Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019

Budowlana czwarta rewolucja

Autor:  Tomasz Elżbieciak  |  02-06-2019 12:00  |  aktualizacja: 01-06-2019 20:50
Przez światową gospodarkę przetacza się czwarta rewolucja przemysłowa, która na nowo definiuje wiele gałęzi gospodarki. Ten trend coraz mocniej widoczny jest również w uważanym za konserwatywną branżę budownictwie. Dzieje się to również w Polsce, choć nasz rynek niekonieczne stanowi podatny grunt dla innowacji i nowych technologii.
Generalni wykonawcy powinni swoje zyski inwestować w nowe technologie, ale często ich finanse są na to zbyt szczupłe.
fot. Budimex
  • Faza projektowa inwestycji nie jest odpowiednio doceniana w Polsce. Inwestycja w przygotowanie projektu to koszt, który zwraca się w przyszłości dzięki bardziej efektywnej budowie czy braku sporów z generalnym wykonawcą.
  • Sektor publiczny oraz samorządy muszą kreować na nie zapotrzebowanie poprzez specyfikacje przetargowe, które będą premiowały jakość i nowe technologie.
  • Okres koniunktury nie przekłada się pozytywnie na kondycję finansową generalnych wykonawców, przez co brakuje im środków na badania i rozwój.

Jak ocenił Artiom Komardin, wiceprezes polskiego start-upu Sense Monitoring, „budownictwo 4.0 jest czymś, co tak naprawdę jeszcze w pełni nie istnieje”.

Szukając analogii do dotychczasowych rewolucji przemysłowych, można je zestawić z tym, co wydarzyło się w tym czasie w samym budownictwie.

Pierwsza rewolucja przemysłowa przyniosła maszynę parową, a budownictwu rozwój kolejnictwa czy mosty żelazne. Druga rewolucja była związana z elektrycznością, a zatem i elektryfikacją oraz budownictwem energetycznym. Trzecia rewolucja, czyli komputeryzacja, przyniosła natomiast ogromny postęp w projektowaniu.

Artiom Komardin. fot. PTWP
Artiom Komardin. fot. PTWP
Komardin wskazał, że jesteśmy w przededniu czwartej rewolucji, związanej z przetwarzaniem i analizą bardzo dużej ilości danych. Jednak o wiele łatwiej o zbieranie danych i ich przetwarzanie jest w działalności produkcyjnej w fabrykach niż na placach budowy.

Stworzony przez Sense Monitoring system monitoruje ponad 650 tys. mkw. wielkopowierzchniowych dachów płaskich w całym kraju. System ten umożliwia całodobową kontrolę drożności odwodnienia, warstw izolacji, a przede wszystkim ciężaru zalegającego śniegu.

Zobacz więcej: Wielki sukces Sense Monitoring. Panattoni już przekonali, teraz czas na ekspansję

Komardin podkreślił, że to, czym zajmuje się firma, jest właśnie działaniem w duchu budownictwa 4.0. Jak wyjaśnił, dotychczas „budynki były nieme”, a dzięki takim systemom stają się coraz bardziej inteligentne, co pozwala wyprzedzać niezbędne działania czy serwisy. Zbieranie jak największej ilości danych w trakcie cyklu życia budynku pozwala na jego bardziej efektywną eksploatację.

- Chcemy pokazywać, że młode polskie firmy to potrafią, ale bodźce innowacyjne muszą wychodzić od inwestorów i projektantów - zaznaczył Komardin.

- Opór do nowego jest zawsze. Mamy czasy prosperity w budownictwie, stąd mała potrzeba wprowadzenia nowoczesnych rozwiązań. Do tego budynki mają długą stopę zwrotu, stąd mniejsza chęć do stosowania najnowocześniejszych rozwiązań, na zysk z których trzeba będzie poczekać - dodał.

Grzegorz Muszyński, wiceprezes PFR Nieruchomości, żartobliwie stwierdził, że „jedną z największych innowacji ostatnich lat na polskich budowach było wprowadzenie alkomatów”, a „innowacje w polskim budownictwie są jak UFO - wszyscy o nich mówią, ale mało kto je widział”.

Jednocześnie zaznaczył, że PFR Nieruchomości - jako spółka odpowiedzialna za wdrażanie programu Mieszkanie Plus - postawiła sobie ambitny cel rozwoju prefabrykacji, gdyż tylko ona może pozwolić na masową budowę nowych mieszkań na wynajem.

Grzegorz Muszyński. fot. PTWP
Grzegorz Muszyński. fot. PTWP
Okazało się jednak, że istniejące moce w polskich zakładach są mocno ograniczone, a większość produkcji kierowana jest na eksport, głównie do Skandynawii.

Nie budzi to zdziwienia, bo nowoczesna prefabrykacja pozwala na szybsze i konkurencyjne cenowo wobec tradycyjnych technologii wznoszenie budynków. Jego wykorzystanie to także standard dla rozwiniętych rynków, gdzie praca fizyczna jest coraz droższa i trudniej dostępna.
Muszyński zaznaczył, że mimo negatywnych skojarzeń z wielką płytą z czasów PRL, obecne prefabrykaty mają o wiele wyższą jakość i parametry. Z drugiej strony zauważył, że analizy wykazały, iż mimo niedoróbek bloki z wielkiej płyty wciąż znajdują się w dobrym stanie technicznym.

PFR Nieruchomości projektuje obecnie ok. 15 tys. mieszkań. W opinii Muszyńskiego, to właśnie faza projektowa inwestycji nie jest odpowiednio doceniana w Polsce.

Spółka skupia się nie tylko na samych budynkach, ale też na urbanistyce. Tak, aby nowe osiedla w jak największym stopniu odpowiadały na potrzeby mieszkańców.

