Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021

Brexit to już fakt. Wielka Brytania poza Unią Europejską

Autor: Adam Sofuł
Dodano: 01-02-2020 00:01 | Aktualizacja: 03-02-2020 10:22

Od północy pierwszego lutego Wielka Brytania jest już poza Unią Europejską. Rozwód stał się faktem. Na razie zmieni się niewiele - do końca roku obowiązuje okres przejściowy. Ale zrodzony w bólach brexit to tylko kolejny odcinek telenoweli. Teraz pora na negocjacje umowy handlowej.


Dokładnie o północy czasu europejskiego (na Wyspach Brytyjskich był jeszcze piątek, godz 23.00) Unia Europejska znacznie się skurczyła. Gospodarczo i politycznie. Ze wspólnoty wystąpił ostatecznie jeden z mocniejszych graczy na kontynencie – Wielka Brytania. Ale i radość Brytyjczyków może być przedwczesna.

Katastrofy nie będzie, ale….

Nie spełniają się wprawdzie apokaliptyczne wizje, że zamrze np. ruch lotniczy między wyspami a kontynentem, fabryki nie staną z braku komponentów, a gromadzenie zapasów żywności i lekarstw okazało się – przynajmniej na razie – nadmierną ostrożnością. Ten scenariusz nie był jednak taki nieprawdopodobny – wyjście Wielkiej Brytanii z UE bez umowy (tzw. twardy brexit) oznaczałby zerwanie wszelkich dotychczasowych umów, układów i regulacji. Każdy brytyjski produkt musiałby przechodzić procedurę dopuszczania na europejski rynek. W drugą stronę funkcjonowałoby tak samo.

Zobacz też: Brexit przedłużony do 31 stycznia 2020 roku

Gdy zatem niemal w ostatniej chwili udało się podpisać umowę określającą warunki wyjścia Wyspiarzy ze wspólnoty europejskiej, wszyscy odetchnęli z ulgą. W środę 29 stycznia Parlament Europejski przyjął umowę dotyczącą warunków wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Był to przedostatni krok na drodze do brexitu. W czwartek dyplomaci z poszczególnych państw członkowskich zrobili ostatni krok, także akceptując umowę brexitową. Umowę zaakceptował także brytyjski parlament.

Zobacz też: Ekspert: w piątek brexit, w sobotę wszystko po staremu

Mimo symbolicznego znaczenia chwili, w praktyce na razie niewiele się zmieni. Do końca roku obowiązuje okres przejściowy, w którym Wielka Brytania nadal jest członkiem europejskiej strefy wolnego handlu i unijnego obszaru celnego. Te 11 miesięcy są przeznaczone na wynegocjowanie umowy handlowej, co - zdaniem ekspertów - będzie jeszcze trudniejsze niż negocjacje samej umowy brexitu. Przypomnijmy, że od referendum, w którym Brytyjczycy (niewielką większością głosów) opowiedzieli się za opuszczeniem UE, upłynęło 1300 dni. A widmo "hard brexitu" straszyło przez wiele miesięcy.

Za nami brexit, przed nami schody 

Oczywiście jest możliwość przedłużenia okresu przejściowego, brytyjski premier Boris Johnson zapowiedział już jednak, że nie wystąpi o dodatkowy czas. Co oczywiście jest twardą, ale jak pokazują dzieje dotychczasowych negocjacji, niekoniecznie ostateczną – deklaracją. Czas na złożenie wniosku o przedłużenie okresu przejściowego upływa w czerwcu.

Jeśli spojrzeć na zakres możliwej umowy handlowej, to można dojść do wniosku, że przed negocjatorami obu stron stoi wręcz karkołomne zadanie – w ciągu kilku miesięcy (bo chociaż okres przejściowy to 11 miesięcy, ale trzeba dać parlamentom trochę czasu na jej ratyfikację – to też nie będzie automatyczny akt) uzgodnić warunki wymiany handlowej, rybołówstwa, dostępu do rynku usług (także finansowych, czym mocno zainteresowane jest z pewnością londyńskie City), poziomu ceł, uznawania certyfikatów itp.

