Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019

Jest szansa na porozumienie z PO w tworzeniu polityki energetycznej państwa

Autor:  WNP.PL (Ireneusz Chojnacki)  |  11-01-2019 06:00  |  aktualizacja: 10-01-2019 20:52
Nie byliśmy i nie jesteśmy ideologicznie przeciwni rozwojowi energetyki atomowej w Polsce, ale dzisiaj nie jesteśmy w stanie kategorycznie się wypowiedzieć, czy naszym zdaniem energetyka atomowa powinna być w Polsce rozwijana, czy może już nie. Nie zajmiemy jasnego stanowiska, dopóki nie dowiemy się, dlaczego nasza koncepcja rozwoju energetyki jądrowej została zaniechana i co faktycznie obecnie rządzący zrobili, żeby program atomowy zrealizować, jaka koncepcja zastąpiła naszą - mówi Zdzisław Gawlik, poseł PO, szef Gabinetu Energii w Gabinecie Cieni Platformy Obywatelskiej.
Głosowałem za ustawą zamrażającą ceny energii elektrycznej w 2019 roku, bo taka ustawa była potrzebna - mówi poseł Zdzisław Gawlik
Fot. Fotolia
  • Zdaniem posła Zdzisława Gawlika polityka energetyczna powinna być efektem porozumienia wszystkich znaczących sił politycznych w kraju, dla którego jest przygotowywana, bo inaczej staje się dokumentem bez większej wartości.
  • Oderwany od realiów jest wpisany w projekt polityki energetycznej zamiar rezygnacji z rozwoju lądowej energetyki wiatrowej, bo tak odczytuję zawarte tam liczby dotyczące tego sektora - mówi Gawlik.
  • PO popiera rozwój morskich farm wiatrowych i fotowoltaiki, ocenia, że rządzący zbyt małą wagę przywiązują do energetyki wodnej. – Stopniowe odchodzenie od węgla brunatnego jest rozsądne - twierdzi poseł PO.
  • Nie mam w tej chwili pomysłu, jak to technicznie zrobić, ale deklarujemy wolę współpracy w tworzeniu polityki energetycznej państwa - mówi poseł Zdzisław Gawlik, który głosował za ustawą zamrażającą ceny energii elektrycznej w 2019 roku.

Poseł Zdzisław Gawlik - szef Gabinetu Energii w Gabinecie Cieni Platformy Obywatelskiej ( Fot. gabinetcieni.org.)
Poseł Zdzisław Gawlik - szef Gabinetu Energii w Gabinecie Cieni Platformy Obywatelskiej ( Fot. gabinetcieni.org.)

Do 15 stycznia można zgłaszać uwagi do projektu polityki energetycznej Polski do 2040 roku (PEP 2040) przedstawionego pod koniec 2018 roku przez resort energii. Jak Platforma Obywatelska (PO) ocenia ten projekt?

- Największą zaletą projektu polityki energetycznej Polski do 2040 roku jest chyba to, że po trzech latach rządów PiS on wreszcie powstał, bo pokazał, jak obecnie rządzący, a w każdym razie resort energii, widzą budowanie polityki energetycznej Polski. To jest ważne, bo polityka energetyczna powinna być efektem porozumienia wszystkich znaczących sił politycznych w kraju, dla których jest przygotowywana. Inaczej staje się dokumentem bez większej wartości.

Naszym zdaniem projekt polityki energetycznej Polski do 2040 roku jest niestety w dużej mierze dokumentem życzeniowym. Analiza tekstu projektu pokazuje, że niektóre wskazane tam cele są nierealne, a co do innych, chociaż rozsądnych, to nie widać, żeby obecnie rządzący wyraźnie zmierzali w kierunku ich osiągnięcia.

Czytaj także: Koszt proponowanej polityki energetycznej - ok. 70 mld euro do 2030 r.

Która część PEP 2040 ma pana zdaniem charakter życzeniowy?

- Życzeniowa jest realizowalność wpisanego w projekt PEP 2040 programu rozwoju energetyki jądrowej, bo mowa jest tam o uruchomieniu pierwszego reaktora w 2033 roku, a równocześnie jest zawarta ocena, że nie ma jeszcze w pełni przygotowanej tzw. infrastruktury prawnej. Nie jest przy tym wyjaśnione, czego zdaniem projektodawców brakuje, żeby uruchomić program jądrowy.

