Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020

Energetyka niskoemisyjna w Polsce: Dekada przyspieszenia

Autor: Ireneusz Chojnacki, Adam Sofuł, Piotr Myszor / NOWY PRZEMYSŁ
Dodano: 04-08-2019 12:00 | Aktualizacja: 04-08-2019 12:07

Polska energetyka przeobraża się w kierunku niskoemisyjnym, ale dzieje się to wciąż relatywnie wolno. Zbyt wolno. Wiele wskazuje na to, że w przyszłej dekadzie tempo transformacji będzie musiało wzrosnąć. Bruksela naciska.

Gdyby liczyć od momentu wprowadzenia systemu wspierania rozwoju OZE opartego na tzw. zielnych certyfikatach, czyli od 2005 roku, to transformacja polskiej energetyki w stronę źródeł niskoemisyjnych trwa już grubo ponad dekadę. Była to jednak jak dotychczas transformacja charakteryzująca się dosyć mocno reaktywną polityką energetyczną. W wymiarze zmiany paliwowego miksu energetycznego sprowadzała się w dużym stopniu do realizacji zobowiązań podjętych na poziomie UE (15 proc. energii z OZE w finalnym zużyciu energii w 2020 roku).

Skuteczność tej strategii to odrębna sprawa; faktem pozostaje, że polski miks paliwowy jak był, tak jest zdominowany przez węgiel. Według danych PSE w roku 2005 z jego spalania (elektrownie zawodowe, węgiel kamienny i brunatny razem) pochodziło ponad 89 proc. energii elektrycznej, a w 2018 około 80 proc.

Reforma unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 spowodowała wzrost ich cen, co przełożyło się na wzrost cen energii elektrycznej. Zmaterializowało się ryzyko, które od lat wisiało w powietrzu, a było i jest pochodną dużej wrażliwości krajowej energetyki na koszty CO2.

Presja ta się utrzyma. Nie ma bowiem przesłanek, by twierdzić, że unijna polityka klimatyczno-energetyczna będzie łagodzona. A jednocześnie nie widać powodów, dla których tempo transformacji energetyki miałoby gwałtownie wzrosnąć. Wszystko wskazuje na to, że zmiany nadal będą zachodzić, jak to lubią określać politycy, ewolucyjnie.

Wyzwaniem samym w sobie jest ich finansowanie. W raporcie z grudnia 2018, opracowanym przez Polski Komitet Energii Elektrycznej we współpracy z Ernst & Young Business Advisory, oszacowano, że do 2030 roku spółki energetyczne i niezależni inwestorzy będą mogli sfinansować około 70 proc. potrzebnych nakładów inwestycyjnych w wytwarzaniu i 100 proc. nakładów w sieciach.

"Powstaje luka około 16 mld euro. Szacowane unijne i krajowe systemy dotacyjne będą mogły pokryć około połowę tej kwoty. Będą to głównie środki w ramach tzw. mechanizmów kompensacyjnych wprowadzanych na lata 2021-2030 znowelizowaną dyrektywą ETS" - oceniono w raporcie.

Energetyka będzie mogła prawdopodobnie liczyć na wsparcie transformacji ze strony Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR). Jednym z priorytetów Polskiego Funduszu Rozwoju w najbliższych latach będzie bowiem wsparcie energetyki odnawialnej. Będą na nie mogły liczyć nie tylko inwestujący w źródła wytwórcze, ale też firmy wytwarzające sprzęt dla branży.

- Na realizację celów do 2020 roku potrzeba 50 mld zł, a do roku 2030 200 mld zł. Na krajowym rynku takich pieniędzy nie ma. Jest luka finansowa. Zamierzamy ją naszymi instrumentami uzupełnić. Nie chcemy dopuścić do sytuacji, że na rynku nie ma finansowania - żeby powtórzyła się sytuacja sprzed kilku lat, że większość inwestycji w OZE była realizowana przez zagraniczne podmioty, które potem czerpały benefity z polskiego systemu wsparcia - wskazał Paweł Borys, szef PFR.

Wśród barier finansowania transformacji energetyki, w przypadku jej ewentualnej skokowej zmiany wskazywany jest relatywnie nadal niski poziom zamożności Polaków, ale zarazem brakuje dyskusji na temat tego, kto ma te zmiany długoterminowo finansować. Niektóre przyjmowane rozwiązania wskazują na to, że w najbliższych latach główny ciężar transformacji może spaść na małe i średnie firmy.

Treść artykułu jest dostępna dla zalogowanych użytkowników posiadających aktywny abonament Strefy Premium. Zaloguj się

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020