- Zajmuje nam to więcej czasu, niż myśleliśmy, ale mamy nadzieję, że efekt będzie bardzo dobry. Mamy też nadzieję, że nasz projekt systemu prefabrykowanej zabudowy mieszkaniowej się uda i nie zostanie on wykorzystany tylko w PFR Nieruchomości, ale skorzysta z niego cały rynek mieszkaniowy - powiedział Muszyński.

Konkurs na projekt tego prefabrykowanego osiedla wygrała firma BBGK Architekci. Jej prezes, Jan Belina-Brzozowski, ocenił, że prefabrykacja to jeden z trendów, które będą miały coraz większe znaczenie w polskim budownictwie.

Jan Belina-Brzozowski. fot. PTWP
Jan Belina-Brzozowski. fot. PTWP
- Gusta się zmieniają i na coraz więcej jesteśmy sobie też w stanie pozwolić. Stąd coraz większy nacisk na dobrą urbanistykę w otoczeniu budynków. Przeżywamy renesans miast - stwierdził Belina-Brzozowski.

Dodał, że przestrzenie miast, jak i same budynki, będą zmieniać się wraz z coraz większą popularnością coworkingu, elektromobilności czy carsharingu, dzięki któremu wiele osób w praktyce nie będzie potrzebowało własnych samochodów.

Joanna Makowiecka-Gaca, prezes spółki Karmar, zwróciła uwagę na kondycję finansową branży jako na kluczowy czynnik, od którego zależy to, czy firmy budowlane mogą podążać za najnowszymi trendami.

- Jeśli mamy boom w budownictwie, to generalni wykonawcy mają problemy. Dlatego nie ma z czego odkładać na innowacje - stwierdziła prezes.

Jednocześnie podkreśliła, że mała chęć do innowacji w polskim budownictwie wynika również z tego, że jesteśmy „rynkiem niskiej ceny”.

Joanna Makowiecka-Gaca. fot. PTWP
Joanna Makowiecka-Gaca. fot. PTWP
To właśnie sektor publiczny oraz samorządy muszą kreować na nie zapotrzebowanie poprzez specyfikacje przetargowe, które będą premiowały jakość i nowe technologie.

Częściowo już to się dzieje, gdyż miasta zaczynają ogłaszać przetargi na koncepcje urbanistyczne, a nie tylko sprzedaż ziemi pod inwestycje. To daje szansę na tworzenie bardziej nowoczesnych i przestrzeni. Proces ten mogłoby przyspieszyć wykorzystanie partnerstwa publiczno-prywatnego.

Z drugiej strony stopniowym katalizatorem zmian będzie też rynek pracy i jej koszt. Niedobór rąk do pracy będzie bodźcem dla prefabrykacji oraz robotyzacji i automatyzacji kolejnych zadań na placach budowy.

Również Dariusz Blocher, prezes Budimeksu, zwrócił uwagę, że determinacja i nakłady firm budowlanych na badania i rozwój są uzależnione od ich kondycji finansowej.
Tymczasem mimo szczytowego okresu koniunktury rentowność branży mocno kuleje. Przykładowo Budimex, który od wielu lat wyróżnia się na tle branży ponadprzeciętną marżą, w 2018 r. zaliczył w segmencie budowlanym swojej działalności „zjazd” zysku netto o ponad 50 proc.

- W ubiegłym roku wydaliśmy - mimo słabnących wyników finansowych - ponad 5 mln zł na badania i rozwój. Wiele firm w ogóle na to nie stać - powiedział Blocher.

Dariusz Blocher. fot. PTWP
Dariusz Blocher. fot. PTWP
Dodał przy tym, że paradoksalnie systemowe trudności i bariery, z którymi muszą zmagać się generalni wykonawcy, są też bodźcem do szukania nowych rozwiązań.

Jak wyjaśnił, blisko dwie dekady temu, gdy Budimex stawał się częścią koncernu Ferrovial, to od Hiszpanów uczono się kreatywności i zarządzania.

Obecnie to jednak Budimex, który należy do największych podmiotów budowlanych w koncernie, może stanowić wzór dla innych.

Agata Koczoń-Kobrzyńska, członek zarządu spółki Europtima, wskazała, że w budownictwie pewnych kosztów nie da się uniknąć, ale na pewno można je zredukować, jeśli odpowiednio dużo uwagi zostanie poświęcone na przygotowanie i projektowanie inwestycji.

Tu potrzebne są oczywiście najnowsze rozwiązania cyfrowe, czyli m.in. wykorzystanie technologii BIM (Building Information Modeling).

359479_940.jpg
359479_940.jpg
Europtima w ostatnim czasie stykała się z klientami prywatnymi, którzy przygotowywali dokumentację w latach 2015-2016. W trakcie kolejnych dwóch lat realizacji budżet okazał się niedoszacowany o 30 proc. Skutkowało to sporami inwestora z generalnym wykonawcą, czego przyczyną był wzrost kosztów.

- Chcemy pokazać zamawiającym, że inwestycja w przygotowanie projektu to koszt, który zwraca się w przyszłości dzięki bardziej efektywnej budowie czy braku sporów z generalnym wykonawcą - podsumowała Koczoń-Kobrzyńska.

Artykuł powstał na podstawie dyskusji pt. „Budownictwo 4.0”, która odbyła się podczas XI Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.
Dyskusję moderowała Anna Glanowska-Szpor, dyrektor zarządzająca sektorem budowlanym w ING Banku Śląskim.
Dyskusję moderowała Anna Glanowska-Szpor, dyrektor zarządzająca sektorem budowlanym w ING Banku Śląskim.
Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019