Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2022

Nierentowne kopalnie trzeba zamknąć. Powstanie miejsce dla nowych

Autor: Jerzy Dudała
Dodano: 16-09-2020 06:00

Koszty produkcji w polskich kopalniach są wysokie i naszemu górnictwu bardzo trudno zachować konkurencyjność. Likwidacja kopalń trwale nierentownych wydaje się nieuchronna - stworzy szanse dla perspektywicznych zakładów górniczych. Trzeba jednak te procesy dokładnie zaplanować - wskazywali uczestnicy debaty "Górnictwo - transformacja pod presją" podczas XII Europejskiego Kongresu Gospodarczego, którą prowadził Rafał Kerger, redaktor naczelny WNP.PL, PulsHR.pl i PortalSamorzadowy.pl.


Artur Soboń, wiceminister aktywów państwowych, pełnomocnik rządu ds. transformacji spółek energetycznych i górnictwa, ocenił, że obecna sytuacja branży nie jest łatwa. Przyszłoroczny spadek popytu na węgiel ze strony energetyki szacuje się na 7 mln ton.

Przygotować transformację w oparciu o dialog

Dodał, że wynika to z modelu polityki klimatycznej w Unii Europejskiej. Produkcja energii z węgla zmniejsza się -  to stały trend, a górnictwo musi na niego odpowiedzieć. Wiceminister Soboń podkreślił, że konieczna jest także zgoda społeczna na transformację.


- Jej skuteczność nie polega na szybkich działaniach, lecz na działaniach uzgodnionych - zastrzegł Artur Soboń. Dodał, że mówimy o perspektywie kilku dziesięcioleci.

- Jako państwo będziemy szczodrzy - zapowiedział, wyliczając takie instrumenty wsparcia, jak między innymi fundusze unijne w ramach sprawiedliwej transformacji, urlopy pomostowe, osłony finansowe dla odchodzących z branży.

- Od początku do końca będziemy rozmawiać ze stroną społeczną - podkreślił wiceminister.

Zobacz również: Artur Soboń: celem długoterminowy plan dla górnictwa i elektroenergetyki

Tomasz Rogala, prezes zarządu Polskiej Grupy Górniczej (PGG), przypomniał, że zaledwie przed trzema laty prezentowano strategię PGG po połączeniu z Katowickim Holdingiem Węglowym i określono wówczas, że głównym zadaniem firmy będzie zabezpieczenie potrzeb energetyki zawodowej.

- Mówiąc w skrócie: sektor górniczy będzie wyglądał tak, jak zapotrzebowanie na węgiel ze strony elektrowni - wskazał prezes Tomasz Rogala.


W ocenie prezesa PGG dzisiejsze trudności kopalń są złożone i podyktowane takimi czynnikami, jak Covid-19, który doprowadził do zmniejszenia popytu na energię elektryczną w gospodarce, co odbija się głównie na węglu kamiennym, opłaty emisyjne CO2 (mają potężny i negatywny wpływ na górnictwo oraz wewnątrzsystemowy przyrost mocy OZE (wypierają węgiel z miksu energetycznego).

- Zmiana, o której mówimy, tak naprawdę trwa w górnictwie od trzydziestu lat - przypomniał Tomasz Rogala. - Polega na dostosowaniu wielkości produkcji do zapotrzebowania na rynku. To, co musimy zrobić i co staje się największym wyzwaniem, to zaprogramować tę zmianę w taki sposób, by była akceptowalna dla wszystkich głównych uczestników procesu. Są to: spółka ze swoją koniecznością umieszczenia się w rzeczywistości rynkowej, strona społeczna ze swymi wymaganiami i oczekiwaniami oraz rynek, który bezwzględnie określi w liczbach, ile energii potrzebujemy z węgla i ile możemy sprzedać - mówił Tomasz Rogala.

Zaznaczył przy tym, że zadanie, które stoi przed spółkami górniczymi - w tym przed największą, jaką jest Polska Grupa Górnicza - to przygotować tę zmianę, wyjaśnić ją i implementować. Dodał również, że przekłamywanie czy pomijanie liczb warunkujących sytuację rynkową będzie miało negatywny skutek dla spółki, a w jeszcze większym stopniu - dla pracowników.

- Zmiana, która rozpoczęła się w latach 90. XX wieku, kiedy 96 proc. produkcji energii elektrycznej w Polsce pochodziło z węgla, trwa - wskazał Tomasz Rogala. - W 1990 roku w kopalniach funkcjonowało 960 ścian wydobywczych, dzisiaj - tylko ponad 70. Wszystkie nasze doświadczenia uzyskane w tym czasie powinny zostać wykorzystane w tak, by uczestnicy procesu mogli się zgodzić na zmianę i aby nie wywoływała ona nadmiernych emocji - zaznaczył Tomasz Rogala.

