Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019

Bogusław Ziętek o wydobyciu i imporcie węgla oraz górniczych związkach

Autor:  Jerzy Dudała  |  11-07-2019 06:00  |  aktualizacja: 10-07-2019 20:36
- Wynagrodzenia w Polskiej Grupie Górniczej muszą wzrosnąć. Jeżeli nie, to wykwalifikowani górnicy uciekać będą do Jastrzębskiej Spółki Węglowej, natomiast w Polskiej Grupie Górniczej będzie dochodzić na tym tle do perturbacji społecznych. A spółka potrzebuje spokoju - zaznacza w rozmowie z portalem WNP.PL Bogusław Ziętek, przewodniczący Sierpnia 80.

  • Bogusław Ziętek wskazuje, że w praktyce od blisko dwóch lat Polska Grupa Górnicza fedruje przez sześć dni w tygodniu i poprawy wydobycia nie widać.
  • Ziętek podkreśla, że jest wprost przeciwnie - od poniedziałku do piątku fedruje się coraz mniej, a nadrabia w soboty.
  • Według Bogusława Ziętka najgorsze, co mogłoby spotkać górnictwo i ruch związkowy, to angażowanie się w personalne przepychanki. - Tak, jak niestety miało to ostatnio miejsce w Jastrzębskiej Spółce Węglowej - wskazuje Ziętek.

Bogusław Ziętek wskazuje, że w praktyce od blisko dwóch lat Polska Grupa Górnicza fedruje przez sześć dni w tygodniu i poprawy wydobycia nie widać
Fot. PTWP

Czy należy się pańskim zdaniem bać tego, że sytuacja rodzimego górnictwa znacznie się pogorszy?

- Tak, gdyż przed nami stoi kilka bardzo poważnych problemów.

Jakich?

- Pierwszy to rosnący napływ węgla z zagranicy. Zjawisko to jest już na tyle poważne, że zagraża Polskiej Grupie Górniczej. W spółce tej rosną zwały i na większości kopalń są problemy ze zbytem surowca.

Do Polski wpłynęły ogromne ilości węgla, w ubiegłym roku było to niemal 20 mln ton. I nadal węgiel jest sprowadzany z zagranicy. Niestety importem węgla zajmują się również spółki Skarbu Państwa. Dlatego między innymi kopalnia Bolesław Śmiały nie sprzedaje tyle, ile by mogła, choć elektrownię ma za płotem.

Węgiel do Polski sprowadzają również spółki zależne od udziałowców Polskiej Grupy Górniczej, co jest strzelaniem sobie w kolano. Nie chodzi o jakieś specjalistyczne gatunki węgla i o jego małe ilości, lecz o import milionów ton.

Jest rzeczą skandaliczną, że spółki Skarbu Państwa - kontrolowane przez rząd, który deklarował, że skończy z importem węgla i który skutecznie walczył o przyszłość polskiego węgla w Brukseli - zajmują się tym procederem.

Zwały węgla w Polskiej Grupie Górniczej rosną. Zwały przy elektrowniach także rosną, a w portach czekają kolejne miliony ton zakontraktowanego węgla.

A zatem, co pan postuluje?

- Z tym procederem trzeba natychmiast skończyć, ponieważ sytuacja może się poprawić dopiero za pół roku lub rok, kiedy to węgiel - który już sprowadzono lub jest w trakcie sprowadzania - zostanie zużyty. Nie ma więc czasu na pierdoły i rząd powinien się tym natychmiast zająć, przeprowadzając analizę: kto, ile i po co sprowadził węgla w spółkach kontrolowanych przez Skarb Państwa.

Rząd musi również podjąć decyzje właścicielskie, które sprawią, że import węgla na potrzeby energetyki odbywał się będzie przez jednego kontrolowanego przez Skarb Państwa operatora. A wszystkie zajmujące się importem węgla spółki-córki państwowych firm powinny zostać przekazane do Polskiej Grupy Górniczej. Do Polskiej Grupy Górniczej powinien również trafić terminal przeładunkowy w Sławkowie, abyśmy mieli kontrolę nad tym, ile i jakiego węgla wpływa do Polski.
Dlatego, że jeśli polska energetyka potrzebować będzie więcej węgla niż zdolni jesteśmy go wydobyć, to powinno odbywać się to w sposób kontrolowany.

Wygląda na to, że nie jesteśmy w stanie wyprodukować tyle węgla, ile potrzebujemy…

- Niestety w najbliższym czasie będą problemy z produkcją węgla w Polskiej Grupie Górniczej i to jest kolejne wyzwanie.

Jakie wyzwanie?

- Kopalnia zespolona Ruda wchodząca w skład Polskiej Grupy Górniczej i wszystkie wchodzące w skład kopalni Ruda zakłady zostały zniszczone polityką ostatnich lat. Halemba, Bielszowice i Pokój to kopalnie, które mają obecnie ogromne problemy wynikające z wieloletnich błędów w ich zarządzaniu.

