Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021

Nasz czempion świetnie sobie radzi. Ale prezes nie ma gwarancji kolejnej kadencji

Autor: Dariusz Malinowski
Dodano: 29-11-2019 06:02

Praca Piotra Woźniaka jako prezesa PGNiG jest oceniana pozytywnie. Spółka znajduje się w dobrej kondycji, ma jasną wizję rozwoju. A mimo tego szef potentata nie może spokojnie patrzeć w przyszłość. Wszystko przez 13 października.


W środę rynek obiegła niespodziewana informacja, że przyszłość Piotra Woźniaka jako prezesa największej polskiej gazowej firmy wcale nie jest pewna. Tymczasem wydawało się, że to tylko formalność i upływająca z końcem roku kadencja zostanie niemal automatycznie przedłużona. Jednak wcale nie jest to pewne. Jednym z konkurentów obecnego prezesa PGNiG ma być były minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński.

Co takiego się zdarzyło, że prezes Woźniak po czterech latach kierowania PGNiG może zakończyć w spółce pracę?

Takie sobie wyniki wyborów

Jednym z czynników wpływających na obsadę stanowisk w najważniejszych kontrolowanych przez państwo spółkach jest zaplecze polityczne kandydatów na prezesa. Nie inaczej rzecz ma się w przypadku PGNiG.

Czytaj też: Szybsze tempo prac PGNiG na złożu Aerfugl

Według naszych rozmówców jednym ze zwolenników Piotra Woźniaka jest sekretarz stanu w KPRM, pełnomocnik rządu do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski. Nie jest to tajemnica, że obaj panowie świetnie się ze sobą dogadują.

I tu zaczyna się problem. Piotr Naimski, poseł PiS od dwóch kadencji, chociaż w wyborach startował w stolicy z wysokiego, czwartego miejsca, do Sejmu w najnowszych wyborach się nie dostał. Otrzymał tylko 5068 głosów. Więcej głosów dostali trzej inni kandydaci, znajdujący się na niższych miejscach listy PiS.

Stosunkowo mała liczba głosów była spowodowana tym, że jak mało który z kandydatów PiS na posła - ze względu na sprawowaną funkcję - Naimski prowadził kampanię w bardzo ograniczonym zakresie.

Pech Naimskiego polegał także na tym, że Prawo i Sprawiedliwość zanotowało w Warszawie dość słaby wynik. Gdyby bowiem w stolicy PiS otrzymało jeszcze jeden mandat, to właśnie przypadłby on ministrowi z KPRM.

Nowa miotła zamiata

Jednak porażka ministra Naimskiego to nie jedyny element zmiany układu sił. Należy do niego powołanie Ministerstwa Aktywów Państwowych. Trzy lata temu PiS zlikwidowało Ministerstwo Skarbu. Obowiązki właścicielskie wobec PGNiG (skarb państwa kontroluje 71,88 proc. akcji spółki) pełniło Ministerstwo Energii. Jednak tajemnicą poliszynela jest, że minister energii Krzysztof Tchórzewski w zarządzanie PGNiG się nie wtrącał. Spółka ze względu na swoją wyjątkową pozycję w gospodarce kraju współdziałała praktycznie z KPRM.

Czytaj również: Byli członkowie zarządu EuRoPol Gaz zatrzymani. Zarzuty są poważne

PGNiG razem z Gaz-Systemem reorientowało polski system gazowy na gaz z Zachodu. Ze względu na liczne procedury i potrzebę współdziałania z operatorem gazociągów przesyłowych Gaz-Systemem taka "specjalna podległość" nie była pozbawiona sensu.

Tyle że Ministerstwa Energii nie ma, jego miejsce zajął skarb w nowej postaci, czyli Ministerstwa Aktywów Państwowych.

- Uznaliśmy w ramach Zjednoczonej Prawicy, że powstanie właśnie takie Ministerstwo Aktywów Państwowych, które będzie skupiało nadzór nad spółkami Skarbu Państwa. Tym samym ten nadzór właścicielski nie będzie już sprawowany przez poszczególne resorty, bodajże jedenaście resortów w tej chwili – powiedział po mianowaniu minister nowego resortu Jacek Sasin.

Na początku tego tygodnia Sasin wypowiedział się również o ewentualnych zmianach kadrowych w spółkach podlegających pod nowe ministerstwo.

Sasin zadeklarował, że nie będzie żadnej karuzeli. - Będą natomiast naturalne zmiany, związane z tym, że kadencje niektórych zarządów po prostu się kończą. W tych konkursach może się wszystko zdarzyć. Ja nie mogę zakładać, że wygrają konkursy ci, którzy dotychczas tymi spółkami zarządzali – przyznał Sasin.

Nasz rozmówca z PiS informuje: "zawsze padają takie deklaracje, ale prawdą jest także to, że każdy minister w kluczowych spółkach chce mieć swoich zaufanych ludzi". Dodaje także, że łatwiej zmieniać ludzi, z którymi się raczej mniej miało do czynienia. A tak jest według niego w przypadku kontaktów ministra Sasina i prezesa Woźniaka.

Cierpliwość analityków

O możliwe zmiany w PGNiG - bo spółka jest przecież firmą, której papiery notowane są na giełdzie - zapytaliśmy analityków.

- Nie komentujemy zmian personalnych - odpowiedział nam krótko Kamil Kliszcz, analityk DM mBanku.

Inny analityk godzi się porozmawiać, ale nieoficjalnie.

- Piotr Woźniak to bez wątpienia dobry menedżer. W ostatnim czasie spółka realizowała rządowy właściwie plan odejścia od gazu z Rosji. Nie było to w niczym zaskakujące, a rynek podchodził do tych koncepcji dość neutralnie - ocenia działania prezesa Woźniaka nasz rozmówca.

Zarazem zaznacza, że mniej podobało się analitykom to, iż PGNiG aż w tak dużym stopniu angażowało się w kontrakty gazowe z USA. Wątpliwości budził m.in. sposób kształtowania cen kupowanego w przyszłości gazu.

- Jednak dla samej spółki, jeśli dojdzie do zmiany prezesa, nie zmienią się sposób działania i główne kierunki rozwoju. Ktokolwiek będzie prezesem PGNiG od nowego roku, będzie musiał postawić na gaz z Norwegii i import LNG. Po prostu innych opcji obecnie nie ma - dodaje nasz rozmówca.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021