Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020

Sukces start-upu wymaga sięgnięcia do własnej kieszeni

Autor: Paweł Szygulski
Dodano: 09-10-2019 14:00 | Aktualizacja: 09-10-2019 14:02

Start-upy kojarzą się w dużej mierze z pozyskiwaniem dotacji. Nie są one jednak wcale składnikiem niezbędnym do osiągnięcia sukcesu, a zbytnie skoncentrowanie się na ich pozyskiwaniu może go wręcz zaprzepaścić. O wiele ważniejsze są pieniądze pochodzące od klienta, a tu bardzo istotne jest budowanie wiarygodności i wykorzystanie posiadanego doświadczenia.


Jakie są więc najważniejsze składniki sukcesu w działalności start-upowej?

- Bycie przedsiębiorczym to odkrywanie, poszukiwanie szans rynkowych, odkrywanie niszy. Szansę ma więc wszystko, co zaspokoi konkretne potrzeby, które zostały zidentyfikowane - ocenia Anna Daszuta-Zalewska, dyrektor Białostockiego Parku Naukowo-Technologicznego.
- Dobrze do tego jeszcze, żebyśmy bazowali na potencjale, którym dysponujemy albo który możemy zbudować i wykorzystywali sprytnie trendy, bo wiadomo, że rzeczywistość nie stoi w miejscu, wszystko się zmienia. Szukajmy nowych trendów, szukajmy nisz rozwojowych dla siebie - radzi.

Czytaj także: Energetyczny gigant szuka start-upów do współpracy

Przy czym nie jest wcale powiedziane, że start-up musi opierać swoje produkty na innowacyjnych rozwiązaniach.

- Mamy spaczoną skłonność do oceniania wszystkiego pod kątem innowacyjności, czy to już było. Jak było, to już słabo, jak nie było, to super - uważa Jakub Sochacki, menedżer Zespołu Innowacje i Pomoc Publiczna w firmie doradczej PwC.
Przytacza przy tym przykład Instagrama, którego składniki nie były niczym innowacyjnym, a mimo to odniósł on światowy sukces.

- Podobnie było w przypadku Facebooka. Zanim powstał, raczej nikt nie uważał, że mu go brakuje. Nie chodzi więc o to, by po prostu odpowiadać na istniejące już potrzeby - ocenia Jakub Sochacki.

Czytaj również: Kropki warte miliardy. Polska firma na czele wyścigu po wielkie pieniądze

Dążeniu do sukcesu nie musi wcale towarzyszyć pośpiech.

- Ja stwierdziłem na samym początku, że żeby do czegoś dojść, trzeba mocno i dużo pracować. Postawiłem na cierpliwość, mnie się nigdzie nie spieszyło, po prostu chciałem zbudować coś wartościowego - mówi Adam Zdanowicz, założyciel MAD Bicycles, start-upu, który produkuje customizowane rowery.
- Większość osób stara się dojść do sukcesu szybko. Ja stwierdziłem, że dam sobie czas - dodaje.

Jak wyjaśnia, jego celem od początku było robienie nietuzinkowych rzeczy, często za pomocą nietuzinkowych metod.

Brak pośpiechu przyniósł jednak wymierne efekty. W 2019 roku, w sześć lat po rozpoczęciu działalności, jeden z rowerów MAD Bicycles zdobył prestiżową nagrodę w Las Vegas, która jest uważana za branżowego Oscara.

Powolne "tuptanie w miejscu", jak sam określa to Adam Zdanowicz, wynikało też z tego, że nie próbował poszukiwać inwestora, z którym musiałby się podzielić swoim biznesem. W środowisku start-upowym nie brakuje jednak opinii, że to właśnie skalowanie działalności w oparciu o inwestora jest lepszym podejściem.

- Jest w tej chwili bardzo dużo środków, żeby zrobić produkt początkowy i potem nie ma tak naprawdę nic złego w tym, żeby pójść do inwestora, jeśli są potrzebne środki na marketing. Jeśli temat się obroni i fundusz czy anioł biznesu wyłoży te pieniądze, to i tak efekt będzie lepszy niż samodzielne tuptanie w miejscu - uważa Łukasz Skłodowski, prezes start-upu Elastic Cloud Solutions, który produkuje platformę Digital Workplace, służącą do zapewniania sprawnej komunikacji wewnątrz firmy.
Pozyskanie inwestora wymaga jednak odpowiedniego podejścia. Samą prośbą o pieniądze wiele się nie zdziała.

- Jak rozmawiasz z inwestorem, to nie nastawiaj się tylko na to, czego oczekujesz od inwestora, tylko czego on może potrzebować od ciebie - zaleca Jakub Sochacki. - Świetny pomysł to trochę za mało, żebyśmy mogli wspólnie pójść do firmy na poziomie globalnej korporacji i powiedzieć "mamy świetny pomysł, możemy ci go wdrożyć".

