Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020

Certyfikacja w budownictwie ma pomagać, a nie terroryzować

Autor: Propertynews.pl
Dodano: 24-02-2020 19:48

Wydłużanie cyklu życia budynków w imię filozofii zero waste nie oznacza budowania z gliny lub głazów. Nie wszystkie materiały muszą też mieć certyfikat „od kołyski do kołyski”. Certyfikacja ma pomagać, a nie terroryzować. Wystarczą dobre praktyki i kampania społeczna, która pokaże, że miarą długowieczności architektury jest jej zdolność do mądrej rearanżacji. Choć najlepiej tak projektować budynki, aby nigdy nie potrzebowały konwersji, ale jeśli już tak się stanie – były na nią gotowe.

Każda budowa jest poważną ingerencją w środowisko, a architekci powinni ją minimalizować. - Naszym obowiązkiem jest zapewnienie, by budynek służył i stał jak najdłużej. Jeśli jednak z takich czy innych powodów nadejdzie jego kres, powinien być tak pomyślany, by po śmierci technicznej nie stał się kłopotliwym odpadem, a źródłem surowców wtórnych – mówią architekci Agnieszka Kalinowska-Sołtys i Szymon Wojciechowski z pracowni APA Wojciechowski Architekci.

Jednym ze sposobów na przedłużenie życia budynkom jest ich elastyczność i trwałość.

– Chodzi o takie projektowanie, które w przyszłości pozwoli na możliwie łatwą zmianę funkcji budynku, bez konieczności jego wyburzania – tłumaczy Szymon Wojciechowski.

Architekt dodaje, że budynek ma większe szanse na dłuższy cykl życia, jeśli ma dobre podstawy komercyjne. Istnieją żelazne zasady projektowania, które pozwalają na szybki wynajem budynku komercyjnego i sprawiają, że ludzie lubią w nim przebywać.

– Niestety czasami architekci naginają te zasady w imię idei. Inwestorzy z kolei idą na skróty dla oszczędności. Tymczasem jest to krótkotrwała taktyka. Tylko dobrze działający komercyjnie budynek żyje pełnią życia. Ludzie, którzy w nim pracują, robią zakupy lub spędzają wolny czas wymuszą niejako jego długowieczność, czyli ewentualną adaptację do nowej funkcji, gdy się zestarzeje – uważa Szymon Wojciechowski.

Architekt podkreśla, że „najgorszy” wiek dla budynków to 15–40 lat - nie są już na czasie, a jednocześnie daleko im do etapu vintage. – Dlatego nasza filozofia polega na tym, aby nie projektować pod dyktando mody i trendów, lecz ponadczasowo. Jesteśmy dumni na przykład z biurowca Saski Crescent w centrum Warszawy. Ma 20 lat, ale nie stracił na nowoczesności. Jego architektura nie krzyczy designerskim rozmachem, jest klasyczna i nadal się podoba. To też jest sposób na przedłużenie życia budynkowi – uważa Szymon Wojciechowski.

Więcej czytaj tutaj

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020