Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019

Budimex ma plan na budownictwo energetyczne i przemysłowe. Oto szczegóły

Autor:  Tomasz Elżbieciak  |  10-05-2019 06:02  |  aktualizacja: 09-05-2019 22:26
Po pięciu latach od mocnego powrotu na rynek energetyki i przemysłu Budimex wyciąga kluczowe wnioski. Po trudnych doświadczeniach z rentownością trwającej od 2014 r. budowy bloku 496 MW w Elektrowni Turów grupa nie będzie już raczej ubiegać się o generalne wykonawstwo tak dużych inwestycji. Liczy natomiast na mniejsze i średnie projekty w energetyce, przemyśle i gazownictwie.
Budowa nowego bloku 496 MW w Elektrowni Turów, którą realizuje konsorcjum z udziałem Budimeksu
fot. Budimex
  • O doświadczeniach Budimeksu i bolączkach rynku budownictwa energetycznego i przemysłowego portal WNP.PL rozmawiał z dyrektorem Piotrem Świeckim, który odpowiada w budowlanej grupie za te sektory.
  • Doświadczenia z kontraktem w Turowie sprawiły, że Budimex postanowił nie startować w przetargach na budowę Elektrowni Ostrołęka C, Polimerów Police oraz rozbudowę terminalu LNG w Świnoujściu.
  • Grupa podjęła też decyzję, że nie wystartuje w przetargach na budowę bloków gazowych w Grudziądzu oraz Dolnej Odrze. Zdecydowanie odmienne plany dotyczą małych i średnich inwestycji, gdzie poziom ryzyka jest o wiele niższy.
  • Piotr Świecki, dyrektor ds. energetyki i przemysłu Budimeksu, weźmie udział w panelu pt. „Budownictwo przemysłowe i energetyczne”, który odbędzie się podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Dyskusję zaplanowano drugiego dnia Kongresu, 14 maja o godz. 13.30.

W lutym podpisaliście kontrakt w konsorcjum z Mitsubishi Hitachi na modernizację dla Taurona instalacji odsiarczania spalin w Elektrowni Łaziska. Na rozstrzygnięcia jakich przetargów obecnie oczekujecie?

- Wśród nich znajduje się m.in. warta niemal 100 mln zł netto kotłownia szczytowo-rezerwowa w EC Żerań dla PGNiG Termika, gdzie jako jedyni złożyliśmy ofertę w postępowaniu. Mamy też pierwszą ofertę na modernizację Oczyszczalni Ścieków Południe w Warszawie za blisko 88 mln zł netto.

Ponadto pod koniec kwietnia nasza oferta o wartości ok. 521 mln zł netto została już wybrana jako najkorzystniejsza przez Gaz-System w przetargu na budowę gazociągu, który pobiegnie od Strachociny do granicy polsko-słowackiej.
fot. Budimex
fot. Budimex
Może to być nasz drugi kontrakt w tym sektorze, po ukończonym w ubiegłym roku gazociągu Czeszów-Kiełczów. Gaz-System dysponuje jeszcze dużą liczbą postępowań do ogłoszenia, więc będziemy się im uważnie przyglądać.

Budimex buduje w konsorcjum ze Steinmüller Babcock Environment spalarnię odpadów w Wilnie za 178 mln euro netto. Na jakim etapie jest ta inwestycja?

 - Trwa montaż kotła i wkrótce zaczną się przygotowania do próby ciśnieniowej, zatem projekt jest już mocno zaawansowany. To dla naszej grupy ciekawe doświadczenie, gdyż jest to również kontrakt eksportowy.

To też część większego przedsięwzięcia, w ramach którego drugie zadanie realizuje Rafako, budując obok kotłownię na biomasę.

Litwa to mały i hermetyczny rynek, co niesie ze sobą dodatkowe wyzwania. Odmienne są m.in. dostępność podwykonawców, jak i wymogi oraz standardy związane z dokumentacją projektową.