Przyznaje jednak zarazem, że wśród dużych firm często widać opory przed zaufaniem małym podmiotom bez historii, jakimi najczęściej są start-upy.

- Dlatego start-upową działalność powinniśmy zaczynać od własnej gotówki, od swoich oszczędności. To pozwala łatwiej przekonywać do tego, że jesteśmy zaangażowani i zdeterminowani. Poświęcając własne środki, jeszcze bardziej uwiarygadniamy się w oczach zewnętrznych inwestorów - przekonuje Anna Daszuta-Zalewska, dyrektor Białostockiego Parku Naukowo-Technologicznego.

- Pieniądze są bardzo istotne, ale nie są najważniejsze. Zawsze będę powtarzała, że kluczem jest "smart money", czyli wiedza ekspercka, doradztwo, które będą towarzyszyły tym pieniądzom. Pieniądze bardzo łatwo jest przepalić - mówi dyrektor Daszuta-Zalewska.

Taki mentoring oferuje zresztą instytucja, którą kieruje.

- Oprócz całego morza dotacji najbardziej potrzebny start-upom jest klient i w tym staramy się pomóc - potwierdza Paweł Pacek, wicedyrektor Biura Rozwoju i Innowacji w Agencji Rozwoju Przemysłu.
Na razie jednak można odnieść wrażenie, że przy wspieraniu start-upów większy nacisk kładzie się właśnie na zapewnianie dotacji, niż wsparcia eksperckiego.

- Trochę brakuje działań w obszarze bardziej "smart money" niż tylko dofinansowania, takich, które utrwalają i profesjonalizują relacje oraz pobudzają wymianę doświadczeń, przepływ wiedzy - przyznaje Marcin Seniuk, dyrektor Departamentu Rozwoju Start-upów w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Jednocześnie podkreśla jednak, że start-upowcy mogą dziś korzystać z wielu źródeł wsparcia.

- Jest cały szereg instrumentów, z których mogą korzystać start-upy. To tylko kwestia dobrego odczytania celowości i funkcji danego instrumentu oraz wpisania tego w potrzeby biznesu, który można nazwać start-upowym - twierdzi Marcin Seniuk.
Z kolei Łukasz Skłodowski ocenia, że na rynku nie tyle brakuje pomysłów, co ludzi, którzy byliby w stanie przełożyć je na praktykę biznesową i uruchomić realną sprzedaż.

- Sam produkt to nie wszystko, trzeba go jeszcze zacząć sprzedawać, zrobić marketing, wyjść z nim na świat, skalować. Tu pewnie przydałby się jakiś mentoring, a najlepiej dostęp do ludzi, którzy już takie rzeczy robili i to najlepiej w dużych, znanych start-upach. Takich ludzi za dużo nie mamy, więc to jest ta trudność - twierdzi prezes Elastic Cloud Solutions.

Takie słowa nie mogą dziwić, skoro firmę założyli ludzie, którzy wcześniej zdobyli bogate doświadczenie w pracy dla największych graczy z branży IT.

- Firma powstała na podstawie naszych doświadczeń z pracy dla dużych korporacji, gdzie przez jakieś 10 lat wdrażaliśmy rozwiązania dla największych polskich i zagranicznych przedsiębiorstw, i wyciągnęliśmy wnioski. Wiedzieliśmy, że pewne rozwiązania stwarzają problemy, że można to zrobić lepiej i w pewnym momencie, już posiadając zespół, postawiliśmy wszystko na to, że robimy produkt, z którym będziemy chodzić po rynku - opowiada Łukasz Skłodowski.

Efekt jest taki, że po kilku latach działalności z produktów Elastic Cloud Solutions korzysta 200 tys. użytkowników w 40 krajach.

Choć liczenie przede wszystkim na własne siły i orientowanie się na pozyskiwanie środków na działalność od klientów, niż z dotacji, wydaje się być najlepsza drogą do sukcesu, to nie znaczy wcale, że nie należy w ogóle korzystać z form publicznego wsparcia.

- Sam mentoring nie zawsze wystarcza. Pieniądze są potrzebne. Nikt nie kwestionuje potrzeby przedsiębiorców, start-upowców, jeżeli chodzi o źródła rozwoju biznesu - przyznaje Anna Daszuta-Zalewska.

- Dotacja jest fajna wtedy, jeżeli jest jej po drodze z celem biznesowym start-upu - uważa Jakub Sochacki.

- Jeżeli pytam firmę o to, co chce zrobić, a słyszę w odpowiedzi pytanie "a na co możemy mieć pieniądze?", to jest to złe podejście. Najpierw trzeba wiedzieć, co chce się zrobić i dopiero potem szukać wsparcia. Wtedy ta dotacja przyniesie dobry efekt - podsumowuje.
Tekst powstał na podstawie dyskusji "Scena start-upowa Polski Wschodniej", którą zorganizowano na VI Wschodnim Kongresie Gospodarczym w Białymstoku.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020