Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020

Tydzień w Azji#7: Indie i Pakistan na wojennej ścieżce. Biznes i gospodarka zapłacą najwięcej?

Autor: Instytut Boyma
Dodano: 04-03-2019 17:00 | Aktualizacja: 04-03-2019 17:04

Ubiegłotygodniowy kryzys pakistańsko-indyjski nie przekształcił się w regularną wojnę, z możliwością użycia broni atomowej w tle. Jednak reakcja Indii i kolejne posunięcia Pakistanu wskazuje, że wszedł on w nową, bardziej nieprzewidywalną fazę, a zamachy terrorystyczne i przemoc między wspólnotami religijnymi w Indiach stały się bardziej prawdopodobne w przyszłości. Niepewność może ograniczyć inwestycje zagraniczne na subkontynencie, z którymi szczególnie Indie wiązały szanse rozwojowe. Szczególnie ucierpieć może Kaszmir, którego gospodarkę pogrąży ryzyko zamachów terrorystycznych i wojny. Strony zwiększą wydatki na zbrojenia, inwestując głównie w sprzęt przeciwlotniczy i samoloty.


Ostatni kryzys na granicy pakistańsko-indyjskiej przebiegał w trzech fazach. W pierwszym etapie, po ataku samobójczym w Kaszmirze na indyjski konwój policyjny (14 lutego), Delhi odpowiedziało nalotami na znajdujące się Pakistanie obozy szkoleniowe organizacji odpowiedzialnych za zamach (26 lutego).

Po raz pierwszy od 1999 r. cele położone były na terytorium bezsprzecznie pakistańskim, nie w spornym Kaszmirze, a do ataku użyto lotnictwa. Z dostępnych informacji wynika, że celem nie było jednak pakistańskie wojsko. W drugiej fazie w rejonie doszło do wymiany ognia artyleryjskiego i pojedynków powietrznych między regularnymi siłami zbrojnymi Indii i Pakistanu, w których obie strony straciły samoloty. W fazie trzeciej obie strony koncentrują wojska wzdłuż faktycznej granicy w Kaszmirze.

Konflikt uległ internacjonalizacji, bowiem USA, Chiny i UE wezwały strony do deeskalacji konfliktu, a sprawą zajęła się Rada Bezpieczeństwa ONZ. Konflikt wydaje przenosić się na płaszczyznę polityczną.

Konsekwencje gospodarcze


Krótkoterminowo straty gospodarcze nie wydają się duże. Giełdy w Pakistanie i Indiach oceniają przekształcenie się konfliktu w otwartą wojnę jako mało prawdopodobne. Indyjskie indeksy Sensex i Nifty oraz pakistański KSE100 zanotowały wprawdzie na początku zeszłego tygodnia umiarkowane spadki i znajdują się o kilka procent poniżej poziomów z końca stycznia, ale parkietom - przynajmniej na razie - daleko do paniki.

Jednak długookresowo obecny konflikt, nawet jeśli powiodą się wysiłki w celu jego deeskalacji, będzie miał poważne konsekwencje. Sam Kaszmir jest postrzegany jako region podwyższonego ryzyka, a dużą część jego gospodarki opiera się na pomocy rządu centralnego (stan Dżammu i Kaszmir otrzymuje najwięcej pieniędzy na głowę mieszkańca z Delhi).

W ostatnich latach niskiego natężenia konfliktu w tych relatywnie chłodnych regionach boom przeżywała turystyka, ze względu na gorące na subkontynencie miesiące letnie. Od czasu ataku w Pulwanie rezerwacje zaczęto odwoływać (spadek o jedną trzecią wobec roku ubiegłego), a bogatsi turyści indyjscy wydają się szukać alternatywy także poza granicami Indii.

Co dobre dla zagranicznych, także europejskich, kurortów, może okazać się zabójcze dla kaszmirskiej gospodarki. Terroryści mogą osiągnąć swój cel, destabilizując warunki życia w przygranicznych regionach. Trwają potyczki między grupami paramilitarnymi a policją oraz gwałtowne demonstracje Kaszmirczyków.

W dłuższej perspektywie inwestorzy będą brali pod uwagę zwiększone ryzyko zamachów terrorystycznych i przemocy między grupami etnicznymi w Indiach. Pakistańskie wojsko czuje się upokorzone ciosem zadanym przez Delhi, a na skutecznej obronie opiera swoją legitymację faktycznej władzy. To ono bowiem kontroluje elity polityczne kraju. Wzrasta więc ryzyko asymetrycznej odpowiedzi w postaci ataków terrorystycznych w Indiach, których sprawcy mogą przenikać z Pakistanu.

W najgorszym możliwym scenariuszu islamskim radykałom może udać się wywołać przemoc między hinduistyczną większością a muzułmańską mniejszością w Indiach (co szósty obywatel kraju). Może to wpłynąć na spadek napływu FDI  (foreign direct investment  - bezpośrednie inwestycje zagraniczne) na subkontynent, które są kluczowe w planie rozwoju proponowanym przez rządzącą partię ludową premiera Modiego (np. sztandarowy „Make in India”).