I wskazał, że polityka klimatyczna i opłaty CO2 to główne powody zamykania sektora górnictwa węgla kamiennego w Polsce. Nie będzie on bowiem w stanie skompensować kolejnych, potężnych opłat klimatycznych.

- Nieprawda, że górnictwo adresuje nadmiernie wysokie ceny dla energetyki zawodowej - podkreślił Tomasz Rogala. I wskazał, że tę współpracę ułożono na fundamencie kontraktów długoterminowych, a ceny zbudowano na podstawie średnich cen z ostatnich kilku lat.

- Nie można oczekiwać od sektora, że w momencie, gdy ceny węgla w imporcie są wysokie, będzie produkował po niskich cenach na rynek, a kiedy ceny w imporcie spadną, to jeszcze bardziej obniży ceny węgla w kopalniach... To bardzo trudne do uzasadnienia w ramach prowadzonego dialogu społecznego - wskazał Rogala. - Zgoda, że otoczenie się zmienia, zgoda, że musimy za tymi zmianami podążyć. Ale nie da się lub będzie bardzo trudno pogodzić z sobą z jednej strony brak środków osłonowych (takich jak np. w modelu niemieckim), a z drugiej strony - twierdzenia o jakoby neutralnym wpływie opłat CO2 na system, z trzeciej zaś strony: oczekiwania naszych klientów, żeby w każdych warunkach nasza cena była dużo niższa od innych uczestników rynku.

Zachodzące zmiany powinny przynieść pozytywne skutki

Artur Wasil, prezes zarządu Lubelskiego Węgla Bogdanka, powiedział, że jego spółka w przypadku ewentualnej integracji sektora chciałaby zachować niezależność, na której "zbudowała swoją siłę". I ocenił, że Bogdanka może stać się przykładem ustabilizowanej transformacji energetycznej.


Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego, podkreślał, że transformacja energetyczna wymusiły nie tylko regulacje unijne, ale także przez postęp technologiczny i rosnącą świadomość społeczna.

- Wydobycie spada średnio o 2-3 proc. rocznie przez ostatnich trzydzieści lat, a sektor węglowy coraz gorzej radzi sobie na rynku - zaznaczył. I wskazał, że ryzyka transformacji dotkną szczególnie takich miejsc, jak np. Ruda Śląska, Bogatynia czy Bełchatów.


- Inni już tę drogę przeszli. Świat wygląda zupełnie inaczej od wielu lat, "wajcha" na rynku finansowym została przestawiona, polscy politycy spóźnili się - i za to płaci teraz polski konsument i rynek - mówił Marcin Roszkowski.

Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej, krytycznie odniósł się do przebiegu transformacji energetycznej.

- To bezwzględna i ordynarna walka z węglem, jaka toczy się w Unii Europejskiej za wszelką cenę i wszelkim kosztem - podkreślił Janusz Olszowski. - Nie mam złudzeń, że Polska tej wojny nie wygra, bo jesteśmy jedyni w UE - inni z polityką eliminacji węgla już się zgodzili. Aby przyspieszyć eliminację tego paliwa i górnictwa, stworzono fundusz "sprawiedliwej transformacji". Mówi się też o eliminacji gazu czy ropy - wskazał prezes GIPH-u.


Dodał, że Polska jako jedno z nielicznych państw, nie ma nadal polityki energetycznej; nie wiemy, jakie będzie zapotrzebowanie na węgiel. Strategia dla górnictwa przyjęta w 2018 r. nie jest - zdaniem prezesa Olszowskiego - realizowana. Janusz Olszowski ma nadzieję, że nowy pełnomocnik rządu, Artur Soboń być może upora się z tymi problemami.

- Decyzje strategiczne muszą zostać podjęte na poziomie rządu, rynek tego nie załatwi. Zmiany, jeśli mają zachodzić, muszą przynosić pozytywne skutki - podsumował prezes Janusz Olszowski. I zasugerował, że państwowe banki i instytucje finansowe mogłyby przeciwstawić się trendowi, który na rynku finansowym wytworzyła "religia antywęglowa".

Mirosław Bendzera, prezes Grupy Famur, wskazał, że sprawiedliwą transformację trudno będzie przeprowadzić bez uwzględnienia szeroko pojętego zaplecza górniczego, które jest immanentną częścią łańcucha dostaw.


