Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020

Cyfrowy zryw. W cieniu i w blasku (?) pandemii

Autor: Paweł Szygulski
Dodano: 07-10-2020 10:00

Pandemia COVID-19 rozpędziła cyfryzację. Popyt na technologie cyfrowe związane ze zdalną pracą czy automatyzacją niebywale rośnie, co napędzi dalszy ich rozwój. Ale cięcia w budżetach na innowacje powinny zaowocować bardziej rygorystyczną selekcją wspieranych inwestycji i technologii i przez to podnieść jeszcze ich efektywność.


Na początek ćwiczenie z wyobraźni.

– Co by się stało, gdybyśmy musieli zmierzyć się z globalną pandemią, jaką jest koronawirus, 20-30 lat temu, kiedy internet nie był tak powszechny, a jego przepustowość często pozostawiała wiele do życzenia – mówi Przemysław Kania, dyrektor generalny Cisco w Polsce. I dopowiada, że gospodarka światowa byłaby zrujnowana, a dużo więcej firm niż obecnie musiałoby ogłosić upadłość.

– Można śmiało powiedzieć, że możliwość przeniesienia licznych usług do przestrzeni wirtualnej uratowała nas przed globalną zapaścią i sprawiła, że w wielu aspektach stosunkowo szybko udało się wrócić do względnej normalności – ocenia nasz rozmówca.

Na szczęście cyfryzacja

Sprostanie (względne) trudnej sytuacji z ostatnich kilku miesięcy było możliwe dzięki cyfryzacyjnemu dorobkowi wielu lat. Od dziesięcioleci branża IT opracowuje rozwiązania umożliwiające i upraszczające pracę zdalną i spotkania wirtualne. Do niedawna stanowiły one dodatek dla bezpośrednich kontaktów ludzkich i pracy w tradycyjnym trybie. Po wybuchu pandemii COVID-19 tę pracę w licznych przypadkach zdominowały. Wiele firm musiało przystosować się z dnia na dzień do nowego, niemal całkowicie cyfrowego świata i wszystko wskazuje, że odniosły w tym sukces.

To z kolei może przełożyć się na trwałe zmiany w zarządzaniu firmami. Udane przejście na pracę zdalną powinno skutkować wzrostem zaufania do narzędzi cyfrowych, a więc i coraz bardziej intensywnym ich pożytkowaniem.

– W końcu jest na to przyzwolenie nie tylko w dużych korporacjach, ale również w małych i średnich firmach – tak o pracy zdalnej mówi Piotr Mieczkowski, prezes fundacji Digital Poland.
Na zmiany mentalnościowe zwróciła też uwagę Jowita Michalska, prezes fundacji Digital University, podczas sierpniowej edycji EEC Online.

– Do tej pory przeszkadzało to bardzo w transformacji cyfrowej. Kultura organizacji była trochę taka, że my tu jesteśmy 10, 15, 20 lat – i jak robiliśmy wcześniej, tak będziemy robić. Bardzo mała skłonność do zmiany teraz została przełamana – podkreślała. I wskazała, że być może pierwszą zmianą, którą koronawirus sprowokował – dosyć nieoczywistą, a jednocześnie ważną w całym procesie transformacji cyfrowej – jest to, że „trochę pootwierał ludzkie głowy”.

– To znaczy zmusił nas do szybkiej, raptownej i jednocześnie bardzo dużej zmiany i to się udało. Większość przeszła na online; są firmy, które mają po 10 tys. pracowników i po prostu w ciągu dwóch tygodni to zmieniły… Tak samo jak wszystkie uczelnie – precyzowała Jowita Michalska.

Wskutek przyspieszonych cyfrowych przemian pracownicy mogą działać bardziej elastycznie, co dodatkowo napędza zapotrzebowanie na cyfrowe narzędzia do pracy zdalnej. Działy IT zmagają się z rosnącym popytem i presją na przyspieszenie transformacji cyfrowej. Muszą zapewnić klientom, partnerom i pracownikom zdalnym potężne zasoby cyfrowe, tym samym ponosząc coraz większą odpowiedzialność za sprawne działanie i bezpieczeństwo swoich organizacji.

W ostatnich miesiącach nie brakowało badań pokazujących, że transformacja cyfrowa w firmach i instytucjach zyskała na mocy. Wiele z nich już teraz dostosowuje do nowej sytuacji swe przyszłe strategie, by być lepiej przygotowanym na kolejne nieoczekiwane wydarzenia. Dla wielu będzie to oznaczało dodatkowe inwestycje.

