Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019

O skuteczności dawek

Autor: Ryszard Bugaj
Dodano: 17-09-2019 14:16 | Aktualizacja: 19-10-2019 10:00

Z polityką gospodarczą jest trochę tak, jak z zaleceniami zdrowego życia. Ważne jest nie tylko to, jakie stosować środki, ale i w jakiej dawce...

I zarówno w medycynie, jak i w ekonomii decyzje trzeba podejmować na podstawie niepewnych przesłanek. Ważny jest generalnie trafny wybór teoretyczny. W ekonomii to chyba wybór między tradycją ekonomii keynesowskiej (zorientowanej na analizę efektywnego popytu) a tradycją ekonomii neoklasycznej (akcentującej znaczenie podaży czynników produkcji).

Wyznawcy teorii J. M. Keynesa są przekonani, że wielkim zagrożeniem w gospodarce kapitalistycznej jest niepełne wykorzystanie dostępnych czynników produkcji (szczególnie pracy - bezrobocie) i zalecają "nakręcanie koniunktury" - aktywną politykę antycykliczną. Wyznawcy ekonomii neoklasycznej są zaś przekonani, że trzeba się martwić przede wszystkim (czy zgoła wyłącznie) o to, by nie było hamulców swobodnego działania rynku - szczególnie, by nie dopuścić do wysokiej inflacji.

Zawsze byłem przekonany, że podejście keynesowskie - nie wolne od słabości i w dobie globalizacji nieco anachroniczne - stwarza lepsze niż podejście ekonomii neoklasycznej intelektualne zakotwiczenie dla polityki gospodarczej (szczególnie makroekonomicznej).

Chyba tę ocenę potwierdza przebieg kryzysu zapoczątkowanego w roku 2008. Banki i rządy niemal we wszystkich rozwiniętych krajach poszły - z dobrym raczej skutkiem - ścieżką keynesowską. I nie potwierdziły się obawy ortodoksyjnych liberałów: mimo ekspansywnej polityki pieniężnej i fiskalnej inflacja nie wystrzeliła. Czy to znaczy, że można na tej drodze posunąć się dowolnie daleko? Nie wydaje się.

W Polsce odpowiedzią na kryzys była także ekspansywna polityka antycykliczna. Rząd poprzedni (PO/PSL) w roku 2009 zaakceptował deficyt sektora finansów publicznych na poziomie 8 proc. PKB! Mimo tego przez dwa lata mieliśmy... deflację. Rząd obecny, motywowany politycznie, rozkręca wydatki na bezwarunkowe świadczenia społeczne. Na razie deficyt sektora finansów publicznych nie rośnie, bo gospodarka rozwija się szybko. Są jednak powody, by ostrzec: perturbacje zdarzają się, gdy popyt "nie nadąża", ale gospodarka może popaść w kłopoty również, gdy nadmiernie nakręcony popyt pobudzi jednak inflację. Myślę, że obawa o to zagrożenie staje się realna.

Felieton pochodzi z magazynu gospodarczego Nowy Przemysł (4/2019)

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2019