazywane powszechnie "statusem blokującym". Rozporządzenie to powstało w 1996 roku, gdy Unia postanowiła chronić europejskie firmy przed skutkami amerykańskiego embarga na Kubę, Libię oraz Iran. Nie zostało ono jednak wtedy użyte, gdyż Wspólnota zdecydowała się dowodzić swoich racji w ramach Światowej Organizacji Handlu. W praktyce oznacza to tyle, że nie wiadomo, jak prawo będzie stosowane.

Podstawowym celem rozporządzenia jest przeciwdziałanie skutkom amerykańskich sankcji dla podmiotów gospodarczych z Unii Europejskiej prowadzących legalną działalność w relacji z Iranem.

Rozporządzenie zakazuje unijnym rezydentom i firmom stosowania się do amerykańskiego prawodawstwa, chyba że zostaną oni do tego upoważnieni przez Komisję Europejską w wyjątkowych przypadkach. Prawo to umożliwia także podmiotom unijnym uzyskanie odszkodowania, jednocześnie unieważniając na terenie UE skutki wszelkich orzeczeń sądów amerykańskich wydanych na podstawie tej legislacji.

Dla przykładu, jeśli jakaś amerykańska firma zerwie kontrakt ze swoim unijnym partnerem, wówczas będzie on mógł dochodzić od niej roszczeń. Skuteczność takiego działania będzie jednak możliwa jedynie, jeśli właściwym do rozstrzygnięcia sądem będzie ten na terenie UE, a nie sąd w USA. W przeciwnym wypadku wszelkie rekompensaty za straty wynikające z sankcji mogą okazać się bowiem płonne.

Pomoc unijna dla firm: dużo hałasu o nic?

Niemalże natychmiastowa decyzja Unii Europejskiej o wprowadzeniu "statusu blokującego" miała na celu ochronę europejskich firm przed amerykańskimi sankcjami. Jednak czy w rzeczywistości okaże się ona skuteczna, pozostaje pod znakiem zapytania. Tak jak wspomniane było wcześniej, wiele europejskich korporacji już podjęło decyzję o zakończeniu swojej działalności w Iranie, kolejne planują stopniowe wychodzenie z tego kraju w najbliższych miesiącach.

Szczególnie banki pamiętają bowiem, jakie konsekwencje mogą na nie czekać w sytuacji niedostosowania się do amerykańskich gróźb. Niemiecki Commerzbank w 2014 roku, ze względu na łamanie amerykańskich sankcji wtórnych, musiał zapłacić prawie 1,5 mld dolarów kary.

Jeszcze bardziej dotkliwie sprawę odczuł francuski Paribas, otrzymując 9 mld dolarów grzywny. Już samo regulowanie płatności w dolarach i korzystanie z systemu SWIFT może stać się problematyczne, dlatego nie należy oczekiwać, że którykolwiek z wielkich europejskich banków zdecyduje się na ryzyko wykluczenia z amerykańskiego rynku finansowego.

Mimo że nie jest to w sposób jednoznaczny napisane, KE od początku zdawała sobie sprawę z ułomności swojego prawodawstwa, dlatego też wprowadziła możliwość złożenia przez europejskie firmy wniosku o wyłączenie spod przestrzegania "statusu", w sytuacji, gdy stosowanie się do rozporządzenia unijnego poważnie naruszyłoby interesy firmy.

Co oznacza, że wszystkie europejskie przedsiębiorstwa - niezależnie od rozmiaru i charakteru prowadzonej działalności - powiązane w jakikolwiek sposób gospodarczo czy finansowo z USA, niechcące ryzykować potencjalnych problemów z eksportem swoich produktów do USA lub odcięciem od rozliczeń w dolarze amerykańskim, mają możliwość złożenia wniosku o wyłączenie.

Pismo można przesłać Komisji Europejskiej, a zarówno kryteria, jak i wzór wniosku są dostępne na stronie KE.

Czas na złożenie odpowiednich dokumentów mija 7 września. W przypadku zaniechania krajowym organom państw członkowskich przysługuje możliwość nakładania kar na przedsiębiorstwa, które nie zastosują się do unijnego rozporządzenia. UE nie precyzuje ani wysokości, ani rodzaju dopuszczalnych kar, stwierdza jedynie, że ewentualne retorsje mają być "skuteczne, proporcjonalne i odstraszające". W wielu państwach Wspólnoty może to oznaczać kary pieniężne, a nawet pociągnięcie do odpowiedzialności karnej dla podmiotów gospodarczych.

Unia oprócz nowego prawodawstwa wystąpiła także z apelem do Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI) o pomoc europejskim firmom, w szczególności małym i średnim, w utrzymaniu przepływów handlowych. Jednak i ten plan może się nie ziścić.

Pod koniec lipca prezes EBI Werner Hoyer zaznaczył, że bank nie może dłużej odgrywać aktywnej roli w Iranie, biorąc pod uwagę fakt, że model biznesowy banku byłby zagrożony i sprzeczny z byciem "solidną i wiarygodną instytucją na międzynarodowych rynkach kapitałowych". Europejski Bank Inwestycyjny obawia się bowiem, że współpracując z Teheranem, nie będzie w stanie pozyskać pieniędzy na amerykańskim rynku, co może wpłynąć negatywnie na jego działalność.

Konsekwencje dla polskich firm

Po zniesieniu sankcji na Iran w 2016 r. kraj ten wyłonił się na nowo na mapie gospodarczej świata. Iran, jako 85-milionowe państwo, z rosnącą klasą średnią, młodym społeczeństwem i dynamicznym wzrostem gospodarczym, często porównywany jest do krajów Europy Środkowo-Wschodniej z początku transformacji ustrojowej.

Rosnące zapotrzebowanie na inwestycje i transfer nowych technologii spowodowały, że wiele europejskich i polskich firm zdecydowało się zainwestować w tym kraju. Szczególnie, że polski rząd wybrał Iran na jeden z pięciu najbardziej perspektywicznych rynków, w którym przez najbliższe lata mają być realizowane programy promocyjne.

I tak według danych Ministerstwa Rozwoju za rok 2017 Polska wyeksportowała do Iranu towary za rekordowe 136 mln euro, wartość importu sięgnęła natomiast 90,9 mln euro. Przy czym w ostatnim roku pierwszy raz eksport zdecydowanie przewyższył import. Polska dotychczas kupowała głównie ropę naftową, produkty rolne i metale nieszlachetne, a Iran importował od nas maszyny, urządzenia elektryczne, artykuły spożywcze i aparaturę przemysłową.

Niestety nadzieje na eldorado handlowe może wydają się gasnąć, a aktywni w Iranie polscy gracze, jak Wawel, Orlen, Jenox Akumulatory, Ursus czy firmy kosmetyczne i meblarskie będą musiały ponownie rozważyć swoją obecność na perskim rynku.

Przywrócenie embarga może okazać się ciosem w milionowe inwestycje i kontrakty dla tych, którzy chcą robić jednocześnie interesy z firmami amerykańskimi. Szczególnie bolesne konsekwencje mogą odczuć polscy potentaci energetyczni - jak Orlen, Lotus czy PGNiG - w listopadzie tego roku, kiedy dojdzie do zablokowania transferów bankowych i wprowadzone zostaną sankcje na sektor naftowy.

Dla polskich firm przyszłość irańskich kontraktów stoi pod ogromnym znakiem zapytania. Mogą oczywiście nie przejmować się amerykańskimi sankcjami, ale wówczas muszą zapomnieć o handlu ze Stanami Zjednoczonymi. Działania Unii mogą jednak pomóc małym i średnim biznesom, które nie prowadzą równolegle interesów w USA.

Komisja za dalszą współpracą z Iranem

Komisja Europejska zadeklarowała, że będzie kontynuować i wzmacniać trwającą współpracę z Iranem, w tym w sektorze energetycznym oraz w odniesieniu do małych i średnich przedsiębiorstw. Zostanie również uruchomiona pomoc finansowa w ramach współpracy na rzecz rozwoju lub instrumentów partnerstwa.

Co więcej, instytucje UE zachęcają państwa członkowskie, by przy zakupach irańskiej ropy sprawdziły możliwości dokonywania bezpośrednich transakcji z irańskim bankiem centralnym, bez pośrednictwa innych instytucji finansowych.

Płatności dokonywane w euro miałyby zapewnić Iranowi dopływ dewiz po odcięciu irańskich banków od międzynarodowych rynków finansowych. Przepływy te pomogłyby także irańskim firmom w prowadzeniu handlu międzynarodowego. Kolejną opcją jest dokonywanie transferów finansowych przez kraje trzecie jak Turcja, Katar czy Oman.

Niemcy natomiast już teraz deklarują plan utworzenia regionalnego banku, który byłby zorientowany na pomoc firmom chcącym inwestować w Iranie, jednocześnie będąc niezależnym od amerykańskiego sektora finansowo i bez siedziby w USA. Podobne kroki, zmierzające do zaangażowania małych lokalnych banków, planują Włochy i Francja. Polski rząd powinien rozważyć podjęcie podobnych działań.

Początek zmiany polityki w Europie?

Amerykańskie sankcje odsłoniły bezradność Unii wobec zewnętrznego zagrożenia. Pokazały one także  jak zależna jest gospodarka UE, zarówno od rynku USA, jak i od transakcji dolarowych. Mimo natychmiastowej reakcji Wspólnoty i wprowadzenia "statusu blokującego" istnieje małe prawdopodobieństwo, że wielcy gracze zdecydują się pozostać na tym dynamicznym i perspektywicznym rynku, jakim jest Iran.

Jednocześnie małe i średnie przedsiębiorstwa, które nie prowadzą działalności na rynku amerykańskim, przy wsparciu EBI bądź krajowych banków będą mogły pod pewnymi warunkami kontynuować swoją aktywność na rynku irańskim lub zdecydować się na jej rozpoczęcie.

Jednocześnie to nie koniec politycznej gry. Unia Europejska i pozostałe światowe gospodarki powinny rozważyć możliwość zbudowania lepszego prawnego systemu ochrony przed eksterytorialnym charakterem amerykańskich sankcji. Także porozumienie nuklearne z Iranem, tak długo negocjowane, powinno być kontynuowane, dając USA sygnał, że Europa potrafi dbać o własne interesy gospodarcze w świecie tak jak Ameryka.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020