Gdy oddawaliśmy władzę, spółka celowa była przygotowana do uruchomienia tzw. postępowania zintegrowanego, czyli przetargu, w którym jednocześnie miały być wybierane m.in. technologia i wykonawca czy finansowanie projektu. Nie wiem, dlaczego obecnie rządzący odeszli od tego projektu, ale wiem, że minęły kolejne trzy lata i moim zdaniem w realizacji programu jądrowego nie posunęliśmy się nawet o krok.

Fot. Shutterstock
Fot. Shutterstock


PO teraz uważa, że w polskim miksie energetycznym jest miejsce na energetykę jądrową?

- Nie byliśmy i nie jesteśmy ideologicznie przeciwni rozwojowi energetyki atomowej w Polsce, ale dzisiaj nie jesteśmy w stanie kategorycznie się wypowiedzieć, czy naszym zdaniem energetyka atomowa powinna być w Polsce rozwijana, czy może już nie.

Nie zajmiemy jasnego stanowiska, dopóki nie dowiemy się, dlaczego nasza koncepcja rozwoju energetyki jądrowej została zaniechana i co faktycznie obecnie rządzący zrobili, żeby program atomowy zrealizować, jaka koncepcja zastąpiła naszą. Nie można co cztery lata zaczynać na nowo budowy elektrowni, bo nigdy się jej nie zbuduje. Na razie w sprawie energetyki jądrowej słyszymy głównie deklaracje Ministerstwa Energii. Nie wiemy nawet, czy rząd PiS jest za, czy przeciwko.

Czytaj również: Analitycy sceptycznie o projekcie polityki energetycznej

Czy jeszcze jakiś inny element PEP 2040 uważa pan za życzeniowy?

- Nie tyle życzeniowy, co oderwany od realiów jest wpisany w projekt polityki energetycznej zamiar rezygnacji z rozwoju lądowej energetyki wiatrowej, bo tak odczytuję zawarte tam liczby dotyczące tego sektora. Nie rozumiem, dlaczego mielibyśmy rezygnować ze źródła atrakcyjnej cenowo energii, czego dowodem wyniki ubiegłorocznej aukcji.

Pojawiający się argument braku akceptacji społecznej dla wiatraków na lądzie to żaden argument. W sprawie rozwoju energetyki niezależnie od technologii potrzebny jest sumienny dialog społeczny, bo inaczej to w nowych lokalizacjach niczego nie zbudujemy. Rządzący podają, że poparcie dla energetyki atomowej przekracza w Polsce 60 proc., ale to się nie wzięło znikąd. W 2009 roku to poparcie było poniżej 50 proc., a wskazana zmiana to efekt szeregu działań edukacyjnych.

Fot. Tauron Polska Energia
Fot. Tauron Polska Energia

Zawarty w PEP 2040 plan rozwoju morskiej energetyki wiatrowej i fotowoltaiki jest kontrowersyjny?

- Pierwsze pozwolenia lokalizacyjne dla morskich farm wiatrowych były wydawane, kiedy PO współrządziła. Popieraliśmy wówczas rozwój morskich farm wiatrowych i popieramy obecnie. Sądzimy, że morskie farmy wiatrowe powinny być rozwijane intensywniej, niż wynika to z projektu polityki energetycznej przedstawionego przez resort energii. Jesteśmy też zwolennikami rozwoju fotowoltaiki. Sądzimy, że obecnie rządzący zbyt małą wagę przywiązują do energetyki wodnej w ogóle, a w szczególności do małej energetyki wodnej. Nie stać nas na lekceważenie żadnych źródeł energii odnawialnej.

Z projektu PEP 2040 wynika, że będzie malało znaczenie produkcji energii elektrycznej z węgla brunatnego. To rozsądne założenie?

- Projekt PEP 2040 czytam w ten sposób, że będziemy stopniowo odchodzić od węgla brunatnego, który miałby być stopniowo zastępowany atomem. Ponieważ rozwój energetyki jądrowej uważamy za niepewny, więc sądzimy, że powinien się pojawić alternatywny sposób zastąpienia produkcji energii elektrycznej z węgla brunatnego.

