Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020

Tak w KGHM walczą z wstrząsami górotworu

Autor: Dariusz Malinowski
Dodano: 18-11-2019 20:00 | Aktualizacja: 18-11-2019 20:26

Nie są w stanie zapobiec trzęsieniom ziemi, ale dzięki ich staraniom można zminimalizować ich skutki, a przede wszystkim wycofać z niebezpiecznego rejonu kopalni górników. Ponad 20 osób w KGHM dba o bezpieczeństwo górników, monitorując wstrząsy górotworu.


Wraz z pracami górniczymi i „schodzeniem” coraz głębiej w polskich kopalniach – problem nie dotyczy tylko wyłącznie KGHM – rośnie liczba zagrożeń. Jednym z najbardziej niebezpiecznych są tąpania górotworu – z definicji: zjawisko dynamiczne spowodowane wstrząsem górotworu, które niszczy wyrobiska.

Tysiące wstrząsów w roku

Stacja sejsmiczna w kopalni Rudna zajmuje niewielki budynek w pobliżu biura kopalni. To tam trafiają informacje z 48 sejsmometrów zabudowanych w szybach kopalni i wyrobiskach górniczych.
Siedmiu pracowników, w większości geofizyków, nadzoruje urządzenia. Praca - jak to w kopalni - ruch ciągły.

- Praca ta jest bardzo odpowiedzialna, wiemy, że nie jesteśmy w stanie zapobiec tąpaniom, ale maksymalnie szybko możemy o nich poinformować - mówi WNP.PL Radosław Wasilewski, sztygar oddziałowy kopalnianej stacji sejsmicznej.

Jak wygląda sytuacja alarmowa?

- Jeżeli mamy sygnał o wstrząsie, kluczowe jest to, jak silny on był i gdzie miał miejsce. Informacja natychmiast trafia na właściwy oddział górniczy - wyjaśnia Wasilewski.

Ale przecież górnicy wiedzą, że się trzęsie, po co ich informować?

- W przypadku silnego wstrząsu, na dole kopalni pracownicy nie są w stanie rozpoznać, gdzie on dokładnie nastąpił i z jaką siłą. Właściwie trzęsie się wszystko. My musimy ich o tym poinformować, bo czasami trzeba pracowników z niebezpiecznego rejonu kopalni po prostu wycofać – tłumaczy sztygar.

Wasilewski dobrze wie, co mówi. Sam przeżył bardzo silne odprężenie górotworu, które wywołało podmuch i rzuciło go na spąg (dolna powierzchnia wyrobiska).

Informacja do osób nadzorujących system idzie dwutorowo. Po pierwsze informuje ich o tym specjalna aplikacja. Ale ponieważ zawsze istnieje możliwość awarii, do obowiązku stacji sejsmicznej należy także wykonanie połączenia telefonicznego.

Warto podkreślić, że informacja ze stacji ma określone następstwa. Jeśli szacunki dotyczące energii wstrząsu mówią, że ten był duży, kopalniany dyspozytor obligatoryjnie informuje ratowników o potrzebie przyjazdu do kopalni. Czasem szkód nie ma i alarm był zbędny, ale procedury są niezmienne – silny wstrząs oznacza wezwanie ratowników.

Jak często stacja zmuszona jest informować górników?

W całym KGHM notowanych jest dziesiątki tysięcy wstrząsów rocznie. Na przykład w tym roku w Kopalni Rudna (dane po trzech kwartałach) było ich około 13 tys. Jednak nie wszystkie warte są alarmu. To zależy od siły jaka podczas ruchu górotworu się uwolniła. W tym roku takich silnych i bardzo silnych wstrząsów w Rudnej było 44. Te najsilniejsze odpowiadają całkiem sporym trzęsieniom ziemi.

Jako ciekawostkę można także podać, że w przeszłości stacje wykrywały wstrząsy będące efektem prób nuklearnych na Polinezji Francuskiej.

Od ponad trzech dekad

Stacja sejsmiczna w Rudnej działa już od lat 80. poprzedniego wieku. Jej sercem są komputery, klasy premium (jak podkreślają z dumą pracownicy), i system czujników – sejsmometrów.
To one przekazują dane o wstrząsach. Jeden czujnik (angielska firma Willmore) kosztuje około 30 tys. złotych. Ich żywotność może wynosić zarówno 10 lat, jak i 2.

- Tam, gdzie jest duża wilgotność, zasolenie (KGHM produkuje przecież także sól) urządzenia mają krótką żywotność - wyjaśnia Eugeniusz Koziarz, starszy geofizyk górniczy, zastępca kierownika działu tąpań w OZG Rudna.

Urządzenia montowane są w szybach kopalnianych i specjalnych lokalizacjach pod ziemią. Obecnie nowoczesny sejsmometr wygląda niczym średnich rozmiarów termos, ze złączem do telemetrii.
W środku jest cewka elektryczna i masa bezwładna. Urządzenie wykorzystuje mechanizm wahadła. W momencie drgań impulsy elektryczne przekazywane są do rejestratora.

Jak już przyznali nasi rozmówcy, stacja sejsmiczna nie jest w stanie przewidzieć wystąpienia tąpań, ale z pewnym stopniem może pokazać, że takie zdarzenie wystąpi. I wówczas można spróbować przeciwdziałać temu poprzez strzelania wyprzedzające.

- Analizujemy sytuację. Czasem z naszych szacunków i wyliczeń wiemy, że wstrząs może nastąpić. Wówczas staramy się temu przeciwdziałać poprzez strzelanie – mówi Koziarz.

Jak to wygląda?

Na koniec tygodnia w kopalniach KGHM mają miejsce strzelania przygotowujące fronty robót. I wówczas także robione są strzelania prewencyjne.

Różna jest ich skuteczność. A tę zmierzyć dość łatwo. Jeśli po strzelaniu miał miejsce wstrząs górotworu, wówczas prognoza okazała się trafiona. Jak to wygląda statystycznie? Bywają lata, że tylko co piąte strzelanie prewencyjne uwalnia energię zawartą w skałach, ale np. w tym roku skuteczne jest ponad 40 proc. strzelań prewencyjnych.

KGHM poszukuje nowych metod analitycznych pomagających wykrywać zagrożenia. Ważnym elementem tych prac są badania sejsmiczne. Dzięki nim można bowiem wskazać pustki, kawerny czy nieciągłości górotworu, a wszystkie one mogą być potencjalnie niebezpieczne. - Wciąż się uczymy i poszukujemy nowych metod, bo pojawiają się nowe zagrożenia – przyznaje Koziarz.

Warto pamiętać, że natura potrafi zaskoczyć. W 2016 roku ośmiu górników KGHM zginęło w tragicznym wypadku. Czterej z nich znajdowało się w - wydawałoby się bardzo bezpiecznej - komorze maszyn ciężkich.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020