Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019

BrexitBrief#10: Bruksela gotowa na kompromis. Londyn jeszcze nie

Autor:  Katarzyna Sobiepanek  |  12-10-2018 20:00  |  aktualizacja: 12-10-2018 20:21
Według medialnych doniesień negocjatorom brexitu udało się zbliżyć do porozumienia w sprawie backstopu, czyli awaryjnego rozwiązania, które weszłoby w życie po zakończeniu okresu przejściowego, gdyby do tego czasu UK i UE nie podpisały umowy o nowych relacjach lub w inny sposób nie umożliwiłaby utrzymania otwartej granicy między Irlandią Północną a Republiką Irlandii.
Ponad 100 brytyjskich firm z sektora finansowego złożyło wniosek o rozpoczęcie lub rozszerzenie działalności w Republice Irlandii. Na zdjęciu Dublin
https://twitter.com/MichelBarnier
  • Nieoficjalnie mówi się, że Unia Europejska wstrzymała publikację draftów kompromisu, żeby umożliwić premier May wysondowanie poparcia w kraju.
  • Nawet jeśli uda się wypracować porozumienie z UE, Theresa May będzie miała poważne problemy z ratyfikacją z powodu trwającego buntu w szeregach własnej partii i wspierającej rząd północnoirlandzkiej DUP.
  • W razie „no deal” UE przestanie uznawać certyfikaty, licencje i pozwolenia wydane przez brytyjski Urząd Lotnictwa Cywilnego
  • Zwycięzcą w wyścigu po przejęcie europejskich transakcji brytyjskiego sektora finansowego okazała się Irlandia.

Jest kompromis w sprawie backstopu?

Dziennikarz ITV Robert Peston napisał w środę na Twitterze, że kompromis umożliwiła zgoda Komisji Europejskiej na brak kontroli zgodności regulacyjnej towarów transportowanych z Wielkiej Brytanii do Irlandii Północnej. Telegraph pisze w czwartek, że Irlandia Północna pozostanie związana unijnym regulacjami, podczas gdy Wielka Brytania będzie tworzyć własne prawa. Jednocześnie do czasu znalezienia innego rozwiązania – podpisania właściwej umowy o nowych relacjach – całe Zjednoczone Królestwo pozostanie w unii celnej, co ma wyeliminować konieczność kontroli celnych.

Michel Barnier, negocjator ds. brexitu UE (z lewej) wydaje się być gotowy do kompromisu. (fot. twitter.com/MichelBarnier)
Michel Barnier, negocjator ds. brexitu UE (z lewej) wydaje się być gotowy do kompromisu. (fot. twitter.com/MichelBarnier)


Oficjalnie kompromisu nadal jednak nie ma. Przemawiający w Parlamencie Europejskim Michel Barnier przyznał w środę, że unijna oferta dwóch reżimów regulacyjnych na terenie Zjednoczonego Królestwa może się wydawać „wrażliwa politycznie”. Przekonywał jednak, że unijny projekt zakłada, że kontrole między Irlandią Północną a Wielką Brytania byłyby sprowadzone do „koniecznego minimum”, a utrzymanie dostępu do wspólnego rynku UE i umów handlowych zawartych przez Wspólnotę przyniesie korzyści Irlandii Północnej. Barnier zapewnił, że nadal obowiązywać będzie Wspólny Obszar Podróżowania, który umożliwia od 1925 roku swobodne przemieszczanie się po całym terytorium Zjednoczonego Królestwa i Republiki Irlandii.

Czytaj też: BrexitBrief#9: Honda, Jaguar i McLaren rozważają podwójne cerytfikowanie pojazdów, City walczy o pozycję

Deklaracja polityczna w pakiecie z umową o wyjściu

Do wypracowania pozostaje treść niewiążącej deklaracji politycznej, która ma zarysować kształt przyszłych relacji Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej. Według różnych źródeł jej tekst ma liczyć od kilku do nawet 20 stron. Minister do spraw brexitu Dominic Raab potwierdził we wtorek w Izbie Gmin, że ustalenia obu dokumentów ściśle się ze sobą wiążą, a Brytyjczycy chcą, żeby deklaracja była „precyzyjna” i sugerowała, że w przyszłości handel między Wielką Brytanią a Unią Europejską nadal będzie możliwy bez dodatkowych barier.

