Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021

W polskiej chemii widać tylko lekkie objawy agresji koronawirusa

Autor: Dariusz Malinowski
Dodano: 01-05-2020 00:01 | Aktualizacja: 30-04-2020 22:35

Pandemia koronawirusa dotyka wszystkie sektory gospodarki. Są takie, które z powodu choroby ponoszą gigantyczne straty, nieliczne zaś zarabiają krocie. Branża chemiczna znajduje się pośrodku. Część segmentów traci, inne jednak przejdą koronawirusa "bezobjawowo" lub nawet ze sporym zyskiem. COVID-19 może być także okazją do przejęć.


Spółki chemiczne jeszcze nie podały wyników po I kwartale tego roku, kiedy to pandemia zaczęła wzbierać. Już jednak wiadomo, że wyniki nie pozostały obojętne na to, co działo się wskutek pandemii. Ale przynajmniej w niektórych działach firmy nie będą miały problemów.

Nawozy nie dają się pandemii

Zaspokojenie potrzeb żywnościowych pozostaje jedną z najważniejszych kwestii dla człowieka. Co najwyżej, by oszczędzić, możemy kupować wyroby tańsze, ale całkowicie bez nich obyć się nie możemy. To zaś oznacza, że producenci żywności wciąż będą potrzebowali nawozów.

Nic więc dziwnego, że analityk BM mBanku Jakub Szkopek mówi, że schłodzenie koniunktury wywrze ograniczony wpływ na segment nawozów.

Czytaj też: Grupa Azoty może dostać miliony złotych z NCBiR na innowacyjne projekty

Gdy zapytaliśmy o sytuację w firmie naszych największy krajowych producentów nawozów - Grupę Azoty i Anwil Włocławek - w obu przypadkach odpowiedzi były niemal identyczne: spółki pracują normalnie i realizują planowane dostawy nawozów.

Tyle że należy pamiętać, iż nawóz nawozowi nierówny - podkreślają to analitycy. Według mBanku wyniki Grupy Azoty w sektorze nawozów  mogłyby być lepsze, gdyby nie oczekiwane niższe wolumeny sprzedaży nawozów saletrzanych (o 4 proc. rok do roku) oraz wieloskładnikowych (minus 5 proc. rok do roku) - ze względu na słabszą sprzedaż na początku 2020 roku.

Skąd ten problem dla producentów?

- Należy pamiętać, że rolnicy także liczą pieniądze, również zdają sobie sprawę, że koniunktura może się pogorszyć... To zaś może oznaczać niższe ceny skupu produktów rolnych – mówi nam pracownik dystrybutora nawozów na Opolszczyźnie.

A jak to wygląda w praktyce? - Ludzie kupowali i kupują nawozy potrzebne w pierwszym rzędzie. Bez nawozów azotowych ziemia będzie plonowała słabo. W przypadku nawozów wieloskładnikowych można poczekać z nawożeniem – dodaje nasz rozmówca. Zaznacza jednak, że sytuacja się zmienia, a negatywnym czynnikiem wpływającym na popyt może być susza.

Polskie firmy chemiczne korzystają także na tym, że pandemia utrudnia przewóz towarów. Produkty importowane, zwłaszcza z Rosji, mają problem z łatwym dotarciem do naszego kraju. Należy jednak pamiętać, że w przypadku tego państwa atutem nawozów była utrzymywana niższa cena.

Tymczasem zawirowania na globalnym rynku gazu ziemnego spowodowały, że na rosyjskim rynku ceny gazu są zbliżone lub nawet wyższe niż w Europie. Kiedy doliczyć do tego transport, nawozy rosyjskie tracą atut w postaci atrakcyjnej ceny. Informowali zresztą o tym i rosyjscy producenci, tłumacząc się „potrzebą skupienia się ze względów kosztowych, na własnym rynku”.

Posucha w tworzywach

O ile segment nawozowy daje sobie w czasie pandemii całkiem dobrze radę, o tyle odwrotna sytuacja panuje w  produkcji tworzyw.