– Czasu jest mało, bo okres przejściowy po tym, jak Wielka Brytania uruchomiła art. 50 traktatu lizbońskiego, skrócił się z 21 do 11 miesięcy, a wciąż jest ok. 750–800 umów do przedyskutowania i ustalenia – mówi Michał Dembiński, główny doradca Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej. W zasadzie negocjacje umowy o Brexicie - w porównaniu z umową handlową - można uznać za mały pikuś. Niewykluczony jest zatem negatywny scenariusz, w którym UE i Zjednoczone Królestwo nie dochodzą do porozumienia w sprawie umów handlowych i zaczynają obowiązywać reguły WTO, co oznacza wzrost ceł.

Jedynym wymiernym efektem będzie opuszczenie Parlamentu Europejskiego przez 72 brytyjskich europarlamentarzystów (na miejsce jednego z nich wchodzi Dominik Tarczyński). Brytyjskiego komisarza już w tej kadencji Komisji Europejskiej nie powołano. Można zatem powiedzieć, że do końca roku Wielka Brytania pozostaje członkiem UE, ale bez prawa głosu.

Kosztowny rozwód

Podczas kampanii za wystąpieniem Wielkiej Brytanii z UE zwolennicy brexitu często podnosili wysokie koszty, jakie Wielka Brytania miała ponosić w związku z członkostwem w UE – czy to bezpośrednie – Brytyjczycy byli jednym z większych płatników netto w UE, czy pośrednie – na skutek unijnych regulacji, które – jak twierdzili - podnosiły koszty prowadzenia biznesu. Uwolniona z unijnego gorsetu brytyjska gospodarka miała odetchnąć pełną piersią. Na razie się na to nie zanosi.

Brexit okazuje się kosztowny już teraz. Jak wyliczyli eksperci Bloomberg Economics, do końca tego roku brexit będzie kosztował Wyspiarzy 200 mld funtów. Do chwili formalnego opuszczenia UE gospodarka brytyjska straciła 130 mld funtów, a kolejne 70 mld kosztów poniesie do końca 2020 r. Dla porównania – od 1973 roku Wielka Brytania wpłaciła do unijnego budżetu tytułem składek 215 mld funtów. Od czasu głosowania o wyjściu z UE brytyjska gospodarka jest o 3 proc. mniejsza niż mogłaby być, gdyby pozostała we wspólnocie.

Już cierpi również perła brytyjskiej gospodarki, czyli rynki finansowe. Przed brexitem Londyńskie City zapewniało 9 proc. PKB. Ten wynik może okazać się nie do powtórzenia w najbliższych latach. Wiele instytucji finansowych przeprowadziło się na kontynent – duży europejski rynek jest przy wszystkich swoich wadach atrakcyjniejszy niż brytyjski. Np. Prudential ma od niedawna swoją europejską centralę w Irlandii, Bank HSBC wybrał Francję, a , Lloyd’s of London zmienił nazwę na Lloyd’s Brussels.

Brexit oznaczać będzie również opuszczenie Wielkiej Brytanii przez wiele znanych przedsiębiorstw, np. Honda (planowane na 2021 r. zamknięcie istniejącej od 1989 fabryki w Swindon), Nissan chce przenieść produkcję do Japonii.

Także Unia Europejska bez Wielkiej Brytanii nie będzie już taka sama. W efekcie rozwodu z Wielką Brytanią Unia straci prawie 5,5 proc. swojej powierzchni, niemal 13 proc. ludności i drugą co do wielkości gospodarkę, która wytwarza 15 proc. unijnego PKB.

Polska odczuje Brexit

Polska będzie najprawdopodobniej jednym z kilku krajów, które najdotkliwiej odczują brexit. Dotkliwie to jednak nie znaczy boleśnie. Straty będą zauważalne, ale nie powinny spowodować znaczących turbulencji w gospodarce.

Eksperci z Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) wyliczyli, że spadek eksportu w wyniku brexitu z umową obniży PKB w Polsce o 0,14 proc. (około 3 mld zł). Z kolei liczba miejsc pracy może obniżyć się o 0,13 proc. (20 tys.). Z kolei Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK), oceniając konsekwencje wyjścia Wielkiej Brytanii z UE dla Polski, ocenił, że brexit może ograniczyć eksport, zagrozić długoterminowym umowom kredytowym i wpłynąć na rozstrzyganie sporów przez sądy.

