Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021

Bell kusi przemysł i armię: śmigłowce, technologie, współpraca

Autor: Włodek Kaleta
Dodano: 04-11-2020 06:02

Joel Best, dyrektor globalnej sprzedaży i strategii wojskowej na Europę w firmie Bell Textron Inc., specjalnie dla WNP.PL o możliwościach współpracy z polskim przemysłem, m.in. w programach amerykańskiego śmigłowca przyszłości.

Jakie korzyści odniósłby polski przemysł oraz siły zbrojne, gdybyśmy zdecydowali się na zakup obu śmigłowców oferowanych rzez Bella?

- Ważnym autem takiego rozwiązania, obok nawiązania ściślejszej współpracy przemysłowej z Polską i pozyskania przez polskie zakłady dodatkowych kompetencji w produkcji nowoczesnych śmigłowców, są przede wszystkim znacznie niższe koszty pozyskania tych maszyn.

Co ważne, nie chodzi tylko o to, że są one tańsze w zakupie. W przypadku śmigłowca cena ta stanowi tylko jedną ze składowych kosztów śmigłowca, które trzeba ponieść w całym cyklu jego życia. Składają się na nie wcale niemałe koszty serwisowania, szkolenia załóg i personelu naziemnego czy zakupu części zapasowych.

Takie oszczędności daje zakup różnych typów maszyn u tego samego producenta, zwłaszcza kiedy są one ze sobą zintegrowane, wykorzystują te same części i podzespoły. Można wówczas zaoszczędzić nie tylko na kosztach związanych bezpośrednio z ich zakupem, ale również wielu innych, wynikających z eksploatacji i remontów oraz szkolenia załóg i mechaników.

Mówi pan i o zintegrowaniu, i commonality, czyli o wspólnocie komponentów waszych śmigłowców. Chodzi o śmigłowce Viper i Venom?

- Istotnie, chodzi o AH-1Z i UH-1Y. Obie maszyny mają 85 proc. takich samych części. Awionikę, wyświetlacze, część instrumentów, silnik oraz wirniki. To dlatego właśnie koszty użytkowania naszych śmigłowców są niższe.

Piloci, przygotowani do pilotowania jednej z tych maszyn, bez problemu mogą zasiąść za sterami tej drugiej, bez dodatkowego szkolenia. To samo dotyczy mechaników, którzy mogą obsługiwać zarówno jeden, jak i drugi śmigłowiec.

Wystarczy im do tego ten sam zestaw narzędziowy, taki sam system zasilający czy urządzenie do przetaczania maszyn po płycie lotniska. Wszystko, co jest związane z eksploatacją obu śmigłowców na ziemi czy w powietrzu, jest zasadniczo wspólne.

Zobacz także:  Izraelczycy mają nowe propozycje nieobojętne dla Polski

Do prac obsługowych przy tych śmigłowcach nie trzeba mobilizować tak licznych zespołów, jak w przypadku innych maszyn. Niższe też są koszty „wyjazdowe” personelu technicznego, opuszczającego bazę np. przy okazji ćwiczeń.

Z takiego założenia wyszedł m.in. Korpus Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych, który potrzebował śmigłowców transportowych oraz szturmowych, a jednocześnie chciał do maksimum ograniczyć koszty, kupując zarówno śmigłowce transportowe UH-1Y Venom, jak i szturmowe AH-1Z Viper. Na takie rozwiązanie zdecydowała się też Republika Czeska.

Dla Polski, która potrzebuje obydwu tego rodzaju śmigłowców, takie rozwiązanie byłoby zatem bardzo korzystne. Aczkolwiek finalna oferta z naszej strony, jeśli chodzi o Perkoza, może być inna niż UH-1Y. Wszystko zależy od wymogów polskiego rządu, a te nie zostały jeszcze sprecyzowane w zakresie śmigłowców wielozadaniowych.

Czym jeszcze wyróżniają się śmigłowce Bella?

- AH-1Z Viper, który oferujemy Polsce w programie Kruk, jest nie tylko znacznie tańszy w zakupie i eksploatacji, ale posiada również unikatowe zdolności w walce powietrznej. To obecnie jedyny śmigłowiec, który przenosi pociski powietrze-powietrze AIM-9 Sidewinder, mogące niszczyć nieprzyjacielskie śmigłowce i drony. Teraz jest zintegrowany z najnowszą wersją tego pocisku 9X, która jest na uzbrojeniu samolotów F-35, zakupionych niedawno przez Polskę.