- Porozumienie o wyjściu z Unii Europejskiej jest dla Wielkiej Brytanii jak lista kar za brexit: do zapłacenia rachunek w wysokości 39 miliardów funtów, backstop, który może podzielić Zjednoczone Królestwo i szereg innych uciążliwości – powiedział portalowi "UKpolitics po polsku" dr Simon Usherwood, wicedyrektor projektu "The UK in a Changing Europe". – Dlatego w deklaracji politycznej May będzie chciała umieścić jak najwięcej pozytywów, żeby „sprzedać” porozumienie w kraju - dodał. Zdaniem Usherwooda widać, iż obie strony starają się nie rozbudzać oczekiwań i nie ustawić poprzeczki za wysoko, jak przed szczytem w Salzburgu. - To znak, że deal jest bliżej niż dalej – powiedział Usherwood.

Nieoficjalnie mówi się, że Unia Europejska wstrzymała publikację draftów kompromisu, żeby umożliwić premier May wysondowanie poparcia w kraju. W piątek wieczorem zbiorą się unijni ambasadorowie, w poniedziałek – sherpowie, a w środę 16 października po południu rozpoczyna się szczyt Rady Europejskiej, pierwotny deadline parafowania umowy o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Czytaj też: Już nie wojna handlowa, lecz izolacja Chin. Trump ma nowy pomysł

May stara się o poparcie ze strony opozycji

Nawet jeśli uda się wypracować porozumienie z UE, premier May będzie miała poważne problemy z ratyfikacją z powodu trwającego buntu w szeregach własnej partii i wspierającej rząd północnoirlandzkiej DUP.

Informacja o kompromisie w sprawie backstopu spowodowała gwałtowny sprzeciw tego ugrupowania, którego 10 posłów gwarantuje przewagę Theresy May w Izbie Gmin. Rzecznik partii Sammy Wilson zagroził w czwartkowym Daily Telegraph, że partia może wycofać poparcie dla rządu, jeśli premier zgodzi się utrzymać Irlandię Północną we wspólnym rynku UE.

Północnoirlandzcy politycy w środę wieczorem wstrzymali się od głosu w jednym z parlamentarnych głosowań, sugerując, że to ostrzeżenie przed nadchodzącym głosowaniem ustawy budżetowej pod koniec października. Theresa May ma dzięki porozumieniu z DUP przewagę 13 posłów w Izbie Gmin. W środę w Izbie Gmin May wprost zaapelowała do „wszystkich posłów na sali” o poparcie dealu w imię obrony „interesu narodowego”. Wicepremier David Lidington zapewnił zaś w studiu ITV, że „interes kraju” będzie dla rządu ważniejszy od „interesu partii”.

Od dłuższego czasu słychać pogłoski, że whipowie Partii Konserwatywnej spotykają się z posłami labourzystowskimi, żeby przekonać ich do głosowania wspólnie z rządem lub przynajmniej wstrzymania się od głosu, gdy „deal” May trafi pod głosowanie w Izbie Gmin. Dotyczy to przede wszystkim posłów niechętnie patrzących na skrajnie lewicowe poglądy kierownictwa Partii Pracy i niewierzących, że doprowadzenie do przyspieszonych wyborów jest możliwe.

We wrześniu lider Partii Pracy Jeremy Corbyn powiedział, że poprze „deal” tylko jeśli spełni on sześć przygotowanych przez Labour „testów” i pozwoli Wielkiej Brytanii pozostać w porozumieniu celnym z UE. Kierownictwo Partii Pracy nie kryło, że w głosowaniach będzie kierować się przede wszystkim chęcią zmuszenia rządu do organizacji przyspieszonych wyborów. Poparcie labourzystów może się okazać niezbędne. Według wiceprzewodniczącego European Research Group byłego wiceministra brexitu Steve’a Bakera około 40 torysów zagłosuje w parlamencie przeciwko „dealowi” May.