87 proc. respondentów, którzy wzięli udział w przygotowanym przez Cisco AppDynamics badaniu „Agents of Transformation 2020”, przyznaje, że pandemia była sygnałem ostrzegawczym dla ich organizacji. W rezultacie muszą skupić się na biznesie cyfrowym i długoterminowej odporności na tym polu.

– Rozmowy z kolejnymi klientami i partnerami pokazują, że kwestia przekształcania decyzji podejmowanych w krótkim czasie w długoterminowe strategie digitalizacji jest kluczowa. Całe zagadnienie cyfrowej transformacji możemy natomiast podzielić na cztery pytania: Jak odnowić infrastrukturę? Jakich aplikacji potrzebujemy, aby kontrolować nasze procesy biznesowe? Jak zabezpieczyć dane? Jak sprawić, by praca zespołowa była wydajna i produktywna? – mówi Przemysław Kania.

Powiększanie chmury

Jak to wszystko przełoży się na dalszy rozwój technologii cyfrowych?

– Oczywiście wszystkie te technologie, które miały się rozwijać, nadal będą się rozwijały – twierdzi Jowita Michalska. – Obserwujemy chociażby takie zmiany jak przyspieszenie w robotyzacji i automatyzacji procesów. Powód? Chcemy umieć jako ludzkość szybko się zdystansować, gdyby podobne sytuacje, jak teraz ta związana z koronawirusem, się przydarzyły.

Jej zdaniem w Polsce będziemy obserwować również gigantyczny rozwój rozwiązań chmurowych. Świadczyć o tym mogą zresztą m.in. ostatnie działania amerykańskich firm Microsoft i Google. Ci giganci technologiczni w ciągu najbliższych kilku lat planują wydać 3 mld dol. na budowę w Polsce centrów przetwarzania, będących fundamentem dla nowych regionów chmurowych w tej części Europy.

Przyrost zapotrzebowania na chmurę i centra danych próbują wykorzystać także krajowe firmy.

– Zapotrzebowanie na nowoczesną powierzchnię serwerową dynamicznie wzrasta. Potrzebują jej z jednej strony polskie przedsiębiorstwa, które z powodu pandemii przyśpieszyły lub uruchamiają projekty digitalizacji. Z drugiej strony mówimy o wkraczających do Europy Centralnej dostawcach chmury, spółkach oferujących rozwiązania w modelu SaaS oraz dużych korporacjach szukających dostawców poza Europą Zachodnią – ocenia Wojciech Stramski, prezes Beyond.pl.

Firma ta, kontrolowana przez Kulczyk Investments, 11 sierpnia ogłosiła, że rozbuduje swe poznańskie centrum danych. Zasilany zieloną energią obiekt zwiększy docelową moc ponad pięciokrotnie – z 8 MW do 42 MW – i niemal czterokrotnie pomnoży zajmowaną dotychczas powierzchnię.

– Powierzchnia całkowita brutto urośnie z obecnych 12 tys. do 45 tys. mkw. Oznacza to, że po zakończeniu inwestycji będziemy dysponowali jedną z największych w centralnej Europie powierzchni kolokacyjnych. Pozwoli to nam obsłużyć rosnący popyt na usługi kolokacyjne (wynajem przestrzeni na serwery) i chmurowe – wylicza Michał Grzybkowski, współzałożyciel i wiceprezes Beyond.pl odpowiedzialny za technologię.

Rozbudowa Beyond.pl to największa inwestycja ogłoszona na polskim rynku data center – po zapowiedzianych właśnie przez Google i Microsoft.

Korzystanie z rozwiązań chmurowych Microsoftu, Google’a czy innych dostawców jest już co prawda możliwe bez centrów danych zlokalizowanych w Polsce, ale dla niektórych branż jednak dopiero zapewnienie polskiej rezydencji danych uchyla szerzej drzwi do adopcji cloud computingu.

– Duża część naszej gospodarki jest objęta regulacjami. Takie sektory jak bankowość, ubezpieczenia, rynki kapitałowe, jak cała administracja publiczna, je mają: używanie chmury i przede wszystkim przechowywanie danych poza terytorium Polski jest niedopuszczalne. My przez tę decyzję inwestycyjną, budując potężne centra przetwarzania danych wokół Warszawy, spełnimy warunek, że dane Polaków nie opuszczą terytorium kraju. To odblokowanie dużego kawałka rynku – zwraca uwagę Paweł Jakubik, członek zarządu Microsoft Polska, w wypowiedzi na EEC Online. Bliższe umiejscowienie centrów danych poprawia także warunki techniczne korzystania z nich.

