Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021

Białoruś: Politolog: po raz pierwszy Łukaszenka nie ma poparcia większości

Autor: PAP
Dodano: 05-08-2020 07:27

Prezydent Alaksandr Łukaszenka po raz pierwszy w historii nie ma gwarancji poparcia większości społeczeństwa – powiedział PAP politolog Alaksandr Fiaduta, komentując kampanię wyborczą, w której obecny szef państwa ubiega się o szóstą kadencję.

"Mało tego, on wie również to, że duża liczba ludzi nie chce, by on wygrał" - ocenia rozmówca PAP. "Prezydent robi wszystko, by przekonać wyborców, że mimo wszystko to on wygrywa, ale wychodzi mu to bardzo źle" - dodaje.

Na Białorusi sondaże socjologiczne mogą przeprowadzać tylko struktury oficjalne, a rezultaty nie są podawane do wiadomości publicznej, niezależna socjologia nie funkcjonuje. Oznacza to, że ani analitycy, ani zwykli obywatele nie dysponują wiedzą na temat notowań polityków.

"Nie mamy statystyki, ale on (Łukaszenka) też jej nie ma. Możemy tylko patrzeć na to, jak on się boi. A po jego zachowaniu widać, że boi się bardzo" - ocenia Fiaduta. "Gdyby wszystko było dobrze, byłby spokojny" - przekonuje.

Zdaniem Fiaduty właśnie brak poparcia większości najbardziej odróżnia wybory w 2020 r. od wszystkich poprzednich kampanii i decyduje o jej przebiegu.

"Widzimy aktywność ludzi, którzy do tej pory popierali Łukaszenkę - wskazuje politolog. - Tradycyjnie przeciwko niemu występowali ci, którzy nie zgadzali się z nim ideologicznie, politycznie. Dzisiaj jest inaczej".

Na wyjątkową aktywność polityczną społeczeństwa w czasie tej kampanii zwraca uwagę szereg ekspertów. Wielu Białorusinów mówi o tym, że wcześniej głosowali na obecnego prezydenta, lecz uważają, iż kraj potrzebuje zmiany. Inni mówią wprost, że dotąd na wybory nie chodzili, bo nie interesowali się polityką, ale teraz zmienili zdanie.

Fiaduta uważa, że nie można wykluczyć brutalnej reakcji władz na ewentualne protesty, a ogólnie obecna kampania może mieć bardzo poważne konsekwencje dla sytuacji międzynarodowej Białorusi.

"Pojawienie się dużej liczby więźniów politycznych poważnie utrudni relacje z Zachodem, ale jeśli zostanie użyta siła podczas akcji protestu, możliwe jest wprowadzenie sankcji" - przewiduje analityk.

Trudno jest nie tylko na kierunku zachodnim, ale również w relacjach z najbliższym sojusznikiem. W ostatnich dniach lipca Mińsk ogłosił, że na terytorium kraju zatrzymano rosyjskich najemników z grupy Wagnera, którzy mieli dążyć do sprowokowania zamieszek przed wyborami.

"To nie jest konflikt potencjalny, ale realny. Łukaszenka pokazał, że może w dowolnej chwili złamać słowo" - mówi Fiaduta. "Nigdy bym nie pomyślał, że Alaksandr Łukaszenka podejmie takie ryzyko - zatrzymania i oskarżenia ludzi, którzy prawdopodobnie znajdowali się tutaj na podstawie porozumienia z Rosją. Kreml mu tego nie wybaczy" - ocenia.

Strona rosyjska przekonuje, że "zatrzymani obywatele" zmierzali do krajów trzecich, a na Białorusi byli tranzytem. Część ekspertów ds. bezpieczeństwa, m.in. Andrej Parotnikau, sugeruje, że Białoruś mogła być punktem przerzutowym dla rosyjskich (nielegalnych w świetle tamtejszego prawa) najemników na podstawie umowy pomiędzy Moskwą a Mińskiem.

"Alaksandr Łukaszenka po raz pierwszy czuje się realnie zagrożony. Wcześniej już też bywał, ale wyłącznie teoretycznie" - podsumowuje Fiaduta.

Z Mińska Justyna Prus

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021