Może niszczyć cele powietrzne, ale też dzięki posiadaniu głowicy optoelektronicznej, wyposażonej w kamery i sensory termowizyjne, załoga może namierzyć i rozpoznać cel z odległości kilkunastu kilometrów. „Widzi” o wiele dalej niż inne śmigłowce, z AH-64 Apache włącznie.

Jest to obecnie jedyny śmigłowiec mogący współdziałać z samolotami piątej generacji F-35. Na potrzeby komponentu, jakim jest US Marines, wypracowano procedury współdziałania  między platformami latającymi a jednostkami naziemnymi.

To jedyny rodzaj tak dobrze zintegrowanych sił zbrojnych, w którym śmigłowce i samoloty bojowe współpracują w ramach jednego komponentu z pododdziałami działającymi na lądzie. Polska, jako druga po Marines, miałaby również takie możliwości.

Zulu Viper oferuje dużo większe zdolności operacyjne, a do tego nie jest tak „przerośnięty” najróżniejszymi skomplikowanymi mechanizmami, przez co jest mniej usterkowy i nie wymaga tak licznej obsługi jak droższy od niego śmigłowiec AH-64. Może być wykorzystywany w każdych, nawet najtrudniejszych warunkach.

 To wnioski z praktycznych działań?

- Vipery Marines to obecnie najbardziej wszechstronna i sprawdzona platforma. Śmigłowce te operują w pobliżu wszystkich akwenów morskich w Europie. Na Adriatyku, Atlantyku, Morzu Czarnym i Morzu Śródziemnym. Są w stanie niszczyć zarówno cele powietrzne, nawodne, jak i naziemne.

Działają skutecznie w różnych środowiskach. Takie śmigłowce wpisują się w potrzeby Polski, choćby ze względu na jej położenie geograficzne, charakteryzujące się dużą wilgotnością powietrza oraz jego zasoleniem. Przyspiesza to korozję części, sprzyja erozji wielu systemów, np. radarowych.

Wszystkie systemy naszych śmigłowców, naprowadzania, optoelektroniki, łączności, walki radioelektronicznej zintegrowane są w taki sposób, by mogły działać skutecznie w każdych warunkach pogodowych, także w bliskiej odległości od bardzo mocnych radarów.

Jakieś części zamienne dla tych śmigłowców prędzej czy później będą jednak potrzebne. Trzeba będzie czekać miesiącami na ich transport zza Oceanu?

- Żołnierze piechoty morskiej obsługujący te helikoptery są samowystarczalni i do ich obsługi nie potrzebują żadnych dodatkowych serwisów zewnętrznych. Wraz z naszymi śmigłowcami chcemy wprowadzić jednocześnie niezależność. Jesteście krajem NATO-wskim. Konstrukcje Bella służą w ponad 120 krajach. Mamy liczne centra serwisowe w Europie. Jedno z nich mogłoby powstać także w Polsce.

Nigdy nie będzie więc takiej sytuacji, że cała flota NATO-wskich śmigłowców bojowych utraci zdolności bojowe z powodu braku jakiejś części zamiennej czy nakrętki.

W programie Kruk macie amerykańską konkurencję, wielokrotnie większego Boeinga, którego szturmowe Apache uchodzą za faworyta w Warszawie. To duży problem?

- Gdyby w Polsce rzeczywiście doszło do pojedynku Bella z Boeingiem, to jesteśmy przekonani, że wyjdziemy z niego zwycięsko. Przede wszystkim nasz śmigłowiec jest nowocześniejszy. Wszystkie technologie, począwszy od tych związanych z samym lataniem, czyli komponentami dynamicznymi, takimi jak łopaty, wirnik, są nowocześniejsze. Ma to przełożenie na osiągi. Śmigłowiec jest dużo szybszy i mocniejszy.

Zobacz także: Przemysł polski chce rakiet z możliwością polonizacji

Jak wspomniałem, AH-1Z posiada zdolności do niszczenia celów powietrznych, których nie ma Apache. Do tego architektura „Zulu” jest nie tylko bardziej nowoczesna, ale też otwarta. Dzięki temu można łatwiej na jego pokładzie zastosować więcej polskich systemów, co jest ważne w przypadku polonizacji tych maszyn.

Apache jest znacznie wolniejszy, a zasięg jego działania jest znacznie mniejszy niż AH-1Z. Viper jest wreszcie o miliony dolarów tańszy w zakupie, ale również o tysiące dolarów w eksploatacji.
W przypadku Apache koszt godziny lotu maszyny oszacowano na ponad 7 tys. dolarów. W przypadku Vipera na nieco ponad 4,8 tys. dolarów.

Wróćmy do Perkoza. Tu macie - teoretycznie - Venoma. O innych opcjach trudno mówić, bo jak sam pan stwierdził, czekamy na konkrety z MON-u. Co wyróżnia więc tę maszynę pośród ofert innych producentów?

