Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021

Brexitowa wielka niewiadoma. Co zrobią Polacy na Wyspach?

Autor: Gabriel Paździor
Dodano: 27-06-2019 10:45 | Aktualizacja: 27-06-2019 11:42

Brexit paraliżuje brytyjską politykę, a od daty wyjścia Wielkiej Brytanii z UE zależy przyszłość m.in. 900 tysięcy polskich migrantów. O to, co mogą zrobić nasi rodacy na Wyspach i o scenariusze na "po brexicie" pytamy w Brytyjsko-Polskiej Izbie Handlowej (BPIH).


Wielka Brytania tkwi w politycznym klinczu po decyzji Theresy May o rezygnacji z funkcji premiera kraju. Pat zapanował wokół umowy brexitowej z Unią, którą premier negocjowała, a która zmusiła ją do odejścia w maju. Od tego czasu w Londynie trwa gorączkowa przepychanka i polityczna rywalizacja. Unia w tym czasie mówi brytyjskim politykom twarde "nie," gdyby chcieli renegocjować ustalenia poczynione zimą z gabinetem premier May.

W tym wszystkim znajduje się potężna grupa polskich obywateli. Przez ostatnie 15 lat wyjeżdżali do Wielkiej Brytanii, gdy sytuacja ekonomiczna popychała ich do migracji zarobkowej.

Polski rząd liczy, że część z naszych rodaków pracujących i działających gospodarczo w Zjednoczonym Królestwie uda się przekonać do powrotu do ojczyzny. Jeszcze w marcu Rada Ministrów podejmowała zmiany legislacyjne, które miały skłonić Polaków do powrotu nad Wisłę.

Wówczas wiceszef MSZ Konrad Szymański oceniał, że Polska należy do trzech, czterech państw najlepiej przygotowanych, jeśli chodzi o ograniczanie kosztów bezumownego brexitu. Jednak ten nadal jest realnym zagrożeniem dla gospodarek europejskich i dla obywateli UE na Wyspach.

Rozwiązania przygotowane przez gabinet Mateusza Morawieckiego nie będą potrzebne w dwóch przypadkach: jeśli do brexitu nie dojdzie albo jeśli Polacy po wyjściu Londynu ze struktur UE skierują się do innych krajów. O te scenariusze zapytaliśmy żywo zainteresowanych tematem w Brytyjsko-Polskiej Izbie Handlowej (BPIH).

- Ciekawą statystyką, na którą zwrócił uwagę korespondent PAP w Londynie, jest mały udział naszych rodaków w procedurze ubiegania się o tzw. "settled status" - mówi portalowi WNP.PL Michał Dembiński, główny doradca BPIH. Z danych płynących z Wielkiej Brytanii wiemy, że 750 tys. obywateli UE złożyło wniosek o pozostanie w kraju ("settled status"). Polaków jest wśród nich 100 tysięcy. Biorąc pod uwagę, że szacunki mówią o 900 tysiącach naszych rodaków w tym kraju (dane z 2018 r.), to mało.

- Widzimy, że więcej Hiszpanów, Włochów czy Rumunów ubiega się o prawo do pobytu po brexicie - mówi nasz rozmówca. - Wnioski złożone przez Polaków to mniejsza liczba niż obywateli tamtych krajów, a przecież Polaków jest więcej na Wyspach - dodaje. Czy to może być punktem wyjścia do prognozowania, co zrobią Polacy? Trudno powiedzieć. Dembiński nie wyklucza też, że część z naszych rodaków po prostu nie interesuje się brexitem na tyle, by legalizować swój ewentualny pobyt.

Kończy swój komentarz stwierdzeniem, że Polacy mogą opuścić Wyspy. Pytanie tylko, w jakim kierunku się udadzą.

Nie można zakładać, że na jesieni rozpocznie się exodus polskich pracowników z Wielkiej Brytanii do Polski. Nawet jeśli polskie władze mocno starają się zachęcić do takiego kierunku.

Przypomnijmy choćby majowe targi pracy zorganizowane w Londynie przy współpracy największych polskich firm. Ich głównym przesłaniem było przyciąganie pracowników polonijnych do Polski.

Drugą sprawą, którą warto zauważyć w kontekście brexitu, jest sytuacja polskich przedsiębiorstw. W tym aspekcie Michał Dembiński zaleca, by przygotować się na twardy brexit - zwłaszcza, jeśli prowadzimy interesy za kanałem La Manche.

- Brexit może dotknąć polskich eksporterów - mówi WNP.PL Michał Dembiński. Podkreśla, że polskie branże motoryzacyjna i produkująca żywność - dwie największe kategorie polskiego eksportu do Wielkiej Brytanii - muszą liczyć się z dużymi kosztami. To te sfery gospodarki twardy brexit (czyli bez porozumienia) dotknie najbardziej, bo obie działają na zasadzie 'just-in-time', więc problemy logistyczne na granicach będą dla nich najbardziej dokuczliwe. Dembiński sugeruje przedsiębiorcom działanie i decyzję. To oni muszą zdecydować: albo przygotują się do twardego brexitu, albo nie.

Pierwsza opcja wymaga pozyskania numeru EORI (wydawanego przez polskie Ministerstwo Finansów). Pozwala on na prowadzenie rozliczeń z krajami spoza UE. Jest potrzebny przy rozliczeniach podatkowych działalności. Trzeba także zaopatrzyć się w zaświadczenia o kraju pochodzenia, jeśli nasze wyroby to dobra fizyczne. Te dokumenty wydają Izby Celne w Polsce. Do przemyślenia będą też rozwiązania logistyczne. Czy kontenery na statkach zastąpią palety na ciężarówkach?

Transport jest ważny zwłaszcza w kontekście przeprawy między Dover a Calais. Szacuje się, że jeśli powrócą kontrole graniczne na tym newralgicznym punkcie granicy między Francją a Wielką Brytanią, nie uda się uniknąć poważnych zastojów między oboma krajami.

Brytyjskie firmy obecne w Polsce czy Europie kontynentalnej nie mają takich problemów. Ich oddziały najczęściej działają w Polsce jako ulokowane w naszym kraju przedsiębiorstwa lub oddziały. Najlepiej ma być przygotowana do zmian brytyjska branża finansowa. Jej aktywność praktycznie przeniesiono do Francji lub Holandii.

Brexit może mieć miejsce praktycznie w każdej chwili. W marcu wydawało się, że Londyn i UE zdecydują się na 12 kwietnia albo 22 maja. Jednak sytuacja nie pozwoliła na te daty. Na początku czerwca prezydent Francji wyraził nadzieję, że brexit zamknie się 31 października.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021