Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021

W 2021 roku okazji do dobrych inwestycji nie zabraknie

Autor: Bartosz Dyląg
Dodano: 01-01-2021 00:01 | Aktualizacja: 31-12-2020 21:42

Jak co roku w okresie świąteczno-noworocznym, inwestorzy próbują snuć wizje na nadchodzące 12 miesięcy. Zapytaliśmy analityków finansowych, które z inwestycji mogą przynieść w nadchodzącym roku największy zysk.

Jedna z szokujących prognoz przedstawicieli Saxo Banku mówi, że w związku z dynamicznym rozwojem branży fotowoltaicznej, rok 2021 będzie należał do srebra. Metal pobije swój rekord, który ustanowiony został w kwietniu 2011 roku, gdy przez moment płacono za niego 49,82 dol. za uncję. Według szacunków srebro w 2021 roku może przekroczyć poziom 50 dol. za uncję. Wobec dzisiejszych poziomów byłby to dwukrotny wzrost ceny.

Srebro ostro w górę

Analitykom SB wtóruje Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark. - Może tak się stać z uwagi na fakt, że metal ten znajduje zastosowanie w fotowoltaice, zaś inwestowanie w energię słoneczną to element ważny dla nowego prezydenta USA Joe Bidena, Europejskiego Zielonego Ładu, a także dla Chińczyków, którzy deklarują chęć osiągnięcia neutralności węglowej do 2060 roku - wyjaśnia Michał Tekliński.
W jego opinii cena srebra pójdzie ostro w górę nawet względem złota, ale oba metale mają notować wzrosty z uwagi na ujemne realne stopy procentowe i ogromną nadpodaż pieniądza, będącą efektem działań banków centralnych w odpowiedzi na kryzys wokół pandemii.

- Samo srebro wydobywane jest głównie „przy okazji”, z miedzią, ołowiem czy cynkiem. Zaspokojenie rosnącego popytu może być zatem trudne, ponieważ zwiększenie podaży samego tylko srebra nie jest łatwe - dodaje Michał Tekliński.

Odrabianie strat po pandemii

Zdaniem wiceprezesa Instytutu Staszica Dawida Piekarza, przyszły rok na Giełdzie Papierów Wartościowych, podobnie jak dla innych giełd, powinien przebiegać pod znakiem odrabiania strat po pandemii i wywołanym nią kryzysie. Już ten rok pokazał, że na pandemii też można zarobić; zyskiwały innowacyjne spółki farmaceutyczne i biotechnologiczne, ale także produkujące podstawowy, ale potrzebny sprzęt medyczny i ochronny.

Czytaj też: Giełdowa energetyka powinna dać zarobić

- Tym niemniej wirus jednak jeszcze z nami zostanie, stąd w przyszłym roku atrakcyjne powinny być właśnie innowacyjne spółki biomedyczne - nie tylko zajmujące się COVID-19, ale generalnie opracowujące nowatorskie szczepionki i terapie. Sentyment rynkowy, zwłaszcza po listopadowym rajdzie Oncoaredni, jest po ich stronie - uważa Dawid Piekarz.

Kolejną, jego zdaniem, dobrze rokującą grupą, są firmy działające w sektorze zielonej energii - przyspieszające Europejski Zielony Ład, kolejne spółki energetyczne ogłaszające swoje zielone strategie, a także lawinowy (prawie 170-proc. w 2020 roku) wzrost małej fotowoltaiki pokazuje, że będzie coraz większe zapotrzebowanie na infrastrukturę do wytwarzania zielonej energii. Stąd jej producenci przez najbliższe lata powinni być atrakcyjną inwestycją.

- Dodatkowo warto zwrócić uwagę na tradycyjne blue chipy jak PZU, niektóre firmy budowlane czy infrastrukturalne itp., tradycyjnie chroniące swoją wartość. Obecnie ich kursy dołują na fali spadków covidowych, niemniej mogą być pierwszymi beneficjentami odbicia gospodarek i nowej perspektywy  finansowej UE - dodaje Dawid Piekarz.

W jego opinii, w ślad za powyższymi trendami warto rozważyć inwestycje np. w farmy wiatrowe czy fotowoltaiczne, nie jako inwestycje w akcje, lecz udziały czy certyfikaty często oferowane także inwestorom prywatnym.
- Natomiast zagadką pozostają inwestycje w surowce. Pewniaki, takie jak np. ropa, straciły raczej potencjał pozaspekulacyjny i trudno poważnie rekomendować takie inwestycje osobom spoza profesjonalnego rynku. Nie zachwycą też raczej lokaty, pandemiczny kryzys bowiem tylko pogłębi i wydłuży kres taniego pieniądza. Być może - choć afera GetBack skutecznie zniechęciła do tej formy inwestycji - zaczniemy się dorabiać początków poważniejszego rynku obligacji korporacyjnych. Jednak wariant, iż będzie to miało miejsce już w roku 2021, jest chyba nazbyt optymistyczny - analizuje wiceprezes Instytutu Staszica.

