Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019

BrexitBrief#20: Co już wiemy, czego nie wiemy i dokąd zmierza Wielka Brytania?

Autor:  Katarzyna Sobiepanek  |  10-01-2019 19:50  |  aktualizacja: 10-01-2019 19:38
Ponad 900 dni od referendum, 652 dni od uruchomienia procedury wystąpienia z UE przez brytyjską premier Theresę May i 77 dni do planowanej daty wystąpienia UK z UE Londyn i Bruksela znajdują się na ostatnim odcinku drogi do brexitu. Na parafowaną 25 listopada umowę o wystąpieniu i deklarację polityczną o przyszłych relacjach muszą się jednak jeszcze zgodzić brytyjski parlament i Parlament Europejski. Następnie pod porozumieniem ostateczne podpisy powinni złożyć szefowie państw i rządów UE.

  • Do tej pory Wielka Brytania i UE wynegocjowały ponad 800-stronnicowy dokument znany jako „draft Withdrawal Agreement”.
  • W co najmniej 2-letnim okresie przejściowym Wielka Brytania znajdzie się formalnie poza UE, ale będzie zobowiązana do przestrzegania znacznej większości unijnych przepisów.
  • Nie wiadomo, czy powyższe ustalenia wejdą w życie ze względu na impas w procesie ratyfikacji w Izbie Gmin. 15 stycznia ma odbyć się głosowanie parlamentu nad umową o wyjściu z UE
  • Według wyliczeń analityków The Constitution Unit w całej Izbie Gmin jest 143 zwolenników drugiego referendum, 175 zwolenników wariantu "Norwegia Plus" (wspólny rynek i unia celna), 194 zwolenników porozumienia wynegocjowanego przez May i nieco ponad 60 posłów opowiadających się za modelem kanadyjskim lub wyjściem z UE bez umowy.

Karykatury najważniejszych posłów konserwatywnych (May, Johnson, Gove i Davis) przed parlamentem brytyjskim
Fot. Shutterstock

Uwaga skupia się teraz na brytyjskiej Izbie Gmin, gdzie umowa napotkała zdecydowany opór. Planowane pierwotnie przed świętami głosowanie nad wynegocjowanym porozumieniem ma się odbyć w najbliższy wtorek, 15 stycznia. Domyślny termin brexitu to 29 marca 2019 – umocowany w prawie europejskim przez procedurę wystąpienia określoną w artykule 50 TUE i prawie brytyjskim przez Ustawę o wystąpieniu z UE. Chyba że wydarzy się coś nadzwyczajnego.

Co wiemy?

Wielka Brytania i UE wynegocjowały ponad 800-stronnicowy dokument znany jako "draft Withdrawal Agreement". Obok spłaty przez Londyn zobowiązań finansowych szacowanych nieformalnie na 39 mld funtów i ochrony praw obywateli Unii Europejskiej zamieszkujących na terenie Wielkiej Brytanii jego główny punkt zakłada minimum dwuletni okres przejściowy, który ma się rozpocząć z dniem brexitu.

W okresie przejściowym Wielka Brytania znajdzie się formalnie poza UE, ale będzie zobowiązana do przestrzegania znacznej większości unijnych przepisów. Nadal obowiązywać ma swobodny przepływ osób, towarów, kapitału i usług, a jurysdykcję ma pełnić Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Wielka Brytania może negocjować i podpisywać umowy handlowe z państwami trzecimi, nie wejdą one jednak w życie wcześniej niż po zakończeniu okresu przejściowego. Zgodnie z porozumieniem okres przejściowy może zostać przedłużony maksymalnie o 2 lata, a decyzja o tym musiałaby zapaść do 1 czerwca 2020 roku.

Strony zakładają podpisanie umowy o nowych relacjach do końca okresu przejściowego. Jeśli do podpisania porozumienia jednak nie dojdzie, w życie ma wejść tzw. backstop – tymczasowe i kontrowersyjne porozumienie prawne i celne, którego głównym zdaniem jest ochrona statusu Irlandii Północnej i utrzymanie otwartej granicy z Republiką Irlandii zgodnie z kończącym wojnę domową w prowincji Porozumieniem Wielkopiątkowym z 1998 roku i deklaracją brytyjskiego rządu z grudnia 2017 roku.

Czytaj też: BrexitBrief#19: Brytyjski biznes: zamiast inwestować, wydajemy fundusze na magazyny i zmiany w łańcuchach dostaw

Według interpretacji prawnej brytyjskiego rządu backstop oznaczałby pozostanie Irlandii Północnej w obecnej unii celnej UE z unijnymi aquis, podczas, gdy Wielka Brytania znalazłaby się w nowej unii celnej z UE, ale – już wyłącznie politycznie - zobowiązałaby się jednostronnie do utrzymania tych unijnych regulacji, które umożliwiłyby jej swobodny przepływ towarów między Wielką Brytanią a Irlandią Północną.

Irlandia Północna i Wielka Brytania stanowiłyby jedno terytorium celne do celów fiskalnych, ale transferowanie z Wielkiej Brytanii do Irlandii Północnej wiązałaby się z dopełnieniem wymogów deklaracji celnych. Backstop obowiązywałby bezterminowo, do czasu zastąpienia przez umowę o nowych relacjach.

Traktatowi towarzyszy ogólny zarys pryncypiów tejże umowy w postaci niewiążącej deklaracji politycznej. Przewiduje ona szeroko zakrojone i ambitne partnerstwo gospodarcze, umowę o wolnym handlu, partnerstwo celne oparte na jednolitym terytorium celnym, brak ceł i kwot, oraz „rozwiązania technologiczne”, które miałaby pomóc w uniknięciu twardej granicy z Republiką Irlandii.

W sektorze usług Wielka Brytania miałaby się cieszyć znaczną autonomią. Za zgodą UE Londyn partycypowałby w wybranych unijnych programach. Deklaracja zakłada też bliską współpracę w dziedzinie bezpieczeństwa i polityki zagranicznej. Raz na pół roku strony powinny zwoływać konferencję międzyrządową do analizy postępów i planowania dalszych wspólnych działań.

Czego nie wiemy?

Nie wiadomo, czy powyższe ustalenia wejdą w życie ze względu na impas w procesie ratyfikacji w Izbie Gmin. Z jednej strony od wyborów w 2017 roku Theresa May i Partia Konserwatywna utraciły parlamentarną większość i rządziły dzięki wsparciu 10 posłów Demokratycznej Partii Unionistycznej. Z drugiej kwestia brexitu podzieliła Izbę Gmin wzdłuż i wszerz, niezależnie od przynależności partyjnej.

Rząd od dnia referendum zmagał się z niezadowoleniem konserwatywnej frakcji remainersów – posłów chcących pozostać w Unii Europejskiej – która z czasem zmieniła się w około 20-osobową grupę popierającą organizację drugiego referendum w sprawie członkostwa Wielkiej Brytanii w UE, znanego jako People’s Vote.

Z drugiej strony naciskali ultrabrexitowcy z European Research Group prowadzonej – nieoficjalnie – przez wiceministrów brexitu Steve’a Bakera i Suellę Bravermann i powiązaną z ministrami brexitu Davidem Davisem i Dominiciem Raabem. ERG stopniowo jednoczyło się w żądaniach z północnoirlandzką DUP, dziś domagając się wspólnie usunięcia z traktatu zapisu o backstopie i spełnienia programowego zobowiązania do wystąpienia z unii celnej i oparcia relacji z UE na modelu kanadyjskim.

Wiele wskazuje na to, że po 15 stycznia kariera premier Theresy May zakończy się porażką. Fot. Shutterstock
Wiele wskazuje na to, że po 15 stycznia kariera premier Theresy May zakończy się porażką. Fot. Shutterstock

Z frakcją tą sympatyzują zwolennicy byłego ministra spraw zagranicznych Borisa Johnsona, który optuje za wyjściem z UE bez umowy. To jednak nie koniec pomysłów na brexit tylko w samej Partii Konserwatywnej. Od września 2017 do ponad 80 konserwatystów zwiększył się blok zwolenników modelowania relacji Wielkiej Brytanii z UE na statusie Norwegii.

Według wyliczeń analityków The Constitution Unit w całej Izbie Gmin jest 143 zwolenników drugiego referendum, 175 zwolenników Norwegii Plus (wspólny rynek i unia celna), 194 zwolenników porozumienia wynegocjowanego przez May, i nieco ponad 60 posłów opowiadających się za modelem kanadyjskim lub wyjściem z UE bez umowy.

Nie ma umowy, nie ma wzrostu podatków na pokrycie brexitu

Tuż przed Świętami premier obroniła się w partyjnym głosowaniu nad wotum nieufności; oczekując porażki nie zdecydowała się poddać umowy brexitu pod głosowanie w Izbie Gmin. Tuż po Świętach brak kontroli nad sytuacją w Izbie Gmin potwierdziły dwa przegrane przez rząd głosowania nad poprawkami zgłoszonymi przez ponadpartyjne porozumienie posłów umiarkowanych - sprzeciwiających się proponowanej przez May dychotomii: albo umowa wynegocjowana z UE 25 listopada, albo brexit bez porozumienia.

We wtorek 8 stycznia przyjęto poprawkę do projektu ustawy o finansach uniemożliwiającą Ministerstwu Skarbu podniesienie podatków na pokrycie kosztów ewentualnego wystąpienia Wielkiej Brytanii z UE bez umowy. W środę zaś, 9 stycznia, parlament przyjął poprawkę Dominica Grieve'a, która wymusza na rządzie przedstawienie planu B brexitu w ciągu 3 dni w razie odrzucenia przez Izbę Gmin opcji A, czyli umowy wynegocjowanej przez Theresę May. Ponadto indywidualni posłowie dostaną w tej sytuacji możliwość zgłaszania własnych planów B i przetestowania poparcia różnych opcji brexitu w Izbie Gmin.

Media wyliczyły, że były to parlamentarne porażki May nr 14 i 15, więcej niż zaliczyły rządy Margaret Thatcher i Tony'ego Blaira łącznie. Brytyjski rząd nie przegrał także głosowania projektów ustaw o finansach od 40 lat. Przyjęcie poprawek wydaje się zwiększać prawdopodobieństwo odrzucenia we wtorek przez Izbę Gmin umowy brexitu Theresy May.

Czytaj też: Stephen Barclay zaprzecza spekulacjom o możliwym opóźnieniu Brexitu

A jeśli umowa zostanie odrzucona?

Jeśli umowa zostanie odrzucona, według obecnego stanu prawnego UE będzie czekać na decyzje Brytyjczyków. Zgodnie z poprawką Grieve’a Theresa May powinna w ciągu trzech dni przedstawić oświadczenie o dalszych planach rządu wobec brexitu.

W czwartek 10 stycznia Downing Street poinformowało, że na ewentualną debatę ma zostać przeznaczone maksymalnie 90 minut, a ze zgłoszonych poprawek tylko jedna zostanie poddana pod głosowanie. Jeśli May przegra, oczekuje się, że spróbuje mimo wszystko doprowadzić do ponownego głosowania tej samej treści umowy, być może starając się w międzyczasie o spektakularny, choć merytorycznie nie niezmieniający, gest ze strony Brukseli. Jeśli przegra dwa głosowania może podać się do dymisji lub próbować zrealizować groźbę doprowadzenia do brexitu bez porozumienia.

Analiza nieznanego autorstwa przygotowana dla posłów opcji remain wskazuje, że parlamentarne procedury nie dadzą posłom możliwości skutecznego zablokowania wystąpienia z UE bez umowy. Jedyną taką szansą miałoby być przyłączenie się części torysów do posłów Partii Pracy w głosowaniu wotum nieufności wobec rządu. Labourzyści zapowiedzieli, że zaczekają na moment, gdy takie głosowanie będzie miało szanse powodzenia, nie wykluczyli jednak dania May szansy na „renegocjację z Brukselą”.

Na ten moment ani jeden konserwatysta nie wspomniał publicznie o możliwości głosowania przeciwko premier w parlamentarnym wotum nieufności i wydaje się to mało prawdopodobne, więc można, że ewentualne wotum nieufności wobec premier zakończy się mimo wszystko jej utrzymaniem się przy władzy.

Niewykluczone jednak, że polityczną presję przeciwko no deal wzmocnią zapowiedziane na taką ewentualność rezygnacje przynajmniej trzech ministrów gabinetu May. Nacisk polityczny wraz ze sztucznym podtrzymywaniem premierostwa May, by uniknąć przyspieszonych wyborów, może doprowadzić do przedłużenia impasu i być może konieczności wystąpienia z prośbą o przedłużenie artykułu 50. Theresa May w ostatnich wystąpieniach parlamentarnych coraz łagodniej protestowała przeciwko takiej opcji.

Mówi się o tym, że Bruksela i stolice europejskie mogłyby zgodzić się na wydłużenie terminu ratyfikacji o kilka tygodni, jeśli byłyby sygnały, że Izba Gmin jest na drodze do znalezienia kompromisu. Za dobry powód przedłużenia artykułu 50 UE mogłaby też uznać przyspieszone wybory lub drugie referendum, te jednak z wyżej wymienionych powodów wydają się aktualnie mniej prawdopodobne. Jeśli UK zwróci się z prośbą o przedłużenie artykuł 50, UE może jednak postawić pewne warunki.

Na koniec warto dodać, że nawet przyjęcie umowy przez Izbę Gmin nie rozwiązuje wszystkich problemów. Wspierające May DUP zapowiedziało, że w takiej sytuacji wycofa się z umowy o wspieraniu rządu, a ultrabrexitowcy mogą próbować torpedować legislację konieczną do wdrożenia umowy. Według rzecznika Downing Street obok ratyfikacji porozumienia z UE Izba Gmin powinna do końca marca przyjąć jeszcze 7 okołobrexitowych ustaw.

Czytaj też: BrexitBrief#18 To była ważna noc dla Wielkiej Brytanii. Unia gra macho

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019