Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019

Rekordowe dopłaty do samochodów elektrycznych mają napędzić elektromobilność

Autor:  Paweł Szygulski  |  21-05-2019 14:08
Polska jest na początku elektryfikacji transportu drogowego. Wiele wskazuje jednak na to, że dzięki nowym zachętom czeka nas w najbliższych latach duże przyspieszenie w tym względzie. Co więcej, krajowy przemysł stoi właśnie przed unikalną szansą załapania się do czołówki wyścigu gospodarczego, jaki wiąże się z rozwojem elektromobilności.
Do 2025 roku w Polsce ma być zarejestrowanych milion samochodów elektrycznych
Fot. Shutterstock.com
  • Niemcy mają już 17,5 tys. punktów ładowania samochodów elektrycznych, w Polsce udało się ich zbudować na razie 800.
  • W nadganianiu opóźnień istotną rolę ma odegrać uruchomienie Funduszu Niskoemisyjnego Transportu.
  • Projekt FNT zakłada między innymi wprowadzenie dopłat do zakupu elektryków wyróżniających się wysokością na tle innych krajów Europy.

Zgodnie ze Strategią na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju do 2025 roku w Polsce ma być zarejestrowanych milion samochodów elektrycznych. Pod koniec kwietnia po polskich drogach poruszało się zaledwie nieco ponad 5,6 tys. elektryków. Na razie jesteśmy więc dalecy od realizacji tego celu, choć przybywa narzędzi, które powinny przyspieszyć elektryfikację polskiego transportu.

- Zwolniliśmy już pojazdy elektryczne z akcyzy i jest przygotowany Fundusz Niskoemisyjnego Transportu, który staramy się właśnie wprowadzić w życie - mówi Szymon Byliński, dyrektor Departamentu Innowacji i Rozwoju Technologii w Ministerstwie Energii.

Szymon Byliński, dyrektor Departamentu Innowacji i Rozwoju Technologii w Ministerstwie Energii (fot. PTWP)
Szymon Byliński, dyrektor Departamentu Innowacji i Rozwoju Technologii w Ministerstwie Energii (fot. PTWP)

- Rozporządzenia do  funduszu są skonsultowane z branżą i mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda się go uruchomić, bo zgadzam się, że w obecnym czasie kluczowe są pieniądze - dodaje.

Pieniądze są potrzebne przede wszystkim do przyspieszenia budowy infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych, bez której trudno myśleć o szerokiej popularyzacji tego środka transportu.

Czytaj także: "Zbudujemy pokraczny pojazd dla nikogo" - czy taki los czeka polskie auto elektryczne?

- Mam nadzieję, że w niedługim czasie fundusz zostanie uruchomiony, co przyspieszy znacząco moment oddawania kolejnych punktów ładowania, a te punkty będą motorem do zakupu samochodów elektrycznych. Trzeba przeciąć ten zaklęty krąg, w którym nie ma rynku samochodów elektrycznych, bo nie ma ich gdzie naładować - ocenia Paweł Śliwa, wiceprezes ds. innowacji w PGE Polskiej Grupie Energetycznej.

Technologie już są

Pieniądze to jednak nie wszystko. Aby je efektywnie wydawać, trzeba zadbać o odpowiednie otoczenie regulacyjne.

- Koniecznie potrzebujemy pieniędzy do budowy infrastruktury i koniecznie potrzebujemy prostych, łatwych procedur z tym związanych - podkreśla Łukasz Berak, radca prawny i partner w kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak.

Łukasz Berak, radca prawny i partner w kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak (fot. PTWP)
Łukasz Berak, radca prawny i partner w kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak (fot. PTWP)

W pracach nad infrastrukturą ładowania Polska ma już poważne zaległości do odrobienia, jeśli porównywać ją z czołowymi gospodarkami Europy.