- Odnosimy wrażenie, że ta część jest nieco pomijana w dyskusjach - ocenił szef Famuru. Jego zdaniem proces zmiany jest nieodzowny, ale trzeba podejść do niego systemowo i wykorzystać doświadczenia państw, które już go przeszły.

Przykładowo w Niemczech przekazano sektorowi ponad 300 mld euro wsparcia, co pokazuje, że planowany obecnie poziom wsparcia ze strony UE powinien być znacznie wyższy. Restrukturyzacja na zapleczu górnictwa w Polsce ociera się o utratę możliwości produkcyjnych w prywatnych spółkach, które powinny znać przyszłe warunki, aby móc wytworzyć nowy model biznesowy.

Pamiętać o wszystkich uczestnikach rynku

- Jeżeli chcemy przeprowadzić proces zmian, który wydaje się nieodzowny, to powinniśmy podejść do tego w sposób systemowy - zaznaczył Bendzera. Wskazał również, że ważne, by w trakcie tej transformacji spółki z zaplecza górniczego były w stanie utrzymać kompetencje w obszarze core-businessu nakierowanego na górnictwo.

Zwrócił ponadto uwagę, że spółki z zaplecza górniczego współpracują z całą rzeszą podwykonawców i poddostawców. Chodzi o kilkaset tysięcy etatów związanych z sektorem energetyki i przemysłem wydobywczym. Należy więc zaplanować kolejne działania w przemyślany sposób, by nie został zaburzony cały łańcuch dostaw (nad czym trudno byłoby zapanować).

Szef Famuru wskazał, że lata transformacji w firmach budowy maszyn i urządzeń górniczych doprowadziły do daleko posuniętej profesjonalizacji, zbudowano znakomity potencjał i kompetencje, które należy wykorzystać w projektach transformacji.

- Z niepokojem patrzymy w przyszłość - przyznał Henryk Stabla, prezes Carboautomatyki. Zwrócił uwagę, że trzeba przyjąć jeden z modeli: niemiecki - z rozpisanym scenariuszem zmian lub angielski - gwałtowny. A najgorszym rozwiązaniem byłby napływ inwestorów zagranicznych, którzy bez nas zadecydowaliby o przekształceniach. Nie powinniśmy zmarnować istniejącego potencjału. Nie zapominając również o tym, że polskie firmy okołogórnicze od lat wchodzą również na nowe rynki i dywersyfikują produkcję.


Na kształt miksu energetycznego w połowie XXI wieku w Polsce, zdaniem Henryka Stabli, trzeba spojrzeć realistycznie, gdyż nie stać nas na budowę energetyki jądrowej, a OZE nie zastąpią likwidowanych mocy konwencjonalnych. Według Stabli po roku 2050 będzie się u nas jeszcze wydobywać węgiel. Pozostaje tylko pytanie, w jakiej skali. Zwrócił również uwagę na problem zagospodarowania terenów pogórniczych, aby możliwie jak najlepiej je wykorzystać z pożytkiem dla mieszkańców.

Wojciech Kałuża, wicemarszałek województwa śląskiego, mówił o zagrożeniach, na które zmiany w energetyce i górnictwie narazić mogą miejscowości regionu. - Samorządy mierzą się od trzydziestu lat z wyzwaniami transformacji energetycznej - mówił wicemarszałek, powołując się przy tym na przykład Żor, skąd pochodzi.


- Wspólnie ze stroną rządową jako samorządy próbujemy znaleźć sposoby, aby cały proces jak najbardziej "wypłaszczyć" - powiedział Wojciech Kałuża. Zwrócił także uwagę na fakt, że wiele projektów wpisano do tzw. Programu dla Śląska bez przemyślenia i oceny realności ich realizacji.

Dennis Schwindt, prezes spółki HMS Bergbau, która zamierza wybudować nową kopalnię węgla w Orzeszu, stwierdził, że węgiel nadal będzie podwaliną polskiej energetyki w ciągu 30-50 najbliższych lat. Jego grupa inwestycyjna związana z kapitałem ze Szwajcarii, USA i Niemiec ma zamiar zrealizować projekt o wartości 900 mln zł, tworzący ok. tysiąca miejsc pracy i owocujący setkami milionów złotych w podatkach oraz opłatach publicznych.


Tym, co przyciąga inwestorów do polskiego górnictwa, jest między innymi wysoko wykwalifikowana kadra oraz zaplecze naukowe. Natomiast prywatne przedsięwzięcia zagraniczne w górnictwie nie powinny być opóźniane ani blokowane.

