Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2022

Atomowa deklaracja prezesa NBP da nowy impuls?

Autor: Jerzy Dudała
Dodano: 29-03-2021 06:01 | Aktualizacja: 29-03-2021 06:37

Osiągnięcie niezależności energetycznej oraz zmiana miksu zapewniałyby wyższy potencjalny wzrost polskiej gospodarki, a zatem wspierałyby także wartość pieniądza - tak Narodowy Bank Polski odniósł się do niedawnej deklaracji prezesa Adama Glapińskiego, dotyczącej pomocy NBP w zapewnieniu „infrastruktury finansowej” dla naszego programu atomowego. Słowa prezesa narodowego banku zelektryzowały przedstawicieli branży energetyczno-surowcowej.


- Strona polska zapewni infrastrukturę finansową, za pomocą też NBP, dla 51 proc. koniecznych funduszy - tak o finansowaniu polskiego programu atomowego mówił niedawno w tygodniku „Sieci” Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego.

Od czasów gospodarki centralnie planowanej bank nie angażował się w finansowanie inwestycji.

- To  bardzo poważny problem i jest ryzyko, że narzucony przez Unię Europejską plan odchodzenia od emisji CO2, skutkujący nakładaniem na nasze źródła energii ogromnych danin, zdusi nasz wzrost gospodarczy. Tym bardziej, że deklarowanym finałem ma być całkowite wygaszenie elektrowni węglowych, na których dziś nasza gospodarka stoi. Władza państwowa i  przedsiębiorcy muszą ten problem potraktować niezwykle serio - podkreślił prof. Glapiński, przyznając zarazem, że popiera zamysł budowy bloków jądrowych.

Ważne słowa dotyczące finansowania atomu

- Mamy podpisaną umowę ze  Stanami Zjednoczonymi na budowę sześciu elektrowni jądrowych w ciągu 20 lat. W ten sposób - kosztem kilkudziesięciu miliardów dolarów - uzyskamy kilkadziesiąt procent energii, jakiej potrzebujemy. To dużo, ale wciąż za mało - wskazał prof. Glapiński w tygodniku „Sieci”. - Potrzebujemy więcej, jest miejsce dla innych partnerów. Już o tym mówiłem, ale niesłusznie obracano to w żart, a mówię serio, bo wierzę w siłę negocjacyjną Polski. Jeżeli Unia bez względu na koszty chce mieć czyste powietrze napływające z Polski, to nic prostszego, jak poprosić ją, by zbudowała nam sześć elektrowni atomowych. (…) Na  początek niech Amerykanie zbudują u nas sześć elektrowni atomowych.

Wskazał również, że strona polska zapewni "infrastrukturę finansową" - z pomocą też NBP - dla 51 proc. koniecznych funduszy, Amerykanie - dla 49 proc.

- To oznacza obecność w Polsce tysięcy amerykańskich inżynierów, specjalistów, także amerykańskiego kontrwywiadu i wywiadu, amerykańskiej troski militarnej. Będzie więc to miało istotne, pozytywne znaczenie również dla naszego bezpieczeństwa. Nie oszukujmy się - skłonność USA do zainteresowania bezpieczeństwem Polski będzie większa - wskazał prof. Glapiński.

Herbert Leopold Gabryś, przewodniczący Komitetu ds. energii i polityki klimatycznej Krajowej Izby Gospodarczej (KIG), były wiceminister przemysłu odpowiedzialny za energetykę, podkreśla, że o energetyce jądrowej  w Polsce jest wiele wypowiedzi - szczególnie w ostatnim czasie.

- No bo przecież, żeby przywołać żartobliwie słowa kultowej piosenki Jerzego Stuhra, „śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej, ale nie o to chodzi, jak co komu wychodzi…” - zaznacza w rozmowie z portalem WNP.PL Herbert Leopold Gabryś. - Stąd pewnie i niedawna wypowiedź pana prof. Adama Glapińskiego. I można by na tym skończyć, bo mówić każdy może... Ale jeśli w tej sprawie wypowiada się prezes Narodowego Banku Polskiego - i to jednoznacznie, jak nikt dotychczas - to są to ważkie słowa. I tu żarty na bok.

Jego zdaniem trzeba przystanąć i się nad tym zadumać.

- Po raz pierwszy bowiem tak czytelnie jest o tym, że zapewnimy infrastrukturę finansową na program naszej energetyki jądrowej za pomocą NBP dla 51 proc. koniecznych funduszy, a Amerykanie dla 49 proc. - podkreśla Herbert Gabryś. - Nie mnie żartować z kompetencji „mędrkujących” o naszym miksie energetycznym... O tym stanowi przyjęty projekt Polityki energetycznej Polski do 2040 roku. Prawdą jest, że początek pierwszej generacji z atomu jest nierealnie optymistyczny. Ale tak przyjął to rząd! Dotychczas nie było jednak tak jednoznacznej wypowiedzi, co do finansowania zamiarów - zaznacza Gabryś.

