Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020

W ciągu kilku lat doczekamy się polskiego start-upu wartego miliard dolarów

Autor: Bartosz Dyląg
Dodano: 10-01-2020 06:01

DocPlanner oraz Booksy to zdaniem Diany Koziarskiej, szefowej SMOK Ventures, polsko-amerykańskiego funduszu inwestującego w spółki na bardzo wczesnym etapie rozwoju, polskie start-upy, które mają największe szanse na stanie się jednorożcami, czyli spółkami o wycenie miliarda dolarów.


Kiedy pani zdaniem polski start-up stanie się jednorożcem, czyli spółką o wycenie miliarda dolarów?

– W ciągu kilku lat. Być może właśnie w niego zainwestowaliśmy...

W których branżach szukałaby pani takich firm?

– Na pewno w branży gamingowej, która staje się polską specjalnością. Coraz mocniejsze są polskie fintechy, gonimy huby fintechowe i całkiem dobrze nam to idzie.

Ma pani na myśli konkretne spółki?

– Dwie spółki, które widzę na dobrej drodze, to DocPlanner oraz Booksy. DocPlanner w tym roku zebrał kolejną rundę finansowania w wysokości 80 mln euro, w sumie już zebrali 140,5 mln euro. Natomiast Booksy zebrało 48,7 mln euro, z ostatnią rundą 28,5 mln euro. 

W środowisku start-upowym działa Pani cztery lata, kierowała Pani takimi spółkami jak ReaktorWarsaw, ReaktorX, teraz Smok Ventures. Na koncie ma Pani nagrody dla najlepszych menedżerów młodego pokolenia. Myśli pani o sobie jako o człowieku sukcesu?

– Szczerze mówiąc, to nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno cały czas jest jeszcze dużo do zrobienia. Czuję, że jestem na dobrej dla mnie ścieżce.

Czytaj też: Czy w Polsce można założyć start-up i dobrze z tego żyć? Poznajcie Sarę Koślińską

Jak otoczenie odbiera to, co pani robi?

– Nie spotkałam się jeszcze ze złymi opiniami, przynajmniej nie dotarły one do mnie. Bardzo dużo osób doceniało działalność mojej poprzedniej firmy ReaktorX, która działa na rzecz społeczności start-upowej.

Ma pani wolny czas?

– Różnie z tym bywa. Jeżeli mam, poświęcam go rodzinie i przyjaciołom. Trochę staram się uprawiać sportów, tańczę, ćwiczę kung-fu. Czytam też książki – moim ulubionym autorem jest Lem. Czytam oczywiście też start-upowe pozycje.

Prowadzi pani SMOK Ventures. To polsko-amerykański fundusz wysokiego ryzyka, który inwestuje w spółki na etapie seedowym, czyli na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Skąd pomysł na ten biznes?

– Mój obecny wspólnik, z którym prowadziłam wcześniejszą spółkę, Borys Musielak znał się z amerykańskim przedsiębiorcą Paulem Bragielem, który ma fundusze w Stanach, Afryce, Finlandii i Singapurze. Paul chciał rozpocząć przedsięwzięcie również w Polsce i z niej prowadzić działalność na Europę. Zdecydowaliśmy się połączyć naszą znajomość lokalnego ekosystemu start-upowego z globalnym doświadczeniem inwestycyjnym Bragiela.

Jak to się stało, że zajmuje się pani funduszami venture capital? Młodzi ludzie w Polsce mają raczej inne zajęcia.

– To kolejny etap wspierania ekosystemu start-upowego. W środowisku młodych firm jestem już dobrych kilka lat. Zaczynałam od prowadzenia coworkingu, organizowałam sesje mentoringowe i wydarzenia dla społeczności start-upowej. Potem założyłam program preakceleracyjny ReaktorX z Borysem Musielakiem, którego kilka edycji zyskało sporo pozytywnych opinii i pomogło wielu początkującym start-upowcom.

Jak trafiła pani do środowiska start-upowego?

– To był przypadek. Z wykształcenia jestem fizykiem i po studiach pracowałam w audycie finansowym, okazało się jednak, że nie jest to moja ścieżka. Wtedy trafiłam do środowiska start-upowego – najpierw do ReaktorWarsaw w charakterze menedżera ds. eventów i wydarzeń. Zajmowałam się aktywnościami przeznaczonymi dla społeczności start-upowej. ReaktorWarsaw to rodzaj start-upowego hubu. Po pół roku przejęłam jego prowadzenie i z Borysem tworzyliśmy w nim nowe inicjatywy, między innymi preakcelerator ReaktorX.

Co dalej zamierza pani robić?

– Zaczynamy 4-letni okres inwestycyjny w SMOK Ventures, więc następne cztery lata będziemy inwestować w topowe polskie start-upy. W dalszych planach mamy zwiększenie funduszu i rozszerzenie działalności z Polski na Europę Środkową oraz Wschodnią.

Skąd pozyskujecie finansowanie?

– Mamy 24 inwestorów prywatnych, polskich i amerykańskich przedsiębiorców. Wspiera nas również PFR Ventures.

Jak do nich dotarliście?

– To bardzo różne ścieżki. Wielu inwestorów pozyskaliśmy dzięki działalności Reaktora i zbudowanej przez nas sieci kontaktów. Nasi inwestorzy często również angażowali swoje sieci kontaktów, dzieląc się dobrą opcją inwestycji kapitału. To głównie osoby, które z sukcesami prowadzą swoje firmy. Ważna również dla nas była globalna sieć kontaktów Paula Bragiela, który angażował zagranicznych inwestorów, zainteresowanych działalnością w Polsce.

Prezes ING Brunon Bartkiewicz powiedział mi w wywiadzie, że pod pojęciem start-upu bardzo często kryją się podmioty, które dysponują tylko pomysłami, a nie mają rozwiązań. Co pani o tym myśli?

– Rzeczywiście, jest taki mit start-upowca jako osoby, która ma jakiś pomysł, chodzi na wydarzenia start-upowe i cały czas o nim mówi, niewiele robiąc. Ale z mojego doświadczenia w Reaktorze wynika, że jest w tym środowisku coraz więcej, często starszych, sensownych osób, które doświadczenie z wielu lat pracy w firmach i korporacjach przekuwają na budowanie swoich biznesów. Tworzą spółki, wykorzystując znajomość problemów konkretnych branż i wypełniają w nich nisze. Przydatne są również wypracowane przez nich w tych branżach kontakty, a także reputacja.

Czytaj też: Nagradzany start-up nie istnieje. 3 mln zł nie wystarczyło

Co ważne, fundusze venture capital z reguły nie inwestują w sam pomysł. Każdy fundusz ma określone, na jakim etapie rozwoju spółki inwestuje. Ważne jest jednak, aby możliwa była walidacja produktu przez pierwszych potencjalnych klientów bądź walidacja przedsiębiorcy, wynikająca chociażby z jego poprzednich biznesów.

Często słyszymy o trudnościach z pozyskiwaniem finansowania ze strony młodych firm w Polsce.

– Faktycznie, jeżeli start-up ma być skalowalny, potrzebuje kapitału, by rozwinąć się i podbić świat. Ale jeśli myślimy o zwykłej firmie, która ma rosnąć organicznie, jej zarządzający muszą umieć zdobywać klientów i to jest najważniejsze.

Natomiast jeśli chodzi o finansowanie dla start-upów, jest obecnie bardzo dobra sytuacja na rynku, dawno nie było tak szerokiego dostępu do kapitału. Ważne jest, aby start-upowcy rozumieli za to, jakie są źródła kapitału w różnych rodzajach funduszy i z czym się one wiążą.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020