Stopniowe odchodzenie od węgla brunatnego jest rozsądne. Przemawiają za tym względy społeczne, środowiskowe i polityka klimatyczna. W projekcie PEP 2040 jest wzmianka o alternatywnych do obecnych rozwiązaniach produkcji energii z węgla brunatnego, ale jeśli chodzi tam o zgazowanie węgla brunatnego, to jestem przeciwko temu. Widziałem, jak to się robi w Chinach, a przynajmniej tam oznaczało to dewastację środowiska w olbrzymim stopniu.

A jakie miejsce powinien mieć zdaniem PO w miksie energetycznym węgiel kamienny?

- Uważam, że potencjał energetyki opartej na węglu kamiennym powinien zostać dostosowany do krajowych możliwości jego produkcji, ale nie za wszelką cenę, tylko w oparciu o przesłanki ekonomiczne, z uwzględnieniem polityki klimatycznej i oczywiście nie mogą być tutaj pomijane kwestie społeczne. Głębinowe kopalnie to niebezpieczeństwo dla pracowników. Są alternatywy dla produkcji energii z węgla, a import węgla na tak dużą skalę, jak to się dzieje obecnie, nie ma sensu, jest przeciwko polskiej racji stanu.

Fot. Shutterstock
Fot. Shutterstock

Jak to zrobić, żeby nowa polityka energetyczna Polski została przyjęta ponad podziałami politycznymi i stała się naprawdę ważnym dokumentem, drogowskazem dla inwestorów i odbiorców energii?

- Odpowiedzialność polityczna nakazuje współdziałanie wszystkich znaczących sił politycznych w tworzeniu polityki energetycznej państwa. Nie mam w tej chwili pomysłu, jak to technicznie zrobić, ale deklarujemy wolę współpracy w tworzeniu polityki energetycznej państwa. Nie wyobrażam sobie, żeby polityka energetyczna państwa została przyjęta przez rządzących z pominięciem konsensusu politycznego. Nie miałoby to sensu, bo doświadczenie uczy, że zmiana władzy wywołałaby najpewniej zmiany w polityce energetycznej.

Klasyka nie do naśladowania to program jądrowy. Energetyka atomowa pojawiła się w polityce energetycznej Polski w 2006 roku i nic więcej się wtedy nie stało. Potem, za naszych rządów, w 2009 roku ruszył program rozwoju energetyki jądrowej. Nie powiem, że było łatwo, ale w 2015 roku koncepcja była gotowa. Dzisiaj, po zmianie władzy w 2015 roku, chyba nic z niej nie zostało, a nowej, przynajmniej w klarownej formie, nie ma.

Na koniec jedna sprawa bieżąca, a mianowicie, czy pana zdaniem celowe było uchwalenie ustawy zamrażającej ceny energii w 2019 roku na poziomie, w uproszczeniu, z 2018 roku?

Głosowałem za ustawą zamrażającą ceny energii elektrycznej w 2019 roku, bo taka ustawa była potrzebna. Przynajmniej przez wzgląd na uczciwość kupiecką nikt, z roku na rok, nie powinien być zaskakiwany tak drastyczną podwyżką cen. Rysujący się przez cały 2018 rok na TGE wzrost cen energii elektrycznej był zbyt duży, żeby przejść obok tego zjawiska obojętnie. Szkoda, że rządzący tego zjawiska wcześniej nie zauważyli, albo - jak to mają w zwyczaju - udawali, że jakoś to będzie, jeszcze raz się uda.

Inną sprawą jest sam kształt tej ustawy. Została uchwalona w wielkim pośpiechu, bez konsultacji i w miarę upływu czasu mam coraz więcej wątpliwości, czy we właściwym kształcie. W każdym razie nie można udawać, że nic się nie stało. Jeśli nie natrafimy na problemy ze stosowaniem tej ustawy, ze względu również na prawo unijne, a w uproszczeniu, koszty produkcji energii elektrycznej nie zmaleją, to za kilka miesięcy trzeba będzie rozstrzygać, czy zrezygnować z dalszej ingerencji w ceny energii, czy szukać kolejnych miliardów na rekompensaty dla energetyki za przychody utracone w 2020 roku.
Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019