– Jest taki wskaźnik „latency”, czyli opóźnienia w przesyle danych. Jeżeli ma się chmurę blisko siebie – te potężne instalacje, to ów wskaźnik spada. Kiedy odbiera się usługi na przykład z Dublina, latency sięga 50-60 milisekund. W przypadku data center pod polską stolicą opóźnienie spadnie do 2-3 milisekund, co bardzo przyspieszy pracę systemów informatycznych, programistów czy deweloperów, którzy w tej chmurze będą tworzyć rozwiązania – tłumaczy Paweł Jakubik.

I dodaje, że będzie też szybszy „time to market”: przeciętny Kowalski odczuje krótszy czas wytwarzania nowych usług wokół niego – bankowości internetowej, ubezpieczeń sprzedawanych w modelu internetowym czy usług cyfrowych dla obywateli.

To właśnie we wskaźniku latency szanse na jednoczesne konkurowanie w Warszawie i Poznaniu dostrzega z kolei Beyond.pl. – Nasza strategicznie dobrana lokalizacja przekłada się na możliwość optymalizowania szybkości przesyłu danych. W przypadku Warszawy i Berlina są one takie same i wynoszą zaledwie 4 milisekundy – wyjaśnia Wojciech Stramski.

Automatyzacja do kwadratu

Z wykorzystaniem chmury często organizowane jest oprogramowanie do pracy grupowej. Aplikacje i ekosystemy pozwalające na łatwą i wydajną pracę zespołów, bez konieczności spotykania się, są dziś podstawą działania wielu firm.

Podobnie jest również z oprogramowaniem do wideokonferencji. Dostawcy takich platform w ostatnich miesiącach liczyli rosnące zyski. Co istotne: komunikatory często były forpocztą popularyzacji aplikacji do pracy grupowej. Wszystko te systemy i modele do sprawnego działania potrzebują sprawnej łączności. Wydaje się więc, że – choć kosztowna w budowie – sieć 5G będzie intensywnie wprowadzana – nawet w przypadku głębokiego kryzysu gospodarczego spowodowanego pandemią.

– Razem z chmurą zyskują na znaczeniu rozwiązania umożliwiające skalowalność oraz pracę grupową na odległość. Wzrosło też na pewno znaczenie dostawców rozwiązań dla rynku e-commerce i obsługi klienta w internecie – ocenia z kolei Piotr Mieczkowski. Jednocześnie zwraca uwagę, że silnym beneficjentem nowej sytuacji jest również branża gier, streamingu i ogólnie rozrywki online, czyli dziedziny, które wcale nie są bezpośrednio związane z wykonywaniem pracy.

– Długoterminowo zyskają zapewne także telekomy. Poszczególne rządy powinny bowiem sobie uświadomić, jak krytyczna jest dla gospodarki infrastruktura telekomunikacyjna –zauważa.
Podobnie jak Jowita Michalska jest też przekonany, że koronawirusowe biznesowe i organizacyjne zamieszanie tylko wzmocni dążenie do automatyzacji procesów.

– Widać, że firmy wolą dziś często zainwestować w technologię, niż zatrudniać pracownika. Nie dość, że dzięki temu stają się bardziej niezależne od zagrożenia epidemicznego, to jeszcze taki wydatek sobie zamortyzują, czego nie można zrobić w przypadku pracownika. Szeroko rozumiana automatyzacja niewątpliwie zatem przyspiesza – wydatki na nią nie tylko nie spadają, ale rosną – twierdzi Piotr Mieczkowski.

Lepiej za mniej

Właściwie wszystkie wspomniane już w tym tekście technologie są mocno zależne od rozwoju sztucznej inteligencji. Ta jest dziś wykorzystywana zarówno przy automatyzacji i robotyzacji, jak i w narzędziach do pracy zdalnej, obsłudze klienta, e-commerce czy najzwyczajniej w każdym smartfonie. Jej algorytmy cały czas są rozwijane i trudno w ogóle się spodziewać, by nawet głęboki kryzys miał zagrozić postępowi w tej dziedzinie.

– Rozwój sztucznej inteligencji, mam wrażenie, już szybciej nie może przebiegać, a to jest, pamiętajmy, technologia, która zasila też wiele innych technologii – twierdzi Jowita Michalska.
– Sztuczna inteligencja doskonale sprawdza się w dobieraniu reklam do preferencji i zachowań internautów. Całkiem nieźle radzi sobie również z obsługą domów czy autonomicznych samochodów. Prognozuje pogodę i napędza uczynne chatboty. Stoi ona również za asystami w aktywowanych głosem urządzeniach. Tam, gdzie w grę wchodzą liczne zmienne oraz ogromne zbiory danych, inteligentne algorytmy czują się „jak ryba w wodzie” – wylicza Sascha Stockem z Nethansy.

