Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021

Im głębiej, tym niebezpieczniej. Zagrożeń w KGHM może przybywać

Autor: wnp.pl (Dariusz Malinowski)
Dodano: 31-01-2019 13:39

Ostatni poszukiwany górnik odnaleziony żywy i uwolniony. Dzięki Bogu! – powiedział na wieść o tym, że zasypany w należącej do KGHM kopalni Rudna górnik żyje, prezes koncernu Marcin Chludziński. Radość ze szczęśliwego finału akcji ratowniczej nie przesłania jednak pytań o kwestie bezpieczeństwa w polskich kopalniach. W ostatnich pięciu latach w zakładach KGHM zginęło 31 górników, aż 18 w wyjątkowo pechowej w ostatnich latach kopalni Rudna.


We wtorek, 29 stycznia, tuż przed godziną 14 na oddziałach G1 i G2 kopalni Rudna, na głębokości 770 metrów doszło do potężnego wstrząsu. W jego rejonie znalazło się 32 górników. Z czternastu zaginionych po zdarzeniu, trzynastu odnaleziono szybko. Ostatniego niemal po dobie. Wszyscy przeżyli, choć jeden z górników jest w ciężkim stanie.

Biorąc pod uwagę siłę wstrząsu i liczbę górników w jego zasięgu, już teraz można powiedzieć o ogromnym szczęściu pracowników kopalni.

Czytaj też: Oto plany KGHM na 2019 rok

- KGHM jest nowoczesną, globalną firmą. Przestrzegamy najwyższych standardów bezpieczeństwa, które są wdrażane w międzynarodowych koncernach górniczo-hutniczych na całym świecie. Konsekwentnie wprowadzamy kolejne rozwiązania organizacyjne i techniczne. Naszym celem jest ciągła poprawa stanu bezpieczeństwa oraz komfortu pracy załóg – mówi prezes KGHM Marcin Chludziński.

Jednak mimo inwestycji i nakładów na poprawę bezpieczeństwa, wciąż dochodzi o groźnych zdarzeń, z których wiele ma o wiele tragiczniejsze skutki niż niedawny wstrząs w kopalni Rudna.

2018 był w KGHM bezpiecznym rokiem. Pod ziemią zginął tylko jeden górnik w kopalni Ruda, w 2017 roku - dwóch górników.

Szczególnie tragiczny dla koncernu był 2016 rok. W zakładach górniczych miedziowego potentata zginęło bowiem aż 17 górników. Wyjątkowo tragicznie w tym roku zapisała się znów kopalnia Rudna, w której doszło do tąpnięcia na głębokości 1140 metrów. Bardzo silny wstrząs, w którego zasięgu było niemal 30 górników, zniszczył między innymi strop tzw. komory maszyn ciężkich. Ośmiu górników zginęło, 21 zostało rannych. 

To tragiczne zdarzenie z 2016 r. szczególnie dobrze ilustruje największe wyzwania w kwestii bezpieczeństwa, z jakimi musi się mierzyć KGHM w swoich kopalniach.

Wraz ze schodzeniem z wydobyciem coraz niżej, gdy wyrobiska na głębokości ponad kilometra stały się już regułą, a nie wyjątkiem, rosną też zagrożenia. Co gorsza części z nich jeszcze nawet dobrze nie poznaliśmy. Specjaliści mówią o nich „zagrożenia nienazwane”. Wiadomo, że chodzi o tąpnięcia czy nagłe wyrzuty skał lub gazów,  tylko że nie zawsze znane są ich przyczyny. A tylko ich poznanie może pomóc w skutecznej walce z tymi zagrożeniami.

Zresztą spółka ma tego świadomość. Działania prowadzone są dwutorowo. Po pierwsze przy pomocy naukowców badane są same zagrożenia. Opracowuje się modele, które umożliwią ich przewidywanie i pozwolą na wycofanie górników zanim zjawiska niebezpieczne wystąpią.

Po drugie następuje coraz większa automatyzacja produkcji. Idealnym rozwiązaniem ze względów bezpieczeństwa byłoby całkowite wycofanie załogi z niebezpiecznych obszarów. Ponieważ z różnych względów nie jest to możliwe coraz częściej niektóre procesy przenosi się na powierzchnię.

Przykładem może być nowo uruchomione centrum zarządzania w Kopalni Lubin, które zostało przeniesione z dołu zakładu na powierzchnię. Ma to poprawić zarządzanie pracą zakładu, szczególnie w sytuacjach kryzysowych.

Czytaj też: KGHM w Kopalni Lubin ma ultranowoczesne centrum zarządzania

Ma tego świadomość zarząd spółki. Robotyzacja to coś, na co KGHM jest skazany. Jak mówi odpowiedzialny za produkcję wiceprezes KGHM Radosław Stach: nie we wszystkich warunkach ludzie mogą pracować.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021