Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020

#TydzieńwAzji: Od pucybuta do milionera i z powrotem - kłopoty prywatnych rafinerii w Chinach

Autor: Instytut Boyma
Dodano: 24-03-2020 14:20

Prywatne rafinerie przeżywają kolejne turbulencje na rynku chińskim. Spowolnienie gospodarcze spowodowane pandemią COVID-19 zmusiło je do zmniejszenia produkcji o połowę i postawiło pod znakiem zapytania przyszłość tej ostatnio prężnie rozwijającej się branży.

Przed 2015 r. regulacje rządowe sprzyjały wielkim państwowym rafineriom. Prywatne firmy w sektorze petrochemicznym były zmuszone kupować surowiec od wielkich państwowych spółek energetycznych, które jako jedyne posiadały rządowe licencje na import ropy. Przedsiębiorstwa takie jak PetroChina czy Sinopec, korzystając ze swojej dominującej pozycji, sprzedawały ten surowiec na krajowym rynku mniejszym podmiotom po zawyżonych cenach.  Zmuszały tym samym prywatne rafinerie do balansowania na granicy opłacalności.

Walcząc o przetrwanie, wielu "maluchów" szukało luk w przepisach podatkowych, co z kolei ściągało na nich liczne kontrole skarbowe. Rezultatem tej podwójnej presji administracji i wielkich koncernów było zmniejszenie się liczby niezależnych podmiotów rynku paliwowego z ponad dwustu w 1995 r. do mniej niż dwudziestu w 2015 r. Ze względu na swój rozmiar, przestarzałe wyposażenie i niską produktywność otrzymały one przydomek „czajników”.

Imponująca jest historia wzrostu sektora małych firm paliwowych w ostatnim pięcioleciu. Na fali reform deregulacyjnych  gospodarce, Krajowa Komisja Rozwoju i Reform, centralny urząd planowania gospodarczego w Chińskiej Republice Ludowej, po raz pierwszy zezwoliła prywatnym rafineriom na bezpośredni zakup ropy naftowej na światowych rynkach w 2015 roku.  Sektor prywatny szybko zwiększył produkcję i umocnił pozycję na rynku kosztem tradycyjnie dominujących państwowych zakładów petrochemicznych.

Do 2019 r. prywatne spółki, których liczba wzrosła do ponad setki, nie tylko rafinowały co czwartą baryłkę w Państwie Środka - czyli prawie 3,5 mln baryłek dziennie - ale stały się również główną siłą stymulującą import ropy.  Odpowiadały za 80 proc. wzrostu chińskich zakupów zagranicznych tego surowca. Ponieważ Chiny są drugim na świecie największym konsumentem ropy, prywatne rafinerie stały się dla producentów ”czarnego złota” ważnymi klientami na światowym rynku energetycznym. 

Największe z prywatnych firm zaczęły wzbudzać zainteresowanie międzynarodowych inwestorów. Przykładem jest  Qatar for Investment & Development Group, który za 5 mld USD kupił 49 proc. udziałów w Shandong Dongming Petrochemical Group, czołowej niezależnej rafinerii w Chinach. Położona nad Morzem Żółtym prowincja Szantung na wschodnim wybrzeżu kraju, stała się Teksasem chińskiego przemysłu petrochemicznego.

Już przed wybuchem epidemii prywatne rafinerie wpadły w kłopoty. Według szacunków Chińskiej Federacji Przemysłu Naftowego i Chemicznego zyski branży obniżyły się o blisko 40 proc. w 2019 r. Przyczyną był spadek popytu na produkty naftowe, wynikający z amerykańsko-chińskiego konfliktu handlowego i najwolniejszego od trzech dekad wzrostu gospodarczego w Państwie Środka.  

Koronawirus i związane z nim spowolnienie gospodarcze pogorszyło w ostatnich miesiącach i tak złą sytuację. Wprowadzenie przez rząd chiński drastycznych środków kontrolnych spowodował zastój w centrach przemysłowych kraju a także w sektorze transportowym, co spowodowało skurczenie się krajowego zapotrzebowania na ropę o rekordowe 3,2 mln baryłek dziennie. Pogarszająca się sytuacja na rynku zmusiła niezależne rafinerie w Szantung do obcięcia produkcji o połowę. Dodatkowo pod koniec lutego międzynarodowe banki zawiesiły 600 mln USD linii kredytowej dla trzech „czajników” z uwagi na pogarszające się prognozy finansowe.

Chińscy prywatni producenci paliw widzą jednak światełko w tunelu. Wojna cenowa między Rosją i Arabią Saudyjską może stać kołem ratunkowym dla borykających się z trudnościami rafinerii. Chińskie rafinerie najlepiej zarabiają bowiem przy cenie ropy poniżej 40 USD za baryłkę.

Mechanizm można wytłumaczyć dość prosto. Paliwo pozostaje tanie dla klientów w czasach zwyżek na światowych rynkach surowców, ponieważ ceny są mocno regulowane przez państwo. Nie mogą zejść poniżej pewnego poziomu, ponieważ zbyt tanie paliwo nakręcałoby zbędną konsumpcję i zagrażało osiągnięciu założonych celów klimatycznych. Nawet jeśli ropa spadnie do 10 USD na rynkach światowych, to cena produktów naftowych w Chinach pozostanie na wyższym poziomie. Z części tej różnicy pochodzi obecnie zysk rafinerii. Dlatego też średnia marża szantungskich rafinerii podwoiła się w ciągu tygodnia. Jeśli ceny ropy naftowej pozostaną na obecnym poziomie, to według firmy konsultacyjnej Sublime China Information prywatny przemysł petrochemiczny zarobi do końca roku aż 6 mld USD.

Czytaj także: Rosja, Stany, Arabia Saudyjska. Kto pierwszy odpuści w wojnie cenowej?

Do tego dochodzi powolny wzrost popytu na paliwo na rynku chińskim, bo kraj powoli powraca do pracy po epidemii.  Produkcja paliw również rośnie do poziomu sprzed epidemii. Wygląda na to, że saga „czajników” w Chinach nie jest jeszcze zakończona.

Czytaj także: Megainwestycje i ogromne zapomogi. Giganci z Azji też wyciągnęli tarcze

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020