Jednocześnie wskazuje, że - kosztem wielu miliardów dolarów - mamy uzyskać już w 2035 roku 20,4 TWh, a w 2040 30,6 TWh energii elektrycznej ze źródeł jądrowych - to ok. 15 proc. produkcji łącznej.


- Czy można inaczej? Można! Tylko że przy „morderstwie” naszej energetyki paliw stałych kosztami emisji CO2, staniemy się importerem energii elektrycznej i gazu dla generacji nowej w podstawie i regulacyjnej ze źródeł gazowych - ocenia Gabryś. - Energii elektrycznej z Niemiec, a gazu też w dużej części. Tyle że importowanego wprost lub pośrednio do Niemiec z Rosji. Jeśli było zamierzone w wypowiedzi, by zwrócić na to uwagę, to wypowiedź pana profesora Glapińskiego nie jest odległa od faktów. Co do finansowania przedsięwzięcia: sądzę, że nikt tak naprawdę nie wie, jaki to będzie w sumie koszt... - podkreśla Gabryś.

Taki kredyt zwróci się z gwarancji państwa

Zwraca przy tym uwagę na fakt, iż należy pamiętać, że koszty inwestycji w generację jądrową to dużo więcej niż w przypadku innych źródeł, ale jest ona za  to czysta, jeśli chodzi o emisje.

- Takie przedsięwzięcie dla inwestora - jaki by był - musi gwarantować odpowiednią stopę zwrotu wniesionego kapitału, co musi się też przekładać na cenę energii dla jej odbiorcy. Zapewne ta przesłanka dla prezesa NBP już dziś stanowi zasadność deklaracji współfinansowania budowy energetyki nuklearnej w Polsce. Taki kredyt zwróci się z gwarancji państwa. To stara prawda, że jeśli bankowiec mówi, że skredytuje coś, to na pewno na tym zarobi. Dla nas natomiast to zapowiedź znaczącego zwiększenia rachunków za „prąd”, bo za to zapłaci klient. I nie ma zmiłuj! Za taki sygnał z wypowiedzi prezesa NBP trzeba być wdzięcznym. Ona tchnie prawdą - zaznacza Herbert Gabryś.

I zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt. Otóż w UE jawią się zamiary wprowadzenia do polityki energetycznej odejścia od energetyki nuklearnej.

- Także z niedawnej wypowiedzi kanclerz Niemiec, pani Angeli Merkel. Szukamy sprzymierzeńców, aby przypomnieć traktatowe prawo o stanowieniu naszego bezpieczeństwa energetycznego - podkreśla Herbert Leopold Gabryś. 

I przytacza cytat z ostatnio podanego komunikatu CIR: "Przywódcy Czech, Francji, Węgier, Polski, Rumunii, Słowacji i Słowenii zwracają uwagę, że rozwój sektora jądrowego w UE jest kwestionowany przez szereg państw członkowskich, pomimo jego niezbędnego wkładu w walkę ze zmianami klimatycznymi, a także rozległych, wciąż niewykorzystanych synergii między technologiami jądrowymi i odnawialnymi".

- Dzieje się! Jeśli wypowiedź prezesa NBP miała na celu podkreślić w tym momencie naszą determinację i umiejętność w zapewnieniu finansowana tak potężnej inwestycji, jak budowa energetyki jądrowej, to jest dla mnie bardziej zrozumiała. I potrzebna! A resztę komentarzy zostawmy, ponieważ „śpiewać każdy może” - podsumowuje Herbert Leopold Gabryś.

Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki, ostrzega, że dogmatyczne odchodzenie w Polsce od energetyki węglowej prędzej czy później doprowadzi u nas do ubóstwa energetycznego, czyli niezdolności do zaspokojenia potrzeb energetycznych zarówno gospodarki, jak i społeczeństwa.

Zdaniem Markowskiego w tym stanie rzeczy oczywiste jest, że trzeba szukać każdego sposobu, żeby zwiększyć zdolność do wytwarzania energii elektrycznej w kraju.

- Jednym ze sposobów, oprócz energetyki odnawialnej, jest powrót w Polsce do energetyki jądrowej. Przypomnę, że na podstawie polskich doświadczeń i dorobku naukowców zgrupowanych w Instytucie Badań Jądrowych w Świerku pod Warszawą została zaprojektowana - i w 60 proc. wybudowana - elektrownia jądrowa w Żarnowcu - zaznacza w rozmowie z portalem WNP.PL Jerzy Markowski.