To sopocki start-up wprowadzający polskie i niemieckie firmy na międzynarodową platformę handlową Amazon, gdzie kompleksowo zarządza ich sprzedażą za pomocą autorskiego systemu Clipperon, uzbrojonego w algorytmy sztucznej inteligencji.

Wciąż jednak istnieje zresztą bardzo duża przestrzeń do doskonalenia algorytmów AI. Świadczą o tym choćby jej dotychczasowe zastosowania, które nie zawsze osiągają zakładane rezultaty.

Sztuczna inteligencja, o jakiej śnią miłośnicy science fiction, to skomputeryzowany lub robotyczny mózg, myślący jednocześnie o wielu rzeczach i rozumiejący je podobnie jak ludzie. Taka technologia byłaby sztuczną inteligencją ogólną (AGI). Pokrewną koncepcją jest „silna AI” – maszyna doświadczająca ludzkiej świadomości.

– Od takiego rozwiązania dzielą nas lata świetlne. Google twierdzi, że ich algorytmy potrafią zrozumieć do 95 proc. języka mówionego, ale nie jest to rozumowanie świadome. Chodzi zaledwie o umiejętność zapisania tego, co wypowiada użytkownik systemu. Mamy więc do czynienia z terminem sztuczna inteligencja, który stosowany jest trochę na wyrost, gdyż ani to sztuczna, ani inteligencja. A mimo tej ułomnej natury, bardzo nam ona pomaga – uważa Sascha Stockem.

Problemów z praktycznymi zastosowaniami jednak nie brakuje. Doświadczył tego ostatnio wspomniany Amazon, którego narzędzie do rozpoznawania twarzy o nazwie Rekognition zidentyfikowało 28 amerykańskich kongresmenów jako kryminalistów...

Szokująco mogą też wyglądać wnioski asystenta głosowego produkcji Amazona (o nazwie Alexa), który – zapytany przez 29-letnią Brytyjkę o cykl pracy jej serca – oznajmił: „Bicie serca sprawia, że żyjesz i przyczyniasz się do szybkiego wyczerpywania zasobów naturalnych i do przeludnienia… A to bardzo złe dla naszej planety, dlatego bicie serca nie jest dobre. Zabij się, dźgając się w serce dla większego dobra…”.

Nagranie, w którym wirtualny asystent namawia do samobójstwa dla dobra planety, szybko zyskało na popularności w internecie. Rzecznik prasowy Amazona błyskawicznie zapewnił, że firma zidentyfikowała już problem i go naprawiła. Wyrecytowany przez Aleksę tekst prawdopodobnie pochodził z Wikipedii lub linków źródłowych, a są to treści, na które Amazon nie ma przecież wpływu. Ukazało to jednak, że choć algorytmy sztucznej inteligencji potrafią już czerpać informacje z różnych źródeł, przetwarzać je i komunikować się z ludźmi, to wciąż nie zawsze można polegać na efektach ich pracy. Nie zniechęciło to jednak Jeffa Bezosa, szefa Amazona, który pełną parą promuje opracowaną przez jego firmę technologię rozpoznawania twarzy.

Amazon nie rezygnuje z inwestycji w nowe technologie, bo dzięki umocowaniu w e-commerce wręcz zyskał na załamaniu sporej części tradycyjnego handlu na skutek pandemii. Wiele przedsiębiorstw tnie dziś jednak budżety inwestycyjne, nastawiając się przede wszystkim na przetrwanie rozwijającego się właśnie kryzysu gospodarczego.

– Z rozmaitych raportów wynika, że na razie ścięto wydatki na zadania długoterminowe – w tym na innowacje, a powiększono te na zapewnienie ciągłości biznesu. Skupiono się zatem przede wszystkim na rozwiązaniach umożliwiających sprawną i bezpieczną pracę zdalną –mówi Piotr Mieczkowski.
Wygląda na to, że budżet na rozwój technologiczny świata właśnie się skurczył… W takiej sytuacji rywalizacja innowacyjnych firm oraz badaczy o finansowanie powinna być ostrzejsza. A jeśli tak, to powinni starać się bardziej niż dotychczas. Czas łatwych pieniędzy właśnie się skończył.
 
Tekst pochodzi z Magazynu Gospodarczego Nowy Przemysł (nr 04-05. 2020 r.).

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2020