Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020

Pandemia i transformacja. Dokąd zmierza energetyka?

Autor: Dariusz Ciepiela
Dodano: 25-05-2020 06:00

Pandemia koronawirusa doprowadziła do spadków zapotrzebowania na energię elektryczną, co przełożyło się np. na popyt na węgiel. Regulacje unijne wpływające na polską energetykę nie zostaną ani anulowane ani zawieszone, mogą jednak być odłożone. Polskie przedsiębiorstwa powinny lobbować za potrzebnymi rozwiązaniami i szukać swojego miejsca w krajobrazie zmieniającego się europejskiego sektora energii. M.in. takie są wnioski z debaty ekspertów pt. "Energia, energetyka, rynek - inaczej", która odbyła się w trakcie EEC Online.



– Najważniejsze zjawisko związane z koronawirusem, jakie widzimy w energetyce, to spadek zapotrzebowania na moc. W tej chwili spadek jest łagodniejszy, na poziomie ok. 8 proc. w porównaniu do okresu kwiecień-maj 2019 r., ale jeszcze miesiąc temu spadki były bardzo duże. W Europie jest podobna sytuacja, najbardziej dramatyczne spadki obserwowaliśmy we Włoszech, w tej chwili widzimy, że sytuacja powoli się poprawia – relacjonowała Joanna Maćkowiak-Pandera, prezes Forum Energii, na wstępie energetycznej debaty zorganizowanej w ramach EEC Online.

Silny impuls dla transformacji

Spadek zapotrzebowania na energię przekłada się na mniejsze zapotrzebowanie na węgiel, dodatkowo węgiel jest pod olbrzymią presją ze względu na globalny spadek cen tego paliwa.

– To nie jest sytuacja, która się bardzo szybko zmieni. Spadki cen węgla, gazu i ropy moim zdaniem będą się utrzymywać – prognozuje Joanna Maćkowiak-Pandera.

Przypomina, że spadki na Rynku Dnia Następnego na Towarowej Giełdzie Energii (TGE) sięgały 23 proc., ostatnio ceny lekko odbiły i wynoszą ok. 180 zł za MWh. Sytuacja się stopniowo stabilizuje.
Koronawirus nie powstrzyma jednak transformacji energetycznej.

– Moim zdaniem transformacja energetyczna będzie przyśpieszać, choćby z tego względu, że konstrukcja rynku energii jest taka, że źródła o najmniejszych kosztach zmiennych, czy wręcz zerowych, jak wiatr i słońce, mają preferencje w dostępie do sieci, a wypychane są najbardziej emisyjne źródła. W Polsce są to przede wszystkim bloki 200 MW – wyjaśnia Joanna Maćkowiak-Pandera.

Obawy w przemyśle

Wpływ koronawirusa odczuwają także firmy przemysłowe związane z energetyką – głównie są to  opóźnienia dostaw związane z zerwaniem łańcuchów logistycznych i kłopotami dostawców.

– Nasze wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2020 r. były bardzo pozytywne, ale w kwietniu odczuliśmy pewne trudności, głównie związane z opóźnieniami w dostawach i logistyce. Ale wiążemy koniec z końcem – zapewnia Mirosław Klepacki, prezes Apatora.

W pierwszym kwartale 2020 r. przychody grupy Apator wzrosły o 6 proc. rok do roku do poziomu 224,5 mln zł, a zysk netto był wyższy o 12 proc.

Zakłady grupy Apator pracują w miarę normalnie.

– Od kwietnia pracujemy w systemie czterozmianowym i produkcja przebiega płynnie. Zdarzają się czasami opóźnienia dostaw podzespołów elektronicznych, ale są to opóźnienia mierzone w dniach, więc tragedii nie ma – zapewnia Mirosław Klepacki.

W przyszłości koronawirus może jednak przełożyć się na spadek przychodów.

– Boimy się, co będzie później. Jeśli chodzi o zamówienia, to bardzo pozytywnie to wygląda, nawet w czarnym scenariuszu nie powinno być gorzej niż minus 10, minus 20 proc. przychodów, a może się zdarzyć tak, że wykonamy swoje zamierzenia.

Opóźnione, ale pod kontrolą

Pandemia uderzyła w inwestycje w sektorze energetyki wiatrowej na lądzie. Obecnie na różnym etapie są inwestycje w lądowe farmy wiatrowe o mocy ok. 3,5 GW.