Początek nowej fali zbrojeń?


Ze strategicznego punktu widzenia wydaje się, że dobiegła końca epoka indyjskiej polityki ograniczonych odpowiedzi na ataki ze strony grup zbrojnych zależnych od Pakistanu. Precedens uderzenia na terytorium bezspornie pakistańskie będzie kształtował oczekiwania indyjskiej opinii publicznej w przyszłości, niezależnie od wyniku tegorocznych wyborów.

Oznacza to, że zarówno Pakistan, jak i szczególnie Indie, będą zmuszone do zwiększenia budżetów wojskowych i inwestycji w sprzęt. Indie w pierwszej fazie konfliktu potrafiły zapewnić sprawne współdziałanie systemów i broni pochodzących od producentów z różnych krajów, przeprowadzając atak na terytorium przeciwnika bez strat własnych.

Rodzimy samolot wczesnego ostrzegania ERJ-145 Netra współpracował z rosyjskimi myśliwcami Su-30MKI i latającą cysterną Ił-78, francuskimi wielozadaniowymi Mirage 2000 uzbrojonymi w izraelskie bomby kierowane oraz z również izraelskimi dronami. Jednak w drugiej fazie konfliktu Indie straciły co najmniej jednego rosyjskiego MiG-a 21 oraz śmigłowiec Mi-17W. Ten ostatni mógł zostać zestrzelony z ziemi. Może to prowadzić do przyspieszenia zakupów samolotów wielozadaniowych i programu modernizacji lotnictwa, który został zablokowany przez niejasności wokół kontraktu francuskich myśliwców Rafale.

Niedawno w Tamil Nadu ogłoszono powstanie indyjskiej doliny lotniczej, a amerykański Lockheed zaproponował przeniesienie produkcji najnowszej wersji F-16 do Indii, jeśli zdobędzie kontrakt rządowy. Może to być dobra wiadomość dla światowych dostawców Lockheeda oraz całej branży lotnictwa wojskowego. Wzrasta również znaczenie dostawy dla Delhi rosyjskich systemów przeciwlotniczych S-400, na które umowę podpisano zeszłej jesieni.

Czytaj też: Tydzień w Azji#6: Gospodarka, polityka czy bezpieczeństwo? O co chodzi w 5G

NOTKI INFORMACYJNE

Australia: nowe uprawnienia służb zagrożą bezpieczeństwu danych?


Na grudniowej sesji parlament australijski przyjął głosami rządzącej koalicji i laburzystowski opozycji prawo, dzięki któremu służby specjalne uzyskają ułatwiony dostęp do komunikacji elektronicznej, także tej zabezpieczonej szyfrowaniem.

W regulacji zapisano możliwość sczytywania wiadomości wprost z urządzeń elektronicznych, a po wejściu ustawy w życie osoby podejrzane miałyby być zobowiązane do udostępnienia zawartości swoich telefonów. Służby będą mogły wykorzystywać nowe uprawnienia w sprawach związanych z bezpieczeństwem narodowym, poważnymi przestępstwami oraz korupcją. Firmy technologiczne zobowiązane zostały do wprowadzenia systemowych możliwości złamania szyfrowania.

Opozycja poparła nowe ustawodawstwo ze względu na rzekomo zwiększony stopień zagrożenia zorganizowaną przestępczością i terroryzmem. Reakcją na nowe ustawodawstwo jest większe zainteresowanie wirtualnymi sieciami prywatnymi (VPN) ze strony biznesu.

Firmy technologiczne i przedsiębiorcy obawiają się obniżenia bezpieczeństwa komunikacji i zwiększenia zagrożenia wyciekiem danych oraz cyberprzestępczością. Słabości szyfrowania mogą wykorzystywać bowiem w równym stopniu agendy państwa, jak i kryminaliści. Obrońcy praw człowieka wskazują, że australijska ustawa nie wprowadza adekwatnych mechanizmów kontrolnych, np. w postaci sądowych zezwoleń na działania operacyjne służb. Sprawia to, że prywatność i bezpieczeństwo danych osób przebywających w Australii będą bardziej zagrożone niż w wielu krajach Europy zachodniej.

Ze względu na autorytet Canberry w regionie podobne rozwiązania mogą zostać wprowadzone w innych krajach Azji Południowej i Południowo-Wschodniej. Indie już przygotowują podobne regulacje.

Czytaj też: Tydzień w Azji#5: Umowa o wolnym handlu między Singapurem a UE przegłosowana

Chiny dążą do zabezpieczenia dostaw litu


Chiny już obecnie kontrolują połowę globalnej wydobycia litu i 60 proc. produkcji baterii litowo-jonowych. Pekin zamierza jednak zyskać jeszcze większa kontrolę nad produkcją i łańcuchem dostaw tego surowca. W ciągu ostatnich dwóch lat chińskie przedsiębiorstwa miały zainwestować 4,2 miliarda USD w eksploatację złóż w Ameryce Południowej. Prowadzi to do ostrej rywalizacji przede wszystkim z firmami europejskimi, japońskimi i południowokoreańskimi. Pozycję Chin bliską monopolowi może łagodzić odkrycie nowych złóż w Niemczech, Czechach, Portugalii, Szwecji i Kanadzie.