Klient zapewnia, że traktuje inwestycję priorytetowo, ale w praktyce stopień biurokracji i przewlekłość decyzyjna bardzo pogarszają sprawność działania. Oczekujemy tutaj większego współdziałania ze strony zamawiającego.
Piotr Świecki. fot. Budimex
Piotr Świecki. fot. Budimex
Pamiętajmy, że pracujemy na jednej budowie z wieloma „punktami styku” z Rafako. Przy tak złożonej strukturze projektu, gdzie inwestor podzielił przedsięwzięcie na dwa zadania, wymagana jest z jego strony wysoka sprawność decyzyjna. Z tym bywa jednak różnie.

Obecnie prowadzimy dyskusję z zamawiającym dotyczącą terminu zakończenia prac. Wpływ na to mają m.in. zmiany warunków i założeń projektowych związane z wyprowadzeniem ciepła ze spalarni.

Jest to niezależne od wykonawcy i inwestora, a spowodowało zmiany harmonogramu projektowania i realizacji ścieżki krytycznej na budowie o blisko dziewięć miesięcy. Aktualny umowny termin zakończenia prac mija w pierwszym kwartale 2020 r., ale musi on ulec zmianie.
Czy poza kontraktem w Wilnie interesujecie się też innymi zleceniami na rynkach zagranicznych?

- Dobrze czujemy się w tematach o skali spalarni odpadów, co wiąże się też z pozytywnymi doświadczeniami z inwestycji w Białymstoku. Kontrakt w Wilnie podpisywaliśmy w 2016 r., w całkiem odmiennej sytuacji rynkowej w Polsce.

Obecnie w kraju mamy ogromny portfel zleceń do zrealizowania, a do tego musimy ustabilizować sytuację, która jest związana ze wzrostem kosztów w sektorze budowlanym.
Spalarnia odpadów w Białymstoku. fot. Budimex
Spalarnia odpadów w Białymstoku. fot. Budimex
Biorąc pod uwagę doświadczenia wileńskie, gdzie nie mamy problemów technicznych, organizacyjnych czy bariery języka, ale zderzamy się z biurokracją i brakiem decyzyjności, myślimy ostrożnie o dywersyfikacji geograficznej. Mimo wszystko niesie ona za sobą zawsze więcej niewiadomych.

Stąd - biorąc pod uwagę sytuację na rynku polskim - nie byłoby dobrym ruchem wystawienie grupy na dodatkowe ryzyko. Jednak patrząc w przyszłość, z pewnością nie jest to nasze ostatnie słowo za granicą.

Czy patrząc z perspektywy ostatnich lat Budimex pozytywnie ocenia strategiczną decyzję o dywersyfikowaniu działalności również na sektory energetyki i przemysłu?

- Przez ostatnie pięć lat Budimex wykonał gigantyczną pracę i mocno rozwinęliśmy kompetencje inżynierskie związane z zarządzaniem dużymi projektami, choćby takimi jak Turów. Co prawda mieliśmy wcześniej kompetencje w takich branżach jak automatyka, elektryka czy mechanika, ale nie na tak wysokim poziomie i na taką skalę.

Ponadto sukcesywnie rozwijamy zasoby projektowe. Tak, aby móc nadzorować prace projektowe zlecane biurom zewnętrznym, a w przypadku mniejszych zadań przygotowywać dokumentację samodzielnie.

Przed pięcioma laty, gdy wracaliśmy na rynek energetyki i przemysłu, nie mieliśmy referencji. Teraz mamy w portfolio m.in. takie projekty jak blok w Turowie, spalarnie w Białymstoku i Wilnie, rozbudowę maszynowni na potrzeby huty w Krakowie, gazociąg przesyłowy wysokiego ciśnienia, a do tego zadania dotyczące ochrony środowiska w energetyce, oczyszczalni ścieków i stacji uzdatniania wody.

Budimex z firmy postrzeganej głównie przez pryzmat budownictwa infrastrukturalnego stał się podmiotem o znacznie szerszym spektrum działalności. Oczywiście energetyka i przemysł nigdy nie będą mogły się równać udziałem w przychodach Budimeksu drogom i kolejom, gdyż infrastruktura komunikacyjna to wielokrotnie większy rynek.
Budowa bloku 496 MW w Elektrowni Turów. fot. Budimex
Budowa bloku 496 MW w Elektrowni Turów. fot. Budimex
Niemniej doświadczenia i kompetencje pozyskane z projektów energetycznych i przemysłowych, dotyczące zarządzania oraz kontroli jakości, staramy się wykorzystywać we wszystkich segmentach budownictwa, w których aktywny jest Budimex.