Przypomina zarazem, że - niestety - w roku 1992, kiedy pławiliśmy się jeszcze w dostatku energetycznym po PRL-u i kiedy moc zainstalowana w energetyce wynosiła 34 tysiące megawatów (wobec potrzeb na poziomie rzędu 28 tysięcy megawatów) ówczesny minister przemysłu i handlu przekonał rząd do zaniechania budowy elektrowni jądrowej.

- Mając też nadzieję, że politycznie zdejmie się odpowiedzialność z ówczesnego rządu - co jest naiwnością - likwidację budowanej elektrowni jądrowej przeprowadzono w trybie lokalnego referendum - przypomina Jerzy Markowski.

Zaznacza przy tym, że dziś elektrownia jądrowa jest nam nadal potrzebna. I to nie tylko dla zbilansowania potrzeb energetycznych kraju.

- Również dla zachowania w krajowym bilansie produkcji energii części energetyki węglowej, bo elektrownia jądrowa jako zeroemisyjna - z punktu bilansu emisji CO2 całej energetyki krajowej w stosunku do zainstalowanej mocy energetycznej - stworzyłaby miejsce dla emisji CO2 z energetyki węglowej - zarówno z węgla kamiennego, jak i brunatnego - dodaje Markowski.

Łatwo z tym nie będzie

Budowa elektrowni jądrowej to jednak przedsięwzięcie niezwykle kosztowne i długotrwałe. Trzeba zdecydować, jak finansowana będzie taka elektrownia, wydatek bowiem jest olbrzymi.

- Zakłada się, że elektrownia o mocy zainstalowanej 3 tys. megawatów kosztowałaby około 50 mld zł. Nie ulega wątpliwości, że rząd powinien zachować większość kapitałową państwa w takim przedsięwzięciu - ocenia Markowski. - Jednym ze sposobów jest sięgnięcie po środki z zysku Narodowego Banku Polskiego, który tenże prawie co roku odprowadza do budżetu państwa, zmniejszając tym samym deficyt środków publicznych.

Według Markowskiego rzecz w tym, by jak najszybciej podjąć tę decyzję. A świat? Jak wskazuje praktyka w USA, Rosji, Chinach, a zwłaszcza w Korei Południowej powstają nowe elektrownie jądrowe. Są także kraje, które od nich odchodzą, jak na przykład Japonia (ze względów tektonicznych) czy Niemcy lub Szwecja (bardziej ze względów ekologicznych).

- Moim zdaniem droga, jaką wybrały Niemcy, jest błędna i niezwykle kosztowna, zwłaszcza dla państwa - zaznacza Markowski. - Państwo niemieckie płaci bowiem koncernom energetycznym olbrzymie kwoty za wyłączenie bloków jądrowych oraz jeszcze wyższymi kwotami subwencjonuje odnawialne źródła energii. Ale to już zmartwienie rządu Niemiec... My pilnujmy własnego interesu - apeluje Markowski.

Tym bardziej, że od podjęcia decyzji do uruchomienia elektrowni jądrowej w Polsce minie od 12 do 15 lat, a może i dłużej... I w tym czasie może nas dopaść deficyt energii oraz niezdolność do importu energii z zagranicy.

- Reasumując: jeżeli pan prof. Adam Glapiński przewiduje takie zyski Narodowego Banku Polskiego, że można je przeznaczyć na zasilenie budżetu państwa, to trzeba z tego skorzystać i skierować je - w ustawie budżetowej uchwalanej co roku - na realizację inwestycji w elektrownię jądrową w Polsce. W ten sposób wrócimy do tego, co zniszczyliśmy w 1992 roku - podsumowuje Jerzy Markowski.

Wiadomo też, że projekt atomowy będzie kosztowny i niełatwy w realizacji.

- Tam, gdzie miałyby powstać bloki jądrowe, na pewno też ekolodzy będą protestować - mówi portalowi WNP.PL Krzysztof Tchórzewski, były minister energii. - Zatem wyłoni się wiele problemów do przezwyciężenia. Przy wielkich inwestycjach to nieuniknione - wystarczy spojrzeć na inwestycje autostradowe. Będą napięcia społeczne... Państwo musi prowadzić dialog tak, aby budzić zaufanie - podkreśla Tchórzewski.

Czytaj także: Polski atom to na razie bajka. Pytanie, czy nią pozostanie

Treść artykułu jest dostępna dla zalogowanych użytkowników posiadających aktywny abonament Strefy Premium. Zaloguj się

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2022