Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020

Wolny handel zagraniczny kontra protekcjonizm

Autor: Adrian Ołdak
Dodano: 02-10-2020 06:02

Wolny światowy handel wystawiony jest na próbę. Nie sprzyjają mu przybierająca na sile geopolityczna rozgrywka, polityka osłabionych gospodarczo państw i preferencje dla rodzimego kapitału. Wszyscy się jednak zgadzają, że protekcjonizm gospodarczy jest może dobry w krótkim terminie, a w długim szkodzi. Problem w tym, że ten krótki termin wypada właśnie teraz.

- COVID-19 to nie tylko bezprecedensowy kryzys zdrowotny, ale także wielkie zagrożenie dla handlu międzynarodowego i dla dobrobytu. Zagrożeniem jest również rosnąca liczba ograniczeń, które pojawiły się jeszcze przed wybuchem pandemii. Światowy handel zaczął się kurczyć już w drugiej połowie ubiegłego roku - ocenia Greg Hands, minister stanu ds. polityki handlowej w brytyjskim Ministerstwie Handlu Międzynarodowego, wskazując, że fala zachowań protekcjonistycznych w podejściu do handlu pojawiła się już w 2008 roku, gdy rozpoczynał się światowy kryzys finansowy.

Jak zapewnia przedstawiciel brytyjskiego rządu, Wielka Brytania opuszcza wprawdzie Unię Europejską, ale cały czas opowiada się za wolnym handlem na świecie.
- Liczmy tu na współpracę z Polską. System handlu międzynarodowego wymaga wzmocnienia. Musimy pamiętać o konsumentach, ograniczać taryfy celne, a nie wprowadzać nowe. Eksporterzy powinni mieć dostęp do międzynarodowego rynku. Liderzy naszych państw muszą w tym zakresie działać wspólnie, m.in. wspierając Światową Organizację Handlu. Wielka Brytania zawsze to robiła i nadal chce być aktywna na tym polu - deklaruje Greg Hands.

Czytaj także: Covid, brexit, wojna handlowa - rosną problemy inwestorów zagranicznych

Czynnikiem ograniczającym poważnie skalę światowej wymiany handlowej są problemy gospodarcze poszczególnych państw. Dotknęły one także Polskę, która znalazła się w recesji i z konieczności musiała znowelizować budżet, wprowadzając do niego duży deficyt.

- Duży deficyt to jest względne pojęcie. Najważniejsze jest, z czego on wynika. Jeśli jest skutkiem inwestycji, które w przyszłości będą procentować, to jest dobry - mówi Tadeusz Kościński, minister finansów.

Jego zdaniem wśród motorów napędzających wychodzącą z kryzysu polską gospodarkę będą: konsumpcja prywatna i inwestycje publiczne. Gorzej z inwestycjami prywatnymi. - To płochliwe zwierzę, głęboko schowane w swojej norze, z której trudno je wyciągać - mówi obrazowo Tadeusz Kościński. - Ja się temu nie dziwię. Prywatni inwestorzy muszą dostać bardzo jasny sygnał, że gospodarka się rozwija. To rola dla państwa. Spodziewamy się, że inwestycje publiczne zwiększą się rok do roku o 5 proc. Rozwiną się inwestycje lokalne. Poczujemy się lepiej, bo - umówmy się - recesja jest powodowana przez emocje. Myślimy, że będzie gorzej, więc przestajemy wydawać. Naszym zadaniem jest pokazać, że jest dobrze, a będzie lepiej.
Motorem polskiej gospodarki ma być także eksport. - Zgadzam się z ministrem Handsem, że wolny handel jest bardzo ważny. Protekcjonizm w krótkim terminie jest może pożyteczny dla gospodarek, ale na pewno nie w dłuższym - ocenia polski minister.

Piotr Jabłoński, dyrektor Departamentu Finansowania Handlu w Banku BNP Paribas, dołącza do tej opinii. - Cały świat jest w recesji, a nasza sytuacja jest o wiele lepsza niż innych krajów. To zasługa przede wszystkim eksportu - zwraca uwagę.
Zdaniem Jabłońskiego stało się tak na skutek połączenia pięciu czynników: uruchomienia państwowego wsparcia firm (tarcze antykryzysowe), lekkiego osłabienia złotego, co pozwoliło poprawić konkurencyjność polskiej gospodarki, dobrego stanu gospodarki niemieckiej, która jest naszym głównym partnerem (Polska stała się już piątym partnerem handlowym Niemiec, wyprzedzając Włochy i Wielką Brytanię), braku uzależnienia polskiego eksportu od jednej branży oraz wzrostu eksportu do krajów rozwijających się i na Daleki Wschód.

Wiesław Żyznowski, prezes Mercator Medical, generalnie jest przeciwko protekcjonizmowi, ale widzi obszary, gdzie pomoc państwa jest skuteczna. Wyróżnia przy tym dwa rodzaje protekcjonizmu - jawny i ukryty.