Kierunek: światowe akcje

Przeciwnikiem formułowania prognoz na nadchodzące 12 miesięcy jest Bartosz Pawłowski, dyrektor ds. inwestycji bankowości prywatnej mBanku. - Przecież rynki finansowe nic sobie nie robią z faktu, że zmienia się kartka z kalendarza. Dodatkowo, ostatni rok powinien nas wszystkich już chyba ostatecznie przekonać, że nawet najlepiej przygotowane prognozy potrafią okazać się zupełnie chybione, i to w tempie ekspresowym! - podkreśla Bartosz Pawłowski.

Zobacz również: Epidemia awarii bankowych systemów. Znamy przyczyny

Ale z drugiej strony inwestować trzeba i zasadne jest pytanie o konstrukcję portfela inwestycyjnego. Zastanówmy się zatem, na co zwracać uwagę i jak dać sobie największą szansę na dobry wynik.

Zacznijmy od razu od tzw. słonia w pokoju. W języku angielskim tym mianem (elephant in the room) określa się najbardziej kontrowersyjne i oczywiste zagadnienie w danej tematyce. Słoniem tym są stopy procentowe bliskie zeru. Około 2/3 banków centralnych na świecie może „pochwalić się” stopami procentowymi na poziomie niższym niż 1 proc., w tym nasz NBP. Oznacza to, że oczekiwane stopy zwrotu z inwestycji w obligacje skarbowe należy zdecydowanie zrewidować w dół.

- Niewiele zaryzykuję, mówiąc, że imponujące stopy zwrotu z ostatnich kilku lat w segmencie funduszy dłużnych najprawdopodobniej się nie powtórzą. Zatem dla osób, których profil inwestycyjny na to pozwala, zwiększenie udziału części akcyjnej w portfelu wydaje się nieuniknione - uważa dyrektor ds. inwestycji bankowości prywatnej mBanku.

Jeśli akcje to jakie? Na początku pandemii przez media przetoczyła się debata odnośnie kształtu ewentualnego odbicia w gospodarce i na rynkach. Mówiło się o literkach V, W, U lub L. Tymczasem okazało się, że odbicie – zwłaszcza na giełdach – miało kształt litery K. Oznacza to, że spółki notowane na giełdach podzielone zostały na dwie grupy - zwycięzców i przegranych. Polaryzacja, którą od tylu lat widzimy na światowej scenie politycznej, zawitała też na rynek.

- Jestem zdania, że trend ten się utrzyma. Przecież nawet jeśli w 100 proc. zwalczymy COVID-19, to nie wrócimy całkowicie do nawyków sprzed pandemii. Branże nowoczesnych technologii, które w tak imponujący sposób podbiły świat, mają szanse dalej dynamicznie rosnąć. Ale te branże to nie tylko sklepy internetowe czy gry komputerowe. Owszem, to były dość oczywiste zakłady na początku pandemii, ale teraz trzeba spojrzeć nieco głębiej. W tym kontekście mówimy o ugruntowaniu się różnego rodzaju mega trendów - cyberbezpieczeństwo, fintech, rozwiązania chmurowe, media społecznościowe, baterie czy zielona energia to tylko kilka tematów, na które według mnie ciągle warto stawiać. Zwłaszcza spółki i sektory związane z szeroko rozumianą ochroną środowiska będą dużymi beneficjentami gigantycznych programów fiskalnych już zapowiedzianych w najważniejszych gospodarkach globu. Trend ten, często opisywany skrótem ESG (od Environmental, Social, Governance) to coś, w czym naprawdę warto inwestycyjnie uczestniczyć - analizuje Bartosz Pawłowski.

Dyrektor ds. inwestycji bankowości prywatnej mBanku zwraca uwagę, że mimo potężnej recesji 2020 okazał się być bardzo dobrym dla światowych giełd, co tylko przypomina nam, że giełda to nie gospodarka. Jest jednak jeden istotny czynnik, który mógłby osłabić nastroje na giełdach.