Pod koniec marca konsorcjum, które Budimex tworzy z Mitsubishi Hitachi i Tecnicas Reunidas, podpisało z PGE aneks wydłużający budowę bloku 496 MW w Elektrowni Turów o sześć miesięcy i zwiększający wartość kontraktu o 108,5 mln zł netto. Co było tego przyczyną?

- Aneks był konieczny z powodu kolejnych zmian prawnych związanych z dostosowaniem bloku do nowych wymogów konkluzji BAT. Zaostrzone wymogi prawne w tym zakresie pojawiły się już po podpisaniu umowy z inwestorem w 2014 r.

Poprzedni aneks w tym zakresie, który podpisaliśmy w listopadzie 2015 r., dotyczył m.in. zmian w zakresie instalacji odazotowania spalin. Teraz dochodzą do tego zaostrzone wymogi dla oczyszczalni ścieków.

Wkrótce może się okazać, że oczyszczalnie będą musiały w praktyce działać bez zrzutów ścieków - całość ścieków będzie musiała zostać odparowana, a pozostałe po nich osady, zawierające sole i metale ciężkie, będą deponowane na odpowiednich składowiskach.
Podpisany aneks nie ma więc żadnego wpływu na potencjalne poprawienie wyniku finansowego na tym kontrakcie? Budimex sygnalizował, że trwające od 2014 r. zlecenie nie jest rentowne z powodu dużego wzrostu kosztów, który nastąpił w ostatnich latach na rynku budowlanym.

- Aneks nie zmienia niczego w tej kwestii. Na dzisiaj nie rozmawialiśmy z zamawiającym o waloryzacji umowy z powodu wzrostu cen na rynku. Dla nas ta sytuacja stanowi też doświadczenie, po którym raczej nie będziemy się już ubiegać o generalne wykonawstwo tak długoterminowych kontraktów z ryczałtowym wynagrodzeniem.

Ofertę na budowę bloku w Turowie składaliśmy w 2013 r. Najlepiej, jak mogliśmy, zabezpieczyliśmy ryzyko technologiczne, tworząc konsorcjum z doświadczonymi partnerami. Zabezpieczyliśmy też ryzyko organizacyjne, bo Budimex jest dużą i zdrową grupą.
Budowa bloku 496 MW w Elektrowni Turów. fot. Budimex
Budowa bloku 496 MW w Elektrowni Turów. fot. Budimex
Nie mogliśmy jednak - i nikt nie mógł - przewidzieć w 2013 r., do jakich zmian na rynku budowlanym dojdzie w latach 2017-2018 pod względem wzrostu cen materiałów i usług podwykonawczych.

Dlatego pod kątem technicznym i organizacyjnym ta inwestycja jest sukcesem, ale jednocześnie ponosimy na niej stratę finansową.

Będziecie nadal starać się o waloryzację kontraktu w Turowie?

- W przypadku innych kontraktów Budimex występuje z roszczeniami do zamawiającego, gdy dochodzi do ponadprzeciętnego wzrostu kosztów. Jednocześnie, nawet mimo ponoszonych strat, staramy się, aby nie miało to wpływu na terminową realizację kontraktu. Z pewnością z takimi roszczeniami wystąpimy też w Turowie.

Sumując, doświadczenia z długoterminowym kontraktem w Turowie sprawiły, że świadomie - mimo posiadanych zdolności organizacyjnych, finansowych i potencjalnych partnerów technologicznych - postanowiliśmy nie startować w przetargach na budowę Elektrowni Ostrołęka C, Polimerów Police oraz rozbudowę terminalu LNG w Świnoujściu.

Przy tego typu dużych projektach to u wykonawcy prac budowlanych, a nie dostawcy technologii, materializuje się całe ryzyko rynkowe związane ze wzrostem cen, placem budowy czy zmianami projektowymi.

