Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020

Podatek cyfrowy. Boris Johnson nie da się zastraszyć Trumpowi

Autor: GP
Dodano: 04-12-2019 13:00 | Aktualizacja: 04-12-2019 13:04

Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson zapowiedział, że nie cofnie się w sprawie podatku cyfrowego. Wedle proponowanych regulacji ma on wynieść w Zjednoczonym Królestwie 2 proc. od zysków firm technologicznych.

Komentarz Johnsona, który pojawił się w serwisie BBC, został wygłoszony raptem dwa dni po tym, jak USA zagroziły Francji wysokim cłem za wprowadzenie podatku cyfrowego.

Brytyjska wersja podatku ma zacząć obowiązywać od kwietnia 2020 r. Jeśli nic się nie zmieni, będzie wynosić 2 proc. od zysków. Sytuacja Brytyjczyków jest o tyle ciekawa, że jeśli opuszczą UE, będą wobec USA osamotnieni. Tymczasem Amerykanie głośno ostrzegają, że każdego, kto odważy się na podatek cyfrowy, spotka los Francji.

Czytaj też: Minister Francji skomentował retorykę USA ws. podatku cyfrowego

Podatek cyfrowy (pracuje nad nim też Unia Europejska) jest odpowiedzią na informacje, że amerykańscy giganci internetu - Amazon, Google i Facebook - unikali płacenia podatków w krajach, w których dostępne są ich usługi.

Czytaj też: Morawiecki mówił o podatku cyfrowym

Podatek w Wielkiej Brytanii zaproponował Philip Hammond, w czasie gdy był ministrem transportu w konserwatywnym rządzie Jej Królewskiej Mości. W jego pierwotnej ocenie zyski dla budżetu kraju mogłyby wynosić 500 milionów funtów.

Temat jest gorący, bo wpisuje się w brytyjską kampanię wyborczą.  Licytujący się z konserwatystami politycy Partii Pracy chcą wyższego podatku niż 2 proc.

W Wielkiej Brytanii podatek ma działać wstecz i objąć miesiące nawet do początku 2019 r., co zmusiłoby firmy nim objęte do wpłacenia na rzecz brytyjskiego budżetu znacznej sumy pieniędzy.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020