- Nasz sąsiad zza Odry, jakkolwiek oczywiście dużo bogatszy, w kwietniu miał 17,5 tys. słupków do ładowania samochodów elektrycznych. My ich mamy 800 - zwrócił uwagę Łukasz Berak. - Potrzebne są więc pieniądze i jeszcze raz pieniądze, ale po drugie także proste, przejrzyste i sprawne regulacje dotyczące ich wydatkowania, a przede wszystkim budowania infrastruktury ładowania, chociażby w kontekście łączenia jej z magazynami energii - zaznacza Łukasz Berak.

Czytaj również: Większa moc ładowarek do samochodów elektrycznych

Braki w infrastrukturze hamują rozwój nie tylko elektromobilności indywidualnej, ale również instytucjonalnej.

- Nawet gdybyśmy chcieli jako ABB używać samochodów elektrycznych w naszej focie, to jest dzisiaj z tym kłopot. W Polsce nie ma jeszcze takiej infrastruktury, żebyśmy elektrykami mogli wyjeżdżać poza miasta - ocenia Magdalena Malewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w segmencie Biznes Elektryfikacji w ABB.

Magdalena Malewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w segmencie Biznes Elektryfikacji w ABB (fot. PTWP)
Magdalena Malewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w segmencie Biznes Elektryfikacji w ABB (fot. PTWP)

- W wymiarze biznesowym, służbowym poruszamy się również poza miastami. Dzisiaj firma nie pozwoli sobie na to, żeby kupować pojazdy elektryczne, bo zachęty do tego nie są aż tak duże, a i z leasingiem jest problem, dlatego, że firmy leasingowe dzisiaj nie potrafią obliczyć wartości rezydualnej pojazdów elektrycznych - dodaje.

Jej zdaniem w rozwoju elektromobilności nie możemy już mówić o ograniczeniach technologicznych.

- Brakuje nam infrastruktury, choć wszelkie technologie są już dostępne. Dzisiaj pojazdy możemy ładować ładowarkami wolnymi w ciągu nocy, ładowarkami szybkimi w ciągu 15 minut i ładowarkami ultraszybkimi w ciągu 8 minut. Czas naładowania pojazdów jest dzisiaj równy z czasem tankowania na stacji paliwowej - tłumaczy Magdalena Malewska.

Najwyższe dopłaty w Europie

Fundusz Niskoemisyjnego Transportu, poza wsparciem budowy infrastruktury ładowania, ma także wpłynąć na popularyzację elektromobilności poprzez wsparcie finansowe zakupu samochodów elektrycznych. Zgodnie z wstępnymi założeniami dopłaty do zakupu elektryków mają sięgać maksymalnie 36 tys. zł i 30 proc. wartości pojazdu.

- To jest dzisiaj najbardziej szczodry program w Europie. Nie ma żadnego kraju na naszym kontynencie, który oferuje 8,5 tysiąca euro dopłaty - ocenia Marcin Korolec, prezes Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych i minister środowiska w latach 2011-2013.

Jego zdaniem do promowania elektromobilności można by jednak użyć prostszego narzędzia niż Fundusz Niskoemisyjnego Transportu.

Marcin Korolec, prezes Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych (fot. PTWP)
Marcin Korolec, prezes Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych (fot. PTWP)

- Ten fundusz jest dość skomplikowany i wolałbym, żeby to były zwolnienia podatkowe, żeby od samochodów elektrycznych nie trzeba było płacić podatku VAT.  W ten sposób byłoby prościej, taniej i myślę, że mogłoby to od razu działać - przekonuje Marcin Korolec.

Podkreśla przy tym, że nie należy obawiać się stanowiska Komisji Europejskiej w tym względzie.

Innego zdania jest jednak Łukasz Berak, który nie widzi szans na zwolnienie samochodów elektrycznych z podatku VAT w obecnej rzeczywistości prawnej.

- Zniesienie podatku VAT na samochody elektryczne byłoby w praktyce niemożliwie, Komisja Europejska z pewnością nie dałaby na to zgody - twierdzi.