- Wszystko zależy od tego, jakie będą wymagania taktyczno-techniczne ze strony polskiego rządu dla maszyn w tym programie. Gdyby oceniać możliwości platformy przez pryzmat zdolności do wykonywania zadań bojowych w praktyce, to Venom jest ważny. Oprócz tej maszyny - jak wspomniałem - mamy jednak całe portfolio innych śmigłowców, budowanych dla celów komercyjnych, które szybko i bez problemów mogą być dostosowane do wykonywania zadań bojowych. Może to być na przykład uzbrojona wersja śmigłowca z serii Bell 407.

Patrząc na politykę waszego sąsiada, jakim jest Federacja Rosyjska, polski śmigłowiec wielozadaniowy powinien być bardziej uderzeniowy i ofensywny, jak tylko to możliwe najlepiej uzbrojony i wyposażony do ataku i niszczenia celów naziemnych. Taki jest Venom, takie mogą być inne nasze śmigłowce.

Twierdzicie, że jesteście liderem w amerykańskim programie śmigłowca przyszłości - Future Vertical Lift (FVL) i wysyłacie sygnał, że Polska mogłaby brać udział w tym programie. Wiemy jednak, że Amerykanie niechętnie dzielą się swoimi technologiami.

- Pierwszy krok, który otworzyłby drzwi do rozmów o współpracy z Polską w tym programie, to list od polskiego rządu skierowany do rządu amerykańskiego, mówiący, że Polska byłaby zainteresowana znalezieniem się w gronie jego uczestników. To nie jest zobowiązujące, ale otwiera drogę do zapoznania się z programem, jego technicznymi wymogami.

Następnym etapem mógłby być kontrakt na zakup amerykańskich, np. naszych, śmigłowców i uzbrojenia w programie Kruk albo Perkoz, co dałoby sygnał amerykańskiemu rządowi co do gotowości zaangażowania we wspólne projekty. Przy czym nie warunkujemy udziału w tym programie zakupem naszych maszyn.

Zależy nam najpierw na zbudowaniu wzajemnego zaufania i udowodnieniu, że wchodząc we współpracę - przede wszystkim w ramach Kruka i Perkoza - możemy stworzyć dla Polski strumień transferu technologii, który jest na obecnym etapie akceptowalny przez polskie firmy. Potem, poprzez wspólną produkcję i obsługę, Bell pomógłby im zaadaptować się do prac nad zaawansowanymi programami FVL, co jednocześnie przełożyłoby się na technologiczny skok dla polskiego przemysłu.

Finalnie, udział Polski w FVL oznaczałby taką formułę współdziałania, aby polskie podmioty z sektora nauki i przemysłu mogły mieć realny wkład w projekty śmigłowcowe Bella, jako wykonawcy programu FVL.

Nasuwa się pytanie, czy polski przemysł jest faktycznie przygotowany na przyjęcie technologii, które Bell mógłby zaoferować?

- W naszej opinii, tak. Świetnym tego przykładem, niezależnym od programów Kruk czy Perkoz, jakichkolwiek umów offsetowych jest sytuacja, jaka wydarzyła się niedawno, kiedy na całym świecie szukaliśmy technologii z najwyższej półki dla naszego centrum rozwoju technologii produkcyjnych (Manufactuging Technology Center - MTC), zbudowanego przez Bell Textron na potrzeby przyszłych programów, takich jak FLRAA i FARA. Technologie, których wówczas tak potrzebowaliśmy, znaleźliśmy w Polsce.

O jakich technologiach mówimy?

- Są one związane z projektowaniem pewnych komponentów i technologii potrzebnych do budowanych przez nas śmigłowców przyszłości, jak Bell 360 Invictus czy V-280 Valor. Więcej jednak nie mogę powiedzieć.

Jest jeszcze jedno ważne pytanie: czy w Polsce, gdzie są już dwie fabryki śmigłowców w Mielcu i Świdniku, widzicie miejsce dla trzeciego gracza?

- Rząd polski ogłaszając postępowania w programach śmigłowcowych, nie szukał trzeciego gracza. Nie liczył, że wybuduje kolejną fabrykę. To jednak nie wyklucza tego, że możemy sprzedawać Polsce śmigłowce, współpracować z polskim przemysłem, być dla niego partnerem w dostawach, pozyskiwaniu nowych technologii czy wsparciu użytkowania zakupionych maszyn. Jesteśmy w stanie współpracować z polskim rządem od momentu dostawy śmigłowca, poprzez jego bieżące użytkowanie, po cały cykl jego życia.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021