Lit staje się nowym surowcem strategicznym, „białą ropą naftową”, wykorzystywanym w produkcji nowych baterii i akumulatorów wykorzystywanych w telefonach komórkowych, laptopach i samochodach elektrycznych. Szczególnie ta ostatnia branża jest bardzo perspektywiczna. Według prognoz Bloomberga do roku 2040 samochody elektryczne mogą stanowić połowę sprzedawanych nowych pojazdów. Z kolei zdaniem analityków Goldman Sachs już w 2030 Chiny mogą produkować 60 proc. wszystkich samochodów elektrycznych na świecie. W ciągu ubiegłego roku cena litu wzrosła trzykrotnie.

Grafen napędzi statki kosmiczne?


Według chińskich naukowców Uniwersytetu Nankai oraz Akademii Technologii Pojazdów Nośnych grafen może zrewolucjonizować napęd używany w lotach kosmicznych. Technologia LightSail, zwana żaglem słonecznym, wykorzystuje światło i wiatr słoneczny. Do tej pory te "żagle" wykonywano z folii poliamidowej o grubości kilku mikrometrów.

Zdaniem chińskich naukowców gruby zaledwie na jeden atom żagiel z grafenu będzie znacznie bardziej wydajny. Grafenowy żagiel słoneczny może generować nawet tysiąckrotnie większy ciąg niż żagiel poliamidowy, wytrzymując działanie znacznie większych sił i temperatur. Trwają prace nad żaglem z grafenu zdolnym wytrzymać temperaturę ponad 800 stopni Celsjusza.

Europejska Agencja Kosmiczna już zdecydowała się na wykorzystanie grafenowych superkondensatorów w swoich pojazdach kosmicznych. W stosunku do obecnie używanych charakteryzują się one mniejszymi rozmiarami i kilkukrotnie większa pojemnością. Zarówno Unia Europejska, USA jak i Chiny wiążą z technologiami kosmicznymi nadzieje na zwiększenie przewag konkurencyjnych swoich gospodarek.

Japoński biznes chce wytwarzać mniej odpadów


Restauracje sushi należące do Kura Corp. od 1 marca wprowadzają do swojego menu rybne burgery pochodzące z mięsa dotychczas uważanego za odpady. Tylko 40 proc. ryby nadaje się do użycia w sushi. Po usunięciu kości i suchych części marnuje się ok. 20 proc. ryby, choć jest ciągle zdatne do jedzenia. Klientów przyciągnąć ma konkurencyjna cena 270 jenów (10 PLN).

Spółka Kura działa także w USA i na Tajwanie. Oprócz taniego sushi w menu restauracji można znaleźć zupę ramen czy ryż curry.

Japonia jest jednym z krajów, gdzie zanieczyszczenie środowiska czy marnowanie pożywienia jest ogromnym problemem. Jest to jeden z największych na świecie producentów plastikowych śmieci. Do tej pory rząd Japonii nie przedstawił planu zmniejszenia ilości produkowanych odpadów. W zeszłym roku Japonia jako jeden z dwóch krajów nie zobowiązała się do rezygnacji z używania nierecyklowalnego plastiku do 2030 r.

Jednak inicjatywy oddolne przedsiębiorców pokazują, że i do Japonii nadchodzi zmiana i zwiększa się zainteresowanie kwestiami środowiska i życia less waste. Dobrym przykładem jest chociażby Japońska Inicjatywa Klimatyczna, zrzeszająca firmy i organizacje starające się obniżyć poziom emisji gazów cieplarnianych do atmosfery.

Czytaj też: Tydzień w Azji#4: Huawei chce inwestycji w Polsce, umowa UE z Japonią

Irański bank centralny dodrukuje pieniędzy?


Na początku lutego parlament przegłosował poprawkę do budżetu zobowiązującą bank centralny (CBI) do przekazywania połowy zysków uzyskanych z przewalutowania dochodów z eksportu surowców na rzecz skarbu państwa. Z oświadczenia CBI wynika, że Bank zanotował w zeszłym roku stratę prawie 600 mln USD i nie jest w stanie wpłacić do skarbu państwa zakładanych w poprzednim budżecie nadwyżek. Spełniając nowe wymogi, bank będzie musiał dodrukować pieniądz o dzisiejszej wartości ponad 2 mld USD, zwiększając podaż pieniądza o 6-7 proc. ponad wcześniejsze założenia. Pobudzi to prawdopodobnie sięgającą już prawie 40 proc. inflację.

W konsekwencji wycofania się Stanów Zjednoczonych z porozumienia nuklearnego oraz potencjalnych sankcji na nabywców irańskich surowców, eksport ropy z Iranu spadł w pierwszym kwartale 2019 r. do ok. 1,2 mln baryłek ropy dziennie (z ponad 2 mln w analogicznym okresie roku ubiegłego).

Przegląd Tygodnia w Azji jest wspólnym projektem Rynków Zagranicznych i Instytutu Boyma.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020