Według GUS Wielka Brytania to dla nas trzeci największy partner pod względem eksportu (po Niemczech i Czechach). Ponadto w 2018 r. była też trzecim najważniejszym odbiorcą naszych usług.
To jednak przeszłość. Jednak w okresie przejściowym reguły gry się nie zmienią.

Ministerstwo Rozwoju podkreśla, że po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej do końca obecnego roku nie zostaną wprowadzone nowe cła, nie będzie ograniczeń w transporcie, ani kontroli na granicy Unia Europejska - Wielka Brytania.

Brexit stanie się zapewne dla płatników w UE argumentem za cięciem unijnego budżetu. Np. we wrześniu Niemcy zaproponowały, by ograniczyć wydatki - nawet do poziomu 1 proc. unijnego PKB (o około 150 mld euro). Dla Polski - jako największego beneficjenta funduszy (nawet po propozycji cięć przedstawionych półtora roku temu przez Komisję Europejską) - to zdecydowanie zła informacja.

Pozostaje jeszcze pytanie o Polaków na Wyspach – jest ich obecnie około 900 tys. Wbrew rzędowym deklaracjom nie widać na razie chęci masowych powrotów. Co się z nimi stanie?

Do brytyjskiego resortu spraw wewnętrznych wpłynęło i zostało pozytywnie rozpatrzonych jak dotąd pół miliona wniosków o status osoby osiedlonej. Dokument uprawnia do pozostania na Wyspach po brexicie. To oznacza, że 400 tys. Polaków w wielkiej Brytanii nie złożyło jeszcze takiego dokumentu. Ich los jest niepewny. Mają jednak na to czas do 30 czerwca 2021 roku.

Geopolityczne zamieszanie

Część Brytyjczyków rzecz jasna cieszy się, że Wielka Brytania „wybiła się na niepodległość” (chociaż według ostatnich sondaży, gdyby dziś powtórzono referendum przewagę mieliby zwolennicy pozostania w UE), jednak brexit stanowi niewątpliwe osłabienie UE i niepewną przyszłość dla Wielkiej Brytanii.

Wielka Brytania była w UE zawsze trochę „z boku”, jednak to jej obecność stanowiła silne wsparcie dla liberalnego wolnorynkowego nurtu w UE. Nie należy oczywiście zakładać, że po brexicie wspólnota europejska stanie się w jeszcze większym stopniu wspólnotą socjalną, tym niemniej odejście tak ważnego gracza nieco zakłóca europejską równowagę sił. Jeszcze bardziej na znaczeniu zyskają Francja i Niemcy.

Dla Polski brexit to zdecydowanie zła wiadomość. Nie tylko dlatego, że członkostwo w silnej Unii Europejskiej to fundamentalny interes naszego kraju – bez Wielkiej Brytanii Unia jest po prostu słabsza. Przypomnijmy, że Polska, po opuszczeni przez Brytyjczyków wspólnoty, jest największym krajem, który pozostaje poza strefą euro. Dopóki w UE była Wielka Brytania kraje non-euro były spychane na peryferia, ale obecność Wyspiarzy blokowała ten proces. Teraz zapewne przybierze na sile.

Brexit może osłabić też euroatlantyckie więzi. Wielka Brytania zawsze miała specjalne stosunki ze Stanami Zjednoczonymi. Obecnie Donald Trump może zawężać euroatlantycki sojusz do Wielkiej Brytanii, co jest o tyle prawdopodobne, że wielokrotnie z jego słów dało się wyczytać, że nie traktuje UE jako sojusznika, czy nawet partnera, a bardziej jako rywala. A mówimy o euroatlantyckim sojuszu, który był gwarancją bezpieczeństwa w Europie przez kilka powojennych dekad.