- Branża tworzyw sztucznych, jak cała gospodarka, w sposób istotny odczuwa zmiany związane z pandemią koronawirusa. Są jednak obszary, gdzie - ze względu na specyfikę oferowanych dóbr - widać wzrost popytu. Dotyczy to np. wyrobów związanych z pakowaniem żywności czy leków - mówi nam Robert Szyman, dyrektor generalny Polskiego Związku Przetwórców Tworzyw Sztucznych.

Jego słowa znajdują odzwierciedlenie w szacunkach analityków.

- Zakładamy, że w Grupie Azoty EBITDA (zysk operacyjny przed opodatkowaniem i potrąceniem odsetek od zaciągniętych zobowiązań - przyp. red.) segmentu tworzyw skurczy się w 2020 roku do minus 65 mln zł; wcześniej zakładaliśmy plus 4 mln zł – informuje Jakub Szkopek.  A zatem w praktyce, że Azoty na tej działalności poniosą stratę.

Jednak trudno za skalę popytu winić zarząd (podobnie jak władze innych firm chemicznych). Na przykład już ubiegły rok w Grupie Azoty był okresem słabego zapotrzebowania ze strony branży automotive (ok. 60 proc. przychodów segmentu), niewiele lepsza sytuacja była w innych branżach (np. opakowania). Do tego doszła jeszcze trudna sytuacja związana z nadpodażą wyrobów.

Należy pamiętać, że już I kwartał obecnego roku skutkował światowym „zamknięciem” się branży motoryzacyjnej. Teraz, co prawda, rusza ona na nowo, ale raz, że dostawcy tworzyw zrobili zapasy, a dwa, że z powodu pandemii i globalnej recesji popyt na nowe samochody pozostaje na bardzo niskim poziomie.

Bez zmian w inwestycjach

Mimo pogorszenia koniunktury nasze spółki chemiczne nie rezygnują z inwestycji. Trwa rozbudowa mocy produkcyjnych Anwilu, a największą w historii umowę inwestycyjną podpisał Ciech.

Należąca do Grupy Ciech spółka Ciech Saltz Deutschland zawarła porozumienie  (o wartości 44 mln euro), przewidujące budowę i montaż obiektów w nowej warzelni soli, która powstaje w Stassfurcie. To m.in. efekt strategii spółki: skupieniu się firmy na specjalistycznych wyrobach o wysokich marżach.

Inwestycyjnego tempa nie zwalnia także Grupa Azoty. - Na pewno te inwestycje przekroczą łącznie 2 mld zł, uwzględniając PDH, ale nie chcielibyśmy teraz publikować tych wartości, bo mamy niepewne otoczenie i zastanawiamy się, przeglądamy wszystkie inwestycje, żeby podjąć optymalną decyzję, co powinniśmy robić, a z czym ewentualnie poczekać na ustabilizowanie się sytuacji - zaznacza wiceprezes Azotów, Paweł Łapiński.

Z punktu widzenia spółki inwestycja w PDH (zakład produkcji polipropylenu w Policach) jest kluczowa i tam, wydaje się, do żadnych cięć wydatków nie dojdzie.

O tym, że spółki chemiczne – choć w różnym stopniu – dość dobrze przechodzą pandemię, może świadczyć także nietypowy krok Ciechu. Firma poinformowała, że planuje skupić do 14,6 proc. akcji własnych za maksymalnie 346,5 mln zł. Gdyby do tego doszło, oznaczałoby to spory wydatek finansowy. Jednak - jak informuje drugi co do wielkości producent sody w Europie - akcje mają być nabywane w celu umorzenia w drodze obniżenia kapitału zakładowego, odpłatnej odsprzedaży lub wykorzystania do nabycia bądź wymiany udziałów lub akcji w innych spółkach.

Zwłaszcza ta trzecia część scenariusza wydaje się ciekawa. Być może nasza spółka chce wykorzystać zawirowania rynkowe i np. wejść kapitałowo w inny podmiot? 

Należy bowiem pamiętać, że w dobie kryzysu firmy o mocnej kondycji finansowej potrafią z zawirowań gospodarczych wyjść jeszcze bardziej wzmocnione.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021