Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020

Branże zastopowane przez pandemię: do tarcz potrzebny nam miecz

Autor: Piotr Myszor
Dodano: 23-05-2020 14:00

Niektóre sektory gospodarki została głęboko zamrożone przez obostrzenia wprowadzone z powodu pandemii. Takie rodzaje działalności jak hotele, ośrodki wypoczynkowe, organizacja turystyki, transport lotniczy czy przemysł spotkań niemal całkowicie utraciły możliwości działania. W sumie mówimy o kilkunastu tysiącach firm tworzących ponad 12 proc. polskiego PKB.  O problemach tej części gospodarki dyskutowano w trakcie sesji „Branże wrażliwe” w ramach EEC Online.


W przypadku branży turystycznej spadek przychodów wyniósł nawet 95-98 proc. - Branża hotelowa traci 1 mld złotych miesięcznie, kiedy nie pracuje. Mamy więc już stratę 2 mld złotych, a branża hotelarska to nie tylko skategoryzowane hotele, ale także motele, pensjonaty i inne obiekty świadczące usługi noclegowe – mówił podczas panelu dyskusyjnego Ireneusz Węgłowski, prezes Izby Gospodarcza Hotelarstwa Polskiego, wiceprezes zarządu Orbis SA.

Bolesne odmrażanie

Branża przygotowuje się teraz intensywnie do działania w nowych warunkach sanitarnych. Część obiektów już zaczęła pracę, ale w stopniu dość ograniczonym ze względu na nowe wymagania sanitarne. W wypadku hoteli wypoczynkowych, z mocno rozbudowaną bazą rekreacyjną jest to szczególnie trudne.

- Dostosowanie hotelu do obostrzeń wymaganych przez regulacje rządowe kosztowało nas już 1 mln złotych. Mamy 100 tys. mkw pod dachem, więc potrzebowaliśmy systemowych rozwiązań takich jak dezynfekcja za pośrednictwem nowego systemu wentylacyjnego czy nowy system uzdatniania wody – powiedział Michał Kozak, prezes zarządu Hotelu Arłamów.



Według uczestników dyskusji obecnie podstawą jest zbudowanie popytu na usługi hotelowe, a to zależy od tempa odmrażania całej gospodarki. Zdaniem Michała Kozaka wymaga to m.in. stworzenia dłuższej perspektywy działań, bo obecnie jest ona wyznaczana w dwutygodniowym interwale kolejnymi decyzjami rządowymi.

Według Ireneusza Węgłowskiego pozytywnym elementem są takie działania, jak zapowiadany bon na usługi turystyczne. Potrzeba jednak także intensywnych działań promocyjnych na arenie międzynarodowej, zwłaszcza w sytuacji, kiedy część krajów wychodzi z zamrożenia na skutek epidemii wolniej niż Polska. W ubiegłym roku mieliśmy 21 mln turystów zagranicznych i dla niektórych regionów, np. zachodniej i północno-zachodniej części kraju była to ważna część przychodów.

Oderwać się od ziemi...

Intensywnie przygotowuje się do wznowienia działalności także branża lotnicza, jedna z najbardziej poszkodowanych przez epidemię. W pierwszych dniach kwietnia lotów było nawet o 80 proc. mniej niż przed rokiem, a według szacunków International Air Transport Association w tym roku zapotrzebowanie na loty zmniejszy się o połowę. 

Stawia to w bardzo trudnej sytuacji także lotniska. Stowarzyszenie Airport Council International Europe szacuje, że po wzrostach ruchu w styczniu i w lutym, w marcu średni spadek ruchu na europejskich lotniskach wyniósł prawie 60 proc.

Liczbę miejsc pracy, których istnieniu zagraża ta sytuacja, w samym lotnictwie, ale i w branżach z nim współpracujących IATA szacuje na 25 mln osób na całym świecie, z czego ponad 5,5 mln w samej Europie.


Artur Tomasik, prezes zarządu Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego, przypomina, że jego firma od marca traci 90 proc. przychodów.

- Mówimy o pomocy państwa dla firm, które utraciły 15-20 proc. przychodów. Nie wyobrażam sobie pozostawienia bez pomocy branży, który straciły 90 proc. Porty lotnicze w Polsce tracą dziennie ok. 5 - 6 mln zł przychodów, miesięcznie to jest około 200 mln zł. Straty będziemy odrabiać przez co najmniej pół roku – mówi Artur Tomasik.