- Natomiast jest w tym bardzo istotna myśl. Stawiam może kontrowersyjną tezę, że popularność samochodów elektrycznych, ich dostępność, wzrośnie wtedy, kiedy wzrośnie cena tradycyjnego samochodu - dodaje.

Zwraca przy tym uwagę na model norweski, gdzie samochody elektryczne zaczęły zyskiwać na popularności dzięki zwolnieniu ich z szeregu opłat, które dotyczyły samochodów spalinowych.

- Jeśli mamy mieć milion samochodów elektrycznych na polskich drogach, to niestety utrzymanie samochodu spalinowego musi być odpowiednio droższe - twierdzi Łukasz Berak.

Podobnego zdania jest Kazimierz Rajczyk, dyrektor zarządzający sektorem energetycznym w ING Banku Śląskim.

- Drogą do szybszej budowy elektromobilności jest coś, co miałem okazję obserwować w Chinach. Tam, oprócz systemu wsparcia, dopłat do samochodów, jest również polityka, mówiąc kolokwialnie, obrzydzania zakupu samochodu tradycyjnego. Na rejestrację takiego samochodu można czekać wiele miesięcy i trzeba się przy tym liczyć z wysokimi opłatami i podatkami - tłumaczy.

Kazimierz Rajczyk, dyrektor zarządzający sektorem energetycznym w ING Banku Śląskim (fot. PTWP)
Kazimierz Rajczyk, dyrektor zarządzający sektorem energetycznym w ING Banku Śląskim (fot. PTWP)

-  To wszystko powoduje jednak, że tam elektromobilność rozwija się najszybciej na świecie - dodaje.

Koło zamachowe gospodarki

Według obecnych regulacji prawnych w 2020 roku w 32 wybranych aglomeracjach ma być dostępnych 6 tys. punktów ładowania o normalnej mocy oraz 400 o dużej mocy. Tutaj istotną rolę do odegrania mają samorządy. Jeśli jednak do końca 2019 roku nie powstanie wystarczająca liczba punktów ładowania, to zadanie odpowiedniego uzupełnienia ich liczby zostanie przerzucone na operatora systemu dystrybucyjnego działającego na danym terenie.

- Identyfikujemy miejsca, gdzie stacje można budować. Wyszliśmy z propozycjami do jednostek samorządu terytorialnego, ale z różnym efektem. Niektóre samorządy bardzo aktywnie z nami współpracowały przy budowaniu stacji ładowania - mówi Paweł Śliwa, Paweł Śliwa, wiceprezes ds. innowacji w PGE .

Paweł Śliwa, wiceprezes ds. innowacji w PGE Polskiej Grupie Energetycznej (fot. PTWP)
Paweł Śliwa, wiceprezes ds. innowacji w PGE Polskiej Grupie Energetycznej (fot. PTWP)

Przykładem takiej współpracy jest Rzeszów, który dzięki kooperacji z PGE spełnia już wymogi, jeśli chodzi o liczbę publicznych stacji do ładowania.

- Są samorządy, które wręcz przeciwnie, czekają na wejście, nazwijmy to, modelu przymusowego budowy stacji ładowania przez dystrybucję, która znajduje się na danym terenie. W ten sposób przerzucają koszty na mieszkańców - dodaje.

Taki stan rzeczy potwierdza Łukasz Berak.

- Rzeczywiście samorządy nie budują infrastruktury, tylko czekają na upływ terminu do końca 2019 roku. Potem ten obowiązek spadnie na OSD, czyli operatorów systemów dystrybucyjnych, którzy zbudują tę infrastrukturę za nasze pieniądze, bo koszty włożą do taryf za prąd - ocenia partner z kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak.

Elektromobilność daje szansę nie tylko na czystsze powietrze i zmniejszenie hałasu, ale również na rozwój gospodarczy w tej stosunkowo młodej dziedzinie.