- Na początku pandemii państwa zatrzymywały na swoich terytoriach strategiczne towary. Na pewno są nimi rękawice medyczne i ochronne, produkty, którymi się zajmujemy. Z patriotycznego punktu widzenia to zasadne. Pewnie gdybym był decydentem, zrobiłbym tak samo. Jednak na dłuższą metę to dość problematyczne. Biznesy, mając zablokowane budowane dziesiątki lat łańcuchy dostaw, tracą na tym - mówi Wiesław Żyznowski. - Do tego jest to bardzo raniące dla krajów, które nie mają własnych portów i które same nie mogą importować potrzebnych im produktów. To protekcjonizm jawny.
Żyznowski, będąc w branży już od prawie 30 lat, wie dobrze, co to protekcjonizm ukryty.

- Państwa rozgrywają to w ten sposób, że deklarują oficjalnie wolny handel, ale po cichu wspierają swoje przedsiębiorstwa i biznesy narodowe - wyjaśnia. - Kiedy popyt na rękawice zaczął znacząco wzrastać na przełomie lat 80. i 90. kilka państw w Azji miało równą szansę, żeby stać się liderami tego biznesu: Indonezja, Malezja, Tajlandia, Wietnam, Chiny, Indie. Jedno - Malezja - postanowiło dotować zakup gazu ziemnego wykorzystywanego przy produkcji rękawic. Dziś pracuje tam 70 proc. producentów z branży. Wszyscy najwięksi. Jako biznesmen nie popieram protekcjonizmu, tylko po przecinku dodaję, jeżeli nikt go nie stosuje. Natomiast z powodu tego, że jest on dość powszechnie stosowany, półoficjalnie powiedziałbym, że pewne państwa mądrze robią, chroniąc swoje rynki i przedsiębiorstwa.

- Jeszcze w latach 90. istniało przekonanie, że wolny handel zmieni politykę - przypomina Patrycja Pendrakowska, prezes Instytutu Boyma. - W Chinach tak się jednak nie stało. To państwo w perspektywie kilku, kilkunastu lat stanie się gospodarką nr 1 na świecie. Musimy się na to przygotować. Polska budując relację z Chinami, powinna zwiększać swoją reprezentację w Unii Europejskiej, która ma swoją kilkupłaszczyznową strategię postępowania wobec Państwa Środka. Dla Unii Chiny są z jednej strony partnerem negocjacyjnym, z drugiej konkurentem, a z trzeciej systemowym rywalem. Tego ostatniego należy się najbardziej obawiać.
Jej zdaniem, Polska w relacji z Chinami podejmuje grę i to grę odważną. Rozwija inicjatywy związane z Nowym Jedwabnym Szlakiem, ale w sprawie nowych rozwiązań telekomunikacyjnych mówi "nie".

Czy pandemia poważnie wpłynęła na plany inwestycji zagranicznych, tym bardziej, że wiele państw wprowadziło – także Polska – obostrzenia chroniące strategiczne firmy przed przejęciami?

- PFR Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych obserwuje pewien spadek apetytu na taką aktywność, ale wynika to z obawy przed recesją i z osłabienia kondycji finansowej polskich spółek - odpowiada wiceprezes ds. inwestycyjnych Piotr Kuba.
Jak mówi, w sytuacji kryzysowej pierwsze, o czym myślą spółki, to zabezpieczenie majątku, dotychczasowej pozycji rynkowej, a nie o zagranicznych przejęciach. - Jestem jednak przekonany, że 95 proc. barier, które pojawiły się w związku z pandemią, w dłuższym terminie zostanie zlikwidowanych. Większość biznesów się przeorganizuje, np. relokując produkcję - zauważa.

Nad przyszłością wymiany handlowej, przynajmniej w Europie, wisi także jak miecz Damoklesa sprawa uregulowania relacji z Wielką Brytanią.

- Mam nadzieję, że nie dojdzie do bezumownego brexitu - mówi Tadeusz Kościński. - Z jednej strony mogłoby to zaowocować wzrostem zamówień dla polskich firm na produkty, które dotychczas zamawiano w Wielkiej Brytanii. Z drugiej jednak kontrole i cła na granicy znacznie powiększyłyby koszty polskich firm eksportujących do tego kraju. W efekcie mogłyby wypaść z rynku.

Czytaj także: Brytyjski rząd przedstawił projekt ustawy o rynku wewnętrznym

- Najważniejsze, żeby Unia przetrwała, mimo geopolitycznych rozgrywek, atakowana od wewnątrz i z zewnątrz. W 2050 r. w czołówce gospodarek świata nie będzie już ani Francji, ani Wielkiej Brytanii. W 2030 r. czołówkę będą stanowić: Chiny, USA, UE. W 2050: Chiny, USA, Indie, UE, Indonezja, Japonia, Brazylia, Meksyk. W czołówce nie będzie ani jednego pojedynczego państwa z Europy. Zjednoczenie stanowi siłę. Bądźmy tą siłą - podsumowuje Hanna Stypułkowska-Goutierre, prezes honorowy PolChambers - Polskie Izby Handlowe za Granicą.

Cytaty pochodzą z sesji „Handel, geopolityka, praktyka”, która odbyła się na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach. Moderowała ją Weronika Achramowicz, partner w Baker McKenzie. Poniżej zapis wideo debaty.




Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020