Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2023

Polska firma oskarża Francuzów o nękanie. Sprawą zajmie się Parlament Europejski

Autor: Tomasz Wolf
Dodano: 09-04-2021 13:42 | Aktualizacja: 09-04-2021 14:06

Polscy przedsiębiorcy skarżą się na protekcjonistyczne bariery, na jakie napotykają we Francji. Do opublikowanych przez WNP.PL wypowiedzi Cezarego Kaźmierczaka, prezesa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, oraz wicepremiera Jarosława Gowina odnosi się ambasada Francji uznając za nieprawdziwe zarzuty dotyczące "systemowej polityki niszczenia polskich przedsiębiorstw". Kamila Sotomska z Departamentu Prawa i Legislacji ZPP przedstawia przykłady i argumenty.

Polska firma złożyła skargę do Komisji Petycji Parlamentu Europejskiego w sprawie praktyk stosowanych przez administrację francuską, które utrudniają działalność na tamtejszym rynku. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przygotowuje raport na temat tych praktyk. Co on zawiera?

- Pokazujemy w nim historie polskich firm z branży transportowej, spożywczej i agencji pracy tymczasowej, które natknęły się na protekcjonistyczne bariery na francuskim rynku. Są przykłady bardzo restrykcyjnych przepisów we Francji, które stoją w sprzeczności z prawem gwarantującym swobodę przedsiębiorczości i swobodę świadczenia usług. We francuskich mediach ukazują się artykuły oczerniające polskich przedsiębiorców.

Z jakimi protekcjonistycznymi barierami może borykać się polska firma we Francji?

- Typowym przykładem jest wprowadzenie absolutnego obowiązku posiadania stałego przedstawiciela na terenie Francji. Jest to zgodne z dyrektywą 2014/67 UE, której art. 9 daje państwom członkowskim możliwość wprowadzenia pewnych wymogów administracyjnych niezbędnych do skutecznego stosowania przepisów tej dyrektywy, w tym wymóg wskazania osoby do kontaktu z właściwymi organami państwa przyjmującego. Tylko że w pierwszym zdaniu tego samego artykułu jest bardzo wyraźnie wskazane, że powinno być to zgodne z zasadą proporcjonalności, czyli powinny być to jedynie niezbędne wymogi administracyjne.

W przypadku Francji jest natomiast absolutny wymóg posiadania stałego przedstawiciela zamieszkującego na terenie tego państwa, który będzie odpowiedzialny za kontakty z francuską administracją, za przechowywanie i udostępnianie dokumentów francuskim służbom, w momencie kontroli.

O ile nie jest to, co do zasady, niezgodne z dyrektywą, to w przypadku firmy transportowej, której działalność jest incydentalna na terenie Francji, taki wymóg generuje dodatkowe koszty, stawiając w znacznie gorszej pozycji firmy zagraniczne. To zamykanie dla nich rynku poprzez wymogi administracyjne. Choć dyrektywa niektórych działań nie zakazuje, to mamy wyraźne pogwałcenie zasady proporcjonalności.

Na jakie działania wobec firm transportowych zwraca uwagę raport?

- Do Związku Przedsiębiorców i Pracodawców zgłosiła się firma, którą nazywamy w raporcie AB Trans, gdyż poprosiła ona o zachowanie poufności. Bardzo dotkliwie odczuła ona bierność francuskiej policji. Jej auto było bezprawnie przetrzymywane przez francuską firmę zajmującą się holowaniem pojazdów ciężarowych, której celem było wymuszenie wynagrodzenia za niewykonane świadczenie.

Francuska policja zabrała polskiemu kierowcy dokumenty, a następnie odeskortowała go wraz z pojazdem firmy holowniczej Dépannage Josseron na jej parking. Następnie policja bezprawnie przekazała firmie dokumenty polskiego kierowcy i klucze do samochodu. Polski przewoźnik próbował interweniować na policji i w innych instytucjach, informując o sytuacji i prosząc o jakąś reakcję, wsparcie.

Ostatecznie francuska policja odesłała go do jednostki policji właściwej dla miejsca zdarzenia, czyli tej która przekazała kluczyki i dokumenty. Konsekwencje były takie, że francuska firma wymusiła świadczenie w wysokości ponad 3000 euro. Ale nie to jest najważniejsze. Pojazd zatrzymany został na trzy dni, a kierowca w zimowym okresie pozostawał bez dostępu do swoich rzeczy osobistych, a w momencie, w którym pracownicy firmy Dépannage Josseron wyjeżdżali na interwencję – także bez dostępu do ciepłego pomieszczenia i sanitariatu.  

Ogólnie w mediach francuskich przeprowadzana jest negatywna kampania tworząca obraz złego, polskiego kierowcy, który jeździ po francuskich drogach z pogwałceniem wszelkich przepisów, stanowiąc zagrożenie dla zdrowia i życia Francuzów. To tworzy bardzo zły klimat dla polskich firm sprzyjający takim przypadkom, jak ten, o jakim mówimy.

Czytaj: Cezary Kaźmierczak: Francja szykanuje polskie firmy. Jesteśmy frajerami!