- Elektromobilność wnosi szansę gospodarczą. Jak się tworzy coś nowego, to albo można w tym zaistnieć, albo już tylko konsumować to, co wytworzyli inni - uważa Włodzimierz Hrymniak, dyrektor Departamentu Programów Sektorowych w Polskim Funduszu Rozwoju. - To jest taki moment, kiedy można zacząć mnóstwo nowych inwestycji, bo za 5-10 lat one będą na rynku, będą wyznaczały trendy. Dzisiaj możemy się zastanowić, gdzie jest rynek.

Włodzimierz Hrymniak, dyrektor Departamentu Programów Sektorowych w Polskim Funduszu Rozwoju (fot. PTWP)
Włodzimierz Hrymniak, dyrektor Departamentu Programów Sektorowych w Polskim Funduszu Rozwoju (fot. PTWP)

Według niego szczególnie duży potencjał drzemie w produkcji ogniw, z których budowane są baterie do samochodów elektrycznych. Polska przyciągnęła już pierwsze duże inwestycje w tej dziedzinie, ale według przedstawiciela PFR ważne jest, by powstały też zakłady produkcyjne z dużym udziałem polskiego kapitału.

Włodzimierz Hrymniak uważa też, że pewne opóźnienie w budowie infrastruktury ładowania w Polsce można w pewien sposób obrócić na własną korzyść.

- Mamy oczywiście pewne opóźnienie, ale, może trochę optymistycznie, liczę tu na pewną rentę technologiczną. Być może przeskoczymy pewien etap i będziemy wdrażać szybkie stacje ładowania od razu w połączeniu z magazynami energii - ocenia.

Bo też rozwojowi elektromobliności towarzyszy szybki postęp technologiczny. Postęp, który będzie wykorzystywany także w innych dziedzinach. Samochody mają coraz bardziej pojemne i sprawne baterie, które mogą zostać też choćby wykorzystane w energetyce do magazynowania energii. Lepsze jej magazynowanie może z kolei pomóc uporać się z problemem konieczności posiadania przyłączy energetycznych o dużej mocy w miejscach, gdzie są potrzebne stacje szybkiego ładowania.

O tym, że elektromobilność w Polsce może rozwijać się w szybkim tempie, świadczą już sygnały płynące z różnych obszarów. Z jednej strony w dość szybkim tempie przybywa w miastach autobusów na prąd. Z drugiej rośnie też popularność usług wynajmu elektrycznych samochodów, skuterów, a nawet hulajnóg.

- Widać, że bardzo chętnie korzystamy z elektromobilności tam, gdzie nie wiąże się to z jednorazowym wydatkiem, na który nas jeszcze dzisiaj nie stać. Nie miejmy więc sobie bardzo za złe, że tak mało mamy jeszcze dzisiaj samochodów elektrycznych, bo jest to związane bezpośrednio z miejscem, jakie mamy w Europie pod względem zasobności portfeli - twierdzi Kazimierz Rajczyk.

- Wierzę w to, że na dzisiaj regulator i odpowiedzialny biznes powinni dokładać wszelkich starań, żeby jak najszybciej jak najwięcej osób miało możliwość kontaktu z elektromobilnością. To powinno przyspieszyć budowę środowiska i budowę skali na takiej zasadzie, na jakiej mamy współdzielony dostęp do muzyki i do filmów, bo przy dużej skali to wszystko będzie tańsze i będzie nas na to stać - podsumowuje.

Piotr Michalczyk, partner i lider zespołu doradztwa dla branży motoryzacyjnej w PwC (fot. PTWP)
Piotr Michalczyk, partner i lider zespołu doradztwa dla branży motoryzacyjnej w PwC (fot. PTWP)

Artykuł powstał na podstawie sesji "Elektromobilność, teraz realizacja", która odbyła się na XI Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach. Moderatorem panelu był Piotr Michalczyk, partner i lider zespołu doradztwa dla branży motoryzacyjnej w PwC.
Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019