Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020

Francja: W mediach dyskusja o przyszłości protestów i przyszłości Białorusi

Autor: PAP
Dodano: 21-09-2020 21:08

We francuskich mediach toczy się dyskusja o przyszłości protestów i przyszłości samej Białorusi. Góruje lęk przed Rosją, lecz zwraca się uwagę na antyrosyjskie, czy też bardziej antyputinowskie nastroje kiełkujące wśród żądających ustąpienia Alaksandra Łukaszenki.

Determinacja przeciwników prezydenta Białorusi przyniesie efekty - czytamy w dzienniku "Le Monde".

Według cytowanej w reportażu manifestantki wielka liczba zatrzymań jest oznaką "słabości reżimu". Jej zdaniem "stosowane od lat metody tłumienia manifestacji" już nie działają, "bo wyrosło nowe pokolenie". "Prezydent nie bardzo wie, co ma robić" - twierdzi kobieta. Według niej "wynika to ze skuteczności manifestacji".

Dziennikarze zauważyli rosyjską flagę niesioną przez manifestantów w Mińsku i hasło na transparencie wzywające do "unii Białorusi z Rosją, ale bez Łukaszenki i (prezydenta Rosji Władimira) Putina".

Dziennik "Le Parisien" cytuje 33-letniego uczestnika demonstracji, który przyznaje, że przedtem pozytywnie patrzył na Putina, ale teraz zaczął go nienawidzić.

Francuscy dziennikarze i eksperci dosyć zgodnie twierdzą, że obecny kryzys na Białorusi "nie urządza Rosji", która - jak to sformułowano w radiu France Info - nie stoi murem za Łukaszenką, ale nie chce, by było to wynikiem rewolucji.

Dziennik "Le Figaro" zamieszcza w poniedziałkowym numerze analizę sytuacji na Białorusi. Jej autor, powołując się na francuskich i rosyjskich politologów, twierdzi, że "jak dotąd nic nie wskazuje na zmianę status quo: trwają masowe manifestacje, ale władze, których wcieleniem jest Alaksandr Łukaszenka", wzmagają represje, eliminują wybijające się postacie opozycji i nie dają najmniejszego sygnału otwarcia.

Zdaniem cytowanej w artykule francuskiej politolog Alexandry Goujon "mamy sytuację rewolucyjną, w której obie strony uważają się za wcielenie państwa, ale bez rewolucyjnych rozwiązań prowadzących do zmiany systemu". Taki układ może trwać, a "jego skutek jest całkowicie nieprzewidywalny" - twierdzi ekspertka, która nie wyklucza "rozwoju w kierunku gwałtownej konfrontacji".

"To może długo potrwać" - powiedział w radiu RFI historyk z paryskiego Instytutu Języków i Cywilizacji Wschodnich, Bruno Drweski. Zauważa on, że pacyfizm mińskich manifestacji jest odbiciem "ludowej kultury Białorusi, pacyfistycznej w przeciwieństwie do Ukrainy". Naukowiec widzi w tym "wpływ traumy z II wojny światowej". Pod okupacją niemiecką życie straciło na Białorusi 2,23 mln osób.

Jego zdaniem Łukaszenka ma wciąż poparcie, szczególnie w regionach wiejskich. Gdyby doszło do przemocy, opozycja nie miałaby szans na zdobycie sympatii wahającej się części społeczeństwa. Jak twierdzi, stawką w tej grze są właśnie ci niezdecydowani obywatele.

Prawie wszyscy francuscy komentatorzy zgadzają się, że prezydent Rosji chciałby obecne wydarzenia wykorzystać do zrealizowania od lat ciągnącego się projektu unii rosyjsko-białoruskiej. Niezależnie od tego, jak potoczą się wypadki, stosunki między Mińskiem a Moskwą pozostaną bardzo ścisłe, ale "pełna integracja bynajmniej nie jest przesądzona" - uważa rozmówca RFI.

A cytowany przez "Le Figaro" politolog z moskiewskiego ośrodka Carnegie, ostrzega, że "jakakolwiek umowa między dwoma krajami, która ograniczałaby suwerenność Białorusi, nie będzie uznana przez Zachód. Protektorat białoruski stałby się wtedy wielkim Krymem, poddanym sankcjom handlowym i pozbawionym światowych inwestycji".

Podobnie jak inni eksperci Alexandra Goujon jako "czerwoną linię Putina", której Zachód nie powinien przekraczać, określa wszelkie zbliżenie z UE i NATO. Co nie znaczy, że opozycja nie może być "nosicielką europejskich wartości i patrzeć na UE jako na wzór, bez zamiaru przystąpienia" - wskazuje.

Z Paryża Ludwik Lewin

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020