Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021

W. Brytania: Rząd przedstawił mandat i ostrzega, że może porzucić rozmowy (aktualizacja)

Autor: PAP
Dodano: 27-02-2020 14:47

Brytyjski rząd przedstawił w czwartek mandat negocjacyjny na rozpoczynające się w poniedziałek negocjacje z Unią Europejską w sprawie przyszłych relacji. Ostrzegł w nim, że może w czerwcu porzucić rozmowy, jeśli do tego czasu nie zostanie osiągnięty wystarczający postęp.

"Wraz z końcem okresu przejściowego, 31 grudnia, Zjednoczone Królestwo w pełni odzyska swoją niezależność gospodarczą i polityczną. Chcemy jak najlepszych stosunków handlowych z UE, ale w dążeniu do zawarcia umowy nie sprzedamy naszej suwerenności" - powiedział prezentując dokument w Izbie Gmin Michael Gove, który w gabinecie Borisa Johnsona pełni funkcję kanclerza księstwa Lancaster.

W dokumencie napisano, że celem Londynu są stosunki oparte na przyjaznej współpracy między dwoma równymi sobie i respektującymi odrębność prawną stronami, ale "cokolwiek się stanie, rząd nie będzie negocjował żadnych ustaleń, w których Wielka Brytania nie będzie mieć kontroli nad własnymi prawami i życiem politycznym". Jak podkreślono, oznacza to, że nie zgodzi się na dostosowywanie się do regulacji unijnych ani na to, by instytucje UE, w tym Trybunał Sprawiedliwości, miały jakąkolwiek jurysdykcję w Wielkiej Brytanii.

Celem negocjacyjnym powinna być, tak jak to zapisano w uzgodnionej w październiku 2019 roku umowie o warunkach wyjścia, całościowa umowa o wolnym handlu. Brytyjski rząd powtórzył w mandacie swoje stanowisko, że taka umowa powinna być podobna do tych, które UE zawarła w ostatnich latach z Kanadą, Japonią czy Koreą Południową. Uważa też, że tak umowa powinna być uzupełniona przez szereg innych, obejmujących takie sfery jak rybołówstwo, współpraca w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości i zwalczania przestępczości, transport czy energia.

Podkreślono, że nie wszystkie obszary współpracy muszą mieć zinstytucjonalizowaną formę i być objęte negocjowanym porozumieniem.

Brytyjski rząd ponownie zapewnił, że nie będzie przedłużał okresu przejściowego, który rozpoczął się w wraz z wyjściem z UE 31 stycznia i potrwa do końca roku. Zdaniem Londynu, to krótki, ale wystarczający czas na zawarcie porozumienia i Wielka Brytania ma nadzieję, że do czerwca uda się wypracować jego ogólny zarys. Jeśli jednak tak się nie stanie, "rząd będzie musiał zdecydować, czy uwaga Zjednoczonego Królestwa nie powinna odejść od negocjacji i skupić się wyłącznie na kontynuowaniu krajowych przygotowań do wyjścia z okresu przejściowego w sposób uporządkowany". Czynnikiem rozstrzygającym przy podejmowaniu takiej decyzji będzie to, czy nastąpił postęp chociażby w najmniej kontrowersyjnych sprawach.

W przypadku odstąpienia od negocjacji podstawą handlu od początku 2021 roku będą ogólne zasady Światowej Organizacji Handlu, co oznacza, że będą mogły obowiązywać cła i inne bariery.

W dokumencie podkreślono też, że rząd będzie negocjował w imieniu całego Zjednoczonego Królestwa i terytoriów, za których relacje zewnętrzne jest odpowiedzialny (chodzi tu zwłaszcza o Gibraltar), ale będzie brał pod uwagę i konsultował stanowisko z władzami Szkocji, Walii i Irlandii Północnej.

W poniedziałek swój mandat negocjacyjny przyjęła UE. Napisano w nim m.in., że "można oczekiwać, iż w przyszłości Zjednoczone Królestwo będzie nadal dostosowywać się do zmian w przepisach UE dotyczących pomocy publicznej dla przemysłu, norm środowiskowych i praw pracowników", a jakakolwiek umowa handlowa "powinna podtrzymywać wspólne wysokie standardy oraz odpowiadające im z czasem wysokie standardy, przy czym punktem odniesienia powinny być standardy unijne".

UE obawia się, że Wielka Brytania może rozpocząć "dumping regulacyjny", czym zyska przewagę nad unijnymi firmami, i wobec tego przekonuje, że konieczne jest zapisanie w umowie - jak to określa - równych warunków gry. Londyn się na to nie zgadza, argumentując, że trzymanie się unijnych regulacji byłoby zaprzeczeniem całej idei brexitu, a odejście od nich nie oznacza, że nowe będą słabsze; wskazuje, że w wielu dziedzinach, takich jak ochrona środowiska czy pomoc publiczna, obecne brytyjskie regulacje są bardziej rygorystyczne niż unijne.

Niezgodę na dostosowania się do unijnych standardów powtórzył premier Johnson. "Cały cel robienia tego, co robimy (wyjścia z UE - PAP), polega na tym, aby Wielka Brytania mogła robić rzeczy inaczej i lepiej. Wszystko czego chcemy to wzajemne uznanie wysokich standardów i dostęp do swoich rynków. Nie prosimy UE o przestrzeganie każdego szczegółu brytyjskiego prawodawstwa, więc nie ma sensu, aby UE miała takie wymogi wobec nas" - powiedział szef rządu w rozmowie z BBC.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021