Czy to oznacza, że Budimex nie będzie też ubiegał się o generalne wykonawstwo bloków gazowych, które PGE planuje w Elektrowni Dolna Odra, a Energa w Grudziądzu?

- Jeśli spojrzymy na doświadczenia z ostatnich lat, które dotyczą budowy bloków gazowych, to żaden z nich nie został ukończony w planowanym terminie, który ustalano na trzy lata. Technicznie jest to oczywiście możliwe, ale w określonych warunkach symetrycznej umowy i minimalizacji biurokracji.

Zatem taki trzyletni termin może być osiągalny i są takie doświadczenia z innych krajów, gdzie realia formalne prowadzenia procesów inwestycyjnych są mniej rygorystyczne.
Budowa bloku 496 MW w Elektrowni Turów. fot. Budimex
Budowa bloku 496 MW w Elektrowni Turów. fot. Budimex
W Polsce, jeśli w ciągu trzech lat ma zostać zrealizowana elektrownia gazowa o wartości 2-3 mld zł, to trzeba założyć, że połowa tej kwoty przypadnie na roboty budowlano-montażowe, a druga na dostawy technologii.

Pierwszy rok zajmą prace projektowe i przygotowawcze, więc na część budowlano-montażową i rozruch pozostają dwa lata. Oznacza to zatem, że rocznie wykonawca budowlany na jednym kontrakcie musiałby wykonywać prace warte 500-750 mln zł.

To wartości rzadko spotykane nawet na kontraktach drogowych, które mimo wszystko są w dużej mierze powtarzalne i o wiele mniej skomplikowane technicznie i organizacyjnie niż blok energetyczny.
W przyszłości widzicie się zatem bardziej w roli podwykonawcy niż generalnego wykonawcy dużych bloków energetycznych? 

- Tak dużych jak Turów raczej nie będzie zbyt wiele. Bardzo chętnie wystartujemy w drugim rzędzie jako kluczowy podwykonawca prac budowlano-montażowych.

Możemy zapewnić też dostawę i montaż konstrukcji stalowych oraz kanałów spalin, czym choćby w Turowie zajmuje się nasza spółka zależna, czyli Mostostal Kraków.
Budowa bloku 496 MW w Elektrowni Turów. fot. Budimex
Budowa bloku 496 MW w Elektrowni Turów. fot. Budimex
Podjęliśmy decyzję, że na pewno nie wystartujemy w ogłoszonym już przez Energę przetargu na budowę bloku gazowego w Grudziądzu. Podobnie nie zamierzamy tego robić w zapowiadanym przez PGE postępowaniu na bloki gazowe w Dolnej Odrze.

Inną kwestią jest też koszt przygotowania ofert na duże inwestycje energetyczne i przemysłowe. Zazwyczaj jest to minimum kilkaset tysięcy złotych nawet do kilku milionów.

Tymczasem mieliśmy w ostatnich latach sytuacje, gdy z trudnych do wyjaśnienia przyczyn inwestorzy unieważniali przetargi, w których mieliśmy najlepsze oferty.

Spójrzmy też choćby na przykład przetargu na blok w Grudziądzu. Spółki energetyczne mają od dawna problem, aby zamknąć finansowanie Ostrołęki C, a jednocześnie ogłaszane jest postępowanie na kolejną dużą inwestycję. Już tylko ten fakt każe nam ostrożnie podchodzić do tego przetargu.

W przypadku mniejszych kontraktów o krótszym terminie realizacji będziecie się jednak wciąż ubiegać o generalne wykonawstwo?

- Zdecydowanie tak. Tu sytuacja wygląda odmiennie, bo poziom ryzyka jest o wiele niższy. Dzięki temu realizujemy inwestycje z dobrym wynikiem. Jest to możliwe zwłaszcza w przypadku klientów prywatnych, którzy poza świadomością potrzeb mają też większą swobodę w podejmowaniu szybkich działań i decyzji.

Jako przykład można tu podać przepływy gotówkowe. Patrząc na relacje, jakie panują od lat między dużymi inwestorami publicznymi a wykonawcami, można dostrzec, że zamawiający nie do końca akceptują to, iż firmy budowlane nie są bankami.