– Dokuczliwość pandemii jest odczuwalna w naszej branży przy realizacji nowych projektów, w niektórych przypadkach mieliśmy do czynienia z poślizgami i spowolnieniem budowy. Spotkaliśmy się jednak z pomocą ze strony Ministerstwa Klimatu. Zostały wprowadzone regulacje umożliwiające przesunięcie oddania pierwszej kilowatogodziny do sieci - nawet o rok. To oznacza, że dzisiaj możemy spokojnie realizować nasze inwestycje – mówi Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW).

Obecnie w kraju 13-17 tys. osób pracuje przy realizacji inwestycji w lądowe farmy wiatrowe, są to głównie  pracownicy firm instalacyjnych i elektrycznych.

– Branża czeka na kolejne aukcje OZE oraz zniesienie bariery odległościowej przy budowie lądowych farm wiatrowych – dodaje Gajowiecki.

Co teraz z Zielonym Ładem?

Unia Europejska to suma interesów. Obserwujemy pewne przyśpieszenie procesów gospodarczych, które powinniśmy realizować wspólnie. W tym kontekście dyskutowano o prognozowanym wpływie polityki Zielonego Ładu na przyszłość polskiej energetyki. Przez sektor energii przeszła fala spekulacji o rewizji założeń tej unijnej strategii.

– Nie lubię stawiania tej sprawy z perspektywy takiej, że nam ktoś coś narzuca, czy też narzuca przedsiębiorstwom energetycznym. Przedsiębiorstwa jeśli chcą, mają fenomenalną platformę do tego, aby w UE uczestniczyć, lobbować za potrzebnymi rozwiązaniami i szukać swojego miejsca – podkreśla Michał Motylewski, managing counsel w kancelarii Dentons.  

Motylewski widzi w Zielonym Ładzie i transformacji energetycznej europejskie, wspólne wyzwania, nie tak nagłe jak pandemia, ale nadal stojące przed członkami Wspólnoty. Liczba obszarów i kwestii podlegających unijnym regulacjom będzie, zdaniem przedstawiciela Dentonsa, raczej rosła niż malała.

– Jeśli spojrzeć na pracę Komisji Europejskiej, to widać, że energetyka przez lata stała się takim fundamentem wszystkich zjawisk społeczno-gospodarczych, które nas otaczają, że wiele rzeczy wzajemnie na siebie oddziałuje i dużo rzeczy musi być uregulowanych – wskazuje Michał Motylewski.

Zwraca uwagę, że wyjście z pandemii w perspektywie wszystkich branż gospodarki, nie tylko energetyki, oznacza, że odzyskujemy możliwość przetwarzania zasobów, którą na jakiś czas musieliśmy ograniczyć.

Bez banków ani rusz

– Rola sektora bankowego w transformacji energetycznej jest nie do przecenienia. I to zarówno w kontekście finansowania, jak również jako uczestnika partnerstwa publiczno-prywatnego. To rola sektora bankowego, który zajmuje się nie tylko finansowaniem z własnych środków, ale jest również dystrybutorem środków publicznych - powiedział Jarosław Rot, dyrektor zarządzający pionu zarządzania aktywami i pasywami w Banku BNP Paribas.

Rola sektora bankowego rośnie w dobie pandemii koronawirusa, kiedy to transformacja energetyczna może stać się jednym z kluczowych elementów pomagających gospodarce wrócić na właściwe tory rozwoju. Ale finansowanie to musi być odpowiednio ukierunkowane i mieścić się w ramach zrównoważonego modelu gospodarki.

– Bank BNP świadomie ogranicza swój udział w branżach, które są powszechnie uznawane za nadmiernie obciążające środowisko. W Polsce już w 2015 roku Bank BNP Paribas podjął decyzję o wyjściu z finansowania sektora energetyki węglowej. W czasie konferencji klimatycznej ONZ COP 24 w Katowicach w 2018 r. pięć globalnych banków, w tym BNP Paribas, podjęło zobowiązanie o dostosowaniu swoich portfeli do globalnych celów klimatycznych – przypomina Rot.

Zwraca uwagę, że w Polsce mamy kilka doświadczeń, które mogą posłużyć jako przykład sukcesu zaangażowania się sektora bankowego w transformację energetyczną. W latach 2011-2014 Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOiR) organizował program PolSEFF, w ramach którego ok. 2 tys. firm zrealizowało inwestycje w podniesienie efektywności energetycznej i obniżenie zużycia energii.

Czytaj także: Minister klimatu: transformacja energetyczna korzystna dla Polski, ale nie podnośmy celu redukcji CO2

Zobacz też naszą rozmowę w prezesem PGE Wojciechem Dąbrowskim.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020