Negocjacje za kulisami jeszcze trudniejsze

Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego odrzuciła w wakacje prośbę brytyjskiego Urzędu Lotnictwa Cywilnego o wspólny plan na wypadek braku porozumienia w sprawie brexitu. Według BBC dyrektor wykonawczy EASA Patrick Ky, odpowiadając na pismo CAA w lipcu, stwierdził, że „w sytuacji braku jasności" co do wyniku politycznych negocjacji, takie rozmowy byłyby „przedwczesne". W razie „no deal” UE nie uzna więc certyfikatów, licencji ani pozwoleń wydanych przez CAA. W praktyce znaczy to na przykład, że części samolotów produkowane przez Airbusa nie będą mogły być używane w samolotach produkowanych w UE, a brytyjscy piloci będą musieli starać się o europejskie licencje, żeby latać na unijnych samolotach. EASA zaproponowała jednak niedawno „niektórym brytyjskim firmom" uznanie za dostawcę z państwa trzeciego.

Intensyfikacji rozmów ze swoim europejskim odpowiednikiem chciałby także Bank Anglii. Komisja Polityki Finansowej banku oświadczyła na początku października, że „choć Wielka Brytania poczynała znaczne postępy w zakresie przygotowań do ochrony międzynarodowych usług finansowych przed ryzykiem nagłego brexitu, to po stronie unijnej postęp w przygotowaniach jest „ograniczony”. Najsilniejsze dotąd ostrzeżenie dotyczące przede wszystkim zagrożeń dla derywatów, ubezpieczeń i transferu danych. Wielka Brytania jest w trakcie przyjmowania prawa, które tymczasowo pozwoli europejskim firmom z sektora finansowego na kontynuowanie działania na jej terenie. Londyn dotąd bez efektów oczekuje podobnego ruchu z drugiej strony. “Polityczny poker nie powinien zagrażać stabilności finansowej” powiedziała Catherine McGuinness, polityczna liderka londyńskiego City. Komisja Europejska ma ocenić sytuację po przyszłotygodniowym szczycie UE w przyszłym tygodniu.

Niełatwa okazuje się również droga Wielkiej Brytanii do zajęcia własnego miejsca w strukturach Światowej Organizacji Handlu. Stany Zjednoczone i przynajmniej dwa inne państwa nie chcą zaakceptować brytyjskiego wniosku o dołączenie do Government Procurement Agreement na takich samych warunkach, jakimi Wielka Brytania cieszyła się jako członek Unii Europejskiej. Wniosek o ponowne dołączenie państwa te uznają za „przeterminowany i wymagający rewizji”.

Transfery na Zieloną Wyspę

Zwycięzcą w wyścigu po przejęcie europejskich transakcji brytyjskiego sektora finansowego okazał się Dublin. Ponad 100 brytyjskich firm z sektora finansowego, w tym ponad połowa zajmująca się zarządzaniem inwestycjami i aktywami, złożyło wniosek o rozpoczęcie lub rozszerzenie działalności w Republice Irlandii - powiedział w czwartek szef centralnego banku Irlandii. Znaczna większość zostanie najprawdopodobniej przyjęta. Centra w Dublinie otworzą m. in. Aberdeen Standard Investments, Ashmore i Baillie Gifford. Wcześniej przeniesie na Zieloną Wyspę swoich głównych siedzib ogłosiły Barclays i Bank of America. Większość firm chce zakończyć proces przeprowadzki już do końca 2018.

Nie powiodła się za to próba pełnej przeprowadzki firmy Uniliver do Rotterdamu. Producent tradycyjnej brytyjskiej pasty Marmite, makaronów Pot Noodle i lodów Ben & Jerry’s uznał w obliczu protestów inwestorów, że nie ma poparcia dla rzekomo niezwiązanej z brexitem próby wycofania się z Wielkiej Brytanii. Firma nadal będzie jednak starała się uprościć podwójną, angielsko-holenderską strukturę. Uniliver to jedna z największych firm FTSE 100, której wartość szacuje się na 124 mld funtów.
Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019