Niewiele zrobiono też w sprawie funkcjonowania kopalń po byłym Katowickim Holdingu Węglowym. Ktoś boi się wyzwania, jakim powinno być stworzenie kopalni zespolonej Staszic-Wesoła-Wujek. Po jej powstaniu konieczne byłoby zdynamizowanie inwestycji w Murcki Głębokie, która to inwestycja praktycznie stoi w miejscu, oraz podjęcie działań wykorzystujących wspólny potencjał tych kopalń. Między innymi chodzi tu o nowe inwestycje w kopalni Wujek.

Jeśli tego nie zrobimy, to na rynku braknie polskiego węgla, a ten sprowadzany z zagranicy zaleje nas w taki sposób, że tak jak utraciliśmy już bezpowrotnie rynek zbytu węgla dla odbiorców indywidualnych, tak bezpowrotnie utracimy rynek zbytu w energetyce zawodowej.

Nad wyraz czarna to wizja.

- To będzie chichot historii, że polski rząd wywalczył w Unii Europejskiej dobre perspektywy dla węgla do 2050 roku i że decyzjami tego rządu powstaną nowoczesne elektrownie opalane węglem kamiennym - a palić w nich będziemy węglem z importu, głównie rosyjskim.

A inne wyzwania?

- Kolejnym wyzwaniem są oczywiście kwestie płacowe. Wynagrodzenia w Polskiej Grupie Górniczej muszą wzrosnąć. Jeżeli nie, to wykwalifikowani górnicy uciekać będą do Jastrzębskiej Spółki Węglowej, natomiast w Polskiej Grupie Górniczej będzie dochodzić na tym tle do perturbacji społecznych. A spółka ta potrzebuje spokoju.

Co dalej z zarządzaniem sektorem węglowym? Dotąd nie ma następcy wiceministra energii Grzegorza Tobiszowskiego, który był odpowiedzialny za górnictwo, ale dostał się do europarlamentu.

- Ze swojej funkcji odszedł jeden z najlepszych wiceministrów zajmujących się górnictwem, jakich mieliśmy na przestrzeni ostatnich lat. A zatem Grzegorza Tobiszowskiego trudno będzie zastąpić. Na szczęście w sprawy górnictwa od początku mocno i kompetentnie zaangażowany jest minister energii Krzysztof Tchórzewski, którego szczęśliwie Solidarność z Jastrzębskiej Spółki Węglowej nie zdołała odwołać.

Czyli nie podziela pan opinii związkowców z Solidarności z Jastrzębskiej Spółki Węglowej na temat ministra energii?

- Nie, nie podzielam. Uważam, że manipulacją jest wmawianie opinii publicznej, że prezes Daniel Ozon chciał tylko dobrze dla Jastrzębskiej Spółki Węglowej, a minister energii Krzysztof Tchórzewski chciał tylko źle dla JSW.

Szanuję dokonania prezesa Daniela Ozona. Jestem gorącym zwolennikiem przekształceń, które z jego inspiracji dokonały się w Jastrzębskiej Spółce Węglowej, wprowadzając tę spółkę w XXI wiek. Ale myślę sobie, że byłoby dla niego uwłaczające, gdyby zawdzięczał swoje stanowisko temu, że obronili go związkowcy. Nawiasem mówiąc, ci sami związkowcy, których powołał do rady Fundacji JSW.

Wiem również, ile dobrego dla Jastrzębskiej Spółki Węglowej zrobił w najtrudniejszym momencie minister energii Krzysztof Tchórzewski, bowiem to on wyciągnął tę spółkę ze szponów banków. Szkoda, że panowie nie umieli się dogadać, ale prezes, który publicznie kwestionuje opinie ministra, powinien odejść.

Solidarność, jeśli się nie opamięta, doprowadzi do tego, że kontrolę nad Jastrzębską Spółką Węglową przejmie minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz i ludzie od ministra Jarosława Gowina, bo wykorzystując tę awanturę, takie pomysły w rządzie już się pojawiły.

Jak z tego widać, kwestie personalne są bardzo trudne i skomplikowane. I jakiś czas jeszcze możemy czekać na następcę wiceministra Tobiszowskiego. Na szczęście te najważniejsze decyzje dotyczące losów górnictwa może podjąć minister energii Krzysztof Tchórzewski. A te rozstrzygające o przyszłości polskiego węgla na lata - tak czy siak leżą w kompetencji całego rządu, który powinien się tym jak najszybciej zająć.

Czytaj też: Węgiel jeszcze długo będzie nam potrzebny

A pan jest optymistą czy pesymistą w zakresie przyszłego funkcjonowania rodzimego górnictwa?

- Powiedziałem o najważniejszych zagrożeniach, które stoją przed branżą i których nie wolno bagatelizować. Ale patrząc na obydwie najważniejsze spółki, czyli Jastrzębską Spółkę Węglową i Polską Grupę Górniczą i na to, jak zmieniają się one, przebudowując swoją strukturę - stawiając na innowacyjność, nowoczesne rozwiązania i dywersyfikację produkcji - jestem optymistą. Jastrzębska Spółka Węglowa i Polska Grupa Górnicza - jeżeli pozwoli się im kontynuować przekształcenia, które się tam obecnie dokonują - będą nowoczesnymi spółkami XXI wieku, a nie, jak wielu chciało, skansenami z wieku XX.

