Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019

Airbus A380 miał być wielkim sukcesem, będzie kosztownym zawodem

Autor:  wnp.pl (Dariusz Malinowski)  |  10-02-2019 13:14
Miał podbić lotniczy świat, tymczasem wszystko wskazuje, że będzie sporym fiaskiem. Z nieoficjalnych informacji wynika, że arabski przewoźnik Emirates, chce zamienić zamówione gigantyczne Airbusy A380 na mniejsze maszyny A350. Tymczasem to właśnie arabski przewoźnik jest największym nabywcą dwupokładowej maszyny.
Singapore Airlines peirwszy użytkownik A380.
Fot. Kentaro Lemoto, wikipedia, CC By-SA 2.0
  • Emirates zamiast A380 woli mniejsze, „bardziej elastyczne” A350.
  • Dotychczas na wielkie samoloty skusiło się tylko 15 przewoźników.
  • Airbus nie trafił ze swoją wizją rozwoju ruchu lotniczego.

O tym, że rozmowy są prowadzone poinformował dziennik Deutsche Welle. Według niego przedstawiciele Emirates chcą zmienić zamówienie u europejskiego producenta. Nie chcą już wielkich A380. Zamiast nich wolą mniejsze, ale bardziej odpowiadające wymogom rynku A350.

Dla Airbusa to ogromny problem. W przyszłym roku miała się bowiem rozpocząć dostawa kolejnych 20 ogromnych maszyn dla arabskiego przewoźnika, w grę wchodziła opcja na jeszcze 16 maszyn. Tymczasem teraz wiele wskazuje, że  Emirates będą chciały się z zakupu wycofać.

W praktyce oznaczałoby to szybką likwidację około 3 tys. miejsc pracy w europejskim koncernie.

Sprawa jest o tyle skomplikowana, że innych chętnych na A380, który przecież miał być następcą B747 i powtórzyć jego sukces nie ma. Jak dotychczas (dane na koniec stycznia) zamówionych zostało łącznie 331 samolotów (w tym aż 162 przez Emirates). Obecny rok dla samolotu rozpoczął się zaś fatalnie. Jeden z klientów zrezygnował z ośmiu maszyn.

Teoretycznie Airbus mógłby próbować zmusić Emirates do zakupu maszyn, bo 20 z nich to tzw. zamówienia twarde. Tyle, że pogorszenie stosunków z arabskim przewoźnikiem nie jest europejskiemu producentowi na rękę.

Emirates to bowiem największy na świecie operator maszyn szerokokadłubowych (a więc najdroższych). Spór z takim klientem zwyczajnie się nie opłaca. Zwłaszcza, że arabski przewoźnik już pokazał, że potrafi stanowczo działać. W 2014 roku firma anulowała zamówienie na 70 sztuk A350 o wartości 16 miliardów dolarów. Powodem było opóźnienie projektu. Zamiast Airbusów Arabowie kupili później 40 Boeingów B787.

We flocie Emirates jest już 109 maszyn tego typu. Fot. mat. pras.
We flocie Emirates jest już 109 maszyn tego typu. Fot. mat. pras.

Teraz w Airbusie obawiają się, że sytuacja może się powtórzyć i na zamieszaniu Amerykanie mogą ponownie skorzystać.

Jednak rezygnacja Emirates z zakupu to duży problem dla europejskiego producenta. Po pierwsze oznaczać będzie likwidację miejsc pracy. Po drugie wizerunkowy cios w koncern. Może sugerować, że Airbus nie potrafi dobrze przewidywać zmian na rynku lotnictwa pasażerskiego.

W końcu może być gwoździem do trumny całego projektu. Zasadne staną się głosy, które mówią, że Airbus na A380 poniósł spektakularną klapę. Zresztą powtarzają się zapytania, czy cały program obronił się finansowo. Specjaliści szacowali, że aby tak się stało Airbus musiałby sprzedać około 350-400 swoich gigantycznych maszyn. Tymczasem nie wiadomo czy uda się dociągnąć do trzystu egzemplarzy.
Dlaczego jednak A380 się nie sprzedaje?

Kluczowa jest koncepcja rozwoju ruchu lotniczego.

Projektując A380 planiści chcieli upiec dwie pieczenie przy ogniu. Pierwszą było przygotowanie maszyny na wyzwania ruchu lotniczego w nadchodzących dekadach. A jak miał on wyglądać według Airbusa? Ich koncepcja przewidywała, że nadal dominującą rolę będą odgrywały największe porty lotnicze. To one miały generować znaczącą część wzrostu przewozów pasażerskich. Idea Airbusa polegała więc na zaprojektowaniu maszyny, która mogłaby przewozić dużą liczbę pasażerów pomiędzy głównymi portami lotniczymi na świecie. Dopiero stamtąd pasażerowi mieliby trafiać maszynami wąskokadłubowymi na mniejsze lotniska.

Inaczej niż Europejczycy przyszłość przewozów pasażerskich wyobrażali sobie ponad 15 lat temu Amerykanie z Boeinga. Założyli, że pasażerom nie bardzo chce się przesiadać, wolą latać bezpośrednio do portów końcowych. W tej koncepcji najlepszym samolotem byłaby średniej wielkości maszyna o dalekim zasięgu. I to było jedną z przyczyn rozpoczęcia prac nad Boeingiem B787. Przy okazji konstruktorzy chcieli zastosować najnowsze materiały i technologie, tak aby maszyna była przyjazna dla pasażerów, spalała jak najmniej paliwa, a dodatkowo była jak najmniej uciążliwa dla środowiska naturalnego.
A380 Malaysia-airlines. Maszyny dla linii okazały się sporym problemem. Okazało się bowiem, że są
A380 Malaysia-airlines. Maszyny dla linii okazały się sporym problemem. Okazało się bowiem, że są "zbyt duże". Fot. Channelsking ,wikipedia CC BY-SA 3.0


Ostateczny werdykt mieli wydać pasażerowie.

I co się okazało? A380 przegrał rywalizację o serca linii lotniczych i przede wszystkim pasażerów. B787 nie przeszkodziły nawet liczne choroby wieku dziecięcego. Niestety europejska maszyna przestała się sprzedawać. Dużo bardziej perspektywiczny jest bezpośredni konkurent Dreamlinera – Airbus A350.

Efekt jest taki, że liczba przewoźników korzystająca z A380 jest dość ograniczona. Samolot użytkuje (stan na koniec ubiegłego roku) 15 linii lotniczych. Ani jednej 380-tki nie mają w swojej flocie przewoźnicy z obu Ameryk i Afryki. W Europie na Airbusa zdecydowały się tylko Lufthansa, Air France i British Airways i ostatnio przewoźnik czarterowy Hi Fly (tyle, że z drugiej ręki). Maszyna jest popularna w Azji, szczególnie na Bliskim Wschodzie. Największym operatorem są linie lotnicze Emirates, które dysponują 109 maszynami. I to doskonale nam pokazuje, dlaczego Airbus z Emirates w sprawie samolotów kłócił się nie będzie.

 

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019