- Mówię tutaj o stopach procentowych, od których rozpoczęliśmy nasze rozważania. Dopóki stopy procentowe pozostają nisko, dopóty inwestorzy będą coraz śmielej inwestować w akcje. I choćbyśmy nie wiem jak bardzo narzekali na tzw. drukowanie pustego pieniądza, to takie myślenie nie pomoże naszym inwestycjom. Aktualnie oczekuje się, że Rezerwa Federalna, czyli najważniejszy bank centralny świata, podniesie stopy procentowe nie wcześniej niż za 3-4 lata. Jest to spójne z faktem, że wychodzenie z dużych kryzysów trwa zwykle bardzo długo, co pokazał chociażby okres po 2008 roku - wyjaśnia Bartosz Pawłowski, przy czym zauważa, że obecny kryzys ma zupełnie inną charakterystykę.
- Jednak powrót do poziomu PKB czy bezrobocia sprzed pandemii, bez czego ciężko oczekiwać wysokiej presji inflacyjnej, zajmie nam dość sporo czasu. A bez znacznie wyższej inflacji, banki centralne utrzymają koszt pieniądza na historycznie niskim poziomie, co dla mnie pozostaje głównym argumentem za przeważaniem światowych akcji w portfelach inwestycyjnych - sumuje dyrektor ds. inwestycji bankowości prywatnej mBanku.

2021: Bilans pozytywów wyraźnie przewyższa bilans negatywów

Piotr Dubno, analityk finansowy i szef Excelsior Capital, jest zdania, że scenariuszem bazowym dla rynków finansowych jest wejście gospodarki światowej w 2021 roku w okres odbudowy po częściowych zamknięciach w roku 2020, spowodowanych pandemią koronawirusa.

Jego zdaniem fundamentem myślenia o początku końca zaburzeń związanych z pandemią jest dostępność co najmniej trzech zatwierdzonych szczepionek (konsorcjum Pfizer/BioNTech, Moderna i konsorcjum Oxford-AstraZeneca). Biorąc pod uwagę, że w 2020 roku trwały w różnych firmach i konsorcjach prace nad łącznie 58 szczepionkami na Sars-COV-2, wydaje, się, że nawet gdyby w przypadku wspomnianych trzech liderów wystąpiły problemy, to dostępność skutecznej szczepionki w roku 2021 i tak jest już przesądzona.

- Oczywiście sama dostępność szczepionki nie załatwi jeszcze kwestii powrotu do gospodarczej normalności. Proces zaszczepiania światowej populacji, ze szczególnym uwzględnieniem państw Zachodu, kluczowych dla przyspieszenia odbudowy globalnej aktywności gospodarczej, będzie trwał znacznie dłużej niż się nam intuicyjnie wydaje - najprawdopodobniej przez cały rok 2021 albo jeszcze dłużej. Nawet w Chinach, gdzie obywatelom można siłowo nakazać właściwie wszystko, do połowy lutego - kiedy wypada Chiński Nowy Rok - zaszczepionych zostanie „jedynie” 50 mln ludzi, czyli mniej niż 5 proc. całej populacji - zwraca uwagę Piotr Dubno. - Jednocześnie rosnąca liczba zachorowań w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych oznacza najprawdopodobniej przedłużające się lockdowny i narastające komplikacje, które potrwają przynajmniej przez istotną część pierwszego kwartału 2021 - dodaje.

W opinii analityka, proces normalizacji nie będzie więc ani natychmiastowy, ani ograniczony do pierwszego kwartału czy nawet pierwszego półrocza.

- Niezależnie jednak od trwających „wirusowych komplikacji”, rynki finansowe patrzą na 2021 rok z optymizmem wynikającym z podstawowego powodu - zarówno rynki akcji, jak i długu zalane są płynnością nazywaną kolokwialnie „tsunami pieniędzy” - zauważa Piotr Dubno.

Banki centralne skierowały w 2020 roku na rynek rekordową sumę około 8 bilionów (tysięcy miliardów) dolarów. Jest to kwota przewyższająca wszelkie interwencje w historii i w praktyce niewyobrażalna; dla porównania - wydatki budżetowe Polski to około 140 mld dolarów (niespełna 2 proc. środków banków centralnych).

Na tym nie koniec. Szacuje się, że pomoc rządowa tylko w USA, wliczając pakiety pomocowe, które w najbliższym czasie zostaną uzgodnione, sięgnie dalszych około 3000 mld dol. Unia Europejska uzgodniła z kolei łączne wydatki na poziomie 1800 mld dol.

- Rozmach podjętych już interwencji jest tak bezprecedensowo wielki, że banki centralne i najważniejsze rządy nie będą się wahać i powiększą je, gdyby okazało się to konieczne w pierwszej połowie 2021 r. - uważa Piotr Dubno.

Zdaniem analityka, co równie - jeśli nie nawet bardziej istotne - inflacja pozostaje, w tych niezwykłych warunkach niewyobrażalnej nadpłynności i zerowych nominalnych stóp procentowych, relatywnie nisko i pod kontrolą.