- Nie idźcie niemiecką drogą - to bardzo drogie. Proszę robić to inteligentnie, kosztowo wydajnie, zapraszając inwestorów zagranicznych, aby jak najlepiej funkcjonowali na rynku - wskazywał Dennis Schwindt.

Janusz Steinhoff, przewodniczący rady Krajowej Izby Gospodarczej, były wicepremier i minister gospodarki, zwrócił uwagę , że sektor górniczy musi zachować rentowność.


- Środki publiczne nie mogą być przeznaczane na dotowanie produkcji węgla, lecz na humanizację nieuchronnych procesów ekonomicznych - powiedział. Podkreślił przy tym, że koszty produkcji w polskich kopalniach należą do wysokich i polskiemu górnictwu bardzo trudno jest zachować konkurencyjność. Według Steinhoffa likwidowanie kopalń trwale nierentownych będzie nieuchronne i stworzy szanse dla perspektywicznych zakładów górniczych. 

Dość już tego populizmu

- Trzeba jednak te procesy dokładnie zaplanować. Brak przyzwolenia społecznego na procesy restrukturyzacyjne wynika też z nieodpowiedzialności i populizmu klasy politycznej. Przed obecnym rządem stoi ogromne wyzwanie, aby rozpisać harmonogram działań na 20 lat - jak zrobili to Niemcy. Nie można likwidować kopalni, jeśli nie rozwiąże się problemu społecznego - mówił Janusz Steinhoff. - Może unikniemy scenariusza, w którym górnictwo będzie szybciej redukować moce produkcyjne niż elektrownie węglowe, które w tej sytuacji byłyby skazane na zwiększający się import węgla. 

Wiceminister Artur Soboń przyznał, że odpowiedzialność polityków jest konieczna w procesie transformacji, a rola małych i średnich firm oraz samorządów będzie bardzo ważna. Przyjęty model musi być transparentny, zrozumiały, ale musi też uwzględniać bezpieczeństwo państwa.

Odpowiadając na obawy Bogdanki, wiceminister Soboń uściślił, że w planach integracji spółek sektora nie mówi się nigdzie o redukcji do jednego podmiotu. Inaczej w ramach grup należy postępować z rentownymi kopalniami, a inaczej z tymi, które nie rokują na przyszłość.

- Z Unii Europejskiej wychodzić nie zamierzamy, więc musimy się dostosować, ale przykład utrzymania węgla koksowego jako paliwa strategicznego w UE pokazuje, że są także możliwości dalszego rozwoju poszczególnych kompetencji w górnictwie - wskazywał Artur Soboń. 

Import węgla do Polski - co podkreślił wiceminister - udało się zmniejszyć, żadna z państwowych spółek nie importuje obecnie surowca do Polski.

- Relacje między kopalniami i energetyką co do cen nie są łatwe, ale współpraca powinna być oparta na długoterminowej strategii cenowej - zapowiedział wiceminister Artur Soboń.

Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej, wskazał, że musimy mieć jakiś stabilizator systemu energetycznego.

- W Polsce może być nim tylko energetyka oparta na węglu. Jestem przekonany, że górnictwo będzie jeszcze istniało w 2040 r. - chyba że do tego czasu zdołamy zbudować wydajne magazyny energii - mówił Janusz Olszowski. Dodał, że jesteśmy skazani na węgiel, nie stać nas bowiem na inwestycje w energetykę jądrową, a ceny gazu są trudne do przewidzenia.

- Czy górnictwo będzie istniało w 2040 roku? Oczywiście, że tak. Musi być tylko efektywne, sprawne, dopasowane do rynku - zaznaczył Mirosław Bendzera, prezes Grupy Famur. - Przykładem przesuwania się branży górniczej w innych kierunkach jest Azja, gdzie np. w Indiach ogłoszono 42 nowe koncesje górnicze (połowa dotyczy przyszłych kopalń głębinowych węgla(. Abyśmy jako bardzo rozwinięty rynek, który dobrze radził sobie przez dziesiątki lat, mogli nadal uczestniczyć w rozwoju, musimy zadbać, by dobrze zaplanować transformację i unikać zderzania się z takimi problemami, jak dziś, gdy firmy właściwie tylko redukują zasoby i poddawane są presji ze strony sektora finansowego - podsumował Mirosław Bendzera.

Poniżej - zapis całej sesji "Górnictwo"


Treść artykułu jest dostępna dla zalogowanych użytkowników posiadających aktywny abonament Strefy Premium. Zaloguj się

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2022