Nie brak też opinii, że mamy obecnie przerost formy nad treścią. Mówi się o różnych nowych innowacyjnych przedsięwzięciach, a problemy z wydobyciem są coraz to większe. Co pan o tym sądzi?

- Podzielam troskę osób, które te opinie wypowiadają. Ja i mój związek od długiego czasu wskazujemy na błędy w zarządzaniu na poziomie produkcyjno-inwestycyjnym w obydwu tych spółkach. Szczególnie widać to na przykładzie Polskiej Grupy Górniczej, bo spółka ta nie radzi sobie z produkcją. Od dawna wskazywaliśmy, że jest to problem.

Natomiast nie wolno nie zauważyć, że wykorzystując dobrą koniunkturę na rynku światowym oraz korzystne dla górnictwa działania rządu - obie te spółki zmieniają się w dobrym kierunku.

Zarówno Jastrzębska Spółka Węglowa, która robi to lepiej, wykorzystując media i pokazując zmiany w niej zachodzące, jak i Polska Grupa Górnicza, która robi nie mniej, ale ciszej. Te spółki zmieniają się i już wkrótce będą tego pozytywne efekty.

Jeżeli nie dojdzie do znaczącego spadku cen węgla na światowym rynku…

- Dlatego konieczne są działania na szczeblu rządowym zabezpieczające nasz rynek wewnętrzny, o których mówiłem na wstępie tej rozmowy.

Konieczne jest również podjęcie decyzji na szczeblu spółek, które pozwolą odbudować potencjał wydobywczy i uniezależnienie się od importu węgla. Jednak najgorszą rzeczą, jaką moglibyśmy zrobić, to odejść od przebudowy spółek, która w przyszłości pozwoli im funkcjonować na tym uzależnionym od wahań koniunktury rynku niezależnie od cen węgla.

Ale jak to zrobić?

- Produkując coraz lepszej jakości węgiel oraz sprawiając, że przychody z produkcji i sprzedaży węgla będą stanowić ważne, ale nie jedyne źródło dochodów.

Czy pańskim zdaniem konieczne są też - postulowane od dawna - zmiany w organizacji pracy, w tym wydłużenie tygodnia pracy kopalń przynajmniej do sześciu dni?

- Niepotrzebnie na tym etapie, na jakim obecnie jest górnictwo, wrzucany jest ten temat.

Jak to?!

- W praktyce od blisko dwóch lat Polska Grupa Górnicza fedruje przez sześć dni w tygodniu i poprawy wydobycia nie widać. Wprost przeciwnie - od poniedziałku do piątku fedruje się coraz mniej, a nadrabia w soboty. Nauczmy się wydobywać przez pięć dni w tygodniu.

A przede wszystkim najpierw tak zorganizujmy ludziom pracę, aby jak najbardziej wykorzystać te pięć „czarnych dni”. A potem możemy się zastanawiać, czy rzeczywiście potrzebny jest dodatkowy dzień wydobycia.

Jaką postawę górniczych związków zawodowych przewiduje pan w niedalekiej przyszłości?

- Związki zawodowe do tej pory w zasadzie potrafiły rozumieć problemy branży górniczej i potrafiły angażować się w ich rozwiązywanie, wskazując i podpowiadając politykom właściwe rozwiązania.

Najgorsze, co mogłoby spotkać górnictwo i ruch związkowy, to angażowanie się w personalne przepychanki. Tak, jak niestety miało to ostatnio miejsce w Jastrzębskiej Spółce Węglowej.

Nikt nie jest w stanie zrozumieć związkowca, który angażuje się w obronę prezesa spółki i mobilizuje do tego innych, a takiej samej aktywności nie wykazuje na przykład w kwestii wprowadzenia zakładowego układu zbiorowego pracy.

Ja jednak mam nadzieję, że - podobnie jak przy powstaniu Polskiej Grupy Górniczej - związki zawodowe potrafić będą racjonalnie i odpowiedzialnie bronić interesów pracowników. A także wywierać wpływ i naciski na decydentów, którzy powinni w najbliższym czasie podjąć konieczne decyzje, aby uchronić polskie górnictwo przed starymi i nowymi zagrożeniami.

Jak pan sądzi, czy w górnictwie Sierpniowi 80 będzie po drodze z Solidarnością?

- Jest i będzie. W Solidarności jest wielu rozsądnych i mądrych ludzi, którzy podobnie postrzegają szanse i zagrożenia, jakie stoją przed polskim górnictwem. Wiele razy w przeszłości pokazywaliśmy, że potrafimy jako związki zawodowe ze sobą współpracować i myślę, że nie inaczej będzie w przyszłości.

Oczywiście ważnym jest, aby nie zapominać o swojej roli i pamiętać, że związek zawodowy to związek zawodowy, zarząd to zarząd, a rząd to rząd. W Solidarności pamięta się nauczkę, jaką był dla nich AWS i wiem o tym, że jako ludzie rozsądni drugi raz takiego samobójstwa popełniać nie będą.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019