Czytaj: Jarosław Gowin: oczekujemy, że problemy polskich firm we Francji zostaną rozwiązane

Czytaj: Ambasada Francji odpowiada WNP.PL: Nie dyskryminujemy polskich firm

Co stanowiło barierę dla agencji pracy tymczasowej?

- Mamy przykład polskiej firmy Aterima Work, która w latach 2018-2020 została skontrolowana przez francuską inspekcję pracy 15 razy. Nie mogąc znaleźć naruszeń praw pracowniczych, inspekcja stwierdziła, że firma powinna mieć tam swój zakład. Wszystko oczywiście na potrzeby podatkowe.

Aterima Work była legalnie zarejestrowana w Polsce, gdzie miała swój stały zakład i tam też uzyskiwała znaczną większość swoich dochodów. Inspektorzy grozili poinformowaniem zarówno prokuratury, jak i klientów, że działa ona nielegalnie. Ostatecznie, choć klienci polskiej firmy nigdy nie otrzymali oficjalnego pisma, niektórzy z nich zostali nieoficjalnie poinformowani, że ciążą na niej zarzuty karne – co było całkowicie nieprawdziwe.

Rozmawiałam z właścicielem firmy Aterima Work, która w wyniku działań francuskiej inspekcji pracy zakończyła swoją działalność na terenie Francji. Właściciel firmy powiedział, że koszt emocjonalny, psychiczny tego, przez co przeszedł, czyli - jak mówił – nękania różnymi kontrolami, pozwami, zastraszania odpowiedzialnością karną, jest ogromny. W efekcie wycofał się z tego rynku.

A jaka jest historia opisanej w raporcie firmy spożywczej?

- W raporcie przytaczamy przypadek firmy Fructofresh, która powstała w 2004 roku, a w 2007 roku zaczęła działać we Francji. Jej problemy zaczęły się jednak 10 lat później. Francuski konkurent Delifruits rozpoczął przeciwko niej kampanię oszczerstw. Ekspert, zatrudniany wcześniej przez francuskiego producenta sałatek owocowych, stwierdził, że w produktach Fructofresh znajduje się nielegalna substancja konserwująca. Dodatkowo oskarżył polską firmę o nielegalne zatrudnianie pracowników z Korei Północnej. Oba te zarzuty były nieprawdziwe, ale Fructofresh, aby to udowodnić, musiała wygrać prawdziwą batalię sądową.

Kluczowe w tym wszystkim jest to, że jedynymi dowodami przeciwko polskiej firmie miały być oskarżenia francuskiego konkurenta. Ponadto od razu po tym, jak sprawa trafiła do sądu, ten wydał zabezpieczenie tymczasowe w postaci zakazu sprzedaży produktów Fructofresh we Francji. Obroty firmy na francuskim rynku spadły o 90 proc., a ogólne obroty o 50 proc.

W efekcie tej sprawy odbyła się kontrola sanepidu w Polsce, która nie wykazała stosowania nielegalnych środków konserwujących, a szczegółowy audyt potwierdził, że nie doszło do naruszenia standardów pracy. Zakaz sprzedaży we Francji został ostatecznie zniesiony, ale odium na firmie ciąży do dziś.

Polskie firmy postrzegają tego typu działania jako systemowe?

- Polskie firmy naprawdę bardzo dotkliwie doświadczają skutków działań francuskiej administracji. Francja ma bardzo restrykcyjne przepisy. Wymaga wielu dokumentów w wersji papierowej, które muszą być przetrzymywane przez długi okres, np. związanych z przepisami dotyczącymi płacy minimalnej dla firm transportowych.

Firmy transportowe muszą mieć zaświadczenia dla swoich pracowników pokazujące, że zarabiają oni płacę minimalną w czasie, gdy pracują na terenie danego kraju. Francuzi wymagają tego w wersji papierowej, zaświadczenie musi być odnawiane co 6 miesięcy, musi być też dostarczone każdemu kierowcy, podczas gdy w innych krajach zaświadczenie takie można mieć w wersji elektronicznej.

Znów działa tu ten sam mechanizm – nie jest to nielegalne, ale różne działania urzędów na terenie Francji sprawiają, że staje się to bardzo uciążliwe. I nic się nie zmienia, bo odpowiednie instytucje, jak ministerstwa nie mają podstaw do wszczęcia sprawy, ponieważ przedsiębiorcy boją się zgłaszać problemy w obawie przed konsekwencjami i retorsjami.

Ale coś zaczyna się zmieniać. Aterima Work  złożyła petycję do Parlamentu Europejskiego, co już odbiło się dużym echem. To zgłoszenie może stać się – w naszej opinii - momentem przełomowym. Nasz raport też jest krokiem w tym kierunku. Nie opiera się na statystycznej próbie, ale od czegoś trzeba zacząć. Próbujemy zebrać pierwsze dane do szerszych badań, które mają ocenić, jak wygląda sytuacja i do jakiego stopnia mamy do czynienia z systemowym problemem.

Treść artykułu jest dostępna dla zalogowanych użytkowników posiadających aktywny abonament Strefy Premium. Zaloguj się

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2023