Branża lotnicza także intensywnie pracuje nad przygotowaniami do wznowienia działalności. Zarówno lotniska, jak i same samoloty będą musiały wdrożyć procedury i zasady odpowiadające nowym wymaganiom sanitarnym. Dla lotnictwa wakacje to najwyższy sezon i nie można sobie pozwolić na to, by go utracić.

- Nie powinniśmy demonizować sytuacji. Koronawirus będzie nam towarzyszył jeszcze przez jakiś czas, najważniejsze, by racjonalnie i spójnie zbudować procedury - pomiary temperatury na lotniskach, podróżowanie w maseczkach, social distancing - zauważa Andrzej Kobielski, członek zarządu, dyrektor handlowy Enter Air.

Kiedy się znów spotkamy?

Przemysł spotkań także znalazł się w dramatycznej sytuacji. Według Stowarzyszenia Branży Eventowej w marcu i kwietniu odwołano 97 proc. zaplanowanych wydarzeń. Maj dla większości organizatorów imprez jest kolejnym "pustym miesiącem", a perspektywy na następne miesiące wcale nie są lepsze. Wstępne stacunki utraconych przychodów w marcu i kwietniu sięgają niemal 20 mln złotych.

- W przypadku przemysłu kongresowo-konferencyjnego mówimy o sezonowości i tak się wydarzyło, że pandemia uderzyła w przeddzień wysokiego sezonu wiosennego, kiedy wszystkie obiekty miały wypełnione kalendarze. W wypadku ICE Kraków kalendarz zakładał 30 wydarzeń artystycznych i 24 konferencje od marca do końca czerwca – mówi Paula Fanderowska, zastępca dyrektora ds. centrum kongresowego ICE Kraków.

Spośród planowanych tam wydarzeń kulturalnych 60 proc. zostanie przeniesiona na jesień, w wypadku kongresów jednak tylko co czwarty – większość ich organizatorzy przenieśli na kolejny rok, a niektóre nawet za dwa lata.


Andrzej Hulewicz, vice president Mazurkas Travel Poland uważa, że to może być szansa, którą należy wykorzystać.

- Kongresy czy wydarzenia sportowe organizuje się z dużym wyprzedzeniem. Wydaje się, że teraz będzie nowe rozdanie, jeżeli chodzi o organizację tych imprez. Nie możemy się spóźnić z wyjściem na rynek, bo konkurencja jest duża. W Niemczech już zapowiedziano odmrożenie imprez targowych i organizatorzy już otrzymali sygnał, że tam już można organizować imprezy. My także powinniśmy wychodzić z taką informacją. Spóźnienie może oznaczać stracenie efektów tej pracy, którą wykonaliśmy, budując pozycję Polski na arenie międzynarodowej – powiedział Andrzej Hulewicz.

Wyprzedzenie konieczne dla zorganizowania imprezy to kolejny powód, dla którego powstanie kalendarza jest takie ważne.

- Chodzi nie tylko o rządowe tarcze, ale i miecze dla branży, żebyśmy nie tylko bazowali na pomocy, ale także zaczęli zarabiać. Bardzo ważne, byśmy usłyszeli, kiedy będą możliwe pierwsze wydarzenia np. dla 200-300 osób, a po jakim czasie będzie można organizować spotkania większe – mówi Marcin Herra, prezes zarządu, Arena Gliwice (Arena Operator Sp. z o.o.).

Na razie kalendarza odmrożenia przemysłu spotkań wciąż jednak nie ma. Branża stara się minimalizować koszty, co odbija się między innymi na pracownikach, których dochody spadły nawet o połowę. Ale nawet to nie pozwoliło utrzymać poziomu zatrudnienia sprzed pandemii. Według danych z końca marca 40-60 proc. pracowników firm związanych z przemysłem spotkań otrzymało wypowiedzenia.

- Przemysł spotkań to 6-7 proc. PKB i setki tysięcy miejsc pracy. To ogromna branża dziś zamrożona i bez kalendarza odmrożenia. Czekamy na konkretne terminy – apelował Herra.


Nowe standardy bezpieczeństwa wprowadzane w innych branżach sugerują jednak, że powrót do pełnej działalności w nowych warunkach nie będzie łatwy i będzie wymagał znacznych zmian.

- Impreza zakontraktowana obecnie na 8 tysięcy ludzi, we wrześniu może być dostępna dla znacznie mniejszej liczby uczestników, a to będzie wymagało pójścia na kompromis i ze strony artysty i organizatora – uważa Marcin Stolarz, prezes zarządu PTWP Event Center, operatora Międzynarodowego Centrum Kongresowego w Katowicach. 

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020