Mamy kontrakty, które realizujemy na neutralnym przepływie gotówki, co jest najkorzystniejsze zarówno dla nas, jak i dla inwestora. Jednak w wielu przypadkach te przepływy są bardzo negatywne, czego przykładem jest m.in. Turów.
Budowa bloku 496 MW w Elektrowni Turów. fot. Budimex
Budowa bloku 496 MW w Elektrowni Turów. fot. Budimex
Trudno jest akceptować zamawiającym, że taka polityka musi przekładać się na wyższe ceny w przetargach. Tymczasem inwestorzy, którzy mają znacznie większe kapitały od wykonawców, z pewnością są w stanie o wiele taniej pozyskać kredytowanie.

Przy obecnej sytuacji rynkowej, gdy rosną koszty, a nasza rentowność spada, będziemy omijać zlecenia, które mogą generować negatywny przepływ gotówki.

Podobnie będzie w przypadku umów, w których będą narzucane tak asymetryczne zapisy jak np. brak odbioru zamówienia przy drobnych usterkach, które nie mają żadnego negatywnego wpływu na eksploatację danego obiektu czy instalacji. W normalnych umowach stosuje się pojęcie usterki nielimitującej odbioru.
Czy wiążecie nadzieje z przygotowywanym nowym Prawem zamówień publicznych jako potencjalnym katalizatorem pozytywnych zmian? Takich, które mogą doprowadzić do sprawiedliwego podziału ryzyka między inwestorami a wykonawcami?

- Myślę, że nie powinniśmy postrzegać źródła problemów tylko w Pzp. Może ono oczywiście potęgować pewne zjawiska, ale krytycznym aspektem jest podejście do prowadzenia biznesu.

Można wskazywać wiele przykładów inwestycji, gdzie brak współpracy spowodował straty i opóźnienia. Oczywiście dzieje się tak też z powodu nierzetelnych wykonawców.

Jednak jeszcze częściej bywa tak, że inwestor publiczny uważa, iż w momencie podpisania umowy cała odpowiedzialność za zrealizowanie z sukcesem projektu przechodzi na wykonawcę.
Spalarnia odpadów w Białymstoku. fot. Budimex
Spalarnia odpadów w Białymstoku. fot. Budimex
W Polsce bardzo mocno zagalopowaliśmy się w tym, jak zamawiający podchodzą do konstruowania umów. Efekt jest taki, że na pierwszym miejscu stawia się bezpieczeństwo decydentów, a nie to, jaką wartość dodaną dla Polski, lokalnej społeczności czy biznesu i gospodarki może dać dana inwestycja, oraz jak ją sprawnie zrealizować.

W efekcie do takiej polityki muszą dostosować się również wykonawcy, którzy nie mają wyjścia i szukają sposobów, aby zabezpieczyć swoje interesy. Na koniec powoduje to też wzrost kosztów inwestycji.

Nie znam dużej inwestycji, gdzie na etapie przetargu można było wszystko przewidzieć - na tym polega proces budowy. Oznacza to, iż w trakcie realizacji, aby ją sprawnie prowadzić, wymagane są szybkie decyzje czy zmiany w umowach.

Zamiast otwarcia się na dialog z wykonawcą i poszukiwania rozwiązania, często widzimy natomiast próbę wpisania w zakres obowiązków i odpowiedzialności wykonawcy wszystkiego, czego nie dało się przewidzieć i wyobrazić.
fot. Budimex
fot. Budimex
To jest realną bolączką inwestycji w Polsce, a nie Prawo zamówień publicznych, które stanowi pewien wytrych, którym najłatwiej jest uzasadnić późniejsze problemy.

Obecne Pzp nie zabrania kształtować partnerskich warunków umów czy ograniczania udziału do podmiotów wykwalifikowanych, doświadczonych i silnych poprzez stawianie wysokich wymogów finansowych i referencyjnych w przetargach.

Jeśli zmieni się filozofia działania inwestorów publicznych, to i obecne Pzp może z powodzeniem stanowić dobry kręgosłup prawny dla rynku budowlanego.
Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019