Rozwód z UE nasilił również tendencje separatystyczne na Wyspach. Np. przeciwnikami rozwodu z Europą byli Szkoci. Pod koniec stycznia szkocki parlament debatował nad przeprowadzeniem nowego referendum niepodłegłościowego w związku z wejściem w życie 31 stycznia ustawy o brexicie. W poprzednim, które odbyło się w 2014 roku, minimalną przewagę zyskali zwolennicy pozostania w Zjednoczonym Królestwie. Przeprowadzenie referendum wymaga zgody brytyjskiego premiera, ale determinacja Szkotów może doprowadzić co najmniej do zaostrzenia wewnętrznych sporów.   

Jak do tego doszło?  

Brexit to przypadek, kiedy wewnętrzna – na pozór bardzo sprytna - zagrywka polityczna wstrząsnęła kontynentem. W 2013 roku stojący na czele Partii Konserwatywnej premier David Cameron, zaniepokojony wzrostem poparcia dla wrogiej UE Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, na czele której stał Nigel Farage, obiecał referendum w sprawie członkostwa w UE.  Zamysł był prosty – Cameron (zwolennik pozostania w UE) nie wyobrażał sobie, by referendum mogło być przez zwolenników UE przegrane. A zwycięstwo oznaczałoby pogorszenie pozycji politycznej zwolenników Nigela Farage’a – okazałoby się, że są w mniejszości. Dopóki nikt Brytyjczyków nie pytał o zdanie, Farage mógł twierdzić inaczej.

David Cameron chciał również – strasząc brexitem – wytargować lepsze warunki dla Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Zresztą składając obietnicę, premier nie spodziewał się, że będzie ją realizował, w chwili jej składania Partia Konserwatywna była w odwrocie. Okazało się jednak, że zwyciężyła w wyborach i David Cameron postanowił dotrzymać obietnicy.

Referendum odbyło się 23 czerwca 2016 r. Warto zaznaczyć, że nie miało ono formy wiążącej dla brytyjskiego rządu. Wzięło w nim udział 72,2 proc. uprawnionych i 51,89 proc. opowiedziało się za opuszczeniem Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię.

Pokryzysowa rzeczywistość UE okazała się dla Brytyjczyków rozczarowująca, a rozbudzane przez polityków lęki przed migrantami też miały swój wkład w taki a nie inny wynik głosowania.

Referendum poprzedziła brutalna, pełna fake newsów kampania niewykluczone, że wspierana również przez Rosję. W ubiegłym roku Channel 4 ujawnił źródła finansowania Nigela Farage po referendum w 2016 roku. Poza pobieraniem gaży z Parlamentu Europejskiego, był też obficie wspierany przez milionera Arrona Banksa. W kampanii referendalnej wpłacił on na konta zwolenników brexitu 8 milionów funtów.

Stacja ujawniła również, że przed referendum ws. brexitu biznesmen był częstym gościem rosyjskiej ambasady i rezydencji ambasadora. Szef placówki zapoznawał go także z rosyjskimi biznesmenami, którzy oferowali mu m.in. udziały w inwestycji w kopalnie złota. Ostatecznie interes został dobity 12 dni po referendum.

Ujawniono również, że rosyjskie konta na Twitterze opublikowały ponad 45 tys. wpisów dotyczących brexitu w ciągu zaledwie 48 godzin, w czasie referendum w 2016 roku.

Krajobraz po Brexicie  

Pierwszy dzień pozostawania Wielkiej Brytanii poza Unią Europejską nie będzie się niczym różnił od poprzednich. W dłuższej perspektywie brexit może stać się (oby nie) początkiem procesu dezintegracji zarówno Unii Europejskiej, jak i Wielkiej Brytanii.

Możliwy jest jednak i scenariusz pozytywny - Wielka Brytania pozostaje członkiem Europejskiego Obszaru Gospodarczego, nawet się trochę dorzuca do wspólnej kasy (na wzór np. Norwegii i Szwajcarii), a unijna i brytyjska gospodarka harmonijnie ze sobą współpracują. To jednak wymagałoby odpowiedzialności po stronie polityków - i UE i Wielkiej Brytanii. Sęk w tym, że zarówno to, że doszło do brexitu, jak i późniejsze negocjacje na temat warunków wyjścia nie napawają w tej kwestii optymizmem.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021