- Oznacza to, że rynki finansowe mogą być spokojne o rozwój sytuacji w 2021. Rządy i banki centralne zadbają, by ceny akcji nie spadły, a koszty długu nie rosły - dodaje szef Excelsior Capital.
Wracając do roku 2020, okazało się także, że - biorąc pod uwagę rozmiar komplikacji i lockdowny - negatywne skutki pandemii nie rozlały się na wszystkie sektory tak boleśnie, jak pierwotnie przewidywano. Dotyczyły one w gruncie rzeczy ograniczonej liczby branż i sektorów bez dramatycznego wpływu na całą działalność gospodarczą, za to z bardzo pozytywnym wpływem na część branż - w szczególności związanych z szeroko rozumianym sektorem technologicznym. Zaskakująco dobrze poradziły sobie w pandemii zarówno gospodarstwa domowe, jak i większość firm. Popyt na dobra trwałego użytku nie załamał się, stopa oszczędności gwałtownie nie urosła, fala bankructw okazała się jak na razie dużo mniejsza niż przewidywały pesymistyczne prognozy.

Najbardziej prawdopodobny scenariusz dla rynków

Jak wspomnieliśmy, scenariuszem bazowym, na który w tych warunkach liczy większość inwestorów, jest szybkie odbudowanie się w 2021 roku aktywności - i w związku z tym cen akcji - firm najbardziej dotkniętych przez pandemię. Dotyczy to przede wszystkim turystyki, transportu lotniczego, restauracji, hotelarstwa – obszarów, w które bezpośrednio uderzyły ograniczenia lockdownowe i powiązanych z nimi dostawców różnego rodzaju komponentów, usług oraz sprzętu.

- Patrząc nieco szerzej, głównym tematem inwestycyjnym na 2021 jest oczekiwany gwałtowny wzrost atrakcyjności spółek, których wycena wypływa bardziej z silnych dodatnich przepływów pieniężnych, niż perspektyw ponadprzeciętnego wzrostu (ang. „value companies”), w stosunku do tak popularnych w roku 2021 spółek „wzrostowych” (ang. „grotwh companies”). Jako najlepsza inwestycja w roku 2021 postrzegane są branże najbardziej dotknięte przez pandemię w roku 2020 - mówi w rozmowie z WNP.PL Piotr Dubno.

Nie wydaje się jednak, by wzrosty akcji spółek najbardziej zdeprecjonowanych w roku 2020 miały odbyć się kosztem tak bardzo popularnych w roku 2020 spółek technologicznych.

- Ograniczenia i problemy związane z  koronawirusem w roku 2020 nie zbudowały bowiem jedynie przejściowej mody na technologię. One przyspieszyły trendy i zmiany, które już wcześniej kształtowały naszą rzeczywistość. Największy wpływ na to, jak wyglądał będzie post-pandemiczny świat, będą miały trzy trendy: spowolnienie tempa globalizacji, skokowy wzrost zadłużenia, a także gwałtowna digitalizacja świata, w którym żyjemy i pracujemy - uważa Piotr Dubno.

W jego opinii spośród tych trzech trendów ostatni wzmocniony został najsilniej i jest zdecydowanie najbardziej widoczny. Szybka digitalizacja pracy i życia, jaką wymusiła pandemia przez ograniczenie kontaktów międzyludzkich, nie jest jednak niczym nowym.

Jak bowiem napisał 10 lat temu w swoim przełomowym eseju „Software is eating the world” Marc Andereseen, „wczesny” inwestor w Facebooku, Grouponie, Skype, Twitterze, Zyndze i LinkedIN: „6 dekad po opracowaniu komputerów i 4 dekady po wynalezieniu mikroprocesora technologia potrzebna do transformacji cyfrowej jest gotowa i może zadziałać w skali globalnej”.

- To proroctwo właśnie się realizuje, a kursy spółek technologicznych z dużym prawdopodobieństwem mają szansę dalej rosnąć - twierdzi szef Excelsior Capital. - Wzrosty te będą wspierane jeszcze jednym trendem: spółki duże i wielkie stały się po pandemii istotnie bardziej atrakcyjne od małych i średnich. Inwestorzy amerykańscy ujmują to krótkim stwierdzeniem „Big is beautiful” („Duże jest piękne”). Podejście to wynika z ogromnych rezerw finansowych, jakimi dysponują wielkie, głównie „technologiczne” korporacje. Średnie „zapasy płynności” dużych firm technologicznych w USA sięgają obecnie od 18 do 44 miesięcy. Przez co najmniej taki okres firmy te są zdolne do funkcjonowania zupełnie niezależnie od warunków rynkowych. Takim komfortem nie dysponują spółki średnie i mniejsze - dodaje.

- Podsumowując możliwe scenariusze na rok 2021, widać wyraźnie, że uwarunkowania sugerujące pozytywny rozwój wypadków na rynkach finansowych zdecydowanie przeważają nad negatywnymi. Wydaje się przy tym, że w realizacji optymistycznego scenariusza nie przeszkodzi ani dłuższa niż byśmy chcieli walka z pandemią koronawirusa, ani bezumowny „twardy” brexit - wyjaśnia Piotr Dubno.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2021