Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019

Zamieszanie w JSW, czyli i śmieszno, i straszno

Autor:  wnp.pl (JD)  |  11-01-2019 13:55  |  aktualizacja: 11-01-2019 13:56
W branży górniczej szeroko komentowana jest sytuacja w Jastrzębskiej Spółce Węglowej (JSW), gdzie 10 stycznia 2019 roku rada nadzorcza odwołała dwoje wiceprezesów: Jolantę Gruszkę oraz Artura Dyczko. Wersalu nie było, bowiem związkowcy wtargnęli na salę obrad. Później złożyli wniosek do rady nadzorczej o wycofanie podjętych uchwał w sprawie odwołania dwóch członków zarządu. Po wznowieniu obrad uchwał jednak nie wycofano.

Przewodnicząca rady nadzorczej JSW Halina Buk wyszła wczoraj z budynku w asyście policji wraz z innymi członkami rady powołanymi przez ministra energii. W asyście policji? Z własnej spółki? Związki zawodowe uważają, że odwołanie dwóch członków zarządu jest działaniem na szkodę firmy. Zapowiedziały, że będą prowadziły akcję protestacyjną.

Obecna sytuacja z pewnością nie służy JSW i ją destabilizuje.
Fot. PAP

Jak w ogóle mogło do tego dojść, w spółce która jest w tak dobrej kondycji, najlepszej od lat? Od tygodni rozmawiałem o tym z wieloma osobami z branży. Dziś jest czas żeby napisać o tym expressis verbis.

Relacje na linii minister energii Krzysztof Tchórzewski - prezes JSW Daniel Ozon są, delikatnie mówiąc, nienajlepsze z kilku przyczyn. Jakiś czas temu Jastrzębska Spółka Węglowa miała otrzymać propozycję odkupienia od państwowych firm pakietu akcji Polimeksu-Mostostalu, na co prezes Daniel Ozon nie chciał się zgodzić.

- Te medialne wypowiedzi szefa JSW były policzkiem dla ministra energii, żaden z ministrów by tego nie zostawił - usłyszałem wtedy od prominentnych przedstawicieli branży. Inni z kolei zaznaczali, że prezes JSW Daniel Ozon jest zbyt uległy wobec związkowców i że zgodził się na podwyżki, co może być problemem, gdyby ceny węgla spadły.

Akurat skłonność do dialogu prezesa Ozona to jednak raczej jego olbrzymia zaleta, zważywszy że kilka lat temu, kiedy spółką kierował Jarosław Zagórowski, mieliśmy do czynienia z nieustającą falą konfliktów. Nie brak też opinii, że dobrze, iż prezes Ozon zgodził się na podwyżki, bo przecież w dużej mierze to dzięki wyrzeczeniom załogi i tzw. porozumieniu oszczędnościowemu zdołano uratować JSW.

Jak widać, ile osób, tyle różnych opinii. Sytuacja z 10 stycznia 2019 roku była doprawdy groteskowa. Rada nadzorcza zaczęła odwoływać członków zarządu, żeby - jak wielu wskazywało - prezes Ozon sam w końcu zrezygnował. Z góry wiadomo było, że związkowcy się temu sprzeciwią, bowiem wielokrotnie wskazywali, że będą bronić prezesa Ozona.

Ich zdaniem chodzi o to, że obecnie poszukiwane są gorączkowo środki na inne inwestycje, poza Jastrzębską Spółką Węglową (elektrownię w Ostrołęce). Jak wiadomo w Jastrzębskiej Spółce Węglowej są środki, które zabezpieczono na dalszy rozwój firmy, a także na czasy ewentualnego kryzysu. Minister energii wskazywał, że nie ma możliwości, by te środki przetransferowano. Jednak związkowcy podchodzą do tych deklaracji z wielką nieufnością i podkreślają, że gdyby odwołano Ozona i wstawiono w jego miejsce kogoś spolegliwego, to szybciutko dokonano by czynności formalnych, które umożliwiłyby wyjęcie tych środków z JSW.

Czego w tym wszystkim brakuje? Na pewno jasnego stanowiska ze strony właściciela, czyli Ministerstwa Energii,  któremu nawet chciałem w tym pomóc. Ale akurat w tej sprawie naprawdę bardzo trudno się do ME dobić. W plotkach, że nie ma zgody w rządzie co do losów prezesa Ozona, może być jednak wiele prawdy. Minister Tchórzewski, osłabiony batalią o ceny prądu, nie może do tej sprawy przekonać premiera Morawieckiego. Konfliktu z Solidarnością w JSW nie chce także minister od górnictwa, czyli Grzegorz Tobiszowski, który może wystartować w wyborach do europarlamentu i wtedy poparcie legendarnego związku bardzo mu się przyda.

Związkowcy wskazują, że w JSW prowadzono audyt, który potem przerwano. Wyniki tego audytu miały im zostać przedstawione, jednak tak się nie stało.  Sprawa wygląda bardzo źle, bowiem chodzi o niezwykle istotną spółkę wydobywającą głównie węgiel koksowy potrzebny do produkcji stali. Znajduje się on na unijnej liście surowców strategicznych.

Obecna sytuacja z pewnością nie służy spółce i rzeczywiście ją destabilizuje. W tle zamieszania w JSW mamy permanentną kampanię wyborczą, bowiem na wiosnę 2019 roku odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, a jesienią te najważniejsze, czyli wybory parlamentarne. W JSW zawsze mocną pozycję miała „Solidarność”, która przed poprzednimi wyborami do polskiego parlamentu poparła otwarcie Prawo i Sprawiedliwość.

Obecnie Solidarność atakuje ministra energii za to, że destabilizuje Jastrzębską Spółkę Węglową. Przebieg zdarzeń 10 stycznia 2019 roku wywołał zdziwienie, bowiem osoby z branży, z którymi rozmawiałem, obstawiały odwołanie posiedzenia rady nadzorczej, albo zmianę jej harmonogramu i wyrzucenie punktu o zmianach w zarządzie.

Także dlatego, że dopiero co musiano gasić pożar wokół tematu podwyżek cen prądu. I zamiast - zdaniem wielu - uspokoić sytuację, otwarto nowy konflikt, tym razem w jastrzębskiej spółce. Jak widać, w przypadku JSW jest teraz i śmieszno, i straszno. Bez jednoznacznego stanowiska resortu energii i bez głębokiego resetu ta sytuacja może wymknąć się spod kontroli. A może już się wymknęła…

Czytaj także: Prezes JSW Daniel Ozon pozostał na stanowisku. Związki zawodowe dalej w sporze z Radą Nadzorczą

oraz Wielkie zamieszanie w JSW: obrady rady nadzorczej przerwane, związkowcy wściekli

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019