Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021

Bliski koniec kopalni w Piekarach Śląskich

Autor: Dariusz Ciepiela
Dodano: 30-08-2018 17:59

Ruch Piekary kopalni Bobrek-Piekary będzie fedrować pełną parą zaledwie do kwietnia 2020 r. Powodem jest brak węgla, którego wydobycie byłoby bezpieczne i ekonomicznie opłacalne - poinformował Krzysztof Turzański, wiceprezydent Piekar Śląskich. Po zaprzestaniu wydobycia, Ruch Piekary ma trafić do Spółki Restrukturyzacji Kopalń.


- Chcemy, żeby ta decyzja była zrozumiała dla pracowników, strony społecznej, władz miasta i mieszkańców. Wykonaliśmy szereg analiz, z których jednoznacznie wynika, że nie ma dostępnych złóż, które możemy eksploatować. Koszty prowadzenia eksploatacji doprowadziłyby spółkę do ruiny - mówił Grzegorz Wacławek w trakcie sesji rady miasta w Piekarach Śląskich.

O przebiegu posiedzeni poinformował na swojej stronie internetowej Krzysztof Turzański, wiceprezydent Piekar Śląskich.

Ocenili wpływ eksploatacji górniczej pod Piekarami Śląskimi

Grzegorz Wacławek poinformował, że Państwowy Instytut Geologiczny - Państwowy Instytut Badawczy (PIG-PIB) z Warszawy przygotował analizę i ocenę możliwości ponownego zagospodarowania złóż, lub przynajmniej ich części, na terenach przylegających do Ruchu Piekary. 

Przeanalizowane zostały wszystkie pobliskie kopalnie: Jowisz, Wojkowice, Grodziec, Rozalia, Saturn, Barbara Chorzów, Siemianowice i Rozbark, a także własne zasoby. 

Jak zapewnił Grzegorz Wacławek, pozostawiony węgiel występuje wyspowo, jest porozrzucany na różnych pokładach, a co najważniejsze, nie ma już tam żadnej infrastruktury, a całe obszary zostały zatopione. Próba wykorzystania tego węgla jest ekonomicznie nieopłacalna.

- Obejrzeliśmy wszystko co jest wokół nas, jakie mamy możliwości i niestety, po prostu węgla, z którego moglibyśmy skorzystać nie ma – przekonywał Grzegorz Wacławek.

Z kolei Główny Instytut Górnictwa (GIG) sprawdził możliwości wykorzystania węgla po kopalni Powstańców Śląskich na terenie miasta Piekary Śląskie. Chodzi o 12 ścian w trzech pokładach: 507, 509 i 510. Zasoby były wstępnie oceniane na 5 mln ton, ostatecznie okazało się, że jest ich zaledwie 1 mln.

– To niewielkie ściany z dużym kątem nachylenia, zapewniające od 2 do trzech miesięcy fedrowania. Jest to jednak kosztowne, wymagające zbrojenia i przebudowy kopalni. Kiedy dodaliśmy do tego koszty szkód górniczych okazało się, że nie ma możliwości wykorzystania tych zasobów – mówił Grzegorz Wacławek. 

Informował, że w przypadku wydobycia na zawał obniżenie terenów na powierzchni może sięgnąć 6 metrów. W przypadku wykonywania podsadzek hydraulicznych do czego kopalnia nie ma sprzętu – teren opadłby około metra. W strefie wpływów znalazłyby się m.in. strefa ekonomiczna, gdzie wybudowany hipermarket nie jest przygotowany na jakiekolwiek wpływy górnicze.

Jeśli chodzi o Szarlej i Brzozowice to znajduje się tam złoże, które można eksploatować z wydajnością 200 tysięcy ton rocznie przez 12 lat. Dziś kopalnia wydobywa ponad 1 milion ton rocznie.

- Nie trzeba być ekonomistą, żeby zrozumieć, że nie ma możliwości prowadzenia tak nikłego wydobycia, zwłaszcza, że koszty nie zmniejszą się wraz ze zmniejszeniem wydobycia. Pojawią się natomiast szkody górnicze, a wiemy w Bytomiu ile nas to kosztuje. Jeśli wejdziemy w wydobycie pod centrum Piekar Śląskich pierwsza szkoda górnicza położy całą spółkę – podkreślił  Grzegorz Wacławek.

Węglokoks Kraj wydał 59 mln zł na naprawę szkód górniczych

Prezes Węglokoks Kraj przedstawił też plan działania wobec wygaszanej kopalni. Kopalnia w Piekarach Śląskich będzie wydobywać węgiel do końca, czyli do kwietnia 2020 r. Część przedsiębiorstwa trafi do SRK, skąd będzie dzierżawiona. Pozwoli to uniknąć kosztów likwidacji oszacowanych na kwotę 65 milionów złotych i umożliwi dalszą działalność, jeśli będzie to opłacalne.

Węglokoks chce zostawić sobie bocznicę kolejową, plac składowy, wszystkie zakłady przeróbcze i w tym kierunku rozwijać zakład po zakończeniu wydobycia. Spółka po zakończeniu wydobycia zajmie się importem węgla zza granicy. Ten węgiel nie spełnia wymagań indywidualnych odbiorców, będzie wymagał przeróbki, wzbogacenia i Węglokoks chce się tym zająć.

Rozwijana będzie spółka Węglokoks Serwis, która powstała na bazie dawnej Olimpii. Dziś zatrudnia ponad 300 osób, w przyszłości będzie to ponad 400 osób.

Węglokoks Kraj